Ekonomia jest polityczna. Wprowadzenie do lektury „Kapitału”

Kapitał Karola Marksa jest dziełem, które każdy – niezależnie od poglądów politycznych czy zainteresowań – zna choćby z nazwy. Jednak, jak to zwykle bywa z przedmiotami kultu, są one petryfikowane przez uświęcenie. Do tego stopnia, że już mało kto tę książkę czyta, czy w ogóle orientuje się w jej zawartości. Klisze i płytkie interpretacje obrastają ją grubymi warstwami, nie pozwalającymi nawet jej otworzyć, a co dopiero cokolwiek z niej zrozumieć1.

W tym krótkim wprowadzeniu zrobię dwie rzeczy. Po pierwsze, krótko przedstawię wam historię Kapitału i jego zawartość. Po drugie, wskażę trzy ważne punkty węzłowe czy też pojęcia, od zrozumienia których warto rozpocząć lekturę tego lub innych, pomniejszych pism Marksa. Wskażę w mikroskali przyjętą przez niemieckiego myśliciela perspektywę, która w Kapitale zostaje rozwinięta w pełnej rozciągłości do postaci analizy historyczno-ekonomiczno-filozoficznej. Trzema pojęciami, za pomocą których spróbuję zarysować punkt widzenia Marksa, są: kapitalistyczny sposób produkcji, walka klas oraz stosunki produkcji. Sformułowania te pojawiają się, z jednej strony, w różnych debatach, książkach, czy artykułach mając dość nieokreślone znaczenie. Z drugiej, w suchych  egzegezach ortodoksyjnych marksistów, które w zależności od charakteru słuchacza wprawiają go w stan letargu bądź gwałtownego oburzenia. Bardzo często nie posiadają przy tym niemal żadnego znaczenia albo spełniają funkcję epitetów, np. walka klas oznacza jakiś bliżej nieokreślony konflikt społeczny, którego interlokutor nie rozumie, a jednocześnie się obawia. Najbardziej chyba dosadnym przykładem takich rozmytych pojęć marksistowskiej tradycji jest „kapitalizm”. Bardzo często możemy spotkać się ze sformułowaniami typu: „kapitalizm robi to”, „kapitał kradnie tamto”, „kapitalizm jest konieczny” itd. Wszystkie takie klisze mają miejsce i rację bytu w różnych rodzajach dyskusji o różnym poziomie powagi. Jednak warto wskazać jeżeli nie źródłowe, to z pewnością najważniejsze miejsca, w których terminy te nabrały istotnego znaczenia. Z pewnością jednym z owych miejsc jest właśnie Kapitał.

– Książka której nigdy nie było –

Zanim zastanowimy się „o czym” jest ta książka, warto powiedzieć parę słów na temat tego, jak w ogóle się ona przedstawia. Z perspektywy szeregowego studenta kierunku humanistycznego jest to kilkunastostronicowy PDF z „rozdziałem o fetyszyzmie”. Bo to takie ciekawe i humanistyczne. I przydaje się w analizie tekstów kultury. Prawda, przydaje się… czasem jakaś czytelniczka wypożyczy sobie oryginalny tekst: 23 tom tzw. MED-u (dzieł zebranych Karola Marksa i Fryderyka Engelsa), czyli pierwszy tom Kapitału i spotyka ją ciężkie (dosłownie) zaskoczenie. Jest to gruba cegła, mająca około tysiąca stron, z dość brzydką niebieskawą okładką (oprócz tego wydania istnieje jeszcze wydanie starsze, z brązowawą i jeszcze brzydszą okładką). Obok pierwszego tomu, który nawiasem mówiąc jest jedynym, jaki Marksowi udało się za życia ukończyć i wydać, istnieją kolejne, zredagowane przez Engelsa oraz Karla Kautsky’ego. Łącznie Kapitał liczy cztery wolumeny. Są to:

Tom pierwszy, Proces wytwarzania kapitału (MED, t. 23) – najbardziej znany i najczęściej komentowany, opisujący proces produkcji w kapitalizmie oraz jego historię jego powstania. Przedstawiona tu analiza wychodzi od „komórki kapitalizmu”, czyli pojęcia towaru i kulminuje w omówieniu najbardziej ogólnych praw rządzących procesem produkcji kapitalistycznej. Opis tych ostatnich, dokonany z perspektywy krytycznej, ukazuje antagonistyczny charakter tej formy produkcji (konflikt klasowy, np. między pracodawcą i pracobiorcą). Zawiera krytykę ekonomii politycznej. Jako całość stanowi wyjaśnienie tego, czym jest kapitalistyczny sposób produkcji; przy czym, co warto podkreślić, za historyczny, modelowy przykład oraz źródło danych empirycznych służy tu gospodarka XIX-wiecznej Anglii.

Tom drugi, Proces cyrkulacji kapitału (MED, t. 24) – sporządzony przez Engelsa na podstawie notatek Marksa. Głównym jego tematem jest cyrkulacja kapitału, czyli procesy, które dziś bardzo często personifikuje się w postaci mistycznych „rynków”, które „chcą” jednej rzeczy, albo „reagują” na inną. Krążenie czy cyrkulację najprościej rozumieć jako pewnego rodzaju cykl: inwestycja (pewna ilość pieniędzy) zostaje włączona do obiegu – coś jest kupowane czy sprzedawane – a jej rezultatem ma być zysk, czyli powrót większej ilości pieniędzy, który ponownie może zostać zainwestowany. Jest to podstawowy ruch obrotowy gospodarki kapitalistycznej: przejście od pewnej ilości pieniędzy, poprzez rynek i ew. inwestycje w produkcje, do większej ilości pieniędzy.

Tom trzeci, Proces produkcji kapitalistycznej jako całość (MED, t. 25, cz. I i II) – jak sama nazwa wskazuje, przedmiotem tego wolumenu są różne formy kapitału oraz odpowiadające im rodzaje kapitalistów jako części składowych kapitalizmu rozumianego jako całość. Najbardziej znaną częścią tego tomu jest dział trzeci, zatytułowany „Zniżkowa tendencja stopy zysku”, który do dziś jest dyskutowany przez wielu ekonomistów. Opisuje on dążność – przez wielu uznawaną za „podstawową sprzeczność kapitalizmu” – do obniżania się stopy zysku (stosunek zarobku kapitalisty do wartości posiadanego przez niego kapitału). Wynika ona, mówiąc ogólnie, ze sprzeczności między rozwojem wydajności produkcji, a koniecznością czerpania zysków z wyzysku pracowników, którzy to są z czasem w coraz mniejszym stopniu potrzebni w procesie produkcji (m.in. dlatego, że następuje jej automatyzacja).

Tom czwarty, Teorie wartości dodatkowej (MED, t. 26) – wydany, podobnie jak tomy drugi i trzeci, na podstawie rękopisów, a opracowany przez niemieckiego socjaldemokratę Karla Kautsky’ego. Zawiera notatki Marksa poświęcone analizie różnych teoretycznych ujęć tego, co nazywał on „wartością dodatkową” (jej postaciami są zysk, renta oraz procent). Niemiecki filozof rozważa tu przede wszystkim koncepcje sformułowane przez dwóch słynnych teoretyków – Adama Smitha oraz Dawida Ricardo. Zawarte w tym wolumenie studia są świadectwem szerokich badań Marksa nad klasyczną ekonomią polityczną.

Tak z grubsza wygląda Kapitał w całej swojej rozciągłości. Każdy z tomów ma od kilkuset do tysiąca stron.

To przełomowe dzieło powstawało w bardzo niedogodnych warunkach. Jego autorem był radykalny niemiecki teoretyk, który tworzył je przebywając na emigracji w najbardziej rozwiniętym wówczas kraju – czyli Anglii – gdzie produkcja kapitalistyczna była już stosunkowo mocno zintensyfikowana. Uznaje się, że Kapitał był pisany w latach 1867–1883 (czyli przez niemal szesnaście lat!), a de facto Marks myślał o nim przez prawie całe życie. Jak wiemy z korespondencji Marksa i Engelsa, wydanie już pierwszego tomu było nie lada wyczynem. Kolejne projekty publikacji Kapitału – według jednego z nich miał on mieć sześć tomów, w tym m.in. tomy o pracy najemnej oraz o państwie – spełzały na niczym. Marksowi rosły jedynie kolejne sterty notatek, a także… długów. Choć po śmierci niemieckiego filozofa jego zapiski były systematycznie wydawane, to jednak de facto o żadnej całości mówić tu nie można. Z jednej strony, wszystkie tomy – poza pierwszym – są kompilacjami z notatek (nie byle jakich, ale jednak notatek); z drugiej zaś, nawet takie czterotomowe wydanie nie jest do końca zgodne z planami, czy raczej marzeniami samego Marksa.

Nie zamierzam w niniejszym tekście omawiać problemu recepcji pism niemieckiego filozofa, ani ewolucji samego marksizmu. Warto jednak zauważyć, że zapisków Marksa, powstałych przy opracowywaniu Kapitału, było tak dużo, że nie tylko Engelsowi i Kautsky’emu udało się przygotować na ich podstawie trzy – w sumie – tomy, ale ponadto został wydany bardzo obszerny zbiór pozostałych notatek. Na podstawie tych ostatnich powstał obszerny zbiór, który ukazał się po raz pierwszy w 1939 roku pod nazwą Grundrisse (Zarys krytyki ekonomii politycznej), jednak początek jego szerszej recepcji przypadł dopiero na lata 70. XX wieku. Posłużył wówczas jako broń do walki z tzw. ortodoksyjnymi odczytaniami Marksa, dając asumpt do rozwoju wielu teorii i ciekawych interpretacji. Warto pamiętać, że cały arsenał klisz i frazesów, zgodnie z którymi Kapitał sam w sobie jest filozoficznie nieinteresujący, da się łatwo rozbroić: wystarczy sięgnąć po książkę. Trzeba jednak przeczytać ją w przemyślany sposób. Chcąc was do tego zachęcić postaram się, w drugiej części tekstu, wykazać, że choć dzieło to jest historyczno-ekonomiczną analizą rozwoju kapitalizmu w Anglii, to jednak jest zarazem dziełem filozoficznym, wskazującym nowe perspektywy i sposoby myślenia o rzeczywistości. Mówiąc krótko, chociaż można „czytać Marksa” za pomocą innych tekstów, reanimować go i uwspółcześniać, to jednak moim zdaniem broni się sam – i to zarówno jako analiza naukowa (zgodnie z ówczesnymi standardami naukowości i poziomem wiedzy), jak i jako dzieło filozoficzne.

– Jedno słowo, ogromna różnica –

Niemiecki myśliciel z wielką dumą określał swój projekt nauki jako „krytykę ekonomii politycznej”. Ekonomia polityczna jako dyscyplina badawcza rozwijała się burzliwie od XVII wieku i za czasów Marksa znajdowała się w takim stadium, że jej wulgarni kontynuatorzy – jak ich nazywał sam autor Kapitału – mogli twierdzić, że „nauka jest już w zasadzie ukończona”. Ze sposobu, w jaki niemiecki myśliciel określał własną teorię, możemy wywieść dwa proste wnioski. Po pierwsze, uważał on, że dzięki dokładnej lekturze klasycznych dzieł owej ekonomii politycznej oraz przenicowaniu jej pojęć, można stworzyć nową naukę rewolucyjną (tzn. działającą w imieniu proletariatu2). Po drugie, że klasyczna teoria nie tyle jest nieprawdziwa, co skrajnie stronnicza, czy też jednostronna – niemniej jednak jest i pozostaje nauką. W związku z tym należy ją, w sposób krytyczny, kontynuować lub (w zależności od interpretacji intencji Marksa) przeciwstawić jej jakąś kontrpropozycję. Sięgając po Kapitał nie można zapominać, że wyłożona tam teoria jest głęboko osadzona w klasycznej ekonomii politycznej, że to z niej czerpie wiele swoich pojęć i tematów. Oczywiście tym wszystkim, którzy sięgali do prostych opracowań, znana jest myśl, że Marks dokonał „syntezy” utopijnego socjalizmu francuskiego, filozofii idealizmu niemieckiego oraz brytyjskiej myśli ekonomicznej – to banał, choć w dużej mierze prawdziwy. Jednak to nie materiał, na którym pracował Marks, budzi kontrowersje. Ważniejsze jest prawidłowe zrozumienie sposobu, w jaki nastąpiło wspomniane połączenie (synteza) oraz w jaki sposób przeformułowana została klasyczna teoria kapitału.

Niemiecki filozof, w pierwszym tomie Kapitału, zaczynając od pojęcia „towaru”, mozolnie konstruuje rozbudowaną siatkę terminologiczną (z intencją tworzenia filozofii naukowo). Wychodzenie od jakiegoś przybliżenia tej struktury pojęciowej jest, jak sądzę, całkowicie kontrskuteczne. Niemiej, aby móc potraktować nasze czytelniczki i naszych czytelników poważnie, zrezygnuję z sięgania po techniczne formułki i definicje oraz z zasłaniania się cudzym autorytetem. Omawiając trzy, wspomniane pojęcia – kapitalistyczny sposób produkcji, walkę klas oraz stosunki produkcji – postaram się raczej wskazać w jaki sposób za ich pomocą Marksowi udało się osiągnąć nową perspektywę względem ekonomii politycznej. Rozwój ekonomiczny – wbrew pewnym dominującym opiniom – nie jest porządkiem, w którym wszystko harmonizuje się podług praw wolnego rynku. Jest raczej burzliwym procesem naznaczonym arbitralną polityczną przemocą, w którym to właśnie konflikt i walka w obrębie systemu są tym, co go napędza. Spróbujmy powiedzieć więc trochę na temat tego jak Marks starał się ująć ten konflikt w pojęciach.

– Kapitalizm jest politycznym zarządzaniem nieopłacaną pracą –

(Należy na wstępie zastrzec, że poniższe opisy są niepełne i nie roszczą sobie prawa do bycia definicjami.)

Kapitalistyczny sposób produkcji. Punktem wyjścia Marksa jest wskazanie różnicy w krytycznym i dogmatycznym rozumieniu tego, czym jest kapitalizm oraz charakterystyczny i dominujący w nim sposób produkcji. Różnica pomiędzy ujęciem właściwym ekonomii politycznej a ujęciem Marksa polega na tym, że ta pierwsza przejawia tendencję do absolutyzowania kapitalizmu. Mówiąc inaczej, teoretycy tacy jak Smith, Ricardo i im podobni uznawali, że powstanie gospodarki kapitalistycznej było celem całej dotychczasowej historii. Co więcej, rozwój tej ostatniej interpretowali oni w świetle dostarczanych przez kapitalizm kategorii oraz praw nim rządzących. Odkrywszy różne prawidłowości rządzące produkcją i wymianą dóbr w kapitalizmie, ekonomiści doby Marksa uznali, że są to prawa nieomal tak wieczne, jak prawa natury. „Nieomylność” i „ścisłość” tak wielka, że dostępna tylko dla wybranych, upodabniała upadającą naukę do kultu. Zdaniem Marksa nauka powinna być wywrotna zarówno w znaczeniu możliwości jej zweryfikowania (Marks ciągle poprawiał Kapitał „bo przeczytał coś nowego”) jak i w znaczeniu politycznym. Rządzące kapitalizmem prawa oraz określony sposób urządzenia produkcji mają według niego charakter przygodny, gdyż powstały na przecięciu wielu zjawisk historycznych i mogą mieć przejściowy charakter. Przeprowadzona przez Marksa analiza dokonań ekonomii politycznej nieraz potwierdza jej osiągnięcia, lecz patrzy na nie z innej strony. Na przykład proces określania wysokości płacy (wynagrodzenia) w ujęciu klasycznej ekonomii politycznej zależy od gry popytu i podaży pracowników na rynku pracy. Jest to jednak tylko część prawdy, czy też „prawda upudrowana”, gdyż procesy ekonomiczne nie mają charakteru neutralnego, lecz są polityczne – wysokość płacy jest wynikiem walk politycznych. Kapitalistyczny sposób produkcji nie jest po prostu pewnym niezależnym od historyczno-politycznych uwarunkowań porządkiem techniczno-ekonomicznym. Mimo sprawiania pozorów „obiektywności” i braku stronniczości, jest on w rzeczy samej porządkiem politycznej dominacji klasowej, gdzie zarówno technika, jak i władza polityczna (np. działanie policji, sądów czy wojska) oraz  wymiana handlowa służy stronniczym interesom – temu kto ją ma, czyli kapitalistom. Dominacja nie oznacza tu jednak absolutnego panowania, lecz raczej zdecydowane i ciągłe wygrywanie w sporach z robotnikami (np. w tych dotyczących wysokości wynagrodzenia). Kapitalistyczny sposób produkcji można scharakteryzować przez połączenie „pracy najemnej” (zatrudnienia pracowników opłacanych za czas pracy) oraz „wartości dodatkowej” (przede wszystkim zysków czerpanych z tej części ich pracy, która jest nieopłacona przez pracodawcę). Dla zaistnienia kapitalizmu niezbędne jest bardzo wiele czynników, jednak tym, na który Marks wskazuje przede wszystkim, nie jest czynnik technologiczny czy ekonomiczny. Tym, co w pierwszej kolejności określa ten sposób produkcji, jest pewien stosunek pracowników do pracodawców oraz sposób, w jaki ci pracodawcy, czyli kapitaliści, osiągają swoje cele, czyli tworzą swój zysk. W gospodarce kapitalistycznej niezbędna jest taka sytuacja, w której pracownicy lawirują na rynku pracy między różnymi zakładami pracy, , konkurują ze sobą czy zmieniają się, ale jednocześnie nie mają żadnego wyboru co do swojego odniesienia do całości systemu. Ich wolność ogranicza się do wyboru miejsca, w którym chcą pracować, ale nie mogą odrzucić obowiązku pracy w ogóle. W tym ostatnim przypadku stają się po prostu bezrobotnymi, ale nie wymykają się strukturze pracy jako takiej. Mówiąc inaczej, nie wypadają poza system, lecz nieustannie na niego oddziałują, gdyż presja bezrobotnych czyhających na pracę zatrudnionych jest czynnikiem wykorzystywanym przez kapitalistów do obniżania średniej wysokość wynagrodzeń. Nawet ludzie „spoza nawiasu” są integralną częścią społeczeństwa. Oczywiście pojedyncze jednostki mogą uniknąć pracy najemnej. Niemal każdy robotnik marzy o tym żeby „wyjść na swoje” i uniezależnić się od kapitalisty. Jednak o ile jednostkom może się to udać, nie jest to możliwe dla wszystkich jednocześnie (i to nie ze względu na ich cechy jednostkowe – bycie nieudacznikami, jak niektórzy próbują nam wmówić – ale z uwagi na samą konstrukcję systemu). Fakt, że robotnicy jako grupa nie mogą uniknąć pracy najemnej oraz że kapitalistyczne zakłady pracy są jedynym wyborem 3 (bo można jedynie wybrać, dla którego spośród kapitalistów chce się pracować) sprawia, że stosunek między kapitalistami a robotnikami jest stosunkiem klasowym.

Walka klas. Pojęcie to, traktowane jednak jako pewne hasło, jest być może najbardziej znane z całej teorii Marksa. Podstawowe pytanie, które od razu przychodzi nam do głowy, to pytanie: co to w ogóle jest klasa? Tak jak za Ancient Regime’u istniały trzy stany (pierwszym było duchowieństwo, drugim szlachta a trzecim cała reszta), tak zwykle mówi się, że w kapitalizmie istnieją dwie klasy (proletariusze i kapitaliści), których wzajemny stosunek ma charakter konfliktu klasowego. Jaka jest między nimi różnica? Proletariusz musi sprzedawać własną pracę (za płacę) i nie ma środków, których mógłby użyć czy zainwestować w taki sposób, by przyniosły mu zysk. W związku z tym praca nie służy, w jego przypadku, do pomnażania zysku, a jedynie do podtrzymywania życia. Proletariusz pracuje wyłącznie po to, by przeżyć. Kapitalista natomiast wykorzystuje posiadane już przez siebie zasoby w taki sposób, by mieć ich jeszcze więcej. Działa po to, by pomnażać kapitał. Robotnik może pracować tylko u kapitalisty – a musi to robić, by przeżyć. Kapitalista musi zatrudniać robotników, by pomnażać kapitał – a musi go pomnażać, żeby pozostać kapitalistą (gdyż czyha na niego konkurencja). Kapitaliści jako klasa posiadają zasoby (środki produkcji), których nie posiadają robotnicy jako klasa. Kapitaliści muszą zatrudniać robotników (zmuszając ich do określonej formy pracy poprzez wykorzystanie arbitralnej władzy politycznej), gdyż ze sobą konkurują (zatrudnianie pracowników jest koniecznym warunkiem osiągnięcia zysku). Wszyscy kapitaliści muszą zatem zatrudniać robotników, aby móc kontynuować proces pomnażania kapitału. Stanowią zatem klasę tzn. grupę, której interes określa sposób produkcji i stosunki społeczne w kapitalizmie. Robotnicy także stanowią klasę, gdyż nie posiadając środków do produkcji (a musząc produkować, by przeżyć), są skazani na pracę u jednego z kapitalistów. Oni także posiadają swój interes jako klasa. O ile kapitalista dąży do tego aby wysokość płacy pracowników najemnych oscylowała wokół niezbędnego minimum 4, o tyle robotnicy dążą do jej wzrostu i własnego rozwoju (np. dostępu do służby zdrowia czy lepszej edukacji dla siebie i własnych dzieci). Żaden poszczególny kapitalista nie musi być od razu wrogiem żadnego robotnika. Jednak kapitaliści jako klasa są z konieczności wrogami klasowymi robotników jak klasy.

Do opisu klasy robotniczej należy jeszcze dodać ten aspekt, że jej udział w procesie produkcji również jest aktywny i również ma charakter polityczny, a to dlatego, że ona również określa kapitalistyczne stosunki produkcji poprzez wkład swojej pracy lub odmówienie jej wykonania. Praca jest działalnością polityczną. Zasięg i wymiar politycznego działania klasy robotniczej może być różny. Walką klasową może być na przykład strajk pielęgniarek domagających się zmian krótszych, niż czternastogodzinne. Polityczność ujawnia się tutaj m.in. w miejscu pracy, przez strajk okupacyjny w szpitalu oraz przerwanie pracy, albo przez protest w sferze publicznej, np. przed siedzibą ministra zdrowia. Podobnie polityczny charakter ma działanie kapitalistów i podobnie dotyczy ono cech dystynktywnych tej klasy. Może to być zakazywanie zrzeszeń pracowniczych lub stosowanie kar względem nieposłusznych pracowników (przykładowo obcinanie zasłużonych premii tym, którzy nie chcą wyrabiać nadgodzin). Może to być, w szerszym kontekście, mniej lub bardziej pośrednie kształtowanie prawa sprzyjającego maksymalizacji zysków lub wspieranie interwencji zbrojnych państw kapitalistycznych wykorzystywanych do osiągnięcia własnych celów (np. przechwycenia zasobów naturalnych na danym terenie). Walka klas oznacza zatem różne rzeczy, zależnie od tego z jakiego punktu widzenia ją analizujemy. Lewicowi teoretycy, a także po prostu ludzie o lewicowych poglądach, zbyt często skupiają się na perspektywie kapitału, tzn. na tym, jak sam kapitał toczy walkę klasową, nie dostrzegając, że klasa robotnicza również podejmuje własne działania. W efekcie kapitał zdaje się być siłą wszechwładną, a uważająca tak część lewicy popada w intelektualną indolencję.  Prawa powszechnie dziś akceptowane jako normy, takie jak 8-godzinny dzień pracy, wolne weekendy, płatne urlopy, zasady BHP, zakaz pracy dzieci, emerytury i wiele, wiele innych, są zasługą walk prowadzonych przez klasę robotniczą. Nikt tych rzeczy nikomu dobrowolnie nie podarował. Wszystkie one są efektem długotrwałych zmagań. Widzimy zatem, że walka klasowa nie musi być walką na bagnety – może nią być także dyskusja, demonstracja czy ustanawianie dobrego prawa. Niemniej jednak jest ona podejmowana przez obie strony w warunkach panowania kapitalistów, a zgodnie z teorią Marksa żadna z tych stron nie może, na dłużą metę, pokojowo współistnieć z drugą. Walka zawsze nasila się i słabnie, zawsze zmierza w jakimś kierunku, jednak to, w jakim, nie zależy od dogmatów teorii tylko od faktów i realnych decyzji podejmowanych przez ludzi.

Stosunki produkcji. Wszyscy uczestniczymy w sferze wymiany, choćby przez sam fakt kupowania i sprzedawania różnych towarów (produktów): przedmiotów użytku czy usług. Każdy musi kupować, choć nie wszyscy muszą pracować. Kupowanie i sprzedawanie Marks nazywa cyrkulacją towarów (obok niej istnieje równolegle cyrkulacja pieniądza). Wśród wszystkich mniej lub bardziej wyjątkowych towarów istnieje jednak jeden bardzo szczególny – praca. Często zapominamy, że w kapitalizmie jest ona najważniejsza. Niezliczone dni, nieskończone godziny spędzone w miejscu pracy są tym towarem, który sprzedaje większość z ludzi. Każda praca najemna stanowi towar mający swoją cenę, która przybiera postać naszego wynagrodzenia. Stosunek pracobiorcy (tego, kto sprzedaje pracę) do pracodawcy (tego, kto ją kupuje, gdyż potrzebuje jej, żeby „aktywować” swoje zasoby) jest niezwykle ważny. Jednak zdaniem Marksa nie możemy się na nim zatrzymać. Ekonomia polityczna opisując ten – odbywający się na rynku, czyli na jednym z obiegów krążenia towarów – proces stwierdza, że jest to umowa określającą wymianę ekwiwalentną (równą i sprawiedliwą). Jest to w pełni słuszne… o ile przyjąć jej założenia. Wszelako autor Kapitału stara się pokazać, że to nie stosunek wymiany na rynku pracy jest tu najważniejszy. Jest on tylko częścią, czy raczej wyrazem i skutkiem tego, co Marks nazywa stosunkami produkcji. Ponieważ w kapitalizmie istnieją pewne określone stosunki produkcji, to stosunki na rynku pracy między robotnikami a kapitalistami wyglądają tak a nie inaczej. Jakie one są? Jak powiedziałem już wcześniej, stosunki te wyznacza relacja ludzi oraz grup ludzi do środków produkcji. Komunistyczna mantra wyrażająca się w haśle o „społecznej własności środków produkcji” oznaczała za czasów PRL tyle, że „społeczna” = państwowa = partyjno-polityczna. Był to jeden z wielu sposobów rozumienia tego terminu (innym jest np. interpretacja, wg której społeczna = spółdzielcza). Podstawowe pytanie dotyczy jednak tego, jaki mamy  stosunek do tych środków? Czy pracujemy za ich pomocą? Czy mamy do nich prawo własności? Czy mamy prawo decydować o tym, co się z nimi dzieje, do czego są używane? Należy oczywiście pamiętać, że środkiem produkcji nie jest nasz samochód czy dom (jest to własność indywidualna), są nimi raczej takie obiekty jak fabryka, biurowiec, rafineria czy gospodarstwo wiejskie. Jeżeli z danym obiektem nie wiąże się praca i nie jest choć trochę dyskusyjne to, dlaczego posiada tę rzecz tylko jedna, a nie wiele osób, które są z nią związane pracą, to prawdopodobnie jest to obiekt nie będący środkiem produkcji tylko konsumpcji albo czymś jeszcze innym. W kapitalizmie te obiekty – zwykle ogromne i nieporównywalnie więcej warte niż jakakolwiek, nawet najbardziej luksusowa, własność indywidualna – są własnością określonej grupy ludzi. Kapitaliści to posiadacze środków produkcji. Bardzo często w potocznym rozumieniu słowo „kapitał” jest traktowane jako synonim tego terminu. Kapitaliści to ludzie, którzy mają fabryki, wydawnictwa czy gazety, korporacje, aktywa, wielkie kredyty, nieruchomości itd.

Czemu dla Marksa stosunki produkcji były tak ważne? Czemu uważał, że należy badać to, w jaki sposób w kapitalizmie przebiega proces produkcji i od tych analiz wychodzić do analiz przemian społeczno-kulturowych? Ponieważ w systemie kapitalistycznym społeczne życie oraz cała siła społeczeństwa uobecnia się i zostaje powiązana w określonym (kapitalistycznym właśnie) sposobie produkcji. Nie oznacza to, że wszystko ma społeczny i ponadindywidualny charakter. Oczywiście to, co niezwiązane bezpośrednio z produkcją kapitalistyczną, jest przedmiotem indywidualnej wolności. Mamy w bardzo wielu sprawach wolny wybór. Kapitał nie jest kontrolującą wszystko siłą. Jak to „wspaniale” ujął – w tekście Co to jest Oświecenie? – Immanuel Kant: posiadajmy wolność wypowiedzi i indywidualnej aktywności, jednak bądźmy posłuszni w kwestiach działania społecznego. W kapitalizmie działanie społeczne to przede wszystkim produkcja, a ta ma charakter polityczny. Oczywiście ustanawianie władzy państwowej czy wybór partii politycznej również jest polityką. Stwierdzenie tego nie jest żadnym odkryciem, a negowanie tego faktu nie ma sensu. Jednakże to nie żadna agora czy wybory parlamentarne są podstawowym miejscem dziania się polityki – jest nim miejsce pracy. To tutaj ujawnia się społeczna, zaangażowana w proces produkcji siła klasy pracującej i to tutaj ujawnia się arbitralna oraz niedemokratyczna władza polityczna kapitalistów. Dla teorii Marksa centralnym zagadnieniem zawsze jest ekonomia oraz związane z nią relacje międzyludzkie. Mimo to zasadnicze pytanie stawiane przez autora Kapitału dotyczy polityczności sfery ekonomicznej. Czy sfera ta zostaje upolityczniona przez partię (jak przypadku KPZR czy PZPR), która jawnie się do tego przyznaje, legitymizując ten ruch przez stwierdzenie, że jest partią klasy pracującej? Czy też dokonuje się ruch niemal odwrotny, jakim jest określenie ekonomii jako niepolitycznej? W drugim przypadku polityczne rozumienie ekonomii uznawane jest za błąd i bywa nawet traktowane z wrogością. Dopuszcza się tu jedynie ten związek ekonomii i polityki, jaki zawiera się w ograniczonej kontroli państwowej (np. za pomocą regulacji czy podatków). Sytuacja taka ma miejsce np. w demokracji liberalnej, gdzie dla polityczności znajduje się różne nisze (np. indywidualny wybór kandydata w wyborach parlamentarnych, czy uczestnictwo w ruchu społecznym). W czasach Marksa pytać o polityczność ekonomii znaczyło pytać o to, co najbardziej niewygodne – o to, o co pytać nie było można. Projekt Kapitału ma za zadanie odkrycie tej najbardziej niewygodnej prawdy. Ma jednak na celu także wskazanie sposobu, w jaki można tę prawdę wykorzystać, wskazanie sposobu w jaki siły zrodzone w kapitalizmie można obrócić przeciwko niemu samemu.

Krytyka ekonomii politycznej – w moim przekonaniu – nigdy nie była projektem utopistycznym ani stricte ekonomicznym (tj. mającym dotyczyć wyłącznie nowej ekonomii, obywającej się bez nowej polityki i nowego społeczeństwa). Jednak problem „przyszłościowego charakteru” marksizmu, czy to jako utopii, czy wizji postkapitalizmu, czy też komunizmu jako ruchu znoszącego stan obecny, nie jest kwestią, którą da się rozwiązać lub choćby rzetelnie przedstawić w kilku zdaniach, toteż nie będę rozwijać tego (skądinąd bardzo ważnego) wątku. Sam Marks mówi na ten temat bardzo niewiele. Wiemy, że odrobił on lekcję socjalizmu utopijnego i wiedział jaki potencjał, a także jakie konsekwencje kryją się w tego rodzaju myśleniu. Warto tu pamiętać o słynnym liście do Wiery Zasulicz, w którym autor Kapitału podjął dyskusję nad socjalizmem/komunizmem w kontekście tzw. skoku w nowoczesność. To określenie, używane jest przez Adama Leszczyńskiego na określenie prób forsownej modernizacji (wytworzenia nowego reżimu produkcji) i jednocześnie wyjścia z relacji dominacji (często kolonialnej lub quasi-kolonialnej). Prób tworzenia tzw. alter-nowoczesności nie powtarzającej negatywnych skutków kapitalistycznego porządku.

 

  1.  Ze względu na bardzo podstawowy charakter tego wprowadzenia celowo nie odwołuję się do żadnej literatury przedmiotu ani interpretacji. W razie potrzeby proszę o informację w komentarzu do niniejszego tekstu, chętnie wskażę – na tyle, na ile leży to w mojej mocy – zarówno istniejące opracowania jak i zestawy możliwych interpretacji
  2.  Przez „proletariusza” rozumieć należy w sensie ekonomicznym wyłącznie robotnika najemnego, który wytwarza i pomnaża „kapitał” i który jest wyrzucany na bruk, ilekroć staje się zbyteczny dla „Monsieur Capital”… (K. Marks, F. Engels, Kapitał. Tom 1, MED, t. 23, s. 733). Choć za czasów Marksa to kapitał przemysłowy był hegemoniczną formą kapitału, to jednak powyższa definicja jasno pokazuje, że proletariuszem nie jest wyłącznie robotnik fabryczny. Niemniej dziś, gdy wyznacznikiem „państwa wysokorozwiniętego” jest dominacja sektora usług, nie jest już tak oczywiste kim jest proletariusz (warto przy tym zauważyć, że również przemysł wygląda dziś zupełnie inaczej, niż w okresie powstawania Kapitału). Pomimo tego kuriozalne wydają się twierdzenia liberalnej lewicy o zaniku klasy robotniczej (szczególnie modne i wygodne w latach 90. XX wieku), należy raczej zastanowić się jakim ulega ona przekształceniom. Choć świat od czasów Marksa zmienił się nie do poznania i wydarzyło się wiele rzeczy, których niemiecki filozof nie mógł się spodziewać, to jedna rzecz pozostała bez zmian: przytłaczająca większość ludzkości zmuszona jest do poświęcania pracy nieakceptowalnie dużej części swojego życia.
  3.  Oczywiście istnieje wiele strategii uchylania się od pracy dla kapitału. Jedną z nich jest zwiększenie zatrudnienia w sektorze państwowym czy „prywatnym socjalizmie”, czyli tzw. trzecim sektorze.
  4.  W różnych okresach historycznych i rejonach świata może ono oznaczać coś innego. Jest jednak w danym społeczeństwie i okresie pewną stałą, np. w różnych rejonach świata absolutne minimum może oznaczać inne porcje pożywienia (ilość kalorii) spożywanego przez robotników. Czym innym jest społeczne minimum w XIX wieku, kiedy analfabetyzm czy obsługa skomplikowanych urządzeń nie są przeszkodami dla podjęcia pracy, a czym innym w XXI wieku, kiedy to obsługa i dostęp do komputera oraz umiejętność czytania stają się cechami koniecznymi do przeżycia w społeczeństwie.

Komentarze

1 Komentarz

  • 4 miesiące ago

    Ciekawie w ujęciu marksowskim wygląda libertarianizm. Tam to państwo stwarza warunki, jakie prowadzą do konfliktu między pracownikami a kapitalistami. Wolnorynkowa krytyka kapitalizmu brzmi mniej więcej w ten sposób, że państwo dobiera sobie kapitalistów którym przyznaje przywileje, tzw. kapitalizm kompradorski. Warto zauważyć jak wielu kapitalistów wchodzi ze sobą w konflikt, kiedy np. delegalizowane są narkotyki, podnoszone akcyzy, bądź organizowane przetargi z góry znanym zwycięzcą.

    Istnieje też agorystyczna teoria klas – http://liberalis.pl/2007/02/25/wally-conger-agorystyczna-teoria-klas/.

    PS. Mam to brązowe wydanie ;), ale nie przypominam sobie bym czytał kiedykolwiek…

Komentuj

Powiązane posty