Gaza, którą pozostawiamy za sobą
Esej „The Gaza We Leave Behind” ukazał się na internetowych łamach czasopisma The New Yorker 7 października 2024 roku. W 2025 roku Mosab Abu Toha został wyróżniony Nagrodą Pulitzera za swoje eseje i polityczne komentarze dotyczące trwającej ludobójczej wojny w Gazie.
Pewnego letniego wieczoru wiele lat temu siedziałem z moim ojcem na dachu naszego domu w Bajt Lahija w północnej Gazie i rozmawialiśmy o moim dziadku Hasanie. Nigdy go nie poznałem. Zmarł po długiej walce z cukrzycą, przez którą musiał poruszać się na wózku, 40 lat temu, zanim mój ojciec się ożenił. Wyciągałem historie o dziadku od ojca i jego sióstr. Chciałem wiedzieć, co Hasan miał w zwyczaju pić, jeść, oglądać, ubierać. Czułem się tak, jak gdyby słuchanie rodzinnych historii otwierało w moim umyśle pokój, w którym mógłbym stanąć i wymalować na portrecie moją własną wizję Hasana.
Czy dziadek kiedykolwiek był za granicą? – zapytałem.
Pewnie, był w Libanie i Jordanii – odparł mój ojciec. Ale nie potrafił powiedzieć kiedy, z kim i jak długo. Siedzieliśmy tak chwilę, starając się unikać upału, który panował w domu. Wysiadł prąd i zaczynało się ściemniać.
Niedawno zadzwoniłem do ojca z Syracuse w stanie Nowy Jork, dokąd uszedłem z Gazy razem z moją żoną i trójką dzieci. Ojciec nadal żyje w północnej Gazie. Opowiadał, że próbuje hodować warzywa w naszej dzielnicy. Godzinami czekałem, żeby napełnić wiadra z wodą dla roślin, ale dzisiaj bez powodzenia – powiedział. Wtedy wspomniałem o Hasanie. Wiem, że to nie jest dobry moment, żeby zadać to pytanie – powiedziałem – ale wiesz, czy ktoś z rodziny ma paszport dziadka?
Ojciec się zaśmiał – Skąd mam wiedzieć? To było tak dawno.
Spodziewałem się tej odpowiedzi, ale sprawiła, że zachciało mi się płakać. Jeszcze zanim Izrael zaatakował Gazę w zeszłym roku, nie mogłem znaleźć grobu dziadka. Rodzice powiedzieli, że został pochowany na cmentarzu w dzielnicy Szejk Radwan w Gazie. Jak miałbym go znaleźć, zwłaszcza teraz, gdy tak wiele cmentarzy zostało zniszczonych w trakcie tej wojny? Nikt nawet nie był w stanie podać daty urodzin Hasana. Wiedziałem tylko, że był o 7 lat starszy od swojej żony, a mojej babci, Chadry, która urodziła się w 1932 roku. Data jego śmierci też była niczym zagadka matematyczna. Wiem, że jeden z moich kuzynów urodził się 2 miesiące później, co sugerowałoby, że dziadek zmarł 30 października 1984.
Za każdy razem, gdy odwiedzam moich amerykańskich przyjaciół i widzę portrety rodziców, dziadków, a czasem nawet pradziadków na ścianach, czuję ukłucie w sercu. Dlaczego ja nie mogłem odziedziczyć takich skarbów? Czy dlatego, że Hasan żył i zmarł w obozie dla uchodźców? Czy gdyby zachował dokumenty i fotografie, które mogłyby odpowiedzieć na moje pytania o niego, to istniałyby nadal po tym wszystkim, przez co przeszła Gaza?
Gdy myślę o tym, jak niewiele wiem o dziadku, myślę też o trójce moich dzieci i o tym, co odziedziczą po mnie. Kiedy Hamas zaatakował Izrael 7 października 2023 roku, trzy pokolenia mojej rodziny mieszkały razem pod jednym dachem. Pięć dni później izraelska armia rozrzuciła ulotki nakazujące ewakuację regionu. Zostawiliśmy za sobą wszystko z wyjątkiem kilku ubrań i jedzenia. 14 października, po tym, jak atak powietrzny dosięgnął domu mojego sąsiada, poszedłem sprawdzić, co stało się z naszym domem i zobaczyłem rozbite okna, porozrzucane książki i pył pokrywający każdą poduszkę, każdy materac i koc. Próbowałem zmieść go z kanap. Wydawało mi się, że mój dom, książki i biurko, przy którym zawsze pisałem, będą na nas czekać, gdy wojna się skończy. Zrobiłem zdjęcia zniszczeń, aby je zapamiętać.
Dwa tygodnie później nasz dom został zrównany z ziemią w izraelskim ataku powietrznym. Gdy kilka dni po bombardowaniu zaryzykowałem powrót, czułem się zobowiązany poświęcić godzinę lub dwie na przekopywanie się przez gruzy, w nadziei na odzyskanie jakichś ubrań, butów albo koców. Była jesień i widmo zimy już nad nami ciążyło. Udało mi się odzyskać jedynie notatnik i egzemplarz mojego debiutanckiego tomiku poezji.
Dopiero ostatnio przypomniało mi się coś, czego nie udało mi się odzyskać: album ze zdjęciami moimi, mojego rodzeństwa, rodziców i dziadków. Gdy tylko pomyślałem o tym albumie, napisałem do mojego brata, Hamzy. Mógłbyś spróbować znaleźć ten album w ruinach mojej biblioteki? Czułem się głupio, prosząc go o to w czasie, gdy miał problem ze znalezieniem jedzenia dla swojej rodziny. Ale te zdjęcia były dla nas naprawdę cenne. Były naszym sposobem pamiętania.
Moja rodzina w Bajt Lahija nie mogła znaleźć ani albumu, ani pozostałości po pokoju, w którym został. Po dziś dzień nie ma widocznych śladów po naszych łóżkach, kanapach, ubraniach, ani nawet ścianach sypialni i kuchni. Pozostały tylko nasze wspomnienia po nich.
Jestem osobą, która uwielbia robić zdjęcia. Jestem wdzięczny za telefon, który ma dość pamięci, aby pomieścić je wszystkie. Na moich zdjęciach z Gazy jest moja rodzina na bujnych zielonych polach i o zachodzie słońca na plaży. Mam zdjęcie glinianego pieca, w którym moja matka piekła chleb, a czasami też kurczaka. Mam zdjęcie mojej córki, Jaffy, rzucającej płatki kwiatów na spokojną ulicę. Z późnego września 2023 mam zdjęcie mojego najmłodszego dziecka, Mostafy, przebranego za Spidermana i zeskakujacego z ławeczki w sypialni.
Przez 23 lata miałem wokół siebie tych samych sąsiadów i te same drzewa. Mijałem te same szkoły, kluby, kawiarnie i pokryte graffiti ściany. Wpadałem na tych samych nauczycieli, trenerów, fryzjerów i baristów. Przed 7 października ludzie rzadko się stąd wyprowadzali. Między nami a tymi wszystkimi rzeczami istniała pewna czuła relacja.
Tęsknię za moją okolicą w Bajt Lahija. Tęsknię za teściową, która mieszkała obok, robiła maftoul i trochę nam podrzucała. Tęsknię za weekendowymi wizytami moich trzech zamężnych sióstr z dzieciakami i za telefonami mojej najstarszej siostry, Aji, z prośbą, bym zaparzył herbatę. Moje siostry uwielbiały moją herbatę, a ja uwielbiałem ją dla nich parzyć. Tęsknię za wynoszeniem imbryka i filiżanek na stolik pod drzewem pomarańczy albo pod guawą. Tęsknię za spacerami z moim szwagrem, Ahmadem, po jego polach kukurydzy. Na skraju pola zasadził bakłażana, papryki, zieloną fasolę, ogórki i dynie dla swoich bliskich. Żywo wspominam czas, gdy robiliśmy tam grilla, a Ahmad zachęcał wszystkich do wybrania sobie kolby i położenia jej na grillu.
Z biegiem czasu, coraz trudniej było mi rozpoznać miejsca w Gazie, które niegdyś tak dobrze znałem. Po 7 października całe dzielnice zostały zrównane z ziemią. Wielu ulic i alejek nie da się dostrzec spod gruzów, a jest za mało paliwa, żeby buldożery mogły odgruzować drogi. Kiedy patrzę na zdjęcia i nagrania w wiadomościach, nie potrafię rozpoznać, czy widzę ruiny apteki, restauracji, lodziarni czy przedszkola. Kochaliśmy te miejsca. Każde z nich to ogromna strata.
Często myślę o wszystkich miejscach, których już nie pokażę moim dzieciom ani wnukom, o wspomnieniach, którymi się nie podzielę: przedszkole w obozie uchodźców asz-Szati, do którego chodziłem, pobliskie pole, na którym za dzieciaka robiłem koziołki, ulice Bajt Lahija, po których jeździłem na rowerze przy zachodzącym słońcu. Boisko do piłki nożnej, na którym wieczorami grywaliśmy z kolegami na studiach, sala, w której miałem wesele. Drzewo morwowe, pod którym grałem w kulki z przyjaciółmi z dzieciństwa. Niektórzy z tych przyjaciół zostali zabici.
Myślę także o nowych wspomnieniach, które miałem nadzieję stworzyć. Jaffa i jej starszy brat, Jazzan chcieli nauczyć się pływać – ja sam nigdy tego nie robiłem przez problemy z uchem. Chciałem, by mogli jeździć na rowerach wzdłuż plaży na ulicy ar-Raszida, którą ostatnio wyasfaltowano. Chciałem wziąć Jazzana na letnie treningi piłki nożnej. Chciałem pokazać moim uczniom Publiczną Bibliotekę im. Edwarda Saida – anglojęzyczną bibliotekę, którą założyłem w Gazie. W sobotę nauczyciel ze szkoły, w której uczyłem, powiedział mi, że mój najlepszy uczeń został zabity, gdy szukał drewna na opał dla swojej rodziny.
Zawsze bliska mojemu sercu była linijka z piosenki Boba Dylana „Otwórz drzwi, Homerze”. „Dbaj o wszystkie swoje wspomnienia”, śpiewa, „bo powtórki nie będzie”. Te słowa sprawiały, że chciałem kurczowo trzymać się moich wspomnień i tworzyć dobre wspomnienia. W zeszłym roku straciłem wiele namacalnych fragmentów moich wspomnień – ludzi, miejsca i rzeczy, które pozwalały mi pamiętać. Trudziłem się, by tworzyć dobre wspomnienia. W Gazie każdy zniszczony dom jest jak album, lecz nie wypełniają go zdjęcia, ale prawdziwi ludzie – ich martwe ciała wciśnięte są między strony.
W maju zeszłego roku zadzwonił do mnie mój przyjaciel Basel, tenisista z mojego rodzinnego miasta. Mieszkał w namiocie w Rafah, mieście w południowej Gazie, które stało się schronieniem dla wysiedlonych Palestyńczyków. Izrael przygotowywał się do inwazji na miasto pomimo sprzeciwu społeczności międzynarodowej. Basel przygotowywał swoją rodzinę na kolejną przeprowadzkę. Słyszał w oddali nadjeżdżające czołgi i odgłosy strzałów. On i tysiące innych szukało transportu do Chan Junus.
Bazel właśnie składał namiot, w którym mieszkała jego rodzina. Słuchałem, jak wyjaśnia bolesny proces budowania toalet i kranów z wodą nieopodal. Jego rodzina początkowo nie chciała tam mieszkać, teraz jednak nie chcieli opuszczać tego miejsca. Nauczyli się odróżniać swój namiot pośród wszystkich innych. Nauczyli się poruszać po obozie. Zaczęli gromadzić nowe wspomnienia. Teraz opuszczamy to miejsce i idziemy w nieznane – powiedział. W tym roku Gazańczycy robili to już wielokrotnie.
Pomyślałem o 5 tygodniach, które spędziłem w obozie dla uchodźców w Dżabaliji, krótko po rozpoczęciu wojny. W tamtym czasie wciąż możliwe było znalezienie nieuszkodzonego mieszkania lub szkoły ONZ-etu, w których można było schronić się wraz z rodziną. Przypomniałem sobie, że niedługo później zacząłem się oswajać z nowymi sklepami i aptekami, z kafejkami, w których był dostęp do Internetu i możliwość podładowania telefonu. Nauczyłem się nowych skrótów i wyrobiłem rutynę. Wielu z tych miejsc już nie ma. Mimo to nadal mogę zamknąć oczy i je sobie wyobrazić. W mojej głowie mogę poruszać się po zaułkach Dżabaliji. Równie łatwo mogę wyobrazić sobie obóz w ruinie.
13 października 2023 roku mój przyjaciel Refaat Alareer udostępnił na Instagramie swój wiersz zatytułowany „Jeśli przyszłoby mi umrzeć”.
Jeśli przyszłoby mi umrzeć,
ty musisz żyć –
opowiedz moją historię,
sprzedaj rzeczy,
kup materiał
i kilka sznurków
(niech będzie biały z długim ogonem)
żeby dziecko gdzieś w Gazie
patrząc w oko nieba
wyczekując na tatę, co odszedł w płomieniach –
i nie pożegnał się z nikim
z własnym ciałem
ani samym sobą –
zobaczyło wysoko w górze latawiec, moje dzieło twych rąk,
i na chwilę pomyśli, że to anioł
przywracający miłość
Jeśli przyjdzie po mnie śmierć
niech przyniesie nadzieję
niech będzie z tego opowieść
Zobaczyłem ten wiersz kilka dni później. Zrobił na mnie takie wrażenie, jak gdyby stukał do drzwi wyobraźni – i strachu. Refaat chciał żyć. W końcu nie napisał „kiedy umrę”. Raczej sygnalizował, że jeśli zginie, wtedy wszyscy ci, którzy go przeżyli, muszą żyć i pamiętać – aby opowiedzieć jego historię, historię innych zamordowanych, historię tak wielu Palestyńczyków.
Na początku listopada, gdy próbowałem opuścić Gazę z moją rodziną, napisałem wiersz będący odpowiedzią na wiersz Refaata. Napisałem, że jeśli umrę, nie chcę, żeby żadne gruzy, rozbite naczynia czy szklanki pokryły moje zwłoki. 3 grudnia udało mi się przekroczyć granicę z Egiptem razem z moją żoną i trójką dzieci. Kilka dni później izraelski atak lotniczy zabił Refaata i wielu członków jego rodziny. Nie chciałem w to uwierzyć.
Mam w telefonie zdjęcie Refaata zrobione wiosną 2022 roku. Stoi na zielonym polu, ma na sobie niebieską marynarkę i okulary, które nadawały mu wygląd profesora, którym faktycznie był. Za nim rozpościera się błękitne niebo z białymi chmurami. Trzyma sporej wielkości łubiankę wypełnioną tyloma truskawkami, że nikt nie zjadłby ich za jednym razem. Refaat kochał truskawki. Zwykle zbieraliśmy je razem. Tamtego dnia Refaat nazbierał dwie łubianki – jedną dla swojej rodziny, a drugą dla rodziców. Na zdjęciu ostrożnie wyjmuje truskawkę z koszyka. Uśmiecha się.
Przekład: Julia Derewiecka
Korekta przekładu: Teresa Fazan, Nadia Janiczak
