Akt – sztuka czy pornografia?

Sztuka aktu była znana od czasów starożytnych. Przez wieki rozwijała się i zmieniała swoje znaczenie w kulturze. O ile dawne dzieła tej sztuki są dziś cenione, o tyle w obecnych czasach, zwłaszcza w Polsce, współczesne akty przestały być uznawane. W XXI wieku sztukę tę odbiera się jako pornografię, chowa przed światem, a jej autorzy są niemalże nieznani.

Czy akt dalej jest sztuką, czy stał się już tylko perwersją niegodną uwagi? Czy powinniśmy się wzbraniać przed nagością? Czy stan natury, ludzkie ciało ukazane okiem artysty nie jest już godne podziwiania, tak jak podziwiamy na przykład Słoneczniki van Gogha? Gdzie kończy się artyzm, sztuka a zaczyna pornografia?

Nie są to pytania, na które można z łatwością odpowiedzieć. Sztuka jest rozległym pojęciem, obejmującym swoim zakresem bardzo wiele. Choć mamy wyznaczone standardy, posiadamy mecenasów sztuki, krytyków i znawców, uczonych, którzy orzekają, co jest sztuką a co nie, to większość odbiorców ocenia wartość dzieła we własnym zakresie. Czy odbywa się to w galerii, na koncercie w filharmonii, muzeum bądź w domowym zaciszu oglądając dziecięce rysunki, sami dokonujemy wartościowania. Dlaczego więc to, co najpiękniejsze ukazane na płótnie, rzeźbie, bądź fotografii, nawet jeśli jest fachowo ocenione odrzucamy jako gorszące, prowokujące, perwersyjne, pornograficzne?

W niniejszym eseju chciałabym przybliżyć historię aktów i pokazać jak zmieniło się ich postrzeganie w kulturze. Mimo, iż większość uznana jest za sztukę, zwłaszcza dzieła dawne, to jednak te współczesne zazwyczaj odrzuca się, nie wystawia i nie doczekują się szerszego rozgłosu.

Akt w sztuce jest znany „od zawsze”. Najbardziej ceniony, rozpowszechniony i przywoływany jest nurt klasyczny, którego współczesnym polskim, choć mieszkającym we Francji i Włoszech, kontynuatorem jest Igor Mitoraj1. Do tego artysty oraz jego wystaw z przełomu 2003 – 2004 roku będę odnosiła się w dalszej części tekstu.

Pojęcie sztuki jest trudne do zdefiniowania. Jest bardzo rozległe i swoim zakresem obejmuje rzeźbę, malarstwo, rysunek, architekturę, fotografię, muzykę, teatr i wiele innych. Sztukę można określić jako: „sposób wykonywania jakiejś rzeczy według określonych reguł; umiejętność, kunszt”2. Współczesne środowisko sztuki wyznaczyło swoich mecenasów, krytyków, znawców oraz estetyków, którzy dokonują wartościowania i określają reguły, którymi sztuka ma się kierować i za sprawą których jest określana mianem sztuki właśnie. Współcześnie mamy również wiele książek poświęconych sztuce, jej powinności oraz wytyczających granicę między sztuką a tym, co sztuką nie jest. Warto tu wspomnieć choćby Gadamera, który szeroko zajmował się tą tematyką. Mimo to, granice w określeniu czym jest dzieło sztuki i co za takie uznawać są dość relatywne i płynne.

Akt, w starożytnej Grecji, był odzwierciedleniem idealnego fizycznego piękna. Oddawał on zwycięstwo harmonii i porządku nad kaprysami natury. Najczęściej posługiwano się tą formą sztuki by ukazać bóstwa. W średniowieczu sztuka aktu straciła na wartości. Nagość wówczas była identyfikowana z grzechem, który pochodził od Adama i Ewy. Po zerwaniu i skosztowaniu zakazanego owocu odkryli swą nagość i odczuli wstyd. Wtedy Bóg przyodział ich w skóry. Najprawdopodobniej to przez ten opis, zawarty w Piśmie Świętym, w średniowieczu tak negatywnie postrzegano nagość, co wydaje się rzutować na obecny sposób myślenia Polaków. W tym okresie przerzucono nacisk z piękna fizycznego ciała na piękno duszy, które w przeciwieństwie do tego pierwszego – przemijającego – było nieśmiertelne. Od końca XVI wieku, tuż po powrocie aktu w renesansowej sztuce, stał się on podstawową częścią artystycznego wykształcenia. Popularność tego nurtu utrzymywała się aż po wiek XIX. Była to jednak forma wyrazu tematów o wyższej randze kulturowej takich jak mitologia i religia, rożnego rodzaju przedstawienia Wenus bądź Adama i Ewy.

Akt rozwijał się i zmieniał swoje formy. Od rzeźb, poprzez malarstwo, rysunek aż po fotografię. Ta ostatnia jest obecnie najbardziej rozpowszechnioną i najczęściej uprawianą sztuką aktu. Zarazem zaś najbardziej szokującą i będącą przyczyną wielu kontrowersji. To za sprawą fotografii akt zaczął być uważany za pornografię. O ile rzeźby, obrazy i szkice są cenione i wystawiane, o tyle rzadkością są ekspozycje fotografii przedstawiających akty – jeśli już się pojawią, wywołują negatywne reakcje. Przy tym bardziej toleruje się akt kobiecy, niż męski. Uważa się, że ciało kobiece jest „naturalniejsze” niż męska nagość.

Sztuka aktu jest z pewnością sztuką silnie nacechowaną erotyzmem. To właśnie przez ten aspekt może budzić tyle kontrowersji. Należy przy tym odróżnić erotyzm od erotyki, z którą bardzo często jest mylony. Rozdźwięk tych pojęć ujawnia się chociażby współcześnie, gdy przyjrzymy się jedynemu w Polsce Muzeum Erotyki w Warszawie3 a powstającemu (funkcjonującemu póki co w internecie) Muzeum Erotyzmu w Krakowie. Z erotyką wiąże się pornografia, seksualne „zabawki”, które można kupić w sexshopach, filmy, czy tak zwane „świerszczyki”. Erotyzm jest natomiast związany z kultem Erosa.

Erotyka nie daje się sprowadzić do nagiej seksualności ani się nie pokrywa bez reszty z tym, co Zachód nazwał miłością. Wprawdzie erotyzm jest spokrewniony zarówno z pożądaniem, jak i z żądzą, ale samo zaspokajanie popędu niekoniecznie będziemy utożsamiać z erotyką. Erotyka wiąże się z obietnicami nagich ciał, ale tak samo przynależy do niej gra w zasłanianie i wszelkiego rodzaju maskowanie. Erotyzm wprawia w wibrację stosunek między płciami, między obiektem pożądającym a pożądanym w ogóle, ale zredukować go do tego nie można. Z jednej strony wywołuje na plan długo zakazywane seksualne rozkosze i żądze, przez co nieuchronnie ociera się raz po raz o sferę pornografii i obscenów, z drugiej natomiast oznacza stan napięcia, jakim możemy reagować nie tylko na ponętne ciało, lecz także na władzę i pieniądze, sztukę i ducha, biżuterię i technikę, broń i samochody i wiele innych. Tam, gdzie namiętne zainteresowanie, żądza i pożądanie spotykają się z aspiracjami estetycznymi, pokusy erotyzmu są nieodległe4.

Clark w swojej książce kładzie nacisk na rozróżnienie aktu i nagości. Pisze on, że

być nagim (obnażonym) – to znaczy być pozbawionym ubrania, i słowo to zakłada pewne zakłopotanie, które każdy z nas odczuwa w podobnej sytuacji. Słowo ‘akt’ nie ma tego kłopotliwego (zawstydzającego) podtekstu. Wywołuje wyobrażenie ciała pełnego równowagi, pewności i rozkwitu ukształtowanego5.

Akt dla Clarka jest „ubraniem” ciała w sztukę. Dzięki temu rozróżnieniu można, według autora odróżnić akt od przedstawień ciała, które nim nie są. Przekształcenie obrazu ciała w akt dokonuje się przy użyciu wypracowanych przez starożytnych Greków zasad estetyki: proporcji, harmonii i jasności konstrukcji. Ten wypracowany w antyku kanon obrazowania ciała, który powrócił w renesansie, jest uważany przez autora Aktu. Studium idealnej formy za jedyny słuszny.

Clark pisze, że „każdy akt, (…), powinien wzbudzić w widzu choćby ślad odczuć erotycznych, choćby ich cień jeżeli tak nie jest, oznacza to złą sztukę i złą moralność”6. Kłóci się to jednak z opisaną przez Liessmanna teorią estetyki:

Od XVIII wieku teoria estetyki odnosiła się podejrzliwie do sztuki przemawiającej wyłącznie do zmysłów – i to nie dlatego, że zmysłowość sama w sobie jest zła, tylko że podniecanie zmysłów nie może być zadaniem sztuki. Stąd w debatach nad sztuką i pornografią do dziś pobrzmiewa kantowsko-schopenhauerowski argument, że sztuka pobudzająca tylko zmysły, a nie ducha czy choćby wyszkolone oko, jest zdrożna7.

Wydaje mi się, że Clark ma w pewnym sensie rację. Sztuka powinna pobudzać zmysł, ale nie poprzestawać na tym. Jej siłą jest to, że przez zmysły pobudza naszego ducha, wrażliwość estetyczną, poczucie piękna. Akt nie pobudza jedynie zmysłów. Działa przede wszystkim na wyobraźnię, zwraca uwagę na grę światła i kompozycję. Jest wyrafinowanym sposobem przedstawienia ludzkiej natury, której daleko do nagiej zwierzęcości. Nie jest to obscena, która tę zwierzęcość uwypukla, nie jest to też pornografia, która pokazuje mechanizmy naszych żądz. Jest to swoista erotyczna (od erotyzmu, nie erotyki – odmiana słowa zaciera różnicę między tymi pojęciami) gra dzieła z widzem. Akt pozostawia nam otwartą czwartą ścianę, o której pisał Gadamer, że jest ona najważniejsza w dziele sztuki. Autor nie może pokazać wszystkiego, musi zostawić miejsce niedopowiedzenia, miejsce, które tylko odbiorca może wypełnić. Taki erotyzm według Liessmanna „oscyluje między kunsztownie wyreżyserowaną podnietą a odsunięciem rozkoszy w czasie, co niekiedy może prowadzić nawet do refleksyjnego odrzucenia zmysłowości”8.

Pornografia opiera się na wiedzy, że istnieją bodźce optyczne i akustyczne, na które organizm reaguje niemal odruchowo. Mimo całej swojej monotonności pornografia kieruje się zasadą zmienności i potęgowania bodźców, i żadna forma aktywności seksualnej, choćby najdziwaczniejsza, nie jest jej obca, jeśli tylko ktoś potrafi się nią delektować. Tutaj wszystko musi się stać obiektem. Pornografia symuluje więc zarówno podniecenie, jak i zaspokojenie, a jej ostrze polega w gruncie rzeczy nie tyle na naruszaniu moralności czy konwencji, ile na pokazywaniu, że wszystko można sprowadzić do jednego prostego bodźca, który wywoła bezpośrednią reakcję9. Sądzę, że przyczyną rozumienia aktu jako pornografii, nie zaś jako sztuki erotycznej, są współczesne media epatujące nagością, seksualnością. We współczesnej kulturze wszystko opiera się na seksie i nagości ukazanej wprost, nieowianej tajemnicą. Żyjemy w czasach nieogarniętych cenzurą, seksualność przestała być tematem tabu, jednak chrześcijańska, zakorzeniona w Polakach, tradycja spowodowała, że staliśmy się ślepi na drobne niuanse, cienką granicę dzielącą akt od pornografii. Doprowadziło to do sytuacji groteskowych, takich jak mająca miejsce w Gdańsku, kłótnia o Neptuna zdobiącego ul. Długi Targ. Fontanna przedstawiająca nagiego Neptuna została, moim zdaniem, zniszczona i to przez władze miejskie, tylko dlatego, że w opinii publicznej, fallus Neptuna gorszył i demoralizował dzieci przechodzące przez Starówkę. Został więc on oszpecony listkiem. Jednak władze nie były dość konsekwentne, ponieważ, w kilka lat po tym incydencie, na nowo odrestaurowanej Zbrojowni widnieją dwa lwy, z których jeden „epatuje” swą „męskością”. Lew już nie gorszy, ani nie demoralizuje dzieci. Sądzę, że podobnych sytuacji można by przytoczyć więcej.

Wizja aktu jako pornografii jest dość smutna. Nie tylko ograniczamy się i blokujemy sobie dostęp do sztuki, ale przede wszystkim tłamsimy artystów. Nasi wybitni aktyści aby być godziwie wynagradzani za swoją pracę, musieliby poddać się komercji i faktycznie tworzyć pornografię do „świerszczyków”. Ich kunszt wobec takich realiów przeradza się bardziej w hobby, zaś utrzymują się z innych profesji, jak na przykład W. Wantuch, który utrzymuje się z fotografowania Krakowa. Inną perspektywą jest porzucenie ojczyzny, jak zrobił to Igor Mitoraj. Tracimy wybitnych artystów, zamiast chlubić się nimi. I dzieje się to tylko dlatego, że nie łatwo jest zmienić zakorzenione w naszej narodowości myślenie, które wciąż traktuje nagość jako coś negatywnego.

Teoria pokazuje jedno: akt jest sztuką, w praktyce jednak bywa inaczej.

  1. Zmarł 6 października 2014 r., już po napisaniu tego tekstu.
  2. Karpiński, A., Słownik pojęć filozoficzno – socjologicznych, Wydawca P.U.H. „Gdynia – Fakt”, Gdańsk, 2000r., s. 179.
  3. Zostało zamknięte w 2012 r.
  4. Liessmann, K., Pokrewieństwo krwi. O sztuce i erotyce. Próba przybliżenia, w: Secesja 2 (7) 2007.
  5. Clark, K., Akt. Studium idealnej formy, s. 9.
  6. Ibidem, s. 13.
  7. Liessmann, K., Pokrewieństwo krwi. O sztuce i erotyce. Próba przybliżenia, w: Secesja 2 (7) 2007.
  8. Ibidem.
  9. Ibidem.[note].

    Przytoczone przeze mnie dwie definicje Liessmana, erotyzmu oraz pornografi, jasno zarysowują granicę i umiejscawiają akt w obrębie sztuki. Nie zawsze jednak jest to tak widoczne w praktyce. Ważne jest przede wszystkim nastawienie odbiorcy. Jeżeli odbiorca z gruntu wychodzi, że każdy skrawek nagiego ciała jest obsceniczny, to dla niego każde, nawet najwybitniejsze dzieło aktowe będzie pornografią. Stało się tak w przypadku Mitoraja, o którym wspomniałam już wyżej. Na przełomie 2003-2004 miało miejsce jego triumfalne tourne po Polsce. Wystawa tego artysty powstała z inicjatywy prezydenta Kwaśniewskiego. Do tego politycznego patronatu dołączyła para polskiego biznesu: Jerzy i Grażyna Kulczykowie wraz ze swoją fundacją. Narzędziem wykonawczym był natomiast minister kultury Waldemar Dąbrowski. Mitoraj tworzył monumentalne rzeźby z marmuru i brązu w stylu neoklasycystycznym. Artysta w tamtym okresie doskonale realizował pewną potrzebę ideową. W 2003 roku, kiedy Polska przygotowywała się do wstąpienia do Unii Europejskiej, sztuka Mitoraja, według prezydenta, miała pokazać, jak głęboko nasza kultura jest zanurzona w tradycji europejskiej, rozumianej tutaj jako tradycja antyczna, klasyczna. Można się jednak pokusić o stwierdzenie, że była to jedynie ideologia „na pokaz”, ponieważ wówczas w polityce zagranicznej Polska prowadziła walki o wpisanie wartości chrześcijańskich do Konstytucji Europejskiej, opóźniając tym samym jej podpisanie. Politycy polscy chlubili się chrześcijańskim dziedzictwem, które wyraźnie odcina się od antycznej tradycji, nazywając ją pogańską. Kwestia, która – według mnie – jest ważniejsza od politycznego zakłamania, wiąże się ze zdarzeniem, które miało miejsce podczas wystawy na Krakowskim rynku. Obrazuje ono nastawienie odbiorców – zakorzenioną w nich chrześcijańską ideologię negatywności nagiego ciała – a także to, co najważniejsze, czyli jak teoria dzieła sztuki mija się z praktyką jej odbioru. Jeden z obywateli miasta złożył wniosek do prokuratury o ściganie artysty za przestępstwo rozpowszechniania pornografii. Chodziło rzecz jasna o akty męskie i odsłonięte genitalia. Prokuratura na szczęście odmówiła wszczęcia postępowania, gdyż po zbadaniu sprawy uznała, że Mitoraj jest wybitym artystą i pomimo anatomicznej dosłowności o pornografii w tym wypadku nie można mówić. Artystę najprawdopodobniej uratowała jego zagraniczna sława, fakt, że posągi są dziełami sztuki i z pewnością wyżej opisana polityczna idea wystawy. Jest to – w najnowszej historii cenzury w Polsce – wyjątek, ponieważ artyści bardzo często byli cenzurowani. Natomiast fakt, że ich prace są dziełami sztuki, a oni artystami, był głównym powodem kontroli.

    Podobną sytuację można zauważyć obecnie na Facebooku, na fanpage’u Erotic art. Założyciele strony publikują głównie akty fotograficzne – amatorów, profesjonalistów, pasjonatów i dopełniają zdjęcia erotycznymi fragmentami zaczerpniętymi z różnych książek. Mimo, iż dostęp do treści strony jest dobrowolny i należy wyrazić zgodę (w postaci „Lubię to!”) na otrzymywanie powiadomień o nowych postach, administratorzy borykają się z ciągłymi cenzurami. Cenzura na Facebooku pojawia się w momencie zgłoszenia przez użytkownika, że dana treść jest według niego gorsząca, nieodpowiednia.

    Innym przykładem działań ograniczających akty w sztuce (szeroko rozumianej) są problemy w otwarciu Muzeum Erotyzmu w Krakowie. Jak już wyżej wspomniałam, muzeum prężnie działa w internecie, jednak założyciele wciąż nie mogą uzyskać pozwolenia na to, by muzeum mogło zaistnieć, mogło wystawiać akty dawne i dzisiejsze, prowadzić warsztaty, wykłady związane z szeroko pojętym erotyzmem. W innych jednak miastach Europy, takich jak Amsterdam, Berlin, Barcelona, Paryż, muzea zajmujące się sztuką erotyczną nie budzą kontrowersji. Władze krajów, w których te muzea funkcjonują, są dumne ze swojej, sięgającej starożytności tradycji i doceniają współczesnych artystów, którzy kultywują, na różne sposoby, nurt antyczny.

    Akt w sztuce jest – na całym świecie – ceniony oraz uważany za kunszt sztuki erotycznej. Niewątpliwie jest to jedna z form sztuki i to sztuki, która uważana jest za jedną z najtrudniejszych. W Polsce niestety wciąż myli się erotykę z erotyzmem. Większość ludzi nie wie na czym polega kult Erosa, który powinien kojarzyć się (i zazwyczaj w myśli europejskiej tak jest) „z pytaniem, w jaki sposób ludzie się odnajdują i co sprawia, że stają się dla siebie tak nieodparcie pociągający, a nie z tym, co i jak robią, gdy już się odnaleźli[note]Liessmann, K., Pokrewieństwo krwi. O sztuce i erotyce. Próba przybliżenia, w: Secesja 2 (7) 2007.

Komentarze

Komentuj

Powiązane posty