Globalizacja a praca opiekuńcza

Styczeń 25, 2015
Możliwość komentowania Globalizacja a praca opiekuńcza została wyłączona

Współcześnie obserwowany proces globalizacji nie pozostawał bez wpływu na instytucję gospodarstwa domowego. Zgodnie z wieloma teoretykami i teoretyczkami globalizacji (jak choćby Anthonym Giddensem, Davidem Harveyem czy Doreen Massey) definiuję ją jako skompresowanie czasu i przestrzeni, co umożliwia na masową skalę opisane poniżej transfery populacji i idei. Oplatająca planetę infrastruktura telekomunikacyjna, transportowa i symboliczna1 doprowadziła do tego, że obecnie przeprowadzka z przedmieść Manili do Los Angeles (nie wspominając już o prostym wysłaniu wiadomości) jest dużo szybsza, bezpieczniejsza i wymagająca mniejszych nakładów finansowych niż podobna migracja np. z Londynu do Paryża jeszcze kilkaset lat wcześniej. Zwiększenie możliwości owych transferów ma wpływ zarówno w makroskali systemu-świata, jak i w skali mikrosocjologicznej. Problem pracy opiekuńczej w gospodarstwie domowym badany przez pryzmat tak rozumianej globalizacji otwiera liczne pola badawcze. Uświadomienie problematyki współcześnie zachodzących w tym obszarze zjawisk pozwoli być może na bardziej uważną analizę procesów, które dla wielu (w tym nawet części badaczek i badaczy feministycznych) wydają się być neutralne politycznie.

****

Zwrócenie uwagi na kontekst gospodarstwa domowego oznacza realizację postulatu „osobiste jest polityczne” (Hanisch C., The Personal Is Political). Trzeba bowiem zauważyć, że podział na sferę prywatną i publiczną (polityczną) zmieniał się wraz z biegiem czasu. Pierwszą próbę jego uchwycenia można dostrzec już u Arystotelesa. Sfera publiczna miała służyć do spełniania „pięknych uczynków”, natomiast w sferze prywatnej pozostawała rodzina oraz gospodarstwo domowe (oikos), rozumiane jako działalność gospodarcza. W historii dyskryminacja kobiet opierała się przede wszystkim na wykluczaniu ich ze sfery publicznej, nie zaś prywatnej – podział zawodów na „męskie” i „kobiece” jest w dużej mierze fantazmatem modernistycznego patriarchatu. W rzeczywistości kobiety, zwłaszcza wśród chłopstwa i drobnego mieszczaństwa, wykonywały pracę na równi z mężczyznami. Natomiast przedstawicielki arystokracji czy burżuazji albo faktycznie nie mogły właściwie wykonywać żadnej pracy2 (jednak, znów, w stopniu porównywalnym z nie wykonującymi pracy zarobkowej mężczyznami), bądź też „prowadziły dom”. W praktyce było to równoznaczne z zarządzaniem wieloosobową firmą złożoną ze służby, niewolników, „przyjaciół domu” czy pracowników najemnych; często do „obowiązków domowych” należało prowadzenie księgowości czy korespondencji urzędowej męża bądź ojca (Kessler-Harris A., Women Have Always Worked. A Historical Overview).

Problem z uczestnictwem kobiet w oikos zrodził się w mojej opinii wraz z włączeniem ekonomii do sfery politycznej, czyli wraz z powstaniem ekonomii politycznej. Interesujące w tym kontekście są powiązania udziału kobiet w sferze publicznej (rozumianej teraz jako rynek pracy) z dziewiętnastowiecznym kapitalizmem. Patriarchalna burżuazja bowiem nie widziała przeszkód w maksymalnej eksploatacji jakiejkolwiek siły roboczej, w tym kobiet i dzieci3. Paradoksalnie „zamknięcie kobiet w domach” w społeczeństwie zachodnim było rezultatem wprowadzenia w sferę polityczną praktyk socjaldemokratycznych, które miały je chronić przed wyzyskiem.

W okresie po drugiej wojnie światowej, wraz z nastaniem państwa opiekuńczego, następuje rozkwit praktyk społecznych, mających na celu utrudnienie kobietom dostępu do pracy innej, niż wąsko pojmowanej opieki nad domostwem4. Wraz bowiem z emancypacją klasy robotniczej zaczął panować fantazmat pełnego zatrudnienia (braku bezrobocia). Aby móc go podtrzymać należało dokonać wykluczenia części siły roboczej z rynku pracy. Dotyczyło to przede wszystkim kobiet, które w ten sposób zostały zepchnięte do roli gospodyń domowych i pozbawione pracy pełnoetatowej. W ten sposób ich aktywność zawodowa nie przeszkadzała w wypełnianiu „obowiązków domowych”5. Kres idylli (?) państwa opiekuńczego w państwach zachodnich przyniosły dopiero lata 70. i 80. XX wieku. Wiąże się to z przeobrażeniem gospodarki z przemysłowej na usługową wraz z realizacją neoliberalnych reform, których podstawowymi założeniami było obniżenie wydatków państwowych, zmniejszenie podatków oraz deregulacja gospodarcza. W kontekście rynku pracy przełożyły się one na elastyczne formy zatrudnienia, osłabienie roli związków zawodowych, koniec fantazmatu pełnego zatrudnienia czy relatywne zmniejszenie pensji dotychczasowych robotników. Spowodowało to konieczność powrotu kobiet na rynek pracy, ponieważ jedna pracująca osoba nie była już w stanie dostarczyć środków koniecznych na utrzymanie gospodarstwa domowego.

Przemiana ta pozornie wiązała się ze spełnieniem części postulatów tzw. feminizmu drugiej fali – płeć nie stanowiła bowiem już przeszkody w uczestnictwie w rynku pracy. Z drugiej jednak strony należy tutaj zauważyć, silnie związane z ideologią neoliberalną, założenie zawarte w samej współczesnej definicji pojęcia pracy: pracą jest wyłącznie działalność zarobkowa i produkcyjna. Wykreśla to opiekuńczą pracę domową6 z zakresu ekonomii, a zatem także sfery publicznej. Jakkolwiek może być to akceptowalne z perspektywy niektórych liberalnych myślicielek (np. Arendt H., Kondycja ludzka), zgodnie z postulatem „osobiste jest polityczne” inne badaczki podejmują próby uchwycenia zjawiska pracy domowej z perspektywy feministycznej.

– TRANSFERY W RAMACH SYSTEMU-ŚWIATA –


Teoria systemów-światów, sformułowana przez Immanuela Wallersteina, jest teorią, w której analizy dokonuje się (pozwolę tu sobie na pewne uproszczenie) z perspektywy współczesnej gospodarki międzynarodowej. Nie skupia się ona na uwarunkowaniach konkretnych państw, lecz zakładając, iż rozwój gospodarczy i społeczny opiera się na współzależności poszczególnych gospodarek, wyróżnia trzy istotne byty: centrum, półperyferie i peryferie. Centrum jest strefą, do której należy ścisła czołówka państw rozwiniętych – wytwarzają one technologie, idee, prawo. W wyniku rabunkowej polityki kolonialnej rozpoczęły akumulację większości światowego kapitału. Transfer ten zasadza się na wymianie z krajami peryferii – owe technologie, języki, idee i prawo (często uosabiane przez aparat przymusu) są niejako „wymieniane” na surowce i siłę roboczą. Pomiędzy jednymi a drugimi znajdują się państwa półperyferyjne, które jednocześnie są w powyższy sposób wyzyskiwane przez kraje centrum, jak i same wyzyskują peryferia. W świetle tej teorii zarówno przepływ emigrantek – członkiń rodzin zatrudniających się w charakterze pomocy domowych – z peryferii do centrum oraz współzależny ruch w drugą stronę – transferu polityk neoliberalnej gospodarki wolnorynkowej oraz związanej z tym dobroczynności do krajów peryferii – zyskują strukturalne wytłumaczenie.

W krajach peryferii nadwyżka kobiecej siły roboczej jest skutkiem transferu polityk deregulacyjnych poprzez organizacje takie jak Bank Światowy czy Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Rezultatem neoliberalnych reform było pogłębienie się nierówności majątkowych, pogorszenie się warunków zatrudnienia oraz wzrost bezrobocia. W szczególności dotyczyło to kobiet, ponieważ z jednej strony, w wyniku nierówności płciowych – panujących często w krajach peryferyjnych – redukcja zatrudnienia dotykała je najczęściej; z drugiej natomiast, nawet jeżeli mężczyzna posiadał pracę zarobkową, to i tak jedna pensja nie wystarczała na utrzymanie gospodarstwa domowego. Nie bez znaczenia był też fakt, że w wyniku „racjonalizacji budżetu państwa” nierzadko konieczne było również urynkowienie świadczeń zdrowotnych, opiekuńczych czy edukacyjnych, co z kolei skutkowało dodatkowym obciążeniem kobiet niepłatną pracą domową (United Nations Research Institute for Social Development, Gender Equality: Striving for Justice in an Unequal World).

Jakkolwiek powyższa sytuacja ma pewien potencjał emancypacyjny (rozbicie zastanych struktur patriarchatu, włączenie kobiet w życie społeczne/ekonomiczne), to dla znacznej części kobiet oznaczało to pogorszenie sytuacji życiowej. Aby ją poprawić, wiele z nich zdecydowało się na emigrację. W krajach centrum wytworzyło się strukturalne zapotrzebowanie na opiekuńczą siłę roboczą z tych samych powodów, które wywołały chęć emigracji: neoliberalne reformy gospodarcze bowiem ograniczyły także w państwach rozwiniętych wydatki na cele socjalne, co wraz z ponowną aktywizacją zawodową kobiet spowodowało tzw. „kryzys opieki” – brak rąk do „pracy domowej”. Płace były jednak wciąż na tyle wysokie, aby bardziej opłacało się obojgu dorosłym członkom rodziny pracować zarobkowo, niż gdyby kobieta miała zrezygnować z pracy i poświęcić się całkowicie bezpłatnej pracy reprodukcyjnej. W związku z tym konieczne było zatrudnienie osoby, która byłaby gotowa zająć się płatną opieką nad gospodarstwem domowym. Z racjonalnej kalkulacji jednak wynika, że płaca za ten typ pracy nie mogłaby wynosić więcej, niż zarobki jednego z członków gospodarstwa domowego, a zatem mogły ją wykonywać jedynie osoby gorzej usytuowane, dla których byłoby to racjonalnie ekonomicznie wyjściem. (Fakt, że zawód „opiekunki domowej”, „pani do sprzątania” czy „gosposi” jest w kulturze ściśle sfeminizowany, a przy tym z natury kalkulacji ekonomicznej nisko płatny, jest kolejnym przykładem potwierdzającym zjawisko niedowartościowania „kobiecych” zawodów.) Nie dziwi zatem, że emigrantki z peryferii często znajdują pracę właśnie jako „pomoce domowe”.

Wytworzył się globalny łańcuch opieki – dojrzałe kobiety z krajów peryferyjnych zostawiają swoje rodziny, zwykle cedując obowiązek pracy opiekuńczej w swoim gospodarstwie domowym na najstarszą córkę po to, aby zajmować się dziećmi w zamożnych rodzinach krajów centrum (Hochschild A.R., Global care chains and emotional surplus values). Jakkolwiek ten stosunek pracy jest racjonalnym wyborem konkretnych jednostek – zarówno pracodawców i pracobiorczyń – to nie bez znaczenia są jego szersze uwarunkowania. Za Rachel Kurian wyróżniam ich pięć: (1) polityka imigracyjna i emigracyjna poszczególnych państw podtrzymuje kulturowe stereotypy dotyczące upłciowienia zawodów; (2) praca domowa nie jest uznawana za pracę – a zatem imigrantki zatrudnione jako pomoce domowe nie cieszą się poważaniem, a ich płace często są poniżej wartości rynkowej ich pracy; (3) dom jest niesłusznie uznawany za część „sfery prywatnej”, a zatem pomoce domowe często nie posiadają unormowanych prawnie stosunków pracy; nawet, jeżeli prawo poszczególnych państw centrum reguluje pracę „opiekunek”, to często jest nieegzekwowane; (4) w związku z funkcjonowaniem pracownic w „sferze prywatnej” wytwarza się paternalistyczna relacja władzy, tworząca niejako fantazmat sprzątaczki czy „niani” funkcjonującej jako członkini rodziny – sytuacja taka może prowadzić do wielu nadużyć, takich jak wyzysk ekonomiczny czy molestowanie seksualne; (5) oprócz reprodukowania nierówności płciowych, reprodukuje także nierówności klasowe, rasowe i narodowościowe. Zagadnieniami tymi zajmę się w dalszej części tekstu. W powyższym kontekście nie bez znaczenia jest też praktyka emigracji – nierzadko kobiety mające pracować w krajach centrum jako opiekunki domowe stają się ofiarami nieuczciwych pośredników i w rezultacie handlu ludźmi.

Zupełnie inną perspektywę przemian rodziny jest pokazanie, jak w państwach peryferyjnych – poprzez transfer polityk i technologii z krajów centrum – przeobrażają się dotychczasowe struktury gospodarstw domowych. Doskonałe przykłady dostarcza rozdział „The Eye of The Beholder” słynnej książki If Women Counted autorstwa Mairlyn Waring. Z badań przeprowadzonych na obszarach wiejskich Afryki Subsaharyjskiej wynika, że wraz z urynkowieniem i technologizacją rolnictwa czynności, które dotychczas wykonywały kobiety, a które po przemianach wymagały użycia maszyn bądź wytwarzały rynkową wartość, została niejako „przejęta” przez mężczyzn. Co ważne, w wielu przypadkach przy obliczaniu statystyk (będących często podstawą systemu dystrybucji świadczeń socjalnych i pomocy zagranicznej) nie uwzględnia się gospodyń domowych jako pracujących, nawet w regionach, gdzie samo zdobycie wody dla gospodarstwa domowego (zajęcie mocno sfeminizowane) wymaga kilkunastogodzinnego stania w kolejce przy odległej studni.

Prowadzi to do paradoksalnych sytuacji, takich jak ta w Malawi, gdzie większość mężczyzn po wprowadzeniu reform rynkowych porzuciła produkcję rolniczą i wyemigrowała poza dotychczasowe miejsce zamieszkania, aby pracować w fabrykach, plantacjach przemysłowych i kopalniach. Pod ich wieloletnią nieobecność rolnictwem i pasterstwem z powodzeniem zajęły się kobiety, zwykle ich żony.

Aby rozwijać efektywność rolnictwa w Malawi, w ramach zagranicznych programów pomocowych wprowadzono dwuetapowy plan szkoleń [dla mieszkańców – J.M.]. Najpierw przeprowadzono w tamtejszych społecznościach pokazy techniki rolniczej, na które zaproszono wszystkich mężczyzn. Następnie zorganizowano szkolenie z „ekonomii domowej” dla kobiet, gdzie uczono je gotować tanie i pożywne jedzenie z soi. Program całkowicie nie wypalił. […] Ponieważ kobiety nie zostały zaproszone na szkolenie z technik rolniczych, nie potrafiły uprawiać soi, więc nie mogły skorzystać z przepisów. Mężczyźni natomiast, którzy chętnie uczęszczali na lekcje rolnictwa, nie mogli wykorzystać tej wiedzy, gdyż nie byli farmerami.

Nie bez znaczenia jest też wpływ owych przeobrażeń na wyżywienie. Postępująca urbanizacja powoduje, że chociaż mieszkańcy peryferii mają większy dochód na osobę, to ich dostęp do żywności jest ograniczony – ponieważ pozbawiono ich możliwości uprawy roli na własne potrzeby. Odejście od samowystarczalnego rolnictwa wywołało też epidemię otyłości; przyczyniły się do tego relatywnie niskie ceny wysoko przetworzonych produktów spożywczych w stosunku do kosztów prowadzenia własnej uprawy dostarczającej świeżą żywność. Ta ostatnia w krajach peryferii jest coraz trudniej dostępna. Na skutek urynkowienia rolnictwa przekształcono „przydomowe ogródki” – zwykle uprawiane przez kobiety – w monokultury roślin przemysłowych – zarządzane przez mężczyzn. Co więcej, poprzez reformy rolne – mające na celu zwiększenie rynkowej efektywności produkcji – aktywnie dyskryminuje się kobiety, które wcześniej prowadziły gospodarstwa. Nowe uprawy oddaje się w dzierżawę niemal wyłącznie mężczyznom; gospodarstwom prowadzonym przez kobiety odmawia się pomocy w ich modernizacji. Argumentuje się to tym, że ich produkcja „nie jest przeznaczona na rynek” i służy tylko utrzymaniu gospodarstwa domowego.

– BIAŁE KOBIETY Z KLASY ŚREDNIEJ I ICH SPRZĄTACZKI –


W jaki sposób natomiast pomoc domowa odbija się bezpośrednio na gospodarstwach domowych w krajach rozwiniętych? W świadomości większości kobiet korzystających z pomocy „opiekunek” czy „pań do sprzątania”, stosunek pracy mający na celu odciążenie ich w kwestiach pracy opiekuńczej nie jest problemem. Widać to zwłaszcza wśród kobiet odnoszących znaczące sukcesy w karierze zawodowej – wynika to bowiem ze struktury klasowej. Przykładem takiego podejścia do spraw opieki nad dziećmi może być Monika Zakrzewska – „prawnik, ekspert prawa pracy i rynku pracy, […] Od połowy listopada [2013 r. – J.M.] kierownik ds. korporacyjnych w Provident Polska. Członek Naczelnej Rady Zatrudnienia. […] Mama 4,5 miesięcznego Jasia”7. W przeprowadzonym z nią przez Klarę Klinger i Sylwię Czubkowską wywiadzie, w którym odradza kobietom korzystania z urlopu macierzyńskiego przyznaje, że będzie korzystać ze wsparcia opiekunki. Po pytaniu dziennikarek o to, co mają zrobić kobiety, które nie stać na wynajęcie niani, odpowiada:

Ale przecież bardzo często matki mogą poprosić o pomoc babcie. Jednak nawet te, które nie mogą liczyć na własne matki, powinny myśleć o szybkim powrocie do pracy. W tym leży ich dobro. Kiedyś na regionalnej konferencji „Czas na kobiety” spotkałam się z pewna kobietą, która bardzo rozsądnie wytłumaczyła, dlaczego wolała szybciej wrócić do pracy, niż iść na urlop wychowawczy. Bo w ten sposób zwiększyła swoje szanse odnalezienia się na rynku. Wynajęła wiec opiekunkę, której pensja pochłaniała prawie całe jej wynagrodzenie, ale razem z mężem potraktowali to jako inwestycje w jej karierę, która po kilku latach będzie mogła się zwrócić. I odwrotnie – ostatnio spotkałam młoda kobietę, która ma za sobą kilkuletnią przerwę związaną z opieką nad dziećmi. Szuka pracy, marzy o jakiejkolwiek, ale nie może nic znaleźć.

Przykład ten pokazuje, w jaki sposób kobieta teoretycznie wyemancypowana deprecjonuje przez przyjęcie logiki rynkowej niepłatną pracę opiekuńczą oraz reprodukuje (mimo deklarowanego partnerstwa w swoim związku) patriarchalną strukturę opartą na wyzysku imigrantek oraz niższych warstw społecznych – jednak przede wszystkim innych kobiet. Nie zauważa bowiem chociażby, że opiekunka, która być może ma własne dzieci, nie może sobie pozwolić na wynajęcie kolejnej opiekunki – co powoduje, że ostatecznie inna kobieta będzie musiała w dwójnasób zmagać się z pracą domową – na etacie i w domu.

Struktura ta zdaje się być wręcz ślepą plamką niektórych odłamów myśli feministycznej. Przykładem może być chociażby wypowiedź Magdaleny Środy w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”:

Wie pani, jak trudno jest kobietom łączyć pracę w domu z karierą zawodową?
– Przecież łączyłam i łączę. Nie jest trudno.
Nie? Pani pierze, prasuje, zmywa, gotuje…
– Pierze pralka, prasować nie trzeba, gotować uwielbiam A sprząta mi pewna pani.
Mówi pani jak przedstawicielka wielkomiejskiej klasy średniej…
– Nie. Mówię jak realistka. Kiedyś „domowa kobieta”’ pracowała 24 godziny na dobę. Dziś najbardziej konserwatywna konserwatystka ma pralkę, zmywarkę i dziecko przed komputerem8.

Należy zauważyć, że sam akt najmu „pani do sprzątania” nie jest czymś etycznie nagannym – obie strony bowiem zyskują. Problemem jednak jest fakt, iż wynajęcie pomocy domowej jest indywidualną strategią emancypacji, nie zaś kolektywnym działaniem na rzecz poprawy sytuacji kobiet i obalenia patriarchalnej struktury. Wiąże się to z liberalnym nurtem feminizmu: „My, liberałki, walczymy o przestrzeń dla kobiet, które chcą mieć wybór” (cytat z tego samego wywiadu). Jakkolwiek zatem walka o przestrzeń dla kobiet jest celem szczytnym, to przynajmniej w tym przypadku popełniono błąd liberalizmu – zapomniano o różnym usytuowaniu klasowym i etnicznym kobiet, co owocuje brakiem refleksji nad losem opiekunek domowych.

Interesującą analizę stosunku kobiet deklarujących poglądy feministyczne przedstawia Pascale Molnier w swoim artykule Of Feminists and Their Cleaning Ladies. Autorka przeprowadziła badanie jakościowe oparte na wywiadach grupowych z siedmioma białymi heteroseksualnymi kobietami należącymi do klasy średniej, z wyższym wykształceniem, w przedziale wiekowym od 37 do 60 lat. Podstawową motywacją do zatrudnienia pomocy domowej była chęć uniknięcia konfliktu z partnerem przy podziale obowiązków domowych. Respondentki z racji przejawiania poglądów feministycznych były wyczulone na kontekst pracy sprzątaczek i niań – w sposób afirmatywny odnosiły się do ich pochodzenia etnicznego (wszystkie badane zatrudniały nianie z byłych kolonii francuskich bądź uboższych od Francji krajów europejskich, jak Portugalia czy Polska), unikały sporządzania szczegółowej listy obowiązków do wykonania, często przymykały oko, gdy „praca była wykonana źle”, wiązały się z nimi emocjonalnie zwłaszcza, gdy widziały podobieństwa między nimi a sobą – jak w opisywanym w artykule przypadku kobiety, która deklarowała przyjaźń i szacunek wobec gosposi z Algierii, która oszczędzała z pensji na edukację dla swoich dzieci. Zasada podobieństwa jednak czasem prowadziła do swoistej dyskryminacji – pewnego razu, gdy „bardzo wyzwolona Marokanka” sprzątająca u jednej z badanych zachorowała, przysłała w zastępstwie swoją siostrę, konserwatywną muzułmankę, w dodatku słabo mówiącą po francusku. Badana poczuła swoisty dyskomfort, gdyż nie chcąc urazić tej kobiety, nie była w stanie jej poprosić o wykonanie czynności, o które normalnie prosiła jej siostrę.

Podstawową kwestią, którą zajmuje się Molinier, jest widoczny wśród respondentek rozdźwięk między dwoma tendencjami – chęcią uniewidocznienia pomocy domowych oraz emocjonalną więzią traktującą je jak członkinie rodziny. Respondentki wyrażają chęć, aby nie musieć mówić pracownicom, co mają robić oraz ich nadzorować – ponieważ wtedy także kosztowało by je to pracę. Opisują uczucie dyskomfortu związane z „naznaczaniem” środowiska pracy – ich domu – przez pracownice pozostawiające im pamiątki, talerze, sprawdzające, gdzie trzyma się przysłane przez nie pocztówki, sugerujące zmiany wystroju mieszkania itd. Widać tutaj jasno napięcie – dla pracownicy jest to miejsce pracy, część sfery publicznej, które można względnie „udomawiać”, natomiast dla pracodawczyni jest to po prostu jej dom, sfera prywatna, będący przedłużeniem jej osobowości. Do napięć dochodzi także w drugim kierunku, gdy pracodawczyni chce relację pracy „upublicznić”, natomiast pracownica „uprywatnić”. Chociaż bowiem pomoce domowe wśród respondentek są traktowane jak bliskie przyjaciółki domu, jedna z nich opisuje sytuację, gdy niania, która opiekowała się wcześniej dwójką jej dzieci nie została przyjęta do opieki nad trzecim. Pracownica zareagowała na ten fakt wyjątkowo emocjonalnie i obie kobiety rozstały się w niezgodzie.

– ZAKOŃCZENIE –


Sądzę, że powyższy artykuł naświetlił nieco przeobrażenia gospodarstw domowych związane z globalizacją, ze szczególnym naciskiem na pracę opiekuńczą kobiet. Opisane zjawiska budzące wątpliwości z perspektywy feministycznej wydają się być rezultatem tak zwanego „postfeminizmu” – przyjęcia przez hegemoniczny neoliberalny dyskurs faktu, że emancypacja kobiet już się dokonała oraz przechwycenia przezeń części myśli feministycznej i lewicowej („przestrzeń dla kobiet”, „praca dla kobiet”, pomoc dla krajów rozwijających się) w celu maksymalizacji akumulacji kapitału (zob. Ruddy K., Więcej niż backlash: wyobraźnia feministyczna, akumulacja przez wywłaszczenie i „nowy kontrakt seksualny”). W ramach walki z tą patriarchalną strukturą należy ją ujawniać i pokazywać polityczną wagę „obiektywnie neutralnych” procesów, takich jak zatrudnienie pomocy domowej – czyli czynić dokładnie to, co od zawsze robią ruchy feministyczne. Nie można się ograniczać do jednego frontu – oprócz perspektywy feministycznej bowiem przy opisywanych zjawiskach konieczna jest także refleksja na gruncie postkolonialnym i socjalnym. Jakkolwiek bowiem tropienie przejawów dyskryminacji w patriarchalnej kulturze jest ważne i godne pochwały, w swojej działalności nie można też zapominać o krytyce patriarchatu z pozycji ekonomii politycznej. Co więcej, perspektywa taka pozwala przekroczyć pułapkę feminizmu liberalnego, skupiającego się de facto na indywidualnych drogach emancypacji poszczególnych kobiet, na rzecz wykroczenia ku ogólności i ukazaniu jak najpełniejszego, lecz usytuowanego w różnych klasach społecznych czy narodowościach obrazu kobiet.

Źródło grafiki: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Domestic_servant_ironing.jpg?uselang=p

  1. Poprzez „infrastrukturę symboliczną” rozumiem tutaj wszelkie czynniki kulturowe (wzory komunikacji zapośredniczonej technicznie, praktyki nauczania języków obcych, popularne na skalę globalną wytwory kultury itd.) umożliwiające wytworzenie czy też poszerzenie wspólnych odniesień symbolicznych przedstawicieli i przedstawicielek różnych kultur – podstawy dla komunikacji. Swoista kompresja czasu i przestrzeni ma miejsce, gdy się okazuje, że przykładowo dwoje osób z różnych kontynentów korzysta z jednego portalu społecznościowego, mówi w tym samym języku (który nie jest dla żadnego z nich pierwszym językiem) i słuchało w młodości podobnej muzyki. Gdyby za pośrednictwem procesu globalizacji te dwie osoby nie dysponowały podobnym aparatem symbolicznym, każda z nich musiałaby poświęcić wiele czasu, środków oraz przypuszczalnie odbyć wiele podróży po świecie, aby takowy uzyskać.
  2. W średniowieczu wyłonił się stan rycerski, którego jedyną funkcją była walka w imię suwerena. Kobiety z racji trwających do dziś przekonań kulturowych, mających swoje podłoże w różnicach fizjologicznych pomiędzy płciami, funkcji tej nie mogły spełniać, natomiast jako formalne członkinie stanu rycerskiego nie mogły także podjąć pracy zarobkowej. Przekształcenie się części rycerstwa w arystokrację i szlachtę często wiązało się z praktycznym zdjęciem z nich obowiązku walki w imieniu suwerena przy jednoczesnym zachowaniu kulturowego i prawnego zakazu podejmowania się „niegodnej” pracy zarobkowej. W pewnym stopniu upodobniło to do siebie sytuację arystokratów i arystokratek.
  3. Abstrahuję tu od oczywistej z feministycznego punktu widzenia różnicy w płacach robotników i robotnic fabrycznych.
  4. Wątki patriarchalne można dostrzec już u protoplastów socjalizmu: zob. np. Proudhon’s Sexism and Racism:  http://anarchism.pageabode.com/pjproudhon/proudhon-sexism-and-racism; dostęp: 23.01.2015. Paradoksalny konserwatyzm Proudhona zresztą jest już zdemaskowany w Marks K. i Engels F., Manifest Partii Komunistycznej.
  5. Nieco inna natomiast była sytuacja kobiet w państwach bloku komunistycznego. Zob. np. studium przypadku przemysłu włókienniczego w Łodzi: Desperak I., Matuszak G., i Sikorska-Kowalska M., Emancypantki, włókniarki i ciche bohaterki. Znikające kobiety, czyli białe plamy naszej historii.
  6. Według terminologii Marksa byłaby to praca reprodukcyjna wykonywana w gospodarstwie domowym – ale w niniejszym tekście włączam do niej także wszelkie zadania i czynności opiekuńcze wykonywane w domu, zwykle nieodpłatnie, takie jak gotowanie, sprzątanie, opieka nad dziećmi i osobami starszymi itd.
  7. K. Klinger i S. Czubkowska, Matka to nie zawód: http://www.kongreskobiet.pl/pl-PL/news/show/matka_to_nie_zawod#.UokLKMxn1WU.facebook; dostęp: 23.01.2015.
  8. A. Kublik, Nauczycielka; http://wyborcza.pl/magazyn/1,133154,14102072,Nauczycielka.html; dostęp: 23.01.2015

Komentarze

Powiązane posty