Rozmowa z Queerowym Marszem Wyzwolenia
20 czerwca ulicami Warszawy przejdzie Queerowy Marsz Wyzwolenia – nowa, oddolna inicjatywa, która świadomie staje w kontrze do głównej Parady Równości. Za queerowym wyzwoleniem kryje się odrzucenie polityki asymilacji na rzecz prawdziwej zmiany społecznej, takiej, która uwzględni potrzeby queerów, osób z niepełnosprawnościami, migrantów i wszystkich spychanych na margines. Z Oskarem i Matyldą z kolektywu organizującego Marsz rozmawiamy o tym, czy da się dziś zbudować ruch, który zamiast obiecywać włączenie w istniejący porządek, wiąże queerowe wyzwolenie z krytyką kapitalizmu i jak taki ruch organizuje się w praktyce?
Kuba: Dziś przez Warszawę, jak co roku, przechodzi Parada Równości. Dlaczego w niej nie maszerujecie?
Oskar: Ja nie maszeruję, bo ta parada mnie nie reprezentuje – a momentami reprezentuje rzeczy, które uważam za złe – przede wszystkim komercjalizację queeru. Główna parada stała się czymś w rodzaju banera reklamowego, na którym wystawiają się korporacje, banki i partie polityczne, tym samym służy ona głównie pinkwashingowi.1 Co więcej, wystawiają się tam też firmy współuczestniczące we wspieraniu ludobójstwa w Palestynie. Do tego jej postulaty są dla mnie mocno zachowawcze i nie reprezentują potrzeb społeczności. No i sama konwencja – kolorowo, brokatowo, ta muzyka, te hasła – po prostu nie jest moja.
Matylda: Parada stała się miałkim, liberalnym eventem, który maskuje to, co naprawdę dzieje się w Polsce – że dla nas, osób queer, od trzydziestu lat nic się nie zmienia. Parada daje władzy wentyl bezpieczeństwa: „patrzcie, jest parada, queery są wolne”. A dobrze wiemy, że nie są, że wielu z nas wciąż nie ma zapewnionych podstawowych praw. Politycy przychodzą się pokazać jako sojusznicy, ale nie przekłada się to na realne działania legislacyjne. To druga strona pinkwashingu, o którym mówi Oskar — ten polityczny.
Kuba: W przeciwieństwie do Parady Równości, która idzie pod hasłami dumy, celebracji różnorodności, wy określacie się jako Queerowy Marsz Wyzwolenia. Czym dla was jest wyzwolenie?
Matylda: To różnica w samym podejściu do queeru. Główna parada idzie pod hasłami asymilacyjnymi: zakłada, że to my mamy się wpasować w społeczeństwo. My jesteśmy po stronie queerowego wyzwolenia, czyli chcemy zmienić społeczeństwo tak, żeby było w nim miejsce dla wszystkich ludzi, nie tylko queerów, ale też osób z niepełnosprawnościami, migrantów, osób niebiałych.
Oskar: Wybór nazwy był zdecydowanie strategiczny. Na naszym logo widnieje ogromna „Parada Równości” wraz z „Queerowym Marszem Wyzwolenia” – chcieliśmy, żeby od razu było wiadomo, do czego się odwołujemy i z czyją hegemoniczną pozycją walczymy. Plan jest taki, żeby w ciągu paru lat, kiedy nazwa się przyjmie, w ogóle odrzucić tę „paradę”: chcemy identyfikować się właśnie jako marsz wyzwolenia, a nie „druga parada równości”. I tak jak mówi Matylda, to wyzwolenie rozumiemy szerzej – wychodzi od queeru, który przez swoją pozycję na marginesie społeczeństwa dostrzega rozmaite nierówności, dążąc do solidarności z różnymi grupami. Chodzi o to, w jakim społeczeństwie chcielibyśmy żyć.
Kuba: Kto tworzy Queerowy Marsz Wyzwolenia?
Oskar: Bardzo różne osoby. Od początku nie chcieliśmy ideologicznej ortodoksji ani tego, żeby marsz wyrastał z jednego środowiska. Origin story jest taki, że inicjatywa wyszła z Akcji Socjalistycznej, ale od razu ustaliliśmy, że się od niej organizacyjnie odetniemy: AS dała pieniądze na pierwsze spotkanie i użyczyła zasięgów; bezpośrednia współpraca skończyła się na jednej fakturze. Zależało nam, żeby to było naprawdę oddolne, żeby nie stały za nami organizacje pozarządowe czy partie polityczne, tylko żeby struktura naszego marszu była prawdziwie demokratyczna. Stąd otwarte spotkania co wtorek, na które każdy może przyjść i przyłączyć się do organizacji Marszu oraz mieć wpływ na jego kształt i postulaty. Mamy komunistów, anarchistów, osoby, które z niczym się nie utożsamiają, i bardzo dużo osób, które pierwszy raz angażują się w aktywizm.
Matylda: Jest wśród nas bardzo dużo młodych ludzi – siedemnasto-, dwudziestoparolatków – którzy dopiero wchodzą w aktywizm i bardzo mocno angażują się w organizację Marszu. Widać, że mają coś do powiedzenia, własny punkt widzenia i dzielą się wiedzą z innymi. Wszyscy się zresztą trochę uczymy, bo to nasz pierwszy marsz.
Oskar: Przyszły też osoby, które wcześniej organizowały główną paradę – mamy od nich know-how. Środowisko jest różnorodne także narodowo: są Ukraińcy, Białorusini, osoby z innych krajów. Trudno znaleźć wspólny mianownik poza samym queerem – no i może poza tym, że raczej nie ma u nas osób o poglądach liberalnych. Do nich kierujemy swój komunikat, ale stoimy po drugiej stronie barykady.
Kuba: Czy tym wspólnym mianownikiem nie jest jednak antykapitalizm i solidarność klasowa, które mocno wybrzmiewają w waszych postulatach?
Matylda: To prawda, antykapitalizm jest punktem wspólnym, bo nie ma wyzwolenia bez obalenia kapitalizmu. Przepływ kapitału jest tym, co spina wszystkie nasze postulaty jako siła negatywna – to on wywołuje nierówności, których nie chcemy: narzuca role społeczne, alienuje i antagonizuje różne grupy, które tak naprawdę więcej łączy, niż dzieli.
Oskar: W postulatach kapitalizm pojawia się wprost. Dziesiąty punkt, który zamyka listę żądań, brzmi tak: „Queerowe wyzwolenie ponad granicami. Sprzeciwiając się kapitalizmowi i idącemu za nim imperializmowi, wyrażamy wsparcie i solidarność dla wszystkich grup doświadczających opresji oraz jedność ruchu queerowego z międzynarodowym ruchem pracowniczym”. To nasze ideowe credo.
Kuba: Parada Równości dysponuje wielkimi środkami finansowymi na organizację corocznego wydarzenia. Jak organizuje się Marsz, w zgodzie z waszymi ideałami i w kontrze do korporacyjnego charakteru?
Oskar: Oczywiście, trudniej jest zorganizować tego typu wydarzenie bez kasy od sponsora. Ale od początku przyjęliśmy zasadę, że skoro ma być antykapitalistycznie i oddolnie, nie bierzemy pieniędzy od nikogo. Kasa zawsze coś ze sobą niesie, wiąże ręce. Brak sponsorów pozwala nam mówić własnym głosem bez strachu o utratę finansowania. Działamy ze zrzutki i z benefitu i idzie nam całkiem dobrze – widać, że społeczność potrzebuje takiego wydarzenia, bo odzew jest bardzo duży. Pojawia się też mnóstwo wsparcia niepieniężnego: ktoś użycza przestrzeni, nagłośnienie, ktoś gra na beneficie za darmo, dla społeczności.
Matylda: To pomoc wzajemna. Niektórych rzeczy nie przeskoczymy, trzeba je kupić, ale wiele można zorganizować społecznie, zamiast komuś płacić. Im więcej nas, tym więcej umiejętności i możliwości. W tym roku mieliśmy mało czasu, więc nie wszystko będzie super dopięte, ale staramy się i uczymy na przyszłość.
Oskar: Zatem sam proces organizacji wydarzenia przebiega wbrew logice kapitalistycznej – pokazujemy tym samym, że można stworzyć queerowy marsz inaczej, bezkompromisowo i w prawdziwie demokratyczny sposób.
Kuba: Będąc na jednym ze spotkań otwartych, byłem pod wielkim wrażeniem waszych zdolności organizacyjnych przy jednoczesnym zachowaniu horyzontalnej i demokratycznej struktury. Możecie opowiedzieć więcej o strukturze podejmowania decyzji?
Oskar: Propozycja naszej struktury wyszła od osób z Akcji Socjalistycznej. Zależało nam, żeby formuła była jak najbardziej oddolna, a Marsz był od queerów dla queerów, ale bez parasola organizacji, bez koalicji kolektywów. W tej formule każdy, kto włącza się w organizację Marszu, ma jeden głos, każdy wnosi swoją wiedzę i zaplecze, ale robimy coś nowego razem, odcinając się od stojących za nami organizacji. Powiem wam, że sam nawet nie wiem, jak nazwać to, co wspólnie tworzymy: czy to organizacja, kolektyw, społeczność? Wciąż szukam słów.
Matylda: Na razie zawiązaliśmy kolektyw, grupę, która organizuje Marsz Queerowego Wyzwolenia. A później zobaczymy.
Oskar: Dla mnie samo słowo „marsz” jest już trochę ograniczające – bo to za mało. To, co tworzymy, to więcej niż sam Marsz i snujemy już plany na przyszłość.
Matylda: Tak, planujemy utrzymać otwarte spotkania także po marszu – rzadziej niż co tydzień, ale tak, żeby każdy mógł przyjść, mieć swój głos i powiedzieć, czego oczekuje od takiego ruchu. Żeby to było dostępne bezpośrednio dla każdego.
Oskar: W praktyce uczymy się wspólnego działania i demokracji – wartości, na których budujemy marsz – i tworzymy ten ruch na bieżąco. To może być najważniejszy element tego, co dzieje się wokół Marszu. Powstaje prawdziwa, oddolna alternatywa dla asymilacyjnej polityki queerowej głównego nurtu.
Kuba: Będąc w kontrze do asymilacyjnej polityki queerowej, kwestionujecie również konsensus wokół głównego celu queerowego ruchu emancypacyjnego, jakim od lat zdaje się być dążenie do równości małżeńskiej. To napięcie – równość małżeńska jako cel kontra odrzucenie małżeństwa jako instytucji – jest w polskim kontekście stosunkowo nowe. Jaką alternatywę proponujecie?
Oskar: Marszów równości jest w Polsce co roku dwadzieścia, trzydzieści, pojawiają się także w mniejszych miejscowościach – ale prawie wszystkie idą pod hasłami liberalnymi, takimi jak „wszyscy kochamy tak samo”. Nasz marsz ma być alternatywą wobec właśnie takiej asymilacyjnej retoryki. Często spotykamy się z niezrozumieniem starszych aktywistów, ale my de facto proponujemy ambitniejsze cele, które dałyby coś szerszej grupie osób. Dążąc do wprowadzenia małżeństw jednopłciowych, zabiegamy tak naprawdę o stworzenie instytucji dla najbardziej uprzywilejowanych, chroniącej konkretnego interesu klasowego. Tego typu formułowanie postulatów zawsze zostawia kogoś z tyłu, a nam chodzi o to, żeby polityka queerowa była jak najbardziej włączająca.
Matylda: Ważne są tu dwie rzeczy. Po pierwsze, istnienie radykalnej alternatywy przybliża realizację nawet tych liberalnych postulatów, bo burzy społeczny konsensus. Po drugie, odrzucając ideę małżeństwa, zmieniamy front. W Polsce od lat toczy się spór o to, czy małżeństwo osób tej samej płci może w ogóle istnieć, bo Konstytucja chroni małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. My mówimy, że nie potrzebujemy „małżeństwa”. Potrzebujemy instytucji, która pozwala tworzyć rodziny i związki odpowiadające naszym potrzebom – a jej nazwa nie gra tu roli. Nie ma sensu walczyć na froncie językowym, na którym łatwo przegrać z prawicą, jak pokazał przykład „dzieci nienarodzonych” w sporze o aborcję. To, co proponujemy, to również pomysł na przezwyciężenie impasu.
Kuba: Czy spotykacie się z zarzutem, że ta radykalność może odpychać część osób przywiązanych do walki o liberalne prawa?
Oskar: Te dyskusje się pojawiły, ale raczej na marginesie. Osoby, które do nas przychodzą, są raczej zadowolone, że pojawiła się wreszcie przestrzeń do artykułowania bardziej radykalnych poglądów. Zdarza się, że ktoś z zewnątrz – pamiętam osobę zajmującą się dragiem – pisze, że „znowu dzielimy społeczność” i że pod takimi hasłami dalej będą nas mieli za zboczeńców. Ale ja nie traktuję takiego spojrzenia jako obelgi. Powinniśmy trzymać się tej radykalności, bo to ona przyciąga do nas ludzi. Nie ma w Warszawie drugiej takiej inicjatywy. A jeśli kogoś odstrasza, to są to pewnie osoby już kupione przez liberalną narrację i niekoniecznie musimy szukać w nich naszych sojuszników.
Kuba: Właśnie mam wrażenie, że wasz Marsz mówi do innej grupy odbiorców, której głosy do tej pory nie były słyszalne. Z waszej perspektywy – dla kogo mainstreamowy ruch queerowy jest dziś niedostępny?
Matylda: Bardziej niż „niedostępny” – on po prostu wielu osób nie dostrzega. Na Paradzie Równości mówi się o potrzebach raczej uprzywilejowanych, cis, homoseksualnych osób, głównie mężczyzn – już nawet lesbijki są trochę na marginesie. A osoby transpłciowe, osoby o nietypowych ekspresjach płciowych, osoby z niepełnosprawnościami, migranci – o ich istnieniu ta parada w ogóle nie wspomina. Mogą tam być, nikt ich nie wyrzuci, ale parada ich nie reprezentuje. My staramy się dawać głos wszystkim zmarginalizowanym osobom i promować uniwersalne postulaty, które dają coś każdemu.
Oskar: To inny punkt wyjścia. Do każdego postulatu piszemy rozwinięcie, bo w jednym zdaniu żądania nie zmieścimy tego, co za nim stoi. Rysujemy wizję egalitarnego społeczeństwa opartego na solidarności i wsparciu socjalnym, nastawionego na odmianę losu osób w gorszej sytuacji materialnej, która wynika ze strukturalnych nierówności reprodukowanych przez kapitalizm.
Matylda: W większości postulatów pokazujemy, jak logika kapitalizmu generuje nierówności, które uderzają w społeczności, które chcemy reprezentować.
Oskar: Mówimy mniej o polityce tożsamości, a więcej o polityce socjalnej. Tożsamość queerowa jest dla nas punktem wyjścia, nie celem samym w sobie. To z queeru – z odrzucenia narzuconych norm – wyrasta zdolność dostrzegania innych grup, z którymi można razem walczyć przeciw wyzyskowi kapitału.
Matylda: Osobie queerowej, która przepracowała własną queerowość, łatwiej dostrzec, jak społeczeństwo kapitalistyczne kształtuje tożsamość i narzuca określone role, a stąd bliżej do solidarności klasowej. To pewien etap budowania świadomości, który osobom queerowym wychodzi łatwiej, bo dotyczy ich bezpośrednio.
Oskar: Choć nad tą świadomością klasową trzeba pracować, bo wielu osób jej dziś nie ma. Na głównej paradzie idą raczej dlatego, że „jestem gejem, lesbijką, osobą trans”. U nas raczej dlatego, że „jestem antykapitalistą, antyfaszystą” – i to jest zasadnicza różnica. Stąd ruszyliśmy z cyklem edukacyjno-emancypacyjnym we współpracy z Akcją Socjalistyczną. Budujemy też szeroki front: dołączają kolektywy i organizacje, niekoniecznie queerowe, z którymi wspólnie walczymy o wyzwolenie od opresji – będzie blok internacjonalistyczny, organizacje zajmujące się aborcją czy pracą seksualną, będzie Stowarzyszenie Podróżnych Ugościć, Global Sumud Flotilla, diaspory ukraińska i białoruska. Te ogranizacje i grupy idą z queerami po to samo wyzwolenie.
Matylda: Reprezentujemy tak naprawdę najbardziej podstawową lewicowość: dążenie do egalitarnego społeczeństwa.
Kuba: Pielęgnowanie świadomości klasowej wśród polskich queerów może być wyjątkowo trudnym zadaniem, szczególnie w kontekście formowania się tej tożsamości bezpośrednio wraz z polskim kapitalizmem i konsumeryzmem po 89. roku. Jak sprostać tym wyzwaniom?
Oskar: Przede wszystkim trzeba wykorzenić homonacjonalizm2. To podejście asymilacyjne idzie w parze z taką logiką: udowadnianiem, że „jestem normalny, jak inni – chcę mieć dzieci, małżeństwo”, zaliczaniem wszystkich etapów sukcesu liberalnej jednostki. To trudny grunt, wymagający dużo roboty. Nasz postsocjalistyczny, aspiracyjny kontekst na pewno to utrudnia.
Kuba: Z drugiej strony jest wśród nas wiele osób queerowych pamiętających PRL, które żyły w zupełnie innym paradygmacie. Czy ruch queerowego wyzwolenia może się czegoś od nich nauczyć?
Oskar: To kwestia różnych trajektorii rozwoju ruchu u nas i na Zachodzie. Logika „nadganiania”, robienia tego samego co Zachód, nie działa – choćby coming out funkcjonuje u nas inaczej. Warto opowiedzieć tę historię inaczej: nasz kodeks karny z lat 30. nie kryminalizował aktów homoseksualnych, podczas gdy na Zachodzie owszem. Państwa socjalistyczne były często dużo bardziej liberalne, chociażby w kwestii prawa aborcyjnego czy dostępu do ochrony zdrowia dla osób transpłciowych. Powinniśmy szukać innego języka opowiadania o sobie niż przez pryzmat zachodnich narracji – bo jeśli pójdziemy ich drogą, tylko wzmocnimy swoją półperyferyjną pozycję. Na razie ta świadomość obecna jest jedynie w przestrzeni akademickiej; NGO-sy raczej tego nie dotykają, tkwiąc w reżimach grantowych i aspiracjach do Zachodu, raczej odwracają głowę od historii sprzed 89. roku. Nam również trudno byłoby wpisać tego typu sentymenty postsocjalistyczne wprost w postulaty – to bardziej materiał do namysłu, do działań edukacyjnych i przemyślenia strategii queerowego wyzwolenia na przyszłość.
Kuba: To trochę prowokacyjne pytanie, ale nawet jako alternatywa wobec Parady Równości powielamy schematy zachodniego aktywizmu. We Francji, Niemczech, czy Hiszpanii od lat istnieją alternatywne parady będące odpowiedzią na komercjalizację, obecność wielkich korporacji, neoliberalną politykę queerową. Czy Queerowy Marsz Wyzwolenia różni się czymś od tych zachodnich alternatyw?
Matylda: Szczerze mówiąc, nie mam wiedzy na temat zachodnich alternatyw, żeby móc to porównać.
Oskar: Ja też nie jestem specjalistą od zachodnich alt-pride’ów. Wiem, że są one też często antykapitalistyczne, ale nie przyglądaliśmy się im szczególnie. W naszej społeczności to nie był temat.
Matylda: U nas chęć organizacji alternatywnej parady wypłynęła po prostu z przecięcia ruchów socjalnych i queerowych. Nikt nie patrzył, czy różnimy się od podobnych inicjatyw w innych krajach i nie czerpiemy od nich inspiracji – robimy to dość spontanicznie, tak naprawdę w dwa miesiące. Myślę, że na przyszłość warto byłoby się temu przyjrzeć.
Kuba: Przecięcie sentymentów socjalnych i queerowych może wydawać się szczególnie abstrakcyjne w polskim kontekście. Dla dużej części klasy robotniczej queer kojarzy się raczej z wielkomiejskim sprzymierzeńcem neoliberalnej transformacji. Jak odwrócić tę tendencję i sprawić, aby queerowe wyzwolenie rezonowało wśród osób pracy?
Matylda: To, co robimy, samo w sobie jest próbą odzyskania tego połączenia. Idąc jako Marsz Queerowego Wyzwolenia, mówimy językiem socjalnym, mówimy, jak kapitalizm kształtuje naszą rzeczywistość, jak wpływa na prekarność pracy i sytuację grup marginalizowanych. To, że jesteśmy w kontrze do parady, jest wtórne – pierwotne jest to, że po prostu mówimy językiem antykapitalizmu i chcemy realnej zmiany.
Oskar: Naszemu marszowi bliżej do parady pierwszomajowej niż do Parady Równości. Organizując pierwsze otwarte spotkanie, od razu odezwaliśmy się do związków zawodowych i lewicowych organizacji. Część została, część szybko wyszła – myślę, że pewna lewicowa ortodoksja kojarzy takie inicjatywy jako „liberalny produkt” i boi się zaangażowania, traktując kwestie queerowe jako wtórne wobec pracowniczych. Jedna z organizacji pracowniczych wyszła po pierwszym spotkaniu i nie wróciła. Ale PPS, widząc, że podnosimy kwestie klasowe, został i będzie obecny na Marszu.
Matylda: Z tego, co wiem, również Związek Syndykalistów ma mieć swój blok na marszu. Może nie mieli przestrzeni, żeby zaangażować się w organizację, ale przyjdą – bo mimo wszystko jest im bliżej do nas niż do jakiegokolwiek innego ruchu queerowego w Polsce.
Kuba: Marsz, marsz i po marszu – czy macie już plany na to, co dalej?
Oskar: W tym roku jest szaleńczo – robimy wszystko w dwa miesiące i miał być tylko marsz, a są już wydarzenia towarzyszące, takie jak pokaz filmu o kulturze ballroomowej, miasteczko z organizacjami pracowniczymi i różnymi kolektywami. Na pewno nie chcemy, żeby to był jednorazowy zryw – marsz ma iść co roku, a w międzyczasie myślimy o działaniach edukacyjnych i radykalnym rzecznictwie przez cały rok. Widać już, że energia osób, które włączyły się w aktywizm poprzez Marsz, przelewa się na inne fronty – pierwszomajowy, propalestyński. Trzeba będzie tę masę dobrze wykorzystać.
Matylda: Jakieś inicjatywy są, ale teraz nie mamy przestrzeni, żeby je dopracować, dopiero po marszu zastanowimy się, co dalej. Zakładamy, że to będzie coś szerszego niż sam marsz.
Kuba: A jeśli ktoś dowiaduję się o was dopiero teraz, czy jest wciąż szansa na dołączenie do organizacji Marszu?
Oskar: Tak, 16 czerwca będziemy na Placu Zabaw nad Wisłą oraz Barce i tam zamierzamy zrobić ostatnie przedmarszowe spotkanie otwarte. Większość zadań na tym etapie jest już rozdzielona, ale zawsze jest szansa, że przydadzą się dodatkowe ręce do pracy.
Matylda: To ostatnie spotkanie połączone będzie też z malowaniem banerów na Marsz, na co serdecznie zapraszamy każdą osobę!
Rozmawiał Kuba Malec, redakcja tekstu Teresa Fazan
Queerowy Marsz Wyzwolenia przejdzie ulicami Warszawy 20 czerwca, start: Plac Defilad, godz. 13:00.
Koniecznie śledźcie ich media społecznościowe w kontekście wydarzeń towarzyszących: ig: @queerowymarszwyzwolenia.
Wesprzyjcie też groszem: https://zrzutka.pl/86wpp8.
- Pinkwashing – wykorzystywanie wizerunkowego poparcia dla praw osób LGBTQ+ (albo samej obecności tęczowych symboli) do poprawy własnego wizerunku i odwrócenia uwagi od działań szkodliwych lub niewygodnych.
- Homonacjonalizm – pojęcie autorstwa Jasbir Puar; opisuje sytuację, w której prawa osób LGBTQ+ zostają wpisane w tożsamość narodową i służą jako miara „cywilizacyjnego” zaawansowania. Mechanizm ten działa dyscyplinująco także poprzez faworyzację normatywnych i asymilujących polityk queerowych.
