Sadyzm a masochizm. Ujęcie (nie tylko) deleuzjańskie

Powszechne operowanie pojęciem sadomasochizmu, coraz rzadziej kategoryzowanego jako seksualna dewiacja1, utwierdza nas w przekonaniu, że pojęcia sadyzmu i masochizmu są ze sobą ściśle sprzężone, że figury masochisty i sadysty uzupełniają się wzajemnie, że jeden z drugim mogliby żyć w idealnej symbiozie. Sadomasochizm, według definicji polskiego seksuologa Kazimierza Imielińskiego, „pomijając skrajne przejawy, jak mord z lubieżności lub samobójstwo z lubieżności, jest najbardziej rozpowszechnioną dewiacją seksualną, a w słabym natężeniu występuje u wszystkich ludzi”2. Pierwiastek binarngo zjawiska tkwiłby zatem par excellence w naturze człowieka. Być może stąd ogólne zainteresowanie i powstająca ciągle literatura i filmografia, przedstawiająca zagadnienie nierzadko właśnie w wersji soft. Żeby nie szukać daleko, świetnym przykładem będzie tutaj popularna, pomimo rzekomego braku walorów estetycznych czy fabularnych, ekranizacja 50 twarzy Greya i kolejnych części powieści E. L. James. Jeśli bowiem wierzyć krytykom, trudno jest inaczej wytłumaczyć powodzenie produkcji (i powieści) jeśli nie właśnie obiecanym wątkiem masochistycznym (zaryzykowałabym przy tym tezę, że niezadowolenie widzów wiąże się mniej z domniemanymi niedociągnięciami, a bardziej z rozczarowaniem spowodowanym  znikomą obecnością tego wątku). Obok perypetii Greya mamy jednak także kultową już ekranizację Wenus w futrze Romana Polańskiego. Z kolei sztuka teatralna Romana Sikory (Spowiedź masochisty), pozwala nam wykroczyć poza kontekst relacji interpersonalnych i proponuje zupełnie nową definicję pojęcia, wikłając masochizm w świat kapitalizmu. Nie sposób zliczyć filmów i powieści traktujących o sadystach i psychopatach, kiedy weźmiemy pod lupę kino horroru (Hellraiser, Piła, Martyrs, American Psycho, wszelkie z gatunku gore), czy powieści takich autorów jak Graham Masterton. Dlatego wydaje mi się niezwykle ważne, żeby w pochłanianiu tego typu produktów kultury współczesnej dysponować odpowiednią wiedzą na temat pojęć, które być może mylnie na nie nakładamy. Posługujemy się terminem sadomasochizm i współczesna seksuologia wydaje się nas do tego upoważniać: „Sadomasochizm to występowanie u jednej osoby podniecenia seksualnego zarówno w sytuacji masochistycznej jak i sadystycznej. Najczęściej obie te postawy występują jednocześnie, a jedna z nich przeważa”3. Psychoanalityk Gérard Bonnet precyzuje jednak, że chociaż możemy o osobowości sadomasochistycznej mówić w przypadku osób „swobodnie przechodzących od jednej formy perwersji do drugiej”, to nie jest to ścisłe rozumienie zakładającego obecność tylko jednej ze skłonności terminu4. Tym bardziej rozpatrując zagadnienie w kategoriach idei, szybko dochodzimy do wniosku, że mamy do czynienia z odrębnymi zjawiskami. W niniejszym artykule chciałabym przeanalizować różnice pomiędzy figurami sadysty i masochisty na tym właśnie ukształtowanym na gruncie literackim i filozoficznym poziomie idei i zarazem uwrażliwić na pochopne definiowanie zjawisk sadyzmu i masochizmu jako wzajemnie komplementarnych czy wręcz tożsamych w każdym kontekście. Czytając Sacher-Masocha szybko dochodzimy do wniosku, mówi Deleuze, że jego świat nie ma niczego wspólnego ze światem de Sade’a5. Odwołując się do określonych wymiarów, w które wpisują się oba symptomy (stosunek do ofiary-innego, rola opisu, determinująca obecność Natury bądź sztuki, w końcu zajmowane w świadomości „dewianta” miejsce), chciałabym pokazać, że formułują się one i funkcjonują na skrajnie różne sposoby.

Zanim pojęcia zostały zaadaptowane przez psychologię, psychoanalizę czy seksuologię, weszły do obiegu za sprawą dzieł dwóch pisarzy: Markiza De Sade’a oraz Leopolda von Sacher-Masocha. Ten pierwszy, będąc zdecydowanie bardziej rozpoznawalnym (według popularnej tezy: ze względu na większą wartość literacką swojego dzieła6), zawłaszczył niejako obiema definicjami.

I tutaj od razu, kiedy przywołujemy kontekst literacki, musimy pamiętać, że dzieła nie przynależą do tych samych nurtów literackich, ani też nie wpisują się w te same ramy historyczne. Pojęcie sadyzmu jest zakorzenione w epoce libertynizmu i powstaje w kontekście seksualnego rozprzężenia:

w początkach panowania Ludwika XV mężczyźni zajęci byli tylko powiększaniem listy swoich kochanek, kobiety zaś zdobywaniem amantów z jak największym rozgłosem. […] Powab rozkoszy, który leżał u podstaw tych obyczajów, odpędzał precz wszelki przesyt i znużenie; ciągle nowe przykłady niesłychanej rozwiązłości ośmielały do lekceważenia zasad i porzucenia powściągliwości7.

Jerzy Łojek wykazuje (Wiek markiza de Sade), że „seanse flagellacyjne”, także w ramach „praktyk pokutniczych” czy ze względów zdrowotnych (jako „środek leczniczy, wzmagający przekrwienie i tonizujący system nerwowy”8, albo „środek pobudzający szybkość reakcji organizmu i żywość przeżyć seksualnych”9) były ówcześnie, i co najmniej od czasów Renesansu10, na porządku dziennym. Markiz de Sade, znany w pierwszej kolejności ze swoich seksualnych ekscesów i procesów (słynne 120 dni Sodomy zostają wydane długo po jego śmierci, w początkach XX wieku), potrafi jeszcze się na tym polu wyróżnić. Być może właśnie za sprawą swojej pracy badawczej i tego, że z domu rozpusty czynił jednocześnie laboratorium, gdzie obserwował zachowania i reakcje oprawców i ofiar, nadając ekscesom innego, przerażającego dla niektórych wymiaru11.

Leopold von Sacher-Masoch tworzy po okresie gwałtownych społecznych przemian, niemal 100 lat po markizie. Pomimo, że jego Wenus w futrze zostaje wydana w roku 1870, to niektóre aspekty dzieła noszą na sobie jeszcze piętno romantyzmu (nieszczęśliwy, zadręczający się bohater, niespełniona miłość, kompletne oddanie ukochanej). W tym kontekście cierpienie masochisty (w odróżnieniu od cierpień ofiary sadyzmu) może mieć charakter czysto psychiczny, związany z nieobecnością ukochanej osoby, tęsknotą czy z zazdrością. Tak naprawdę kocha tylko bohater romantyczny, nawet w swojej masochistycznej odsłonie. Libertyn dąży wyłącznie do posiadania.

Do kontekstu literackiego odwołuje się przede wszystkim Ryszard von Krafft-Ebing, który w XIX, w pracy Psychopathia sexualis (1886), sformalizował i zaklasyfikował jako seksualne dewiacje oba zjawiska. Masochizm wywodzi on z tekstu Sacher-Masocha, Wenus w futrze (1870). Idąc podobnym tropem, możemy zauważyć, że sadyzm (na przykładzie powieści 120 dni Sodomy) przejawia się oddziaływaniem na innych w sensie zupełnego ich sobie podporządkowania, poprzez przemoc oraz zmuszanie do aktów seksualnych. Centralną rolę odgrywa przy tym ciało i jego fizjologia. Z kolei masochizm, przywołując znowu Wenus w futrze Sacher-Masocha, polega na podporządkowaniu się: „Gotów byłbym poddać się wszystkim katuszom, jakie zadawałaby mi kochana przeze mnie kobieta, a więc udręce, zdradzie, wszystkiemu. To byłoby również dla mnie pewnego rodzaju… szczęście”12. Masochizm jest więc poniekąd dążeniem do szczęścia w miłości. Przemoc i seksualność (stosunek seksualny, a nie samo podniecenie osiągane za sprawą doznawanego fizycznego bądź psychicznego bólu), odgrywają w masochizmie rolę drugorzędną.

Przepracowane w powyższy sposób przez literaturę psychologiczne zjawiska otwierają w końcu pole dla rozwoju myśli filozoficznej i psychoanalitycznej. Zajmują się nimi między innymi Pierre Klossowski (głównie sadyzmem: Sade mój bliźni) oraz Gilles Deleuze (przede wszystkim masochizmem: Présentation de Sacher-Masoch. Le froid et le cruel), do których prac będę w tym tekście nawiązywać. Na wstępie także zaznaczam, że o tyle o ile rozważania Klossowskiego oscylują zawsze wokół postaci markiza i jego powieści, o tyle Deleuze wykracza mocno poza kontekst Sacher-Masocha, analizując go zawsze w opozycji do dzieła de Sade’a.

– NARZĘDZIA ODDZIAŁYWANIA –

Zarówno sadyście jak i masochiście chodzi o wywieranie wpływu, z tym, że ten pierwszy chce oddziaływać na zewnętrzne a ten drugi poprzez zewnętrze próbuje oddziaływać na siebie samego. Masochista nie jest dopełnieniem sadysty, ale jego rywalem. Wyraźnym tego przykładem jest końcowy epizod cytowanego tekstu Sacher-Masocha, w którym pojawia się Grek i podporządkowuje sobie Wandę (eliminując tym samym Seweryna), okazując się silniejszym i bardziej okrutnym niż ona. W kulminacyjnym momencie Wanda wraca do Seweryna i przyrzeka mu miłość. Deklaruje jednak, że dla dobra ich uczucia nie mogą – co niekoniecznie napawa Seweryna szczęściem – wyrzec się chłosty. Kiedy Seweryn, związany, oczekuje na swoją karę, do pokoju wkracza Grek, a Wanda natychmiast oddaje mu bat. To Sewerynowi nie odpowiada już zupełnie: „Sytuacja ta przerastała nawet moją wyobraźnię. Poczułem mróz w całym ciele, gdy mój rywal ukazał się w butach do jazdy konnej, wąskich, białych spodniach i obcisłym surducie”13. W kontakcie z prawdziwym, bezlitosnym oprawcą „mróz w całym ciele” zastępuje podniecenie seksualne. Strój Greka eksponuje jego męską siłę i dominujący charakter. Seweryn, aby utrzymać przy sobie Wandę, przeciwstawiał sile Greka swoje podporządkowanie się. Moment, w którym otrzymuje od rywala baty, jest momentem jego porażki. Poza wspomnianą rywalizacją, możemy na tym przykładzie zauważyć, jak silnie pojęcie masochizmu jest zindywidualizowane: Seweryn oczekuje swojej kary tylko i wyłącznie od wielbionej Wandy. Nie potrafi zerwać paktu, którym jest z nią związany i to ze względu na nią zgadza się w końcowej scenie na flagelację. Oddanie się w niewolę jest dla niego skrajną formą oddania się ukochanej bogini.

W sadyzmie mamy za to do czynienia z sadystyczną jednostką, która wybiera nie jedną, ale wiele ofiar, aby wszystkie po kolei zniszczyć. Sadystyczna kolonizacja przez podmiot zewnętrza jest, najprościej ujmując, demonstracją14 jego siły, którą Deleuze łączy bezpośrednio z przemocą.  Uzasadnia to poniekąd rozbuchany seksualizm – wiecznie płynące nasienie świadczy o jego potędze, płodności, możliwości kreacji, powoływania życia. W zestawieniu z pragnieniem mordu sadysta przedstawia się jako władca życia i śmierci, który mógłby stworzyć oddziały ludzkich jednostek. Zamiast tego woli je unicestwić. Dlatego przekraczanie siebie w jego przypadku nie koniecznie ma związek z wychodzeniem poza siebie. Jako podmiot, sadysta jest pozbawiony refleksyjności. W przeciwieństwie do masochisty, nie pochyla się on nad sobą, tym bardziej nad swoją ofiarą. Inny nie jest potrzebny w tym sensie, że nie wchodzi z nim w relację. Inny nie może mieć na niego wpływu. Tak, jak to w swojej interpretacji dzieła markiza wykazuje to Pierre Klossowski, inny dla sadysty ma rację bycia o tyle, o ile niezbędne jest jego unicestwienie. Za sprawą unicestwienia realności drugiego sadysta jest w stanie usunąć swoją własną realność15.

Przywołane przez Deleuze’a „mówienie językiem ofiary”, wcześniej określone przez Bataille’a jako paradoksalne („tylko ofiara może opisać torturę”16), nie byłoby więc punktem wyjścia do wzajemnego stawania się czy do samego konstruowania swojego ja poprzez odbijanie się w innym. Sadysta nie analizuje ze swojej własnej perspektywy cierpienia, nie utożsamia się z zadanym bólem, a jeśli go opisuje, to jedynie mechanicznie, cudzymi słowami. Libertynów nie podnieca zadawanie cierpienia w sensie woli skrzywdzenia kogoś, upokorzenia. Interesuje ich natomiast sam akt i to, jak oni się w nim znajdują oraz jak za jego pośrednictwem mogą pozycjonować się względem zewnętrza. Interesuje ich więc manifestacja i doświadczenie własnej potęgi.

Jeśli sadyzm określilibyśmy jako zmuszanie zewnętrzna do podporządkowania się podmiotowi, masochizm byłby wyrazem samej woli podporządkowania się zewnętrzu i oddziaływaniem podmiotu na siebie za pośrednictwem świata zewnętrznego. Również w masochizmie transgresja sprowadza się do doświadczenia własnej potęgi, tym razem jednak poprzez zewnętrze. Masochista poddaje siebie samego w wątpliwość, chce doświadczać siebie, to siebie poddaje próbie. Jeśli w sadyzmie sprowadzony do kategorii przedmiotu Inny nie ma wartości, to w przypadku masochizmu Inny staje się niezbędnym elementem masochistycznej gry. W masochizmie podmiot (odwrotnie niż w sadyzmie) wchodzi w relację z Innym i różnymi metodami (przede wszystkim „dialektycznymi”) próbuje na niego oddziaływać. Deleuze zwraca uwagę, że masochista w poszukiwaniu swojego oprawcy wykazuje się nie lada przebiegłością, stosuje perswazję i manipulację, próbując nakłonić drugiego, żeby wszedł w jego grę. Masochista manipuluje wymuszając na Innym działanie. Także Wanda oskarża Seweryna o to, że sam wymusił na niej bycie okrutną: „Ty jednak chciałeś być moją zabawką, moim niewolnikiem! […] Prawda, we mnie drzemały skłonności, lecz to ty pierwszy je rozbudziłeś; jeżeli teraz sprawia mi przyjemność, gdy ciebie męczę i katuję, to jest twoja wina”17.

– EGO, KARZĄCY BÓG I NATURA –

Romantyczny pod wieloma względami masochizm odróżnia się od sadyzmu także swoistym mistycyzmem. Chcąc odkupić swoje winy, masochista realizuje się w chrześcijańskim umęczeniu i poświęceniu. Z kolei w sadyzmie, jak wykazuje Pierre Klossowski, sadysta podejmuje polemikę z Bogiem, w którego rzekomo nie wierzy. „Istnienie zła w świecie daje pretekst do szantażowania Boga – odwiecznego Winowajcy, gdyż pierwotnego Agresora – i po to, by w nim nie ustawać, odwołuje się wciąż do kategorii moralnych, jako paktu pogwałconego przez Boga”18. Sadysta nie chce się poświęcić; on chce się raczej zemścić. Chce doprowadzić bliźniego do cierpienia za to, że on sam cierpi przez Boga.

Poza kontekstem religijnej profanacji i prowokacji, na mistycyzm nie ma tu miejsca. Całą przestrzeń zawłaszcza nieokiełznane ego sadysty. W pierwszym odczuciu wydaje się nawet, że sadysta działa tylko pod wpływem niekontrolowanego libido, że zakleszczona w seksualności żądza zadawania cierpienia musi par excellence wiązać się z zaburzeniem (albo wręcz wyłączeniem) mechanizmów kontroli. Gilles Deleuze odwraca tę tezę. Istotnie, w świetle interpretacji Freud’a superego19 sadysty objawia się jako niewyobrażalnie słabe i kompletnie podporządkowane popędom. Sadysta byłby tym, który szuka ujścia dla swojej żądzy destrukcji. Nie można jednak zapominać, że sadystyczna gra z ofiarą jest od początku do końca zaplanowana a jej zasady skrupulatnie przestrzegane. „Ja” sadysty, implikujące obok dominacji kontrolę i panowanie, składa się zdaniem Deleuze’a z czystego superego, dowolnie dysponującego ego kontrolowanych przez siebie ofiar.

Sadyzm rozważany w kategoriach demonstracji siły, witalności, potęgi człowieka, prowokuje pytanie, dlaczego działania sadysty dążą zawsze do destrukcji, nigdy do kreacji. Żeby to wyjaśnić, trzeba najpierw określić stosunek sadysty do porządku Natury i zastanowić się, czy możemy o nim mówić w kategoriach rzuconego wyzwania. Jeśli umysł ludzki, jak dowodzi Klossowski, jest integralną częścią Natury, to okazuje się, że człowiek nie może z nią rywalizować. Wszelką próbę podtrzymania gatunku powinniśmy w interpretacji filozofa odczytywać natomiast właśnie jako rywalizację. Rozmnażanie nie jest chęcią podporządkowania się Naturze: tworząc życie, powielając się, człowiek stawia się ponad porządkiem Natury i próbuje ją zdominować. Sama idea tworzenia (życia) niesie za sobą idę destrukcji (Natury). Właśnie na tym w dużej mierze opiera się stworzony przez de Sade’a system filozoficzny: sadysta, w ucieczce przed cierpieniem, rzucając wyzwanie Bogu i ulegając jednocześnie Naturze, nie staje przed wyborem kreacji bądź niszczenia. Dopiero niszczenie jest kreacją. Sama materia nie dzieli się, jak w ontologii Freuda, na organiczną (Eros) i nieorganiczną (Tanatos)20 i w ten sposób niszczenie życia jest tylko zmianą jej formy. Śmierć jest jedynie zmianą stanu, powrotem do Natury i hołdem dla ziemi. Kiedy żywe ciało próbuje ją zdominować, martwe ją użyźnia. Na to wszystko Gilles Deleuze nakłada mechanizmy negacji, która występuje według niego u de Sade’a na dwóch poziomach: negacji jako procesu (ta może powodować rozczarowanie sadysty, który odkrywa, że doskonała zbrodnia jako jednorazowy akt nie jest możliwa) oraz negacji jako totalizującej idei, będącej już nie zaprzeczeniem kreacji, ale kreacją samą21. I pomimo że absolutna negacja nie potrzebuje być na niczym ufundowana, to ze względu na swój iluzoryczny charakter, musi być warunkowana przez empiryczną i indywidualizowaną powtarzalność aktów przemocy.

– NEGACJA I FETYSZ –

Sadyzm odznacza się od masochizmu także poziomem świadomości podmiotu. Podobnie, jak destrukcja dająca impuls do odtwarzania się życia, deleuzjańska negacja jest w swojej istocie pozytywna. Tanatos, chociaż w kontekście pracy Freuda jest demonstracją nieświadomego instynktu śmierci, w rzeczywistości pozostaje sprzężony z Erosem (tutaj także Deleuze wyróżnia dwa poziomy korespondujące z dwiema „naturami” u de Sade’a22). Jako bezwzględna, idealna negacja,  nie może uzewnętrzniać się tylko poprzez drobne, przebijające na zewnątrz świadomości zaburzenia, jak jąkanie czy marzenia senne. W oczywisty sposób musi przybrać formę bardziej radykalną, musi zdominować podmiot, przebić się na powierzchnię. Tanatos jako czysta negacja, mówi Deleuze,  może demonstrować się tylko powtarzaniem i namnażaniem aktów. Tanatos byłby energią samej śmierci, a nie jej martwymi fragmentami. Pozytywna negacja, którą reprezentuje, nie może przebiegać nieświadomie.

Tymczasem masochizm opiera się przede wszystkim na wypartym. Przy czym, zauważa Deleuze, freudowskie mechanizmy wyparcia są bardziej powierzchowne (powierzchniowe), niżby się mogło wydawać. Na przykładzie fetyszyzacji widzimy, w jaki sposób świadomość idzie na kompromis z wypartym, godząc się na neutralizację rzeczywistości23. Fetyszyzowany przedmiot, jak na przykład pejcz Wandy, jest ostatnim, co zostaje „na powierzchni”, substytutem kobiecego fallusa, który nie może zostać poddany negacji – ponieważ fetyszysta nie przyjmuje braku jego istnienia do wiadomości – a co najwyżej być idealizowany. Fetysz funkcjonuje jako zawieszenie, zdradza niemożność pogodzenia się ze stratą. Demaskuje słabość. W relacji masochistycznej występowałby więc jako niezbędny element i punkt wyjścia do działania, prowokator generującej się ewentualnie przemocy. Byłby także tym, co przeszkadza w doświadczeniu swojej potęgi (używając terminologii Deleuze’a: blokuje ruch i jego niebezpieczne konsekwencje24).

Nie można, podkreślam za Deleuzem, sprowadzać przemocy potencjalnej, będącej konsekwencją działania wypartego, do tej samej roli co przemoc czysta, dziejąca się sama dla siebie i sama przez siebie, która jako kondensacja różnych elementów może (ale nie musi) wiązać się też z fetyszem25.

Pierwotny, romantyczny masochista nie poszukuje Natury. Charakteryzuje go za to, zauważa Deleuze, szczególna wrażliwość na sztukę26. I tak na przykład sam koncept Wenus w futrze inspiruje się w dużej mierze obrazem Tycjana (Wenus z lustrem) i narrator nierzadko do niego nawiązuje. Także kontekst literacki jest tutaj rozbudowany: Manon Lescaut, Faust, Księga Judyty czy w końcu Odyseja. Masochista uszlachetnia swoją miłość i próbuje ją utrwalić, uwieczniając ją na przykład na obrazie (kiedy malarz maluje Wandę w futrze i z pejczem, z nogą opartą o niewolnika-Seweryna). Sztuka otwiera przed nim pole kontemplacji nagiego kobiecego ciała, która jest możliwa, jak mówi Deleuze, tylko w warunkach mistycyzmu27 . Chodzi tutaj o czystą obserwację, niekoniecznie związaną z doznaniem zmysłowym, za to przekładalną na fetyszyzację. Masochista idealizuje obiekt swojej kontemplacji. Chłonąc go przede wszystkim oczami, syci swoją wyobraźnię. Moment przed aktem flagelacji jest dla niego doznaniem mistycznym.  Z tego także powodu Deleuze wiąże Masocha z Platonem i „dialektyczną wyobraźnią”. Paralelnie Sade zostaje przez niego zaklasyfikowany jako spinozjański i tylko u tego ostatniego mamy do czynienia z rozumowym dowodzeniem. Przede wszystkim jednak wszelkie, oparte na fetyszyzacji próby zatrzymania doświadczenia mają na celu przede wszystkim jego „zamrożenie” i w konsekwencji zawieszenie rzeczywistości po to, aby móc wytworzyć rzeczywistość idealną28. U de Sade’a przeciwnie: wszystko, co zmysłowe jest ruchem. Sztuka sama w sobie nie ma racji bytu, kiedy zmysłowość pozostaje nieuchwytna. Ruch implikuje deleuzjańskie zamaskowane powtórzenie i jedynie przez nagromadzenie zmysłowych elementów sadysta mógłby podjąć próbę jej uchwycenia.

– ROLA OPOWIEŚCI –

W sadyzmie nie można niczego utrwalić, ale trzeba wszystko opisać. Ten niezwykle istotny element obu zjawisk także jest wyeksponowany przez autora Logiki sensu. Tutaj również zarysowuje się kontrast pomiędzy jednym a drugim. U de Sade’a deskrypcja ma charakter perwersyjnego bodźca i stymulatora wydarzeń. Jest dana nie tylko jako przykład, ale jako scenariusz fantazji, którą można zrealizować natychmiast kiedy pojawi się pragnienie urzeczywistnienia jej. Język sadysty i to, jak się nim posługuje, jest sam w sobie demonstracją i potwierdzeniem siły29. Opis jest tutaj niezbędny30, a to, co zostało powiedziane, musi się dokonać. To siła woli, konsekwencja w działaniu. Radosne pobudzenie przed dokonaniem się słowa. U Sacher-Masocha z kolei deskrypcja jest nie tyle drugorzędna, co istniejąca jako odrębna rzeczywistość, w dodatku zawsze usprawiedliwiona zewnętrznymi okolicznościami, zwyczajem czy zabawą31. Zasad trzeba wprawdzie przestrzegać, ale nie wszystko, co zostało zapisane, musi zostać zrealizowane: ważne jest przeżycie wewnętrzne. Założenie zbrodni nie musi się zrealizować: Seweryn podpisał wraz z kontraktem list samobójczy, a jednak do samobójstwa nigdy nie doszło.

Chociaż ustalenie reguł w obu przypadkach jest niezmiennie ważne (zapisanie ich w kontrakcie bądź umowne podążanie za narracją opowiadaczek u de Sade’a), to ich funkcjonalność zasadza się na rzeczach zgoła innych: podczas kiedy w masochizmie reguły są „na wszelki wypadek”, w sadyzmie funkcjonują już jako niezachwiany imperatyw. Wiąże się to z deleuzjańskim rozróżnieniem na instruktora i nauczyciela, funkcjonujących w opozycji pod każdym względem32. Instruktor jest zarazem wykonawcą, bo utożsamia się z kodeksem. Nauczyciel z kolei staje się Drugim masochisty. Instruktor jest wcieleniem zasad i tylko za ich pomocą może na siebie oddziaływać. Nauczyciel (wychowawca) koncentruje się nie na zasadach ale na swojej ofierze: próbuje ją kształtować, wpływać na nią dla jej dobra i przede wszystkim dlatego, że ona sama tego chce (nawet, a właściwie tym bardziej, jeśli wie, że będzie to bolesny proces). Tego też, jak wyznała w liście, podejmowała się Wanda: „Mam nadzieję, że pod wpływem mojego bata został Pan uzdrowiony, gdyż kuracja była okrutna i radykalna”33. Widać więc jasno, że zachodzące relacje mają zupełnie inny charakter. Oprawca masochisty jest jego mentorem, poniekąd nawet opiekunem. Inaczej sprawy się mają w sadyzmie, gdzie instruktor czuje się w obowiązku ukarania ofiary nie dla niej samej, żeby więcej nie robiła źle, ale dla samej przyjemności ukarania i utożsamienia się przez ten akt z prawem. Kiedy w 120 dniach Sodomy libertyni rozważają poddanie ofiary karze, nie biorą pod uwagę „edukacyjnej” potrzeby odbycia tejże (tym bardziej tego, jak poważne było przewinienie), ale co najwyżej to, czy na ten tydzień mają już odpowiednią ilość winowajców, wobec których zastosują brutalne sankcje.

Poza wybranymi przeze mnie konceptami, Deleuze wyszczególnia w swojej pracy także inne (ironia, kobiety, rola matki i ojca, etc.), na każdym kroku wykazując, że mamy do czynienia z odrębnymi sekwencjami. Na gruncie idei sadyzm i masochizm funkcjonowałyby zatem jako pewne zespoły cech i predyspozycji, różnie ukształtowanych i opartych na odrębnych ideologiach. W sadyzmie podmiot kierowałby się od fantazji o swojej potędze do rzeczywistości (wcielając swoje fantazje w życie, nadając im formę i materialnie je tworząc), w masochizmie przeciwnie, od rzeczywistości w kreowaną przez siebie fantazję. W ten sposób energie sadyzmu i masochizmu miałyby się zawsze wzajemnie rozmijać.

Oczywiście z pracą Deleuze’a można polemizować. Alison M. Moore zarzuca autorowi Logiki sensu, że jego próba – nie do końca udana i nie uwzględniająca niektórych istotnych dla zagadnienia fenomenów – rozcięcia terminu sadomasochizm jest w rzeczywistości przejawem chęci uratowania masochisty dla psychoanalizy oraz umiejscowienia go poza postwojennymi interpratacjami sadyzmu w kontekście nazizmu i ludobójstwa34. Zwraca także uwagę, że Le Froid et le cruel powstaje w tym samym czasie co Różnica powtórzenie, dlatego być może należy esej odczytywać przede wszystkim jako ilustrację deleuzjańskiej ontologii35. Nie zmienia to jednak faktu, że światło, które praca Deleuze’a rzuca na omawiane w niniejszym artykule zjawiska, pozwala nam sięgnąć daleko poza obiegowe definicje zarówno sadyzmu jak i masochizmu i poddać refleksji nasze dotychczasowe wyobrażenia na temat obu perwersji.

Sięgając po pracę Klossowskiego, dajemy sobie szansę na wniknięcie w system związany z seksualną perwersją, jaką jest sadyzm. Dzięki niemu widzimy, że dzieło markiza nie było tylko ówczesnym (i teraźniejszym, nawiązując do drzemiących w każdym z nas skłonności) czytadłem, ale także mocno ugruntowanym, opartym na analizie i obserwacji systemem. Możemy zatem przeanalizować z zewnątrz to, co w większym lub mniejszym stopniu nas konstytuuje. Praca Deleuze’a z kolei pozwala nam nie tylko uchwycić subtelności obu zjawisk i rozbić pojęcie sadomasochizmu, ale także oferuje nam dotarcie do źródła, reterytorializując w pewien sposób zjawiska, które psychologia oderwała od ich pierwotnych, literackich kontekstów (oczywiście związanych z odrębnymi ramami historyczno-kulturowymi). Nasze perwersyjne w mniejszym lub większym stopniu skłonności docierają do nas wtórnie za sprawą filmu czy powieści. Możemy je oglądać i nieświadomie się w nich odbijać. Przede wszystkim jednak pozwalamy się im uwodzić. Powrót do źródła wiąże zatem na nowo perwersje sadyzmu czy masochizmu z literacką fantazją. Teksty de Sade’a i Sacher-Masocha były wyobrażeniem i symptomem, a więc tym, czym współcześnie są dla nas związane z perwersją wytwory kultury masowej. Deleuze ściąga na nowo sadyzm i masochizm na literacką płaszczyznę i w pewien sposób pozwala nam zrozumieć, dlaczego i w jaki sposób hipnotyzuje nas perwersyjna literatura czy film.

Bibliografia:

  • G. Bonnet, Perwersje seksualne, Gdańsk 2006.
  • G. Deleuze, Prezentacja Sacher-Masocha. Chłód i okrucieństwo. (Présentation de Sacher-Masoch. Le froid et le cruel (1967)). Korzystałam z wydania angielskiego Masochism: Coldness and Cruelty., New York: Zone Books 1991.
  • K. Imielinski, [wstęp do] L. von Sacher-Masoch, Wenus w futrze, Łódź 1989.
  • P. Klossowski, Sade mój bliźni, Warszawa 1999.
  • J. Łojek, Wiek Markiza de Sade, Lublin 1973.
  • A. M. Moore, Sexual myths of modernity. Sadism, Masochism, and Historical Teology, Lexington Books 2016.
  • D. A. F. de Sade, 120 dni Sodomy, wyd. Mireki 2012.
  • L. von Sacher-Masoch, Wenus w futrze, Łódź 1989.
  1. http://www.rp.pl/artykul/223095-Sadomaso-to-juz-nie-choroba-.html#ap-1
  2. K. Imieliński, Wstęp, w: L. von Sacher-Masoch, Wenus w futrze, Łódź 1989, s. 12.
  3. http://www.psychiatria.pl/artykul/sadomasochizm/643
  4. G. Bonnet, Perwersje seksualne, Gdańsk 2006, s. 66.
  5. G. Deleuze, Coldness and cruelty, New York 1991, s. 13.
  6. K. Imieliński, op. cit., s. 8.
  7. J. Łojek, Wiek Markiza de Sade, Lublin 1973, s. 7.
  8. Ibid., s. 217.
  9. Ibid.
  10. Ibid., s. 214.
  11. Ibid., S 221.
  12. L. von Sacher-Masoch, Wenus w futrze, Łódź 1989, s. 48.
  13. Ibid. , s. 146.
  14. G. Deleuze, op. cit., s. 19.
  15. P. Klossowski, Sade mój bliźni, Warszawa 1999, s. 145.
  16. G. Deleuze, op. cit., s. 17.
  17. L. von Sacher-Masoch, op. cit., s. 138-139.
  18. P. Klossowski, op. cit., s. 126.
  19. G. Deleuze, op. cit., s. 123.
  20. P. Klossowski, op. cit., s. 141.
  21. G. Deleuze, op. cit., s. 26-27.
  22. Ibid., s. 30-31
  23. Ibid., s. 31.
  24. Ibid.
  25. Ibid., s. 32.
  26. Ibid., s. 69
  27. Ibid., s. 22.
  28. Ibid., s. 33.
  29. Ibid., s. 18.
  30. Ibid., s. 25.
  31. Ibid., s. 25-26.
  32. Ibid., s. 19.
  33. L. von Sacher-Masoch, op. cit., s. 150.
  34. A. M. Moore, Sexual Myths of Modernity. Sadism, Masochism and Historical Teology, s. 142.
  35. Ibid.

Komentarze

Komentuj

Powiązane posty