Wymieranie Internetu (fragment)
Prezentujemy fragment tekstu Geerta Lovinka, który ukazał się cyfrowo i w papierze w tłumaczeniu Katarzyny Janoty, Kuby Kuleszy, Cezarego Stępkowskiego i Agnieszki Zgud z Grupy Roboczej. Zachęcamy do lektury całości tekstu na stronie źródłowej. Dziękujemy Grupie Roboczej za możliwość przedruku!
Czy dzisiejsza kultura internetowa może przeciwstawić się entropii i odeprzeć nieustające próby jej przechwycenia w obliczu niekończącego się rozpadu? Z tym pytaniem pozostawił nas francuski filozof Bernard Stiegler, który zmarł w sierpniu 2020 roku. Dzięki jego staraniom powstała programowa antologia pod tytułem Konieczna bifurkacja. „Nie ma alternatywy”1. Została ukończona w pierwszych miesiącach pandemii COVID-19, a wydana tuż przed śmiercią Stieglera. Koncentruje się na jego dorobku i była konsultowana z pokoleniem Grety Thunberg. To plan sprawiedliwości klimatycznej i dociekanie filozoficzne zarazem, napisane wspólnie z kolektywem Internacja. Bifurkacja oznacza rozdzielenie lub rozgałęzienie się jakiejś całości na dwie części. W tym przypadku jest to wezwanie do tego, by się rozgałęziać, tworzyć alternatywy i nie ignorować dłużej kwestii entropii – klasycznego zagadnienia w cybernetyce. Stan chaosu jest znany w kontekście krytyki internetu jako problem przeciążenia informacją wraz z jego psychicznymi objawami: rozproszeniem, wyczerpaniem i niepokojem, które wywołuje podprogowa, ekstraktywistyczna architektura mediów społecznościowych. Stiegler nazwał nasze czasy entropocenem – w analogii do antropocenu, z uwzględnieniem charakteryzującego naszą epokę „ogromnego wzrostu entropii we wszystkich jej formach (fizycznej, biologicznej i informacyjnej)”2. Jak zauważyli Deleuze i Guattari: „Nie odczuwamy braku komunikacji, przeciwnie – mamy jej nadmiar, ale cierpimy na brak tworzenia”3. Naszym zadaniem jest więc stworzenie nowego języka, który pozwoli zrozumieć teraźniejszość w celu powstrzymania i przezwyciężenia wielu nadchodzących katastrof, czego przykładem jest dla mnie koncept wytrych: „wymieranie internetu”.
Podczas gdy Bernard Stiegler i inni podkreślają, że katastrofę ekologiczną trzeba będzie rozpatrywać na poziomie fizycznym i biologicznym, ja kładę nacisk na redukcję wiedzy do informacji i konsekwencje tego zjawiska dla psychospołecznych nawyków, praktyk i dyspozycji. Przez ostatnie lata skupiałem się na tym, jak polityka oraz estetyka hałasu i rozproszenia uwagi wpływają na stan psychiczny jednostek, szczególnie w młodszych pokoleniach. Nie wiadomo jeszcze, czy takie badania dotyczące wywołanego przez korzystanie z internetu niepokoju, smutku, czy złości mogą zawierać wskazówki przydatne w tworzeniu alternatywnych rozwiązań. Ostatnio zacząłem wątpić we własny pogląd, jakoby krytyczna analiza niedoli psychicznej wśród użytkowników platform była niezbędnym pierwszym krokiem w kierunku organizacji, mobilizacji i – wreszcie – zmiany.
Moje pokolenie wcześnie odkryło, że internet jest – by użyć terminologii Derridy i Stieglera – farmakonem; jest zarówno toksyczny, jak i leczniczy. Krytyka jego podstawowych założeń, na przykład ideologii kalifornijskiej, jest zatem zarówno odrzuceniem, jak i propozycją. Jak połączyć analizę i krytykę w radykalne, pragmatyczne sieci, które mogą coś zmienić w zakresie badań, polityki i rozwoju alternatyw? Najpierw diagnoza, potem rehabilitacja. Dwa kroki niezbędne do rozpoczęcia procesu leczenia.
W moim wypadku idee te biorą się z dwóch prac, które zdeterminowały mój intelektualny rozwój. Po pierwsze, Męskie fantazje (1977) Klausa Theweleita, poświęcone psychicznym zranieniom niemieckiej klasy robotniczej, które uczyniły ją podatną na nazistowskie obietnice odzyskania godności. Po drugie, Masa i władza (1961) Eliasa Canettiego, klasyka nieistniejącej już dziedziny „psychologii tłumu”, którą studiowałem w Instytucie Baschwitz4 w 1983 roku, podczas ostatniego roku studiów politologicznych na Uniwersytecie Amsterdamskim, tuż przed rozwiązaniem instytutu i połączeniem go z wydziałem nauk o komunikacji. Historyczne pytanie Antify: Jak zdemontować faszystowski pancerz psychiczny? – jest znowu aktualne. Dlaczego ludzie są coraz bardziej podatni na teorie spiskowe, fałszywe wiadomości i mity dotyczące migracji? Dostarczanie poprawnych, „obiektywnych” informacji to za mało, żeby obalić te przekonania. Neopozytywizm prowadzi nas donikąd i jedynie reprodukuje dominujące tryby supremacji. Z przeszłości płynie gorzka lekcja: deliberacja nie zwycięży faszyzmu.
Złamanie kodu faszyzmu było jednym z wielu zadań mojego pokolenia, które dorastało w cieniu II wojny światowej, zimnej wojny i spuścizny pokolenia ’68 – moich nauczycieli. Choć faszyzm został pokonany militarnie, i to wysokim kosztem, jego korzenie przetrwały. W okresie powojennej odbudowy, zdominowanym przez zimną wojnę i kompromis klasowy, nie odniesiono się właściwie do źródeł faszyzmu, nie wspominając już o ich usunięciu. To nie przypadek, że pytanie o to, jak zaprojektować i jak prowadzić „niefaszystowskie życie” – jak sformułował to Michel Foucault – pojawiło się w latach siedemdziesiątych, gdy recesja i polityka zaciskania pasa ponownie zawitały do krajów Zachodu. Pięćdziesiąt lat później pytanie to można przeformułować następująco: Jakiego rodzaju cyfrowe „technologie samych siebie” będą musiały zostać zaprojektowane, aby umożliwić nam samopoznanie w sposób niezgodny z reżimami normatywnymi? Jak prowadzić życie poza platformą, jednocześnie ciesząc się korzyściami płynącymi z sieci społecznościowych5?
Jednym z fundamentów krytyki aktualnej kondycji techno-społecznej będzie radykalnie zaktualizowana, XXI-wieczna wersja psychoanalizy. W The Third Unconscious Franco Berardi postuluje psychoanalizę, „która powinna przyjmować horyzont chaosu i wyczerpania za punkt wyjścia do refleksji”6. Pisze, że odkrycie nieświadomości w XVIII i XIX wieku doprowadziło do powstania psychoanalizy zarówno jako metody terapeutycznej, jak i narzędzia umożliwiającego analizę kulturową. W odpowiedzi na to, że jej ojcowie założyciele kładli szczególny nacisk na wyparcie i sublimację, druga koncepcja nieświadomego, związana z Lacanem, a jeszcze bardziej z Deleuze’em i Guattarim, zwróciła uwagę na kwestię produkcji – nie represji, ale nadekspresji. Dla nich nieświadomość nie była teatrem, ale fabryką, napędzaną „niespokojną pogonią za radością, której ciągle unikano, próbami zostania zwycięzcą, zawsze zawiedzionym przez rzeczywistość”7.
Pięćdziesiąt lat po tym, jak uwolnił pożądanie, Berardi proponuje kolejny punkt widzenia: trzecią koncepcję nieświadomości, krążącą wokół zrozumienia techno-społecznego wymiaru umysłu, w świecie, który nie koncentruje się już na wzroście i (schizo)produktywności, ale na wymieraniu, lęku i dewzroście. Ketamina zmieszana z Insta i punkiem na żywo. Ludzki umysł osiągnął stan nasycenia. Berardi obserwuje rzeczywistość i wzywa do opracowania nowych krytycznych koncepcji, które pomogą nam zrozumieć dzisiejsze spektrum umysłowej wrażliwości i emocjonalnej uważności. Musimy ćwiczyć „unoszenie się na fali katastrofy”, które Berardi uważa za precyzyjny opis „naszej kondycji psychicznej podczas trwającego właśnie trzęsienia ziemi, które jest również trzęsieniem serca i umysłu”8. Według Berardiego „faszyzm to zasadniczo psychotyczna reakcja na bezsilność i upokorzenie”, co udowodnił wcześniej Theweleit w Męskich fantazjach. Płynne przejście od covidu do wojny w Ukrainie, inflacja i kryzys energetyczny tylko dodatkowo przyspieszyły przepalenie się obwodu biologiczno-informacyjno-psychicznego pod ciężarem stosu kryzysów. Z każdym kolejnym wstrząsem przesuwamy się dalej w górę i w dół, przeglądając „wertykalny atlas” konfliktów9. W moim odczytaniu The Third Unconscious technologie medialne wkroczyły w ciało w taki sposób, że ciała i duszy nie da się już oddzielić od semiotycznej infosfery. Nie chodzi tylko o zmienioną fizjonomię. Pomyślmy też o neuronach w mózgu, które reorganizują samą zdolność myślenia, lub o zmęczeniu oczu, palców i całego ciała po kolejnej zdzwonce na Zoomie. W ten sposób technologie wyczerpania oddziałują w skali całego społeczeństwa.
Franco Berardi pozostaje jednym z niewielu europejskich intelektualistów o fenomenalnej, sejsmograficznej wrażliwości na mroczne stany młodych umysłów, przyklejonych do swoich urządzeń10. Odczytywanie pulsu właśnie w ten sposób, w zgodzie z Zetkami – pierwszym pokoleniem, które doświadczyło internetu jako oczywistości, stałej sfery – łączy Berardiego z Bernardem Stieglerem. Istnieje tu wspólna całościowa strategia: silne przekonanie, że społeczeństwo musi przede wszystkim stanąć twarzą w twarz z otchłanią. To właśnie tam, w sercu społecznej nieświadomości, ulokowane jest polityczne niezadowolenie. Zaprzeczanie tylko przyspieszy rozwijający się kryzys – ale w czyim interesie? Newage’owy optymizm idzie w parze z kontrolą percepcji społecznej. To dlatego motyw czerwonej i niebieskiej pigułki jest w naszych czasach tak silny. Zamiast nadal zarządzać dysfunkcyjnymi procedurami, moglibyśmy wspólne przećwiczyć – i praktykować – radosny akt znikania i ponownego pojawiania się (ale bez rejestracji).
Czas zamknąć obieg i zrezygnować z niekończącej się optymalizacji i zaciskania pasa. Według Berardiego musimy najpierw przebudować „obwód biologiczno-informacyjno-psychiczny”, zanim będziemy mogli przekroczyć wartość progową, poniżej której teraz się znajdujemy. Potrzebne jest zbiorowe zaangażowanie, które uwzględni „sygnały, gesty językowe, podprogowe sugestie, podświadome zbieżności. To jest przestrzeń poezji, działania, które kształtuje nowe rodzaje wrażliwości”, wyrażone w ironicznych memach, zabawnych teledyskach, tańcu i gestach, przeżywanych w chwilach ekstatycznego upojenia, które wciągają nas głębiej w wir dźwiękowych i wizualnych doznań.
Jakie praktyki artystyczne mogą tutaj coś zmieniać? Moim zdaniem estetyka śledcza, mająca na celu zbieranie dowodów, tworzenie koncepcji i krytykę wynikającą z reorganizacji faktów, może stanowić początek procesu radykalnej transformacji. Przyczyni się to do rozwoju ruchu pisania na temat historii sztuki i analizowania sztuki. Byłby to nowy paradygmat, który nie powiela po prostu ruchu humanistyki cyfrowej, urzeczonej liczbami, wykresami i skalą, ale odróżnia się od właściwej dla tej dziedziny tendencji do skupienia na digitalizacji archiwów i analizie danych. Przekroczyliśmy punkt, w którym możemy mówić o „przydatnych kompetencjach cyfrowych”, żyjemy w świecie pilnych cyfrowych potrzeb. Na tym etapie projekt estetyki śledczej nie powinien tracić z oczu pytania o władzę11. Powinien zmienić kierunek politycznej rywalizacji o prawdę, przeciwstawiając narracjom władzy głoszonym przez cwanych hegemonów – prawdomówność uciśnionych, która konkretyzuje się poprzez obliczeniową estetykę zorganizowaną za pomocą czasowych i przestrzennych osi miary.
Czy „cyfrowe ja” może się wyzwolić z pułapki narcystycznego marketingu? Czy możemy eksperymentować ze swobodnymi formami współpracy, żeby uciec z klatki „ja”? Jak uratować „społeczeństwo techniczne” – wyrwać je z rąk Doliny Krzemowej i kontroli państwa, nie romantyzując równocześnie bycia offline i nie popadając we wsobną wspólnotowość? To projekt na równi polityczny i pasjonacki. Tworzony przez włoskich przyjaciół, z którymi mam zaszczyt pracować – uczestniczą w nim Donatella Della Ratta, Tiziana Terranova i wiele innych osób. Punktem wyjścia jest fascynujący zwrot dialektyczny. Zamiast ukazywać społeczeństwo jako rezultat potężnych ruchów dziejowych, takich jak kapitalizm, industrializacja, imperializm, patriarchat czy kolonializm – postrzegamy je jako pierwotną siłę sprawczą, suwerenną moc samodzielnie inicjującą wynalazki oraz nowe formy produkcji czy reprodukcji. Naszym zdaniem najlepiej opisywać sieć społeczną jako rzeczywistą siłę napędową dla maszyn wyobraźni, które raz po raz natrafiają na kapitalistyczne mechanizmy reaktywnego wywłaszczania, zmuszające to, co społeczne, do kapitulacji. Musimy wspólnie odwrócić tę tendencję i odzyskać autonomię oraz zdolność podejmowania decyzji. Pomimo dotychczasowych porażek społeczeństwo nie jest wyłącznie bezsilną ofiarą – zachowało swoją zdolność do transformacji. To ważna obserwacja – jeśli chcemy ochronić społeczeństwo techniczne w burzliwych czasach kolejnego „kryzysu naftowego”, powinnIśmy na przykład zacząć pomijać energożerne centra danych i projektować alternatywną infrastrukturę obliczeniową, która wspiera redystrybucję i uzupełnia ekskluzywny obieg prywatnych zbiorów, trzymanych offline i zamkniętych na terabajtowych dyskach.
Włosi i Włoszki zachęcają nas, by poważnie potraktować pytanie: Co jest dzisiaj społeczne? Czterdzieści lat temu padłaby odpowiedź: autonomistyczne ruchy społeczne. Trzydzieści lat temu: taktyczne społeczności medialne, dwadzieścia lat temu – sieci społecznościowe i web 2.0, dziesięć lat temu – platformy. A teraz jakie są propozycje, oprócz słusznego postulatu powrotu do wartości stojących za wolnym oprogramowaniem? Na płaszczyźnie relacji międzyludzkich Franco Berardi proponuje „psychokulturową konwersję na umiar i przyjaźń”12. Wraz z Nedem Rossiterem, moim przyjacielem z Sydney, wymyśliłem „zorganizowane sieci”, które, jak twierdzimy, mają silne powiązania z rozproszoną estetyką. Rozciągają się między wieloma punktami i lokalizacjami, w przeciwieństwie do struktur klasycznych sieci, które mają słabe połączenia i łatwo się rozpadają. Zorganizowane sieci nadal pozostają w sferze obietnic, tak jak niewykorzystany potencjał nurtu nazywanego „krytyką internetu”. Odrodzenie idei członkostwa w organizacjach takich jak partie polityczne jako drogi do zdobycia władzy wydaje się jeszcze mniej prawdopodobne niż czterdzieści lat temu, kiedy studiowałem ten temat – tutaj, na tym uniwersytecie. Jak sprawić, żeby niezadowolenie i sprzeciw wobec hegemonii doprowadziły do faktycznej zmiany władzy w dobie późnego kapitalizmu platform? Kwestia organizacji pozostaje bardzo istotna, nie tylko dla ruchów protestacyjnych, ale także w naszym kontekście, dla artystów i projektantek oraz innych nomadycznych, prekarnych osób pracowniczych.
„Przekonajcie mnie, że to nie są cyfrowe wieki ciemne”, napisała na Twitterze w 2022 roku Regina Harsanyi. Utrata prywatnej przestrzeni wydaje się realna. I pod wieloma względami taka jest. Zostaliśmy wciągnięci do wirtualnej czarnej dziury. A jednak jest piękno w rozpadzie. Tego właśnie nauczyły nas krytyczne badania nad memami w ostatnich latach – istnieje estetyka rozpadu, którą kultura internetu transmituje, ucieleśnia i reprodukuje13. Pospiesznie piszemy historię ulotnej kultury sieciowej, bo nikt za nas tego nie zrobi. Po trzech dekadach pojawia się uczucie jeszcze silniejsze, które wykracza poza opisane już regresję, stagnację i inne mroczne stany. Jak stwierdził kiedyś Brecht: „Ponieważ rzeczy są takie, jakie są, rzeczy nie pozostaną takimi, jakie są”. Teraz pojawia się możliwość zagłady internetu. To jest dla nas moment niewygodnej prawdy. Nie tylko nieskończone możliwości implodowały do realizmu platformowego, stoimy również przed egzystencjalną konfrontacją z widmem końca. Nie chodzi o protokół TCP-IP czy komutację pakietów. Wymieranie Internetu oznacza koniec epoki zbiorowej wyobraźni, która na wiele sposobów pokazywała, że inne technologie, wertykalne i horyzontalne, są możliwe. Nie jeden stos, ale wiele plateaux.
Stagnacja i recesja zostały już szczegółowo opisane, teraz naszym celem jest stworzenie teorii rozpadu. Po dekonstrukcji przyjdzie destrukcja. Instytucje, z ich domyślnym optymizmem, nie nagrodzą nas za ostrzeganie o katastrofie, tak samo jak nikt nie doceniał krytyki internetu i propozycji alternatyw w czasach preapokaliptycznych. Najwyższy czas połączyć zimne, menedżerskie podejście do zarządzania za pomocą algorytmów z duchologią Marka Fishera14. Musimy się ocknąć i zrozumieć, że zaciemnienie jest systemowe. Nihilistyczny trend szybkiego wzbogacania się na krypto to jedna z technologii Dnia Ostatecznego. Co się wydarzy, gdy to, co niewidoczne, stanie się widoczne, a my przezwyciężymy pustkę w głowach? W powietrzu unosi się woń wymierania. Kapitalistyczny darwinizm zakłada, że jak chcesz być biedny i offline, w chłodzie, upale, suszy i powodzi – to wszystko twój wybór. Nadszedł czas na strajk, strajk przeciwko optymalizacji. Przestańmy optymalizować. Dosyć zwiększania efektywności i podnoszenia produktywności. Nadszedł czas, by nauczyć się projektować problemy. Czas wymyślania prowotypów.
Zapytajmy o radę Angelicism01, substackową personę – moją nihilistyczną Gretę Thunberg – e-dziewczynę, poetkę, teoretyczkę i równocześnie wirtualną osobę, która pisze: „Internet jest niemożliwy. Nie myślę o tym, bo to mnie rozwala. Dzień w internecie jest wszystkim. Nie umiem przewidzieć, czy internet się skończy. Wiem jednak, że dzień zagłady jest bliski”. Oraz: „Zagłada jest zmianą. Sama zagłada się zmienia. Tak mówią maszyny zmian. To właśnie znaczy pójść na całość ze zmianą. Internet i zagłada są ze sobą nierozerwalnie powiązane. Doświadczyć internetu to doświadczyć zagłady”15.
Technika sama w sobie nie uniemożliwia jej kwestionowania. To, że jesteśmy zanurzeni w systemie, nie oznacza jeszcze, że jesteśmy pochwyceni przez jego domniemaną totalność. Media społecznościowe zostały zaprojektowane do doom scrollingu. W kontekście internetu dezautomatyzacja oznaczałaby zerwanie z powtarzalnymi wzorcami postępowania, które wnikają w głąb ciał użytkowników. Usunięcie profilu społecznościowego staje się w takiej sytuacji wyzwalającym gestem zapomnienia. Co mogłoby wypełnić pustkę w naszych zdefragmentowanych mózgach, kiedy internet opuści scenę? Jak mogłoby wyglądać życie, gdy nasze delikatne umysły nie będą dłużej atakowane przez otępiające i dołujące oddziaływania doom scrolla? Postinternetowe neurony są zasobem dla nowej wyobraźni i na nowo odkrytego poznania – elementów tworzących budulec społeczeństwa. To była lekcja Stieglera.
Wymieranie Internetu nie jest jedynie fantazją o cyfrowym końcu świata, kiedy to technologia zostanie wymazana w mgnieniu oka przez impuls elektromagnetyczny broni masowego rażenia. Zagłada Internetu jest końcem epoki możliwości i spekulacji, teraz adaptacja już nie jest rozwiązaniem. Znikanie internetu-który-się-staje zaczęliśmy opłakiwać już wcześniej, kiedy platforma odcięła nas od zbiorowej wyobraźni. Wydaje się, że inny Internet nie jest już możliwy. Użytkownik jako współtwórca internetu został skazany na życie zombie, który bezmyślnie swipe’uje i scrolluje, nie zdając już sobie sprawy ze swoich działań. Jeszcze niedawno opisywałem te zachowania jako podprogowe lub podświadome, w kolejnej fazie prowadzą one do martwicy mózgu. Ogarnia nas stan coraz głębszej senności, a nasze nawykowe gesty informacyjne wykonujemy w sposób zautomatyzowany.
Powinniśmy skierować wysiłek na to, by rozciągnąć czas, przejąć i zeskłotować przyszły internet, zaprojektować autonomiczne konfiguracje czasoprzestrzeni, które pozwolą błądzić myślom i rozwijać bezcelowe pomysły. Postinternet będzie nam sprzedawany jako nieodwracalna zmiana technologiczna. W ramach kontrataku musimy przeprojektować obecne systemy, które sprawiają, że tracimy pamięć i wiedzę. Nasz projekt polega nie tylko na tym, by podtrzymać wymieranie protokołu internetu, ale także na przezwyciężeniu związanej z tym strukturalnej depresji.
Mark Fisher napisał kiedyś: „Kryzysy, czy to kryzysy kapitalizmu, czy protestów, nie powodują już zmian; negatywność niszczy stare, ale nie tworzy już nowego”16. Tak samo ja musiałem nauczyć się na własnej skórze, że ani krytyka sieci, ani zbiorowa psychoanaliza internetowej jaźni nie doprowadzą do zmiany. Naszym zadaniem będzie, mówiąc słowami Bernarda Stieglera, „oddanie automatyzmów w służbę negantropijnego odautomatyzowania”17. Strategie walki z entropią mogą obejmować odautomatyzowanie wszystkiego, od exodusu z mediów społecznościowych, demontażu centrów danych i ponownego poprowadzenia kabli światłowodowych, po delegalizację Siri i Alexy.
Zamiast obwiniać uznane dyscypliny akademickie, powinniśmy pójść dalej i dokonać pozamoralnej analizy obecnej sytuacji, antycypując stan, w którym internet już zniknął. „Internet nie istnieje”, pisze Angelicism01. „Może istniał tylko przez chwilę, na przykład dwa dni temu, ale teraz pozostaje jedynie rozmytym widokiem, lustrem, doksą, deadline’em, przekierowaniem, 01. Jeśli kiedykolwiek istniał, nie mogliśmy go zobaczyć. Internet zniknął, nikt nas nie poniesie. Kiedy cię nie ma, twoja przestrzeń wciąż udaje, że jest”. Paul Virilio i Jean Baudrillard wcześnie mnie nauczyli, że istnieje estetyka znikania. Musimy się dowiedzieć, jak zainscenizować radykalne, alternatywne, elektroniczne wymieranie i nie spieszyć się z deklaracjami „umarł internet, niech żyje internet!”. Inny koniec jest możliwy. Nie stanie się to jedynie dzięki bombardowaniu generatorów prądu, jak robią to rosyjscy najeźdźcy w Ukrainie. Ani przez instalowanie, usuwanie i ponowne instalowanie połączeń Starlink Elona Muska. Być może skończył nam się już czas na badania podstawowe, ale przynajmniej możemy ułatwić pracę artystom – i uważnie słuchać ich kosmotechnicznych wyobrażeń „cli-fi”.
Nie tylko w biosferze, ale także w infosferze utrata różnorodności ma charakter entropijny, jednocześnie sterylizuje i zwiększa kruchość, niszcząc swój słodki substrat18. Sieciowanie w imię krytyki sieci, komputeryzacja w imię cyfrowego detoksu i projektowanie alternatywnych aplikacji w imię zapobiegania gromadzeniu danych, a nie tylko w imię ich ochrony. Czym jest internetowy dewzrost, oduczenie maszynowe czy sztuczna głupota? Za ich pomocą myślenie farmakologiczne i przepływy refleksji mogą przerodzić się w praktyczne procedury projektowe. Wyzwaniem byłoby, w duchu Stieglera, wprowadzenie takich nieprzewidywalnych i niepoliczalnych bifurkacji do edukacji wyższej w celu wdrożenia naprawczych koncepcji, protokołów i prototypów. Wzorem Anaïs Nin możemy powiedzieć, że nasz ulubiony kanał komunikacji „musi być siekierą dla zamarzniętego w nas morza”.
Chodzi tu o odnowienie pojęcia sieci społecznych nastawionych na troskę, o narzędzia do obliczeń międzypokoleniowych, służące rozwiązywaniu problemów na wszystkich poziomach stosu kryzysów. Jest to zintegrowane myślenie, w którym nie chodzi już o to, co możemy zrobić z niekończącym się strumieniem aplikacji, które pojawiają się i znikają, od TikToka, Ethereum, Dall-E, Zooma i Clubhouse po BeReal i ich ukrytą ekstraktywistyczną agendę. Przestańmy budować rozwiązania Web3 odpowiadające na problemy, które nie istnieją, i odpalmy narzędzia, które dekolonizują, redystrybuują wartość, konspirują i organizują. Jak wyraziła to Bogna Konior w tweecie: „Nie chcę wolności słowa. Chcę sieci, która nie koreluje z realem i nie przekształca wszystkiego w konkurs popularności, w narcyzm obarczony uzależnieniem od dopaminy. Zanonimizujmy to, przywróćmy suwerenność naszym gałkom ocznym i układom nerwowym, skończmy z ekonomią opartą na tożsamości”19. Nie pracujmy już dla platform, obserwowani przez ich niewidzialne, odległe władze…
Tłumaczenie tekstu: Katarzyna Janota, Kuba Kulesza, Cezary Stępkowski, Agnieszka Zgud (Grupa Robocza).
- Konieczna bifurkacja. „Nie ma alternatywy”, red. B. Stiegler i Kolektyw Internacja, tłum. M. Krzykawski, K. Lebek, M. Markiewicz, Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2023.
- Tamże, s. 14.
- G. Deleuze, F. Guattari, Co to jest filozofia?, tłum. P. Pieniążek, Słowo/Obraz Terytoria, Gdańsk 2000, s. 122.
- Zob. https://en.wikipedia.org/wiki/Kurt_Baschwitz, Jaap van Ginneken, Kurt Baschwitz: A Pioneer of Communication Studies and Social Psychology, Amsterdam University Press, Amsterdam 2018 oraz mój wywiad z van Ginnekenem na temat biografii Baschwitza jego autorstwa, https://doi.org/10.25969/ mediarep/3437.
- Wpis Cat Queen Cole na Tumblr na ten temat: „Uwolnij działania polityczne od wszelkiej jednostkowej i totalizującej paranoi. Rozwijaj działania, myśli i pragnienia poprzez proliferację, zestawianie i rozłączanie, a nie poprzez podział i piramidalną hierarchizację. Nie myśl, że musisz być smutny, aby być bojownikiem, nawet jeśli to, z czym walczysz, jest odrażające. To połączenie pragnienia z rzeczywistością (a nie jego wycofanie się do form reprezentacji) ma rewolucyjną siłę”, https://catqueencole.tumblr.com/post/47116289181/michel-foucaults-guide-to-non-fascist-life.
- F. Berardi, The Third Unconscious. „The Psychosphere in the Viral Age”, Verso, London–New York 2021, s. 11.
- Tamże, s. 95.
- Tamże, s. 56.
- Zob. https://verticalatlas.net.
- Tamże, s. 10-11.
- Więcej na ten temat w przełomowej książce Investigative Aesthetics, napisanej przez Matthew Fullera i dyrektora Forensic Architecture Eyala Weizmana (Verso Books, Londyn, 2021), która z łatwością może znaleźć zastosowanie w różnych inicjatywach, od Bellingcat, Metahaven, CitizenLab Tactical Tech, Berliner Gazette po Disruption Lab i prace artystów takich jak Trevor Paglan, Walid Raad, Paolo Cirio, Femke Herregraven, Vladan Joler i Laura Poitras.
- Tamże, s. 169.
- Zob. https://networkcultures.org/viralimageculture.
- Fisherowska wersja hauntologii i utraconych przyszłości „charakteryzuje się melancholijną odmową porzucenia czasów popularnego modernizmu, w których wszystko wydawało się możliwe, oraz odmową poddania się kapitalistycznemu realizmowi i postmodernistycznej skończoności”, https://medium.com/@nicholasadiaz7/introducingmark-fisher-part-3-hauntology-lost-futures-and-politicizedmelancholia-820e7a207e1e. Jego własnymi słowami: „Kiedy teraźniejszość zrezygnowała z przyszłości, musimy nasłuchiwać reliktów przyszłości w nieaktywowanych potencjałach przeszłości”. Można to łatwo odnieść do wysiłków na rzecz „odzyskania internetu”, w których nasz instytut [Institute of network cultures – przyp. tłum.] bierze udział od 2011 roku, wraz z uruchomieniem sieci Unlike Us.
- Cytaty z https://substack.com/profile/5625705- angelicism01 i wkład Janie definiującej Angelicism, https://soundcloud.com/pleasure-helmet-977951874/sets/angelicism-tapes.
- M. Fisher, Postcapitalist Desire, Repeater Books, London 2021, s. 23.
- B. Stiegler, Elements for a Neganthropology of Automatic Man, w: Philosophy Today, tom 65, wydanie 2 (wiosna 2021), s. 242.
- Zob. wywiad z Danielem Rossem przeprowadzony przez Ryana Bishopa, Theory, Culture & Society, tom 38, wydanie 4, lipiec 2021, s. 119. Ross mówi o obowiązku „opracowania starannej terapii ciężkich psychicznych, społecznych i biosferycznych ran zadanych przez technikę”, wskazując, że „bandaże” będą również, z konieczności, techniczne.
- Tweet, 24.04.2024.
