W stronę ekonomii politycznej urządzeń, czyli jak działają urządzenia (fragment)

Prezentujemy fragment książki „Spotkanie z wszechświatem w pół drogi. Fizyka kwantowa a splątanie materii ze znaczeniem” Karen Barad, która ukazała się w przekładzie Sławomir Królak w serii Humanistyka Środowiskowa Wydawnictwa Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu. Dziękujemy wydawnictwo za możliwość przedruku.

Jak działają maszyny? Jakiego rodzaju pracę wykonują? Jaką rolę odgrywa człowiek w obsłudze i wytwarzaniu maszyn? Jaką rolę odgrywają maszyny w produkowaniu innych maszyn i ludzi oraz w rekonfigurowaniu granic i stosunków między człowiekiem a maszyną? Co się dzieje, gdy praca maszyn ustaje? Czy takie przerwanie pracy można uznać za postać maszynowej sprawczości?

W artykule Mediating Machines [Pośrednictwo maszyn] historyk nauki Norton Wise twierdzi, że maszyny zapośredniczają wartości społeczne w wytwarzaniu wiedzy. Przekonuje np., że silnik parowy „stanowi jednocześnie ukonkretnienie «wartości pracy» w ekonomii politycznej i «pracę» w mechanice inżynieryjnej, utożsamiając w ten sposób ze sobą oba te pojęcia w obszarze ich wspólnego odniesienia”. Takie „częściowe utożsamienie”, jak uważa, „niesie ze sobą strukturalną analogię między siecią pojęć z obszaru ekonomii politycznej a podobną siecią z dziedziny filozofii naturalnej, dostarczając potężnej heurystyki, która może posłużyć do przeformułowania i dalszego rozwinięcia dynamiki” (Wise 1988, 77). Jako przykład Wise wskazuje na fakt, że w 1845 roku, przed wypracowaniem swojego spojrzenia na dynamikę skoncentrowanego na pracy (1845-62), William Thomson (Lord Kelvin) zaczął „uważać ideę sprawczości naturalnej – elektrycznej, magnetycznej, termicznej itd. – za wyraz zdolności do wytwarzania pracy, a tym samym uznawać układy przyrodnicze za swego rodzaju silnik” (1988, 80).

Wytwórcza rola aparatów w łączeniu zagadnień filozofii przyrody, ekonomii politycznej oraz ludzkich i nie-ludzkich form działania jest jednym z najważniejszych tematów tego rozdziału. Analiza, którą przedstawiam, odrzuca jednak pogląd, że maszyny lub aparaty odgrywają rolę „pośredniczącą”. Model maszyny skonstruowany w taki sposób, by wyjaśnić wpływ czynników społecznych na nauki przyrodnicze, nieuchronnie okazuje się urządzeniem wadliwym, zbudowanym na fundamentalnej różnicy między naturą a kulturą. Przekonanie, że istnieją dwie odrębne klasy bytów lub dwie odrębne sfery praktyk wpływających na siebie w określonych obszarach, w których się wzajemnie nakładają, opiera się na newtonowskich koncepcjach przyczynowości, dynamiki, przestrzeni i czasu oraz na newtonowskiej wierze w uprzednie istnienie odrębnie określonych, ograniczonych i uwłasnościowanych bytów i praktyk. W tym analitycznym silniku brakuje nie tylko próby symetrycznego ujęcia rozdziału wpływów między nauki przyrodnicze a ekonomię polityczną, ale także takiego modelu analizy, który nie byłby narzędziem newtonowskim.

Przejście od Newtonowskiego zegara do silnika Thompsona stanowi zaledwie drobną mutację w porównaniu z nieciągłymi zmianami, jakie zaszły w XX wieku w naturze maszyn i maszynowego sprawstwa, a także w naszym sposobie ich pojmowania1. Poważne potraktowanie tych zmian wymaga ponownego rozpatrzenia sposobu działania wszystkich maszyn, w tym nawet zegarów, silników parowych i urządzeń, które mógłby rozpoznać Newton. Skłania również do przyjęcia, że przekształcenia w epistemologicznej ekonomii filozofii naturalnej i w filozofii naturalnej ekonomii politycznej, które przyczyniły się (i nadal przyczyniają) do wywołania tych zmian, mają więcej wspólnego z materialnym splątaniem praktyk politycznych i naukowych niż z pośredniczącymi negocjacjami między odmiennymi systemami. Nie zamierzam tutaj przedstawiać historycznej analizy tych splątań. Pragnę raczej zaprząc realizm sprawczy (ujęcie praktyk naturokulturowych, które traktuje z powagą spostrzeżenia naszych najlepszych teorii naukowych, społecznych i politycznych) do pracy myślenia o tym, jakie materioznaczenie mają poszczególne splątania dla procesu wytwarzania podmiotów i przedmiotów.

W rozdziale 3 szczegółowo przedstawiłom Bohrowską analizę pracy epistemologicznej, jaką wykonują przyrządy. Bohr twierdzi, że fizyka klasyczna zasadniczo nie docenia przyrządów i umniejsza ich wkład. Nie są one bowiem zwykłymi narzędziami służącymi za układ soczewek powiększających i skupiających naszą uwagę na świecie przedmiotowym, lecz raczej robotnikami, którzy pomagają w tworzeniu badanych fenomenów i stanowią ich nieodłączną część. Ponadto przyrządy nie tylko wykrywają już istniejące różnice, ale przyczyniają się do ich wytwarzania i rekonfigurowania. Nieuwzględnienie roli przyrządów w wytwarzaniu fenomenów poważnie zagraża obiektywizmowi badań. Zwracając uwagę na aparaty, dostrzegamy konkretne praktyki różnicowania i oznaki zostawiane przez nie na ciałach.

Jak wyjaśniałom w rozdziale 4, sposób ujęcia przez Bohra natury oprzyrządowania jest pod paroma ważnymi względami ograniczony. Bohr nie uwzględnia istotnych społecznych wymiarów praktyk naukowych i nie przedstawia spójnego ujęcia roli podmiotu w tych praktykach ani roli urządzeń w wytwarzaniu podmiotu. Odwoływałom się wtedy do spostrzeżeń teoretyków oraz teoretyczek społecznych i politycznych, które okazują się pomocne w naświetleniu poszczególnych aspektów aparatu pomijanych w analizie Bohra. Omawiałom również niektóre ograniczenia tych podejść i rozważałom możliwość wykorzystania spostrzeżeń Bohra do wprowadzenia produktywnych poprawek oraz rozwinięcia tych ujęć. Twierdzę przykładowo, że mimo że Foucault i Butler zwracają uwagę na materializację ciał ludzkich jako ukonstytuowanych przez siły społeczne, uznają materialność istot/ciał nie-ludzkich za coś oczywistego i nie uwzględniają produktywnego działania sił natury. Tego rodzaju zachwianie równowagi przekłada się na asymetrię, z jaką ich prace ujmują czynniki materialne i dyskursywne, naturalne i kulturowe oraz przestrzenne i czasowe2. Teoretycy ci pozostawiają również poza obszarem badań ważne działanie materii jako czynnika sprawczego w procesach materializacji. Moje podejście polega na dyfrakcyjnym odczytywaniu przez siebie nawzajem tych ważkich spostrzeżeń czerpanych z teorii przyrodniczych i społecznych, które pozwala sporządzić opis naturokulturowych praktyk i instancji sprawczych uwzględniający wytwarzanie przedmiotów i podmiotów, materializację ciał ludzkich i nie-ludzkich oraz splątanie stosunków materialnych (w tym tych zwanych społecznymi, politycznymi, ekonomicznymi, przyrodniczymi, kulturowymi, technologicznymi i naukowymi, zamiast od samego początku przyjmować za oczywiste istnienie odrębnych czynników i dziedzin działania)3. Jednym z omówionych celów jest zbudowanie takiego urządzenia, które byłoby należycie wyczulone na naturę konkretnych splątań. Nie zamierzam dokonywać przeglądu tej analizy, ale pragnę podkreślić pewne istotne zmiany, które pociąga za sobą takie ponowne przemyślenie ontologii, epistemologii i etyki.

Dynamika dotyczy zmiany. Feministki i inni teoretycy często przywołują pojęcie dynamiki władzy. Z tego powodu często dręczy je/ich pytanie, co należy rozumieć przez władzę i jak ona działa, zakładają jednak przy tym, że pojęcie dynamiki jako takie ma ustalone znaczenie i nie rodzi większych problemów. Realizm sprawczy domaga się ponownego przemyślenia obu pojęć: władzy oraz dynamiki.

Na ile nasze rozumienie natury zmiany było i pozostaje uwikłane w pojęcie ciągłości? Dla Newtona – znakomitego fizyka, wynalazcy rachunku różniczkowego i całkowego, autora biblijnych proroctw, jednoczyciela nieba i ziemi – ciągłość była wszystkim lub prawie wszystkim. To jej zawdzięczał dar rachunku różniczkowo-całkowego, który dał głos jego wizji deterministycznego świata: złożył wiedzę o przyszłości i przeszłości u stóp człowieka. Przewidywanie przyszłości i objaśnianie przeszłości znajduje się na wyciągnięcie ludzkiej ręki, ceną jest tylko drobna inwestycja w to, co dzieje się w danej chwili, w każdej chwili. Każda cząstka materii, czy to wielkości planety, czy atomu, podąża wyznaczoną dla niej trajektorią określoną na początku czasu. Skutki podążają za swoimi przyczynami, a każda cząstka zajmuje z góry ustalone miejsce, dyktowane każdym kolejnym tyknięciem zegara. Świat rozwija się bez najmniejszych zakłóceń. Ścisły determinizm działa niczym dobrze naoliwiona maszyna. Natura jest jak zegar, nakręcana zabawka, którą Wszechwiedzący uruchomił w czasie t = 0, a potem nawet On stracił nią zainteresowanie i o niej zapomniał (lub może przypominał sobie o niej niekiedy i wpadał na chwilę, by ją trochę nakręcić). Wszechświat jest naprawdę doskonale uporządkowany. Zakładany radykalny rozdźwięk między ciągłością a nieciągłością otworzył przed człowiekiem bramę do panowania, gwarantując mu możliwość pełnego poznania oraz kontrolę nad naturą. Rachunek różniczkowo-całkowy to wyjście awaryjne, przez które człowiek umyka własnej skończoności. Nagrodą dla człowieka jest spojrzenie na wszechświat oczyma Boga, ucieczka od perspektywy, uniwersalny punkt widzenia wraz ze wszystkimi prawami i przywilejami, jakich mu udzielono. Widzenie, które sięga samego sedna materii, widzenie bez pośrednictwa, wiedza bez końca, bez odpowiedzialności. Jednostki o istotowych własnościach są poznawalne, a przez to można nimi zawładnąć. Materia jest dyskretna, ale czas jest ciągły. Ciągłość ta rozdziela naturę i kulturę, obiektywność zostaje zagwarantowana jako zewnętrzność. Aż za dobrze znamy tę historię, zapisała się w naszych kościach, na wiele sposobów się w niej usadowiliśmy, a ona usadowiła się w nas.

Kwantowość zakłóca ten porządek. Wystarczy drobna przeszkoda, najdrobniejsza szczelina w leżącej u podstaw wszystkiego ciągłości, by przyczynowość zmieniła się nie do poznania. Ścisły determinizm zostaje odrzucony, ale kwantowość bynajmniej nie przyznaje nam wolnej woli, zmienia bowiem cały zestaw dostępnych możliwości. Sprawczości i przyczynowości nie da się ot tak włączyć i wyłączyć. Ten drobny rozziew, nieistniejący ani w przestrzeni, ani w czasie, podważa samą naturę relacji między ciągłością a nieciągłością na tyle, że natura zmiany zmienia się z ciągłego, rozwijającego się zastoju w dynamikę działającą na zupełnie innym poziomie „istnienia”, gdzie „istnienie” nie jest już po prostu rozmaitością bytów ewoluujących w przestrzeni i czasie, ale ponawialnym stawaniem się czasoprzestrzenioumaterioznaczeniowienia (co objaśnione zostało w rozdziale 4). Przestrzeń, czas i materia wytwarzają się intra-aktywnie w ciągłym różnicującym procesie artykułowania się świata. Czas nie jest następstwem równomiernie rozmieszczonych interwałów, dostępnych w postaci odniesienia dla wszystkich ciał, a przestrzeń nie jest zbiorem uprzednio istniejących punktów, pełniących łącznie funkcję pojemnika, który zajmowałaby materia. Intra-akcje to niearbitralne, niedeterministyczne działania przyczynowe, w wyniku których materia-w-procesie-stawania wplata się w sposób ponawialny we własną bezustanną różnicującą materializację. Dynamiki tej nie naznacza zewnętrzny parametr zwany czasem, nie odbywa się też w ośrodku czy pojemniku zwanym przestrzenią: to raczej ponawialne intra-akcje stanowią dynamikę, dzięki której czasowość i przestrzenność się wytwarzają i ulegają ponawialnemu zrekonfigurowaniu w toku materializacji fenomenów, tworzenia i przetwarzania materialno-dyskursywnych granic i wiążących się z nimi konstytutywnych wykluczeń.

Istnienie kwantowej nieciągłości oznacza, że przeszłość nigdy nie pozostaje w tyle, nigdy nie jest raz na zawsze zamknięta, a przyszłość nie jest tym, co nastąpi jako rozwinięcie chwili obecnej; przeszłość i przyszłość uczestniczą bowiem na równi w ponawialnym stawaniu się materii. Stawanie się nie polega na rozwoju w czasie, lecz na niewyczerpanej dynamice splatania się umaterioznaczeniowień.

Na gruncie realizmu sprawczego przyczynowość nie jest kwestią ani ścisłego determinizmu, ani wolnej woli. Intra-akcje zawsze pociągają za sobą określone wykluczenia, a wykluczenia odrzucają możliwość determinizmu, warunkując otwartość przyszłości. Ale nie wszystko w danym momencie stoi otworem. W istocie intra-akcje ponawialnie rekonfigurują to, co możliwe, i to, co niemożliwe – możliwości nie tkwią w nieruchomej pozycji. Jednym ze sposobów, by to zaznaczyć, byłoby stwierdzenie, że intra-akcje mają ograniczający, ale nie determinujący charakter. Ale nawet to ujęcie nie oddaje w pełni natury owych „ograniczeń” ani dynamiki możliwości. Możliwości nie zawężają się w swym urzeczywistnieniu; nowe możliwości otwierają się w miarę jak inne, które mogły stać się możliwe, zostają przez nie wykluczone: możliwości podlegają rekonfigurowaniu i same rekonfigurują4. Intra-aktywność ma w sobie pewną żywotność, jednak nie w sensie jakiejś nowej formy witalizmu, ale raczej w sensie nowego poczucia ożywienia5. Żywiołowości świata, jego niewyczerpanej płodności nie daje się nigdy powstrzymać ani zawiesić. Sprawcze działania nigdy się nie kończą, nigdy się nie „wyczerpują”. Pojęcie intra-akcji przeformułowuje tradycyjne pojęcia przyczynowości i sprawczości w ciągłej rekonfiguracji zarówno tego, co realne, jak i tego, co możliwe.

Sprawczość zostaje zwłaszcza uwolniona z tradycyjnej humanistycznej orbity. Nie wiąże się bowiem z ludzką intencjonalnością czy podmiotowością. Nie pociąga również za sobą jedynie resygnifikacji czy innych szczególnego rodzaju posunięć w społecznej geometrii antyhumanizmu. Przestrzeń sprawczości jest nie tylko znacznie szersza, niż to dopuszcza większość ujęć poststrukturalistycznych, ale także, co może wydać się zaskakujące, szersza, niż to postuluje liberalny humanizm. Co istotne, czynnikiem sprawczym jej ponawialnej materializacji jest materia. Ponadto przyszłość pozostaje w każdym momencie radykalnie otwarta, a otwarte poczucie przyszłości nie zależy od zderzenia czy kolizji wymogów kulturowych. Wpisuje się raczej w samą naturę intra-aktywności – nawet jeśli aparaty mają przede wszystkim funkcję wymuszającą, nie wyklucza to mocy sprawczej. Co więcej, przestrzeń sprawczości nie ogranicza się do możliwości działań podejmowanych wyłącznie przez człowieka. Ale nie chodzi też o to, że sprawczość powinno się przypisywać zarówno bytom nie-ludzkim, jak i ludziom, ani o to, że można ją po prostu dowolnie rozdzielać między formy nie-ludzkie i ludzkie.

Sprawczość jest przede wszystkim materią intra-akcji; jest działaniem, a nie czymś, co się posiada. Sprawczość to czynienie/bycie w jego intra-aktywności. To wprowadzanie ponawialnych zmian w poszczególnych praktykach – ponawialne rekonfigurowanie topologicznych rozmaitości czasoprzestrzennych relacji – za sprawą dynamicznej intra-aktywności. W sprawczości chodzi o zmianę możliwości zmiany, jaką pociąga za sobą zrekonfigurowanie materialno-dyskursywnych aparatów produkcji cielesnej, łącznie z wytyczaniem granic i dokonywaniem wykluczeń, jakie wyznaczają owe praktyki w ustanawianiu struktury przyczynowej. Poszczególne możliwości (intra)akcji istnieją w każdym momencie, a te zmieniające się możliwości obejmują etyczne zobowiązanie do odpowiedzialnych intra-akcji uczestniczących w stawaniu się świata, do kwestionowania i przepracowywania tego, co obdarzone materioznaczeniem, oraz tego, co zostaje go pozbawione.

Jak podkreślają Foucault i Butler, władza nie jest zewnętrzną siłą działającą na podmiot; istnieje jedynie ponawiane działanie władzy w jej stabilizujących i osadzających się efektach – tyle że tym razem, w myśl realizmu sprawczego, „ruchome podglebie relacji siły” (Foucault 1995, 84) nie ogranicza się do tego, co społeczne6. Innymi słowy, w materializacji ciał uczestniczą nie tylko siły społeczne, a nie wszystkie zmaterializowane ciała są ludzkie. Ponadto wytwórczy charakter praktyk regulacyjnych i innych praktyk naturokulturowych należy rozumieć w kategoriach przyczynowej natury intra-aktywności. Kluczowe dla sprawczo-realistycznej koncepcji władzy jest przeformułowanie kategorii przyczynowości jako intra-aktywności. Chodzi o samą naturę relacji przyczynowych: relacje przyczynowe nie istnieją uprzednio, lecz intra-aktywnie się wytwarzają. To, co stanowi „przyczynę” oraz „skutek”, intra-aktywnie wyodrębnia się w wyniku swoistego wytwarzania oznak na ciałach.

Zasadnicza nieciągłość rozpoznana przez fizykę kwantową zakłóca naturę różnicy: między ciągłością a nieciągłością nie zachodzi relacja radykalnej zewnętrzności, ale raczej relacja sprawczej separowalności, jako że pozostają one ze sobą splecione. „Inność” jest splątaną relacją różnicy. Kategorie przestrzeni, czasu i materii ściśle wiążą się, a w istocie splatają, z kwestią sprawiedliwości.

  1. Maszyny we wszechświecie Newtona, gdzie wielki zegar wciąż tyka, a człowiek to tylko kolejny trybik, są czymś zupełnie innym niż w epoce postkwantowej, w której ludzie i maszyny pozostają ze sobą w bardziej zażyłych stosunkach, niż mógł to sobie wyobrazić Newton, a aparaty okazują się bardziej ożywione niż kiedykolwiek wcześniej.
  2. Szczególne znaczenie dla rozważań w niniejszym rozdziale mają ograniczenia koncepcji przestrzeni, czasu i materii u Foucaulta. Do teoretyków, którzy zarzucają Foucaultowi trzymanie się modernistycznej koncepcji przestrzeni, należą David Harvey i Gayatri Spivak. Harvey (1989) wyraźnie charakteryzuje koncepcję przestrzeni Foucaulta jako „pojemnik władzy”, Spivak zaś zauważa, że Foucault jest błyskotliwym myślicielem władzy w przestrzeni, ale topograficzne przepisanie imperializmu nigdy nie było szczególnie ważnym elementem przyjmowanych przez [niego] założeń (2010, 218). Haraway zwraca uwagę, że Foucault trzyma się również modernistycznej koncepcji czasu (1997, 12). Zob. także moje uwagi z rozdz. 4 dotyczące ograniczeń ujęć Foucaulta i Butler, gdy idzie o opis materii i materializacji. W moim ujęciu przestrzeń, czas i materia zostały w istotny sposób przetworzone, co omawiam poniżej.
  3. Zob. rozdz. 4, gdzie znalazły się bardziej szczegółowe rozważania dotyczące dyfrakcyjnego odczytywania przez siebie nawzajem spostrzeżeń Bohra, Butler i Foucaulta, które ma na celu dostarczenie posthumanistycznego performatywnego rozumienia praktyk materialno-dyskursywnych, w tym tych zwanych „technonaukowymi”, tych uznawanych za „społeczne” oraz tych, które uchodzą za „naturalne”.
  4. Rzeczywistość nie ustanawia się w wyniku wyczerpania istniejącego zbioru możliwości, nie jest jednorazowym wyborem spośród obecnych alternatywnych możliwości (zob. rozdz. 7).
  5. Takie poczucie ożywienia znajduje zastosowanie zarówno do materii nieożywionej, jak i ożywionej, a raczej umożliwia samo odróżnienie tego, co ożywione, od tego, co nieożywione.
  6. Foucaultowskie pojęcie władzy nie jest historycznie nacechowanym pojęciem władzy suwerennej, nadal funkcjonującej jako dominujący obraz kultury, stanowi raczej zbiór immanentnych relacji siły: „Mówiąc władza, nie mam na myśli «Władzy» jako zespołu instytucji i aparatów zapewniających poddanie obywateli danemu państwu. Słowem tym nie oznaczam też sposobu ujarzmiania, który w przeciwieństwie do przemocy przybierałby formę reguły. Nie myślę wreszcie o ogólnym systemie panowania jednostki lub grupy nad innymi, którego skutki przenikałyby dzięki sukcesywnym rozwidleniom cały organizm społeczny. Analiza w kategoriach władzy nie powinna postulować, w charakterze danych wyjściowych, ani suwerenności państwa, ani formy prawa czy globalnej jedności panowania: są to tylko raczej jej postaci docelowe. Wydaje mi się, że władzę trzeba przede wszystkim pojmować jako wielość stosunków siły immanentnych dziedzinie, w której się zawiązują i której organizację stanowią; grę, która w drodze ustawicznych walk i starć przekształca je, umacnia, odwraca; zespół punktów oparcia dla wzajemnych relacji między tymi stosunkami, wskutek czego powstają łańcuchy lub systemy czy też, odwrotnie, przesunięcia i zwiastujące podział sprzeczności; w końcu owocne strategie, których ogólna intencja lub instytucjonalna krystalizacja dopełniają się w postaci aparatów państwowych, formuł prawa, społecznych hegemonii” (Foucault 1995, 83–84).

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *