Kobiety i praca (fragment)
Prezentujemy fragment (s. 155-170) książki Susan Ferguson Kobiety i praca. Feminizm, zatrudnienie i reprodukcja społeczna, która właśnie ukazała się w języku polskim nakładem Wydawnictwa Heterodox w przekładzie Sławomira Królaka. Dziękujemy za możliwość publikacji fragmentu i zachęcamy do zakupienia tej pozycji bezpośrednio ze strony wydawnictwa.
Odrodzenie tradycji feminizmu reprodukcji społecznej
Nasza historia nie zna kategorii zwanej „pracą kobiet”:
istnieje praca „białych mężczyzn”, praca „białych kobiet”
i „praca M[…]”. „Praca M[…]” sięga korzeniami niewolnictwa
w „Nowym Świecie”, w którym Czarnych traktowano
zawsze jako podludzi1
Dionne Brand, 1993
Powyższe słowa autorstwa powieściopisarki, poetki i aktywistki Dionne Brand brzmią zarazem dojmująco i prowokacyjnie2. Wiążąc odczłowieczającą naturę rasizmu z odrębnymi historiami Czarnych, w rezultacie podważają niemal wszystkie dotychczasowe osiągnięcia feminizmu wymazującego doświadczenia czarnych kobiet z kart dziejów kobiecej pracy. Wydobywają zarazem na jaw szczególny charakter doświadczeń, osób czarnych i białych, mężczyzn i kobiet, wskazując równocześnie na wspólność świata, w którym wszyscy bez różnicy muszą pracować.
Wiele białych socjalistycznych feministek współpracowało politycznie z aktywistkami i aktywistami antyrasistowskimi w latach 60. XX wieku i później, częściowo również podejmując ich krytyczne analizy. Niemniej w znacznej mierze przywiązane pozostawały do takiej koncepcji świata i orientacji teoretycznej, która nie mogła pomieścić problemów czarnego feminizmu. Okazały się, jednym słowem, niezdolne lub niechętne do przemyślenia tego, w jaki sposób złożoność pracy domowej, uwypuklana przez czarny feminizm, przemieszcza to pojęcie w socjalistyczno-feministycznych próbach wyjaśnienia patriarchalnego kapitalizmu.
Czarne feministki wielokrotnie wskazywały, że nie każda praca domowa jest nieopłacana i nie wszystkie kobiety postrzegają pracę wykonywaną przez siebie na potrzeby utrzymania gospodarstwa domowego czy na rzecz społeczności, do której przynależą, jako ze swej natury wiążącą się z uciskiem. Podkreślały również, że kobiety podlegają formom ucisku, które nie mają nic wspólnego z pracą domową. Oczywistością wydaje się w takim razie konieczność porzucenia nieopłacanej pracy domowej jako kategorii najważniejszej, w nieuprawniony sposób uniwersalizującej, przy próbach wyjaśnienia ucisku kobiet3. Co w takim razie pozostanie z perspektywy socjalistycznego feminizmu? Niewiele – i do takiego wniosku doszła niejedna z jego zwolenniczek. I pod pewnymi względami miały rację: skoro krytyczny feminizm równości za kluczowy problem do rozwiązania uznaje to, że praca domowa jest nieopłacana i z natury skazuje na izolację, zepchnięcie zagadnienia pracy domowej na margines analiz rzeczywiście pozostawiłoby, jak się zdaje, niewiele już do dodania.
Feminizm reprodukcji społecznej nie podlega takim ograniczeniom. W istocie otwiera możliwość rozwinięcia bardziej złożonej, syntetycznej analizy, przy czym tego typu zadanie wymaga rozwiązania teoretycznych problemów i napięć zarysowanych w poprzednim rozdziale. W tym celu należy, po pierwsze, wyjąć rozumienie pracy reprodukcji społecznej z ahistorycznych i uniwersalizujących pojęciowych ram pracy domowej; a po drugie, podjąć w pierwszym rzędzie i pogłębić rozważania na temat stosunku między pracą z kapitalistycznego punktu widzenia „produkcyjną” a „nieprodukcyjną”. Pociągać to będzie za sobą konieczność wykonania niezbędnej pracy empirycznej i teoretycznej, mającej na celu ustalenie, w jaki sposób stosunek ten determinowany jest nie tylko przez seksizm, ale też przez ucisk społeczny jako taki, począwszy od rasizmu i heteroseksizmu po osadniczy kolonializm, uprzedzenia wobec osób z niepełnosprawnościami i wszelkie pozostałe formy opresji.
[…]
„Słuchaj, białasko!”: czarny feminizm a złożoność ucisku
Latem 1974 roku grupa czarnych lesbijek, feministek i socjalistek zaczęła spotykać się regularnie na zebraniach w Bostonie. Zarazem zainspirowane i krytyczne wobec czarnych feministek, zwolenniczek i zwolenników ruchu Czarnej Siły [Black Power] oraz (zdominowanych przez białych i powiązanych organizacyjnie) ugrupowań socjalistycznych i antywojennych stojących na czele walki o prawa obywatelskie, powołały do istnienia własny Kolektyw znad rzeki Combahee4. Wedle jednej ze współzałożycielek tego kolektywu, Barbary Smith, przyświecał im cel, którym było „przede wszystkim […] stworzenie politycznej przestrzeni dla osób takich jak my”. Przestrzeni, w której mogłyby dzielić się między sobą doświadczeniami związanymi z seksizmem, rasizmem, homofobią oraz wyzyskiem klasowym, dyskutować o nich i organizować walkę z nimi. Jak zauważa kolejna współzałożycielka, Dimita Frazier, „Same sobą, naszymi własnymi ciałami, reprezentowałyśmy inny, rodzący się wówczas na naszych oczach, sposób rozumienia złożoności polityki”5.
A zatem, gdy białe socjalistyczne feministki nadal głowiły się nad polityczno-ekonomicznymi kwestiami wartości i pracy domowej, Kolektyw podjął na nowo również rozważania nad marksizmem. Jego członkinie zaczęły jednak zadawać całkiem inne pytania. W kwietniu 1977 roku Frazier, Barbara Smith i Beverly Smith wydały wspólne „Oświadczenie Kolektywu znad rzeki Combahee”, opracowane z uwzględnieniem pomysłów, które krążyły w szerokich dyskusjach toczonych w jego ramach6. Avtar Brah nazywa je
jednym z najbardziej doniosłych dokumentów w całej historii feminizmu kolorowych kobiet, a w istocie wszystkich odmian feminizmu […], powszechnie uchodzącym za zwiastun naszych obecnych debat toczonych wokół intersekcjonalności […] i stanowiącym zapowiedź przyszłych debat na temat tego, jak na płaszczyźnie teoretycznej ujmować należy kwestie „ucieleśnienia” i „doświadczenia”7.
Mimo że czasem uwadze uchodzi polityka klasowa Kolektywu, „Oświadczenie” to stanowiło wyjątkowo spójny wyraz potrzeby przeprowadzenia socjalistycznej feministycznej analizy wielorakich, „wzajemnie zazębiających się” form ucisku. Barbara Smith podkreśla to w wywiadzie z Keeanga-Yamahtta Taylor, zwracając uwagę na istotne znaczenie współdziałania grupy z socjalistami dysponującymi przynajmniej jakąkolwiek (nieważne, jak jeszcze niedoskonałą) analizą klasową i rasową. Smith zauważa, że „antykapitalizm jest tym, co nadaje [„Oświadczeniu Kolektywu znad rzeki Combahee”] ostrość, pazur, głębię i rewolucyjny potencjał”8.
Ten krytyczny pazur tkwi w domaganiu się całkiem nowego podejścia w teorii i praktyce, zarówno do szczególnych, jak i wspólnych doświadczeń uciskanych. Odnosząc się do „wielorakich i równocześnie występujących form ucisku, z którymi borykają się wszystkie kobiety niebiałe”, autorki podkreślają, że „nasze wyzwolenie jest koniecznością, a nie […] dodatkiem do cudzego [wyzwolenia]”. Jednocześnie czarne kobiety uznane zostają tu za nieodłączny element szeroko zakrojonej walki, mającej na celu „wyzwolenie wszystkich uciskanych ludów”, co wymaga obalenia kapitalizmu, rozprawienia się z imperializmem i patriarchatem:
Na najbardziej ogólnym poziomie naszym stanowiskiem politycznym w chwili obecnej byłby postulat czynnego zaangażowania się w walkę z uciskiem rasowym, płciowym, heteroseksualnym i klasowym, za nasze szczególne zadanie zaś uznajemy rozwinięcie ich łącznej analizy oraz działalności wynikającej z przyjęcia za fakt zazębiania się głównych opartych o ucisk ustrojów9.
Jak żartobliwie podsumowała to Beverly Smith w wywiadzie z Taylor: „Wszystko to nie jest bynajmniej aż tak proste, płaskie i jednowymiarowe, jak mogłoby się wam wydawać”10.
W „Oświadczeniu Kolektywu znad rzeki Combahee” nie było w gruncie rzeczy nic nowego. Czarne feministki, co jasno wynika z naszych rozważań z rozdziału 5, od dawna już przecież wskazywały na wielowymiarowość ucisku i złożoność polityki. Maria Stewart, Anna Julia Cooper, Sadie Alexander czy Claudia Jones nie tylko konsekwentnie podkreślały „podwójność” czy wręcz „trojakość” ucisku czarnych kobiet, ale także złożoność tę umiejscawiały w głównej kategorii analitycznej białego feminizmu – w pracy domowej. Przypomnijmy sobie na przykład uwagi Stewart na temat odbierania „zacnym córom Afryki” szans na awans, ponieważ są one skazane na szorowanie „żelaznych kotłów i rondli”11, albo domaganie się przez Jones położenia kresu „spychaniu” przez rząd czarnych kobiet, niezależnie od ich kwalifikacji, do niskopłatnej pracy domowej12. Na złożoność nieopłacanej pracy domowej w dekadach powojennych uwagę zwracały również kobiety czarne, latynoskie i imigrantki, dopominające się o reformy systemu opieki społecznej.
Kolektyw znad rzeki Combahee nie był też jedynym głosem czarnych feministek w latach 70. XX wieku zwracającym uwagę na te zagadnienia. Kobiety zaangażowane w walkę o prawa obywatelskie nieustannie piętnowały seksizm swych towarzyszy ze Studenckiego Komitetu Koordynacyjnego Bez Przemocy (Student Nonviolent Coordinating Committee), Czarnych Panter oraz innych tego typu organizacji13. Wśród nich wyróżniała się członkini Komunistycznej Partii Stanów Zjednoczonych, zwolenniczka Czarnych Panter Angela Davis14. W tym kontekście jej postać wydaje się szczególnie interesująca, ponieważ w wydanej w 1981 roku książce zatytułowanej Kobiety, rasa i klasa podejmuje wezwanie Kolektywu do opracowywania łącznej analizy w duchu zgodnym z feminizmem reprodukcji społecznej, nawet jeśli ostro krytykuje poglądy niektórych przedstawicielek tego nurtu za ich wąskie skupienie się na kwestii pracy domowej. Davis odrzuca już na wstępie założenia kampanii „Płaca za pracę domową”, w myśl których gospodyni domowa to w istocie „niejawna pracowniczka w ramach kapitalistycznego procesu produkcyjnego”. Na poparcie swych twierdzeń przywołuje komentarz redakcyjny z czasopisma CPUSA, podkreślając, że praca domowa jest „warunkiem wstępnym” odtworzenia siły roboczej15.
Jednocześnie Davis komplikuje wszelkie dotychczasowe ujęcia reprodukcji społecznej zawężone do pracy domowej. Wskazuje na przykład RPA, gdzie reżim celowo podkopał podstawy życia domowego czarnych. I podobnie jak Claudia Jones przed nią, podkreśla, że większość czarnych kobiet pracowała poza domem, a jedna trzecia z nich w 1960 roku pracowała w charakterze opłacanych pomocy domowych, głównie w domach białych16. Przez całą swą książkę Davis oscyluje między analizami najemnej i nienajemnej urasowionej pracy czarnych kobiet, rasizm, seksizm i wyzysk klasowy traktując jako zjawiska systemowo ze sobą powiązane i podkreślając, na co zwraca uwagę David McNally, „współzależność produkcji wartości i reprodukcji ludzkich istnień”17. Mogło się wydawać, że do większości białych feministek stawiane im poważne zarzuty w ogóle nie trafiają. Chociaż część z nich wspierała walkę z rasizmem, mniej już były skłonne do pełnego zaangażowania się w analizy rozwijane przez czarne feministki. Innymi słowy, nie uważały zarzutów ze strony czarnych feministek za wystarczający powód do tego, by poddać ponownemu namysłowi założenia własnych analiz w zakresie płci18. Wiele z nich nadal (pośrednio lub wprost) uznawało nieopłacaną pracę domową za kluczową i uniwersalną kategorię analityczną, tym samym albo wymazując obecność czarnych kobiet ze swojego feminizmu, albo traktując rasizm jako drugorzędną formę ucisku, zewnętrzną wobec funkcjonowania patriarchalnego kapitalizmu. Nic dziwnego zatem, że w 1982 roku Hazel Carby, autorka poczytnego i trafnie zatytułowanego artykułu Słuchaj, białasko! zauważyła, że „wygląda to tak, jakbyśmy w ogóle nie istniały”19.
W międzyczasie czarne feministki zaczęły komplikować i rozbudowywać swój aparat pojęciowy w sposób lepiej pasujący do ich świata. Nawiązując do zawartej w „Oświadczeniu Kolektywu znad rzeki Combahee” dyskusji o „zazębiających się opresjach”, wiele z nich zaczęło kłaść solidniejsze podwaliny feministycznego ujęcia intersekcjonalności, zdolnego do uwzględnienia i wyrażenia szczególnego charakteru ich doświadczenia bez tracenia z oczu jego złożoności20. Ponieważ mocne i słabe strony intersekcjonalnego feminizmu omawiałam już gdzie indziej, tutaj interesuje mnie głównie to, w jaki sposób jego ustalenia wraz z wartościami, którym hołduje, zostają w sposób krytyczny przejęte przez odradzający się obecnie feminizm reprodukcji społecznej21.
Odrodzenie to dokonuje się dzięki odrzuceniu nieopłacanej pracy domowej jako uprzywilejowanej dotąd kategorii determinującej położenie kobiet w kapitalizmie, a jego źródeł doszukiwać się należałoby w pracy Lise Vogel z 1983 roku pod tytułem Marxism and the Oppression of Women: Toward a Unitary Theory [Marksizm a ucisk kobiet: w stronę teorii całościowej]. Zamiast analizować stosunki nieopłacanej pracy w gospodarstwie domowym, Vogel podkreśla znaczenie koniecznej, choć opartej na sprzeczności relacji między pracą reprodukcji społecznej a procesami akumulacji kapitału. Choć niektóre feministki jeszcze przed nią rozpoznały dynamikę tej relacji, na ogół gmatwały jedynie całe zagadnienie, dyskusję o ucisku kobiet tocząc wyłącznie w kategoriach patriarchalnych stosunków panujących w gospodarstwie domowym. Takiemu podejściu do sprawy przeciwstawia się Vogel, w jej przeświadczeniu bowiem nie istnieje żadna pojedyncza przyczyna ucisku kobiet. Kryje się za nim raczej systemowa logika, stwarzająca warunki, w których z jednej strony nie ustaje reprodukcja człowieka, z drugiej zaś wytwarzanie wartości przez kapitał. Ucisk kobiet zaś podtrzymywany jest i modelowany w próbach uporania się z dynamiką stosunku między nimi.
Vogel kładzie w ten sposób niezbędne podwaliny pod możliwość wypracowania przez feminizm socjalistyczny solidnej polityki solidarności klasowej. Zamiast uznać nieopłacane gospodynie domowe za rewolucyjny podmiot feministycznej walki, w swym podejściu dopuszcza szerszy i zróżnicowany wachlarz potencjalnych podmiotów klasowych, czyli wszystkich, którzy pracują na to, by (re)produkować życie robotników i robotnic – niezależnie od tego, czy ich praca jest opłacana, czy wykonują ją w gospodarstwach domowych, czy w instytucjach państwowych, czy też jako osoby zajmujące się organizowaniem swych społeczności i pracą na ich rzecz. Praca reprodukcji społecznej zostaje tu zatem szeroko zdefiniowana. Obejmuje codzienną pracę, jaką wykonują kolejne pokolenia kobiet, rodząc dzieci, wychowując je i opiekując się nimi. Zalicza się jednak do niej również praca służąca utrzymaniu siebie i innych jako istot ludzkich, podejmowana w ramach indywidualnych i zbiorowych „strategii przetrwania, za pomocą których ludzie urzeczywistniają swoje podstawowe cele życiowe”22. Choć na podstawowym poziomie celem społecznej pracy reprodukcyjnej jest podtrzymywanie życia, jest ona jednocześnie środkiem zapewniającym odpowiednią podaż siły roboczej, którą można wykorzystać do napędzania kapitału.
W ujęciu tym, zamiast próbować zrozumieć ucisk wyłącznie jako brak wynagrodzenia, skazanie na izolację czy inne uciążliwości związane z pracą domową kobiet, wzywa się do prześledzenia i zgłębienia mechanizmów i stosunków społecznych odpowiedzialnych za dewaluację zajęć wiążących się z tworzeniem życia. Stosunki między płciami są bez wątpienia elementem tego procesu, choć mogą i będą przybierać rozmaite formy – włączając w to prywatne patriarchalne gospodarstwa domowe, w których kobiety wykonują większość nieopłacanej pracy, choć do nich się nie ograniczając. Podobnie jest w wypadku innych postaci ucisku społecznego (takich jak stosunki rasistowskie ułatwiające reprodukcję czarnych południowoafrykańskich robotników i robotnic w czasach apartheidu, o czym wspomina Davis, czy panoszący się heteroseksizm i transfobia, które spychają na społeczny margines osoby nieheteronormatywne czy płciowo niepodporządkowane i zagrażają ich życiowej aktywności). Choć Vogel nie zgłębia mnogości ani wielorakości dynamik, jakie mogą wchodzić tutaj w grę, wiele feministek czerpiących z jej dokonań zaczęło podejmować teoretyczne i empiryczne wysiłki na rzecz odsłonięcia tego, w jaki sposób dewaluacja i dehumanizacja życia niezbędnego dla kapitału splata się ściśle z rasistowskimi, heteroseksistowskimi, osadniczo kolonialnymi i wszelkimi innego jeszcze typu stosunkami, w których panuje ucisk.
Poza pracę domową: w stronę teorii łącznej
Zamiast podejmować w sposób bezpośredni teoretyczne wyzwania rzucane przez czarny feminizm, zwolenniczki feminizmu reprodukcji społecznej bardziej ochoczo odpowiadały na zarzuty o jego redukcjonizm klasowy czy dualizm teoretyczny. W rezultacie na gruncie feminizmu socjalistycznego podjęto kilka poważnych prób rozwinięcia „całościowej” teorii łączącej płeć z klasą społeczną, widocznych między innymi u Pat i Hugh Armstrongów, Johanny Brenner i Marii Ramas, Marthy Gimenez, Wally’ego Seccombe’a, Iris Young i Eliego Zaretsky’ego, by wymienić tylko część najważniejszych23. Praca Vogel Marxism and the Oppression of Women także aspiruje do zaproponowania takiej całościowej teorii, przy czym spośród pozostałych wyróżnia się konsekwentną próbą nowego teoretycznego ujęcia Marksowskiej krytyki kapitału.
Vogel powraca do Marksowskiej koncepcji kapitalistycznych stosunków produkcji, koncentrując się na społeczno-historycznej dynamice napędzającej produkcję siły roboczej, jedynego „szczególnego towaru”, którego wytwarzania Marksowi nigdy nie udało się ostatecznie zbadać24. Choć parę osób przed Vogel również starało się ująć na nowo kapitalizm jako polityczny ustrój zniewolenia, w odróżnieniu od niej nie skupiały się na ustrojowej logice, która decyduje o uzależnieniu kapitału od stosunków opartych na ucisku. A jak starałam się dowieść w rozdziale 6, uparte utrzymywanie, że nieopłacana praca domowa stanowi źródło ucisku wszystkich kobiet, kolidowało z tym ujęciem, podważało jego spójność i narażało jego rzeczniczki i rzeczników na zarzut, że albo bronią istnienia dwóch systemów, albo popadają w redukcjonizm klasowy.
Vogel w swych analizach uporała się jednak z tym problemem. Podobnie jak niektóre teoretyczki przed nią twierdzi, że siła robocza wytwarzana (produkowana) i odtwarzana (reprodukowana) jest przede wszystkim w rodzinie, wewnętrznie zorganizowanej przez stosunki społeczne oparte na różnicach wieku i płci. Jednak zamiast uczynić ową wewnętrzną strukturę i dynamikę rodziny głównym przedmiotem dociekań, skupia się na współzależności rodziny i kapitału. Innymi słowy, przedmiotem jej badań nie jest już patriarchalne gospodarstwo domowe, a społeczno-historyczna logika rządząca współkonstytuowaniem się kapitalizmu i patriarchalnego gospodarstwa domowego.
W ten sposób Vogel udaje się rozpoznać i rozwikłać ostatecznie głęboką i trwałą sprzeczność. Kapitaliści nie kontrolują bezpośrednio (re)produkcji siły roboczej (w tym procesie udział bierze, co mocno podkreśla Vogel, praca z kapitalistycznego punktu widzenia „nieprodukcyjna”)25. Wypłacają jednak wynagrodzenia i są płatnikami podatków, co zapewnia robotnikom i robotnicom środki utrzymania pozwalające na samozreprodukowanie. Ponieważ konkurencja zmusza kapitalistów do utrzymywania płac i podatków na jak najniższym poziomie, praca reprodukcji społecznej stawia przed nimi dylemat: potrzebują wprawdzie ludzkiej siły roboczej, ale zmuszeni są pogarszać warunki wytwarzającego ją życia. Jak zauważa Vogel, „[z] punktu widzenia kapitału społeczna reprodukcja siły roboczej jest równocześnie czymś niezbędnym, jak i stanowi przeszkodę w akumulacji [kapitału]”26. Kapitalizm istnieje zatem tylko dzięki konsekwentnemu udaremnianiu rozkwitu ludzkiego życia, od którego jednakowoż pozostaje zależny.
Klasy rządzące na rozmaite sposoby próbują się uporać z tym dylematem, przy czym najczęściej pojawiającym się w toku dziejów rozwiązaniem było przerzucenie jak największej odpowiedzialności za reprodukcję siły roboczej na prywatne gospodarstwa domowe. A ponieważ biologiczna zdolność kobiet do rodzenia dzieci i karmienia piersią jest kluczowa dla powodzenia tej strategii, od zarania kapitalizmu klasy rządzące torowały drogę tym stosunkom, procesom i instytucjom, które zarazem wspierają i kontrolują reprodukcyjną pracę kobiet (zarówno w roli matek, jak i opiekunek), utrzymując jednocześnie koszty tego typu zajęć na jak najniższym poziomie. Dlatego też, zdaniem Vogel, „ucisk kobiet w społeczeństwach klasowych jest zakorzeniony w odmiennym położeniu wobec procesów wymiany pokoleń”, a nie w samych procesach nieopłacanej pracy domowej i opieki nad dziećmi27.
Już w latach 20. XIX wieku William Thompson i Anna Wheeler zwrócili uwagę na to, że wytwarzanie życia jest nieodłącznym elementem produkcji społecznego bogactwa. A w następnym stuleciu teoretyczki, od Inman przez Benston po Dalla Costę, badały to, w jaki sposób stosunek ten wikła swoiste patriarchalne relacje w sam proces budowania kapitalistycznego bogactwa. Jednak to Vogel udaje się zaproponować najbardziej spójną teorię tego procesu współkonstytuowania i prześwietlić polityczno-ekonomiczną logikę umiejscawiającą ucisk kobiet w samych kapitalistycznych stosunkach produkcji. Tym samym ujawnia ona warunki możliwości ucisku kobiet, podkreślając, że „swoistość rozmaitych form tego ucisku powinno być przedmiotem dociekań historycznych, nie zaś teoretycznych”28.
Vogel unika w ten sposób przypisywania nadmiernego znaczenia nieopłacanej pracy domowej. Oczywiście, zgadza się, że tego rodzaju praca jest powszechnym aspektem ucisku kobiet i dominującym w dziejach sposobem reprodukcji siły roboczej przy niewielkich nakładach kapitału. Jednak ani płciowy podział pracy, ani rodzina sama w sobie nie stanowią materialnej podstawy ucisku kobiet. Jest nią raczej konieczny, choć wikłający się w sprzeczność związek reprodukcji siły roboczej z kapitalistyczną akumulacją kapitału. Oznacza to, że ucisk kobiet w społeczeństwie kapitalistycznym jest głęboko osadzony w społeczno-materialnej lub strukturalnej logice kapitalistycznej reprodukcji ograniczającej znacząco szanse kobiet (i wszystkich ludzi) na to, by stać się istotami wolnymi.
Analiza gospodarstwa domowego jako jednego z ośrodków reprodukcji społecznej zorganizowanego zgodnie z obowiązującymi upłciowionymi zasadami i panującymi stosunkami zachowuje swą ważność. W ujęciu tym nie kryje się jednak nic, co pozwalałoby traktować gospodarstwo domowe jako trwałą instytucję w ramach stosunków patriarchalnych. Gospodarstwa domowe mogą przybierać i przybierają rozmaitość form, w tym formę rodziny jednorodzicielskiej, związku osób tej samej płci czy grupowego układu pararodzinnego złożonego z niespokrewnionych ze sobą osób. Formy te mogą być ośrodkami ucisku czy ogniskami konfliktu, ale mogą też oferować ciepło i wzajemne wsparcie, przy czym zazwyczaj w istocie są równocześnie jednym i drugim, „związane ze sobą w dynamicznym układzie, który niekoniecznie zachowuje trwałość”29. Gospodarstwo domowe powinno się ujmować raczej jako instytucję historycznie zmienną i ewoluującą, społecznie, kulturowo i geograficznie umiejscowioną, choć, co istotne, zarazem uwikłaną w naznaczoną sprzecznością dynamiczną relację z kapitałem.
Co więcej, gospodarstwo domowe nie jest jedynym ośrodkiem reprodukcji siły roboczej. Vogel wspomina o „obozach pracy, koszarach, sierocińcach, szpitalach, więzieniach i innych tego typu instytucjach”30. I jest ich nawet znacznie więcej, należą bowiem do nich również te organizacje społeczne, które Claudia Jones i inne czarne feministki zaliczają do ośrodków działalności wielu afroamerykańskich kobiet. Wiele z nich, takich jak szkoły, szpitale i domy białych pracodawców z klasy średniej, zatrudniających czarne i imigranckie gosposie i opiekunki do dzieci, to miejsca pracy zarobkowej. Takie formy pracy reprodukcji społecznej, podobnie jak nieopłacana praca domowa, zorganizowano zgodnie z panującą hierarchią społeczną, a nie tylko hierarchią płci. Reprodukcja siły roboczej regulowana jest w pełnym zakresie przez lokalne, narodowe i globalne ustroje posiłkujące się rozmaitymi formami ucisku sprzyjającymi na ogół ich ugruntowaniu. Dbając o to, by reprodukcja społeczna w określonych wspólnotach odbywała się na niepewnych zasadach i finansując te wspólnoty w mniejszym stopniu niż pozostałe, ułatwiają one zarazem reprodukcję wewnętrznie podzielonej siły roboczej, w której panuje nierówność.
Sednem sprawy jest, że wszystkie procesy reprodukcji społecznej (nie tylko te zachodzące w poszczególnych gospodarstwach domowych) spotykają się z wrogością kapitału wobec życia, choćby z tego powodu, że ogromna większość środków i zasobów niezbędnych do zreprodukowania życia (środków utrzymania) pozostaje w posiadaniu i pod kontrolą kapitału oraz kapitalistycznego państwa. A cała praca wkładana w produkowanie obecnego i kolejnego pokolenia robotników i robotnic (wewnątrz i na zewnątrz zorganizowanych zgodnie z patriarchalnymi zasadami gospodarstw domowych) uwikłana jest w swoiste społeczne relacje ucisku, które choć nie podlegają bezpośredniej kontroli ze strony kapitalizmu, schwytane zostają w sieć tej pełnej sprzeczności dynamiki.
Złożoność kapitalistycznej pracy reprodukcji społecznej
W swych analizach globalnego kapitalizmu Mies i Fjederici rozpatrują procesy, w których przejawia się owa dynamika. Sądzą, że kapitał kolonizuje nie tylko „produkcyjne” zasoby „Trzeciego Świata”, ale przede wszystkim jego zasoby „reprodukcyjne”, w tym grunty chłopskie i ziemie wspólne oraz (w znacznej mierze nieopłacaną) kobiecą pracę i kobiece ciała. Międzynarodowe projekty „rozwojowe”, takie jak Programy Dostosowania Strukturalnego Banku Światowego, zmusiły mnóstwo ludzi do opuszczenia zajmowanej przez nich ziemi i zreorganizowały stosunki produkcji krajowej, często osłabiając produkcję rolną na własne potrzeby, w ramach której większość pracy wykonywana była przez kobiety.
Takie „wyzwolenie” światowej ludności do podejmowania pracy najemnej nie mogło odbyć się bez nasilenia aktów przemocy na tle rasowym, a także tych wiążących się z roszczeniami patriarchalnej władzy, począwszy od morderstw posagowych i handlu ludźmi, zwłaszcza pracownicami i pracownikami seksualnymi, po zepchnięcie kobiet z produkcyjnego centrum, zajmowanego dotąd przez nie w społeczeństwie, na nowo sprywatyzowane, zdegradowane marginesy31. Jak dobitnie rzecz ujmuje Federici:
kapitalizm musi usprawiedliwiać i ukrywać sprzeczności wbudowane w jego stosunki społeczne (obietnicę wolności w przeciwieństwie do rzeczywistości powszechnego przymusu i obietnicę dobrobytu w przeciwieństwie do rzeczywistości powszechnej nędzy) za sprawą dezawuowania tych, których wyzyskuje: kobiet, podmiotów kolonialnych, potomków niewolników z Afryki, imigrantów wysiedlonych w wyniku globalizacji32.
Przymus i poniżanie są środkami, za pomocą których klasy rządzące usiłują uporać się z konieczną, acz mającą charakter sprzeczności relacją między pracą „produkcyjną” (z kapitalistycznego punktu widzenia) a reprodukcyjną. A radzić muszą sobie z nią nie tylko w miejscu pracy będącym pod bezpośrednim zwierzchnictwem kapitału, gdzie praca wykorzystywana jest w taki sposób, by wydobyć z pracowników najemnych maksymalną wartość dodatkową, ale również w przestrzeni i czasie reprodukcji społecznej, nad którymi kapitaliści zazwyczaj nie panują wprost i bezpośrednio. (Mówię „zazwyczaj”, ponieważ zakres wolności od panowania kapitału nie jest z góry danym faktem, a kwestią historyczną. Warunki reprodukcji społecznej ludzi zniewolonych, więźniów obozów pracy czy napływowych robotników zakwaterowanych przez swoich pracodawców stanowią przykład sprawowania przez kapitalistów bardziej bezpośredniej kontroli nad życiem robotników niż nad osobami, które pracują w indywidualnych, prywatnych gospodarstwach domowych).
Jeden ze sposobów ujęcia tego zagadnienia polega na uznaniu podstawowego znaczenia ciał dla kapitału. Kapitaliści nabywają siłę roboczą, nie pracę i nie osobę robotnika czy robotnicy. Siła robocza z konieczności wiąże się jednak z ciałem. Choć można sobie wyobrazić kapitalizm, w którym do pracy zaprzęga się tylko jeden rodzaj ciał – dobrze odżywione, białe, heteroseksualne, i z biologicznego punktu widzenia płci męskiej – w rzeczywistości kapitaliści stosują inne metody radzenia sobie z tym problemem. Realny kapitalizm (w przeciwieństwie do jego teoretycznego modelu, istniejącego wyłącznie w naszej wyobraźni) wyrósł z takich form ucisku społecznego, które dzielą i podporządkowują ciała wedle „rasy”, płci, seksualności i innych kryteriów. Zwraca na to uwagę Sadie Alexander w swym twierdzeniu, że umasowienie produkcji w Stanach Zjednoczonych w wielu gałęziach przemysłu możliwe było tylko dlatego, że Afroamerykanki otrzymywały tak niskie wynagrodzenia33. Rosnące zyski przemysł zawdzięczał nie tyle robotnikom jako takim, ale przede wszystkim szczególnemu ich typowi, robotnikom wyposażonym w czarne i kobiece ciała. Aby móc udostępnić je kapitalistom, klasa rządząca musiała podtrzymywać i umacniać rasistowsko-patriarchalne praktyki i stosunki, poniżające niektóre ciała w większym stopniu niż pozostałe.
Wobec tego, choć wszyscy robotnicy wyzbywają się człowieczeństwa sprzedając swoją siłę roboczą kapitaliście, upodlenie związane z takim wyobcowaniem wobec własnej istoty różni się stopniem i nasileniem. Praktyki i instytucje ucisku, które podtrzymują te różnicujące procedury odczłowieczania sprawiają, że robotnicy są w różnym stopniu niepewni swego zatrudnienia, w różnym zakresie zdolni i gotowi do pracy w niebezpiecznych, niehigienicznych i niskopłatnych zawodach. Źródłem ucisku społecznego nie jest kapitał, ale nie pozostaje on bez wpływu na jego formy. Siły ucisku społecznego oddziałują na dążność kapitalizmu do sprowadzania życia do siły roboczej, ale ta jednak również zarazem oddziałuje na nie zwrotnie. Wynika to stąd, że rasizm, seksizm i heteroseksizm (wraz ze stawianym wobec nich i w reakcji na nie oporem) organizujące instytucje i praktyki tworzenia życia wiążą się nieustannie z kapitalistycznym zapotrzebowaniem na robotników, ale niekoniecznie są mu podporządkowane. Przy czym nie chodzi o dowolnych robotników, liczy się bowiem wyłącznie społecznie zróżnicowana (opłacana i nieopłacana) siła robocza.
Takie społeczne zróżnicowanie siły roboczej umacnia i podtrzymuje warunki kapitalistycznej akumulacji w dwojaki sposób. Po pierwsze, utrzymuje koszty reprodukcji społecznej na niższym poziomie, gwarantując podejmowanie przez część osób pracy za darmo lub za niską stawkę. Po drugie, zapewnia stałą podaż dostatecznie już zepchniętych na margines i żyjących w niepewnych warunkach robotników, gotowych lub zmuszonych do podjęcia pracy najemnej, która nie jest uregulowana, wiąże się z ryzykiem dla zdrowia i jest niskopłatna. W odróżnieniu od lat 70. XX wieku, gdy na gruncie odradzającego się feminizmu reprodukcji społecznej podkreślano głównie upłciowiony wymiar tego typu procesów (zwłaszcza procesów nieopłacanej pracy domowej), ostatnimi czasy punkt ciężkości przeniesiono na mnogość, rozmaitość i krzyżowanie się ze sobą w skomplikowany sposób zakresów form i przejawów ucisku społecznego, wpływających na różnorodność procesów reprodukcji robotników.
Ustalenia te pozwalają wydobyć na jaw znacznie więcej niż sposób funkcjonowania prywatnych gospodarstw domowych. Ujawniają między innymi procesy wywłaszczania społeczności rdzennych, polityki publiczne oraz praktyki społeczne, które prowadzą do wykluczenia i negacji transpłciowości, niszczenie środowiska prowadzące do utraty środków utrzymania, systemy oparte na pracy migrantów i robotników przymusowych. Skłaniają nas tym samym do zastanowienia się, jak tego rodzaju procesy pomagają w dyscyplinowaniu ciał i jak zmuszają je do wypełniania kapitalistycznego nakazu akumulacji, a także nad tym, jak opór wobec nich stać się może częścią projektu obalenia kapitalizmu.
[…]
- Autorka, chcąc uniknąć rasistowskiego określenia Afroamerykanów, w oryginale stosuje zapis „n[…]”. W polskim przekładzie użyliśmy następującego zapisu „praca m[…]” [przyp. red.].
- Dionne Brand, „A Working Paper on Black Women in Toronto: Gender, Race and Class”, w: Returning the Gaze: Essays on Racism, Feminism and Politics, red. Himani Bannerji, Sister Vision Press, Toronto 1993, s. 224. Dziękuję Mary Jo Nadeau za zwrócenie mojej uwagi na ten fragment. Nadeau podzieliła się ze mną swoją pracą magisterską, ukończoną na Uniwersytecie York w 1995 roku pod kierunkiem Himani Bannerji, dokładnie wtedy, gdy zaczynałam pisanie tego rozdziału. W fachowy sposób analizuje w niej dwie klasyczne prace kanadyjskiego feminizmu reprodukcji społecznej, dowodząc, że przyjmują one „ukryty punkt widzenia” białych kobiet z klasy średniej w skupianiu się w analizach na zagadnieniu nieodpłatnej pracy domowej; zob. Dorothy E. Smith, Feminist Reflections on Political Economy, „Studies in Political Economy” 30, nr 1, 1989, s. 37-59, 55.
- Na temat metodologicznej krytyki socjalistycznej feministycznej ekonomii politycznej zob. Smith Feminist Reflections oraz Himani Bannerji, „But Who Speaks for Us? Experience and Agency in Conventional Feminist Paradigms”, w: Thinking Through: Essays on Feminism, Marxism, and Anti-Racism, red. Bannerji, Women’s Press, Toronto 1995.
- Nazwa tego kolektywu wywodzi się od ataku Armii Unii z 1863 roku poprowadzonego wzdłuż rzeki Combahee pod dowództwem Harriet Tubman, w wyniku którego udało się uwolnić 750 zniewolonych czarnych mężczyzn i kobiet, zob. Helen Leichner, Combahee River Raid (June 2, 1863), „Blackpast”, 21 grudnia 2012, https://www.blackpast.org/african-american-history/combahee-river-raid-june-2-1863/. Rozważania nad korzeniami CRC oparte na wywiadach z trójką założycielek, zob. Keeanga-Yamahtta Taylor, red., How We Get Free: Black Feminism and the Combahee River Collective, Haymarket Books, Chicago 2017.
- K.-Y. Taylor, How We Get Free, s. 60, 124.
- Oświadczenie to zostało później opublikowane pod tytułem „A Black Feminist Statement” w: Zillah Eisenstein, Capitalist Patriarchy and the Case for Socialist Feminism, Monthly Review Press, New York 1979.
- Kristen A. Kolenz i in., Combahee River Collective Statement: A Fortieth Anniversary Retrospective, „Frontiers: A Journal of Women’s Studies” 38, nr 3, 2017, s. 164-189, 170.
- K.-Y. Taylor, How We Get Free, s. 69, zob. również s. 50.
- „The Women of the Combahee River Collective”, Combahee River Collective, https://combaheerivercollective.weebly.com/, kursywa dodana.
- K.-Y. Taylor, How We Get Free, s. 102.
- M.W. Stewart, Religion, s. 29.
- J. Jones, An End, s. 17.
- Zob. J. Jones, Labor of Love, s. 256-265.
- A. Davis wykładała filozofię na UCLA, gdy ówczesny gubernator Ronald Reagan usiłował (bezskutecznie) doprowadzić do jej zwolnienia z powodu jej przynależności do CPUSA. Przetrzymywano ją następnie przez szesnaście miesięcy w areszcie pod zarzutem udziału w spisku mającym na celu dokonanie zabójstwa. Prowadzona wówczas kampania pod hasłem „Uwolnić Angelę Davis” zyskała ogromne poparcie międzynarodowe, Angelę Davis zaś ostatecznie oczyszczono z zarzutów.
- A. Davis, Kobiety, rasa, klasa.
- Tamże, s. 347-349.
- David McNally, Dual Form, s. 109.
- Te, które zmagały się z tym problemem, porzucały zazwyczaj omawiane tu wyjaśnienia dostarczane przez feminizm socjalistyczny, albo stając na stanowisku feminizmu intersekcjonalnego, albo całkowicie wyłamując się z ram analizy materialistycznej. Zob. Arruzza, Functionalist; zob. również Susan Ferguson, David McNally, „Capital, Labour-Power, and Gender-Relations: Introduction to the Historical Materialism Edition of Marxism and the Oppression of Women”, w: Lise Vogel, Marxism and the Oppression of Women: Toward a Unitary Theory, wyd. 2, Haymarket Books, Chicago 2013.
- Hazel V. Carby, „White Woman Listen! Black Feminism and the Boundaries of Sisterhood”, Northern Arizona University, https://jan.ucc.nau.edu/~sj6/carby%20white%20woman%20listen.pdf, 118. Artykuł Carby opublikowano po raz pierwszy w: The Empire Strikes Back: Race and Racism in 70s Britain, red. Hazel V. Carby, Paul Gilroy, 1982, Routledge, London 2004.
- Praca This Bridge Called My Back (Kitchen Table Press, New York 1981) autorstwa Cheríe Moragi i Glorii Anzaldúy poszerzyła i pogłębiła perspektywę Kolektywu. Kimberlé Crenshaw i Patricia Hill Collins rozwijały to ujęcie w odmiennych kierunkach. Rozmaite interpretacje tej spuścizny znaleźć można w:. Jennifer C. Nash, Re-thinking Intersectionality, „Feminist Review” 89, 2008, s. 1-15; Leslie McCall, The Complexity of Intersectionality, „Signs” 30, nr 3, 2005, s. 1771-1800; oraz Sirma Bilge, Intersectionality Undone: Saving Intersectionality from Feminist Intersectionality Studies, „Du Bois Review” 10, nr 2, 2013, s. 405-424.
- Zob. artykuł mojego autorstwa Intersectionality and Social Reproduction Feminisms: Toward an Integrative Ontology, „Historical Materialism” 24, nr 2, 2016, s. 38-60; zob. również Shahrzad Mojab, Sara Carpenter, Marxism, Feminism, and „ Intersectionality”, „Journal of Labor and Society” 22, nr 2, czerwiec 2019, s. 275-282; oraz David McNally, „Intersections and Dialectics: Critical Reconstructions in Social Reproduction Theory”, w: Social Reproduction Theory: Remapping Class, Recentering Oppression, red. Tithi Bhattacharya, Pluto Press, London 2017. U McNally’ego znaleźć można również omówienie znaczenia tego rodzaju krytycznego przejęcia [ustaleń i założeń feminizmu intersekcjonalnego przez feminizm reprodukcji społecznej – przyp. red.] dla rozwoju coraz bogatszego, bardziej konkretnego rozumienia zarówno szczególnych, jak wspólnych ludziom doświadczeń w świecie.
- Johanna Brenner, Women and the Politics of Class, Monthly Review Press, New York 2000, s. 86.
- Omówienie kanadyjskiego feminizmu reprodukcji społecznej z tego okresu znaleźć można w moim artykule Building on the Strengths of the Socialist Feminist Tradition, „Critical Sociology” 25, nr 1, 1999, s. 1-15.
- K. Marks, Kapitał. Krytyka ekonomii politycznej. T 1. Proces wytwarzania kapitału, w: K. Marks, F. Engels, Dzieła, t. 23, Książka i Wiedza, 1968, s. 193. Zob. Ferguson i McNally, Precarious Migrants, s. 4-5, gdzie przedstawiona została krytyka (błędnego) wyjaśnienia, jakie Marks zaproponował w odniesieniu do wytwarzania siły roboczej. Zob. również nasz wspólny artykuł Capital, Labour-Power, s. xxiii–xxvi, w którym zawarte zostało szersze omówienie istotnego teoretycznego wkładu Vogel w te dyskusje.
- Rozważania na temat tego, czy praca reprodukcji społecznej jest w istocie „produkcyjna” z kapitalistycznego punktu widzenia, czy też nie, znalazły się w rozdziale 8.
- L. Vogel, Marxism, s.156.
- Tamże, s. 129, kursywa oryginalna.
- Tamże.
- Tamże, s. 171.
- Tamże, s. 152.
- Do złudzenia przypominająca ją dynamika wywłaszczenia i akumulacji pierwotnej towarzyszyła przejściu od feudalizmu do kapitalizmu (zob. rozdział 1).
- S. Federici, Kaliban, s. 27.
- Zob. rozdział 5.
