Od Redakcji: Poniższy tekst jest fragmentem książki Nowy materializm: wywiady i kartografie autorstwa Ricka van Dolphijna i Iris van der Tuin (http://www.openhumanitiespress.org/books/titles/new-materialism/), która niedługo ukaże się w całości na naszym portalu. Tłumaczenie zostało przygotowane w ramach realizowanego przez nas projektu „Przybliżenie nurtu nowego materializmu – przekłady wybranych tekstów” – zadanie finansowane w ramach umowy 906/P-DUN/2017 ze środków Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego przeznaczonych na działalność upowszechniającą naukę.

 

– Wywiad z Manuelem DeLandą –

Wszelka materialistyczna filozofia musi przyjąć za swój punkt wyjścia istnienie materialnego świata, który jest niezależny od naszych umysłów

P1: W swoim krótkim tekście The Geology of Morals, A Neo-Materialist Interpretation z 1996 roku wprowadzasz termin „neomaterializm”, gdy przepisujesz [rewriting]1 sposób wykorzystania Hjelmslevowskiego lingwistycznego modelu formy, treści, substancji i wyrażenia [expression] przez Deleuze’a i Guattariego w ich Tysiącu plateau ([1980] 2015). Zdaniem Deleuze’a i Guattariego model ten wychodzi daleko poza domenę języka, toteż korzystają z niego w celu skonceptualizowania ruchów geologicznych. W swoim odczytaniu, zamiast wykorzystać Hjelmsleva, faworyzujesz inne pojęcia – takie jak warstwa, deterytorializacja i reterytorializacja – aby nakreślić mapę morfogenetycznych zmian realnego. Nie ma żadnego powodu, dla którego neomaterializm powinien czynić użytek z określonych pojęć (takich jak te wspomniane) lub nawet określonych autorów, takich jak Hjelmslev. Natomiast tym, co wydaje się dla niego kluczowe, byłoby ożywienie zainteresowania afirmatywnym odczytaniem dynamiki w procesach materializacji. Oferuje nam ona bowiem taki sposób myślenia, dla którego punktem wyjścia są, jak ujął to Spinoza ([1677] 2010, ks. 2 tw. 49, przypis), „same ruchy cielesne”, oraz pozwala na nowo przemyśleć różne gałęzie akademickiej nauki – takie jak geologia, matematyka, teoria kultury, (neoklasyczna) ekonomia oraz socjologia.

W swojej książce Intensive Science and Virtual Philosophy z 2002 roku podajesz przepiękną definicję tego, czym jest „historia”, [definicję], która zmusza nas do przemyślenia nowo sposobu w jaki nowy materializm mógłby zostać usytuowany w ramach myśli akademickiej. Piszesz:

Dobrze zdefiniowana natura możliwych historii nie zostanie przybliżona poprzez samą wzmiankę o prawach wyrażanych jako równania różniczkowe, ale poprzez zrozumienie jak takie równania w rzeczywistości indywiduują trajektorie (DeLanda 2002, 36).

Czy możemy [z tego] wyciągnąć następujący wniosek: książki, które piszesz, oraz sposób w jaki twoje nowomaterialistyczne argumenty przepisują różnorodne gałęzie akademickiej nauki – wszystko to dotyczy tworzenia takich „zindywiduowanych trajektorii”, które wynajduje neomaterializm. Innymi słowy, czy możemy wręcz stwierdzić, że o twoim neomaterializmie, choć inspirowanym Deleuze’em oraz Braudelem, nie można nawet powiedzieć, że ma tych autorów za swoje punkty wyjścia?

Manuel DeLanda: Wszelka materialistyczna filozofia musi przyjąć za swój punkt wyjścia istnienie materialnego świata, który jest niezależny od naszych umysłów. Wówczas jednak natyka się ona na problem źródła trwałej tożsamości mieszkańców tego świata: co takiego, skoro nie umysł, zapewnia tożsamość górom i rzekom, roślinom i zwierzętom? Stara, udzielona przez Arystotelesa odpowiedź brzmi: „istoty”. Jeśli jednak odrzuca się esencjalizm, wówczas jedyną opcją jest następująca odpowiedź: wszystkie obiektywne byty są produktami procesu historycznego, tzn. ich tożsamość jest syntezowana lub produkowana jako część historii kosmologicznej, geologicznej, biologicznej lub społecznej. Ta potrzeba pojęcia „syntezy” lub „produkcji” jest tym, co przyciągnęło Marksa do Heglowskiej dialektyki, ponieważ dostarczyła mu ona modelu syntezy: konfliktu przeciwieństw albo negacji negacji. Z drugiej strony, Deleuze i Guattari zastępują ten model syntezy tym, co określają mianem „podwójnego powiązania”: po pierwsze – surowe materiały, które złożą się na nowy byt, muszą zostać wyselekcjonowane oraz wstępnie obrobione; po drugie – muszą one zostać skonsolidowane2 w całość z odpowiadającymi jej własnościami. Przykładowo, skała taka jak wapień czy piaskowiec jest najpierw wiązana [articulated] przez proces sedymentacji (powolne zbieranie się i sortowanie otoczaków, będących częścią składową skały). Następnie wiązana jest po raz drugi, gdy zakumulowany osad jest sklejany razem przez proces cementacji. Jako nazw dla tych dwóch powiązań używają oni pochodzących od Hjelmsleva terminów „treść” oraz „wyrażenie”, nie ma to jednak sugerować, że powiązania [articulations] są w jakikolwiek sposób lingwistycznego pochodzenia. Wprost przeciwnie: dźwięki, słowa oraz wzorce gramatyczne należące do języka są materiałami, które historycznie akumulują lub osadzają się, a następnie są konsolidowane przez kolejny proces – jak choćby standaryzację dialektu dokonaną przez Royal Academy oraz jej oficjalne słowniki, gramatyki i zasady wymowy.

Pytanie o „indywiduację trajektorii” dotyczy modeli matematycznych (które według mnie są tajemnicą sukcesu nauki), ale macie słuszność mówiąc, że ma to szerszy sens. Wszystkie historycznie zsyntezowane byty są bytami indywidualnymi: indywidualnymi roślinami i zwierzętami, indywidualnymi gatunkami i ekosystemami, indywidualnymi górami, planetami, systemami słonecznymi itd. „Indywidualny” oznacza tu „pojedynczy i unikalny” – nie poszczególnego członka ogólnej kategorii, ale unikalny byt, który może komponować większe indywidualne byty w ramach relacji części-do-całości, tak jak indywidualne otoczaki komponują większą indywidualną skałę. Materialistyczna ontologia indywidualnych bytów jest zawarta implicite u Deleuze’a i Guattariego oraz Braudela, musimy więc dać im pewien kredyt zaufania – a potem ruszyć dalej i wynaleźć resztę.

P2: Neomaterializm w pewien sposób przepisuje naukę akademicką jako całość, a w tym organizujące ją dziś granice pomiędzy dyscyplinami. Zdecydowanie praktykujesz coś takiego w swojej pracy, na przykład wpisując geologię w socjologię. A jednak byłoby niezwykle interesującym uczynić to jeszcze bardziej wyraźnym. Jak zatem mogłaby wyglądać nowomaterialistyczna propozycja przemyślenia granic pomiędzy dyscyplinami (bez korzystania z takich etykietek jak „interdyscyplinarność”, „postdyscyplinarność” lub „transdyscyplinarność”, gdyż wszystkie one są – koniec końców – nową formą dyscyplinowania)?

MD: Dziedziny akademickie również są historycznymi indywiduami o przygodnych granicach, z których wiele zostało ustalonych w trakcie wojny o terytoria. Czemu ktokolwiek miałby odczuwać potrzebę respektowania tych granic? Potrzebujemy przyciągnąć konceptualne oraz empiryczne zasoby rozwijane przez wszystkie dziedziny, by wzbogacić materializm oraz ustrzec go przed staniem się a priori. Jest całkowicie bez znaczenia, jaką etykietką posłużymy się przy oznaczaniu tego manewru.

P3: Pomimo nacisku jaki kładziesz na zindywiduowane trajektorie, zareagowałeś wyjątkowo pozytywnie na naszą prośbę dotyczącą wywiadu o nowym materializmie. Powiedziałeś, że rzeczywiście nadszedł czas, aby odnowić zainteresowanie materialistyczną perspektywą. Obok swoich potencjalnych efektów dyscyplinujących („nowy materializm” staje się teoretyczną, a jednak anty-metodologiczną szkołą), materializm ma jeszcze – w myśli europejskiej – dobrze nam wszystkim znaną, silnie marksistowską historię. Jednakże w kilku swoich pismach oraz wywiadach wspominasz o różnorodnych problemach związanych z marksistowskim myśleniem. Uważasz siebie za lewicowca, a jednak nie podzielasz wielu oferowanych przez lewicę – a opartych na marksizmie – dogmatów, preferencji instytucjonalnych i rozwiązań ekonomicznych. Pod względem ekonomicznym twoje zainteresowania wydają się dotyczyć bardziej ekonomii instytucjonalnej albo ewolucyjnej (pomyśl o tekstach Donalda, a obecnie Deirde McCloskey oraz Phila Mirowskiego) oraz sposobu, w jaki na nowo odczytują one Adama Smitha (zwłaszcza jego Teorię uczuć moralnych z 1759 roku). Niemniej jednak tym, co bierzesz od Marksa, jest jego zainteresowanie uciskanymi, tzn. jego anty-arystotelizm, który pozwala nam skonceptualizować samoorganizującą się moc „materii”, bez „znaczenia”, które powinno ją nadkodowywać.

Czy mogłybyśmy, łącząc twoją ocenę materializmu oraz brak akceptacji dla Marksa, przyczepić twojemu nowomaterialistycznemu myśleniu etykietkę materializmu niehumanistycznego, a nawet nieantropocentrycznego?

MD: Marksowska ekonomia polityczna jest całkowicie a priori. Chociaż był on szczerze zainteresowany danymi historycznymi (a stąd stworzeniem teorii a posteriori), to rzeczywista ilość dostępnych dla niego informacji była niezwykle ograniczona. Dzisiaj, dzięki Fernandowi Braudelowi i jego szkole, jesteśmy w dokładnie odwrotnej sytuacji. Dodatkowo, stara szkoła ekonomii instytucjonalnej (najlepiej reprezentowana zapewne przez dzieło Johna Kennetha Galbraitha), jak również nowa szkoła instytucjonalna, oferują nowe modele, które wychodzą poza ekonomię klasyczną. (Ta dwójka autorów, o których wspomnieliście jest, bądź co bądź, niemal całkowicie bezużyteczna, gdyż są metaekonomami oraz niematerialistami). Naszym obowiązkiem, jako lewicy, jest przeciąć pępowinę przykuwającą nas do Marksa i odkryć na nowo ekonomię polityczną. Deleuze i Guattari straszliwie zawiedli w tej kwestii.

Marksowska teoria wartości była w rzeczywistości antropocentryczna: jedynie ludzka praca była źródłem wartości – nie silniki parowe, węgiel, organizacja przemysłowa itp. W tym więc sensie odpowiedź brzmi: „tak, musimy wyjść poza to i zrekonceptualizować produkcję przemysłową”. Co więcej, Marks nie postrzegał handlu oraz kredytu jako źródeł bogactwa; jednak Braudel przedstawił niezaprzeczalny dowód historyczny na to, że są [one źródłem bogactwa].

P4: Byłoby ciekawie zobaczyć tę postawę sformułowaną w program polityczny, odpowiadający na marksizm. Obecny dramat ekologiczny mógłby być, nade wszystko, dobrym punktem wyjścia dla neomaterialistycznego programu politycznego. Ale czy może on być prowadzony przez niewidzialną rękę?

MD: Ekolożki (nie tylko aktywistki, lecz również naukowczynie) są dobrze przygotowane do pomocy przy tej kwestii, ponieważ, gdy studiują sieci troficzne3, muszą uwzględniać wszystkie źródła „wartości”: słońce, proces fotosyntezy, który przekształca energię słoneczną w energie chemiczną, mikroorganizmy, które rozkładają martwe ciała oraz ponownie wprowadzają do gleby składniki odżywcze, itd. Połączenie ekologii i ekonomii jest niezłą ideą, a to dlatego, że baryłka ropy nie jest wartościowana wyłącznie w kategoriach swojej ceny rynkowej, ale również jako nieodnawialne źródło wartości z powodu energii, jaką zawiera. Możemy zachować ideę „niewidzialnej ręki” (tzn. ideę, że ceny samoorganizują się w ramach dynamiki podaży i popytu), ale tylko wówczas, gdy mamy do czynienia z olbrzymią liczbą niewielkich firm pozbawionych siły rynkowej4. Gdy zaś bierzemy pod uwagę oligopole, wówczas znika anonimowa konkurencja, ponieważ jej miejsce zajmuje rywalizacja oraz celowe planowanie. Ogromne korporacje – jak dawno temu argumentował Galbraith – są „systemami planowania” działającymi za sprawą ręki jak najbardziej widzialnej. Braudel, by podkreślić ten punkt, odnosił się do oligopoli jako „anty-rynku”.

P5: W swojej pracy o „teorii układów” (w A New Philosophy of Society z 2006 roku) raz jeszcze pokazujesz nam, że to „ruch, który w rzeczywistości generuje wszystkie te emergentne całości” jest tym, na czym powinniśmy się skupić, kiedy pragniemy „uchwycić sens nieredukowalnej złożoności społecznej charakteryzującej współczesny świat” (DeLanda 2006, 6). Zdecydowanie spierasz się z dualizmami, które zostały nam przekazane w dziejach filozofii (materia/znaczenia, mikro/makro, nieorganiczne/organiczne/społeczne, realizm/społeczny konstruktywizm, itp. itd.) oraz argumentujesz na rzecz nowej ontologii, zgodnie z którą „mechanizmy mają zazwyczaj charakter przyczynowy, nie zawsze jednak jest to przyczynowość linearna” (tamże; [2006] 2009, 108, podkreślenie w oryginale). W interesującej książce z 2007 roku, zatytułowanej Built by Animals, Mike Hansel opisuje nam następującą konstrukcję:

Jest to sfera skomponowana z kilkuset scementowanych razem kamyczków, z wielką, okrągłą dziurą na spodzie. Szczyt jej kopuły dźwiga siedem lub osiem kolców, a każdy z nich jest kopcem z kamyczków – większym u podstawy, a najmniejszym na czubku, który tworzy ostry punkt. Najbardziej charakterystycznym detalem architektonicznym – tym, któremu budujący [te konstrukcje] gatunek zawdzięcza swoją nazwę – jest kołnierz otaczający otwór. Jest on pofałdowaną koronką skonstruowaną z cząsteczek zbyt małych, by możliwe było odróżnienie ich od lepiku, który je spaja. Średnica całego siedliska, bo tym to właśnie jest, wynosi około 150 tysięcznych milimetra (tzn. 150 mikrometrów, μm). Mniejsza niż kropka na końcu tego zdania, jest przenośnym domem gatunku ameb zwanego Difflugia coronata (Hansell 2007, 58).

Difflugia coronata nie jest zwierzęciem. Jest jednokomórkowym stworzeniem, które odżywia się oraz reprodukuje, ale pozbawione jest systemu nerwowego (a zatem i mózgu). Najważniejsi akademicy zainteresowani architekturą zwierzęcą, jak cytowany Hansell, mają trudność z wyjaśnieniem, jak tak proste stworzenie zdolne jest stworzyć tak złożoną formę – ich największym problemem jest to, że Difflugia coronata pozbawiona jest mózgu. Z jakiegoś powodu nie udało się im dostrzec, że ich pytanie zawiera już kilka wstępnych założeń, które uniemożliwiają udzielenie odpowiedzi. Akceptują oni kartezjańską różnicę pomiędzy umysłem i ciałem. Akceptują oni różnicę pomiędzy zwierzęciem (podmiotem) oraz jego domem (przedmiotem).

Nowy materializm, tak implicite, jak i explicite, chroni przed tymi nowożytnymi opozycjami. Można uznać, że jest on równie zdolny do wyjaśnienia, jak to proste stworzenie mogło stworzyć tak złożoną formę. Nie tylko w swojej geologicznej historii świata organicznego, ale również w swojej teorii układów pokazujesz nam, jak organiczna i nieorganiczna materia, w ich splątaniu, tworzą to, co nowe. Czy uważasz, że Difflugia coronata stworzyła swój dom w podobny sposób, w jaki istota ludzka stworzyła nie tylko swoje miasta, ale również grupy społeczne – podobnie „[…] uwalniając je od ograniczeń oraz dosłownie wprawiając je w ruch podboju każdej dostępnej niszy w powietrzu, w wodzie i na lądzie”, jak piszesz w A Thousand Years of Nonlinear History (2000, 26–27)?

MD: Absurdem jest myśleć, że złożone, samoorganizujące się struktury potrzebują „mózgu” by zostać wygenerowane. Sprzężony system atmosfera-hydrosfera nieustannie wytwarza struktury (burze z piorunami, huragany, spójne prądy powietrzne) nie tylko bez [udziału] mózgu, ale w ogóle bez jakichkolwiek organów. Starożytna chemia zupy prebiotycznej również stworzyła takie spójne struktury (autokatalityczne pętle) bez których kod genetyczny nie mógłby się wyłonić. Zaś bakterie przez pierwsze dwa miliardy lat historii biosfery odkryły wszystkie główne środki wykorzystywania źródeł energii (fermentację, fotosyntezę, oddychanie). Twierdzenie, że potrzebny jest „mózg”, wykracza poza kartezjański dualizm i zanika w kreacjonizmie: materia jest bezwładnym zbiornikiem dla form, które przychodzą skądinąd, narzucane przez zewnętrzną sprawczość psychiczną: „Niechaj się stanie światłość!”.

Więc tak, neomaterializm jest oparty na idei, że materia ma własne zdolności morfogenetyczne i nie potrzebuje otrzymywać komend, by wytwarzać formy. Ale nie powinniśmy usiłować budować takiej filozofii poprzez „odrzucenie dualizmu” lub podążanie za inną tego rodzaju meta-receptą. Idea, że wiemy już jak zostały wytworzone wszystkie dotychczasowe dyskursy, że posiedliśmy tajemnicę wszystkich minionych systemów konceptualnych i w związku z tym możemy zająć się meta-teoretyzowaniem opartym na tej wiedzy, jest głęboko błędne. I ten błąd tkwi u źródła wszelkich idealizmów wytworzonych przez postmodernizm.

P6: Czy mógłbyś nieco bardziej rozwinąć tę ideę „nieodrzucania dualizmu”, gdyż zbliża się ona do istotnego argumentu w twoim własnym odczytaniu nowego materializmu? Kiedy bowiem mówimy, że nowy materializm zapobiega – tak implicite, jak i explicite – nowożytnym opozycjom, a tym samym jakościowo przesuwa akceptację kartezjańskiej różnicy pomiędzy umysłem i ciałem, podmiotem i przedmiotem, itd., to odnosimy się do Bergsona ([1869] 2006, 175), który dowodził, że: „Trudności pospolitego dualizmu nie pochodzą stąd, że te dwa człony się różnią, lecz stąd, że nie potrafi wyjaśnić w jaki sposób jeden z nich zaszczepia się na drugim”. Sądzimy zatem, że nadszedł czas, aby wprowadzić różnicę formalną pomiędzy analizowanym przez Bergsona zwyczajnym dualizmem, a radykalnym przepisaniem nowożytnego dualizmu, które zaproponowali m.in. Lyotard i Deleuze. Ci ostatni wyznaczyli sobie ćwiczenie w przepisywaniu, które dotyczyło ruchu w myśli praktykującej to, co Bergson określał „pchnięciem dualizmu do stanów ekstremalnych”, przeformułowanym przez Deleuze’a w sentencję mówiącą o „różnicy popchniętej do granic”. Czy zgodziłbyś się z nami, że jest to obecnie kluczowy element nowomaterialistycznej postawy afirmatywnej?

MD: Nie jestem przekonany, czy unikanie dualizmów jest kluczem do nowego sposobu myślenia (szczególnie jeśli wprowadza się nowe [dualizmy]: nowoczesność-ponowoczesność, kłącze-drzewo, władza-opór). Liczy się to, jakie kategorie są używane dualistycznie. Przykładowo, w mojej książce A New Philosophy of Society: Assemblage Theory and Social Complexity (DeLanda 2006) krytykuję użycie pojęć „Rynku” oraz „Państwa”. Nie dlatego, że są one dualistyczne, ale dlatego, że oba są zreifikowanymi ogólnikami, które w rzeczywistości nie istnieją. Dodanie trzeciego terminu, takiego jak „Lud” [„The People”], w niczym nie pomoże. Tym, czego potrzebujemy, jest zastąpienie zreifikowanych ogólników konkretnymi układami: wieloma bazarami, wieloma regionalnymi obszarami handlowymi, wieloma narodowymi rynkami… każdy ze swoją datą narodzin oraz (potencjalnie) datą śmierci. Najlepszym sposobem na uporanie się z tym problemem jest zawsze myślenie statystyczne, stale zajmujące się populacjami oraz tym, jak zmienność jest rozłożona w populacji. A zatem dualizm „męskie-kobiece” może być z łatwością wyeliminowany, jeśli weźmiemy ogromną populację i sprawdzimy w jaki sposób są [w niej] rozłożone drugorzędne cechy płciowe: wszystkie z nich, poza zdolnością do posiadania dzieci, formują dwa zachodzące na siebie rozkłady statystyczne. Dualizm wyłania się, kiedy ignoruje się strefę zachodzenia na siebie i reifikuje średnią.

P7: Czy możemy powiedzieć, że ta postawa obrazuje twoje ontologiczne podejście do „topologii”, która – jak wyjaśniasz w Intensive Science and Virtual Philosophy – pociąga za sobą jakościowe przesuniecie geometrii euklidesowej (2002, 24)? Owo przesunięcie dokonuje się poprzez „postrzeganie tej genezy nie jako abstrakcyjnego procesu matematycznego, lecz jako konkretnego procesu fizycznego, w którym niezróżnicowana intensywna przestrzeń (tzn. przestrzeń określona przez ciągłe właściwości intensywne) stopniowo różnicuje się, ostatecznie będąc przyczyną ekstensywnych struktur (nieciągłych struktur z określonymi właściwościami metrycznymi)” (tamże, 25, podkreślenie w oryginale).

MD: Topologia wkracza do neomaterializmu jako część procesu odrzucania Arystotelesa. Musimy zastąpić zarówno jego „rodzaj”, jak i „gatunek”. Ten ostatni jest zastępowany przez pojęcie gatunku [rozumianego] jako przygodne historyczne indywiduum, zrodzone w wyniku procesu specjacji (izolacji rozrodczej) oraz zdolne przeminąć w efekcie. Ten pierwszy jest zastępowany przez „topologiczne zwierzę”, tzn. ciało-plan wspólny dla całych atypów [phyla] (jak kręgowce), tzn. ustrukturyzowanej przestrzeni możliwych projektów ciała. Taka przestrzeń nie może być metryczna, ponieważ każdy gatunek kręgowców różni się długością, powierzchnią, objętością itp., wiec tylko topologiczne właściwości, takie jak spójność, mogą być używane do jej doprecyzowania.

P8: W Po skończoności Quentin Meillassoux krytykuje idealistów oraz tych, których nazywa „korelacjonistami” za podzielany przez nich reprezentacjonizm (coś, przeciwko czemu ty również argumentujesz), a ponadto za kontynuowanie antropocentryzmu, który nasyca historię myśli zachodniej. Bo chociaż ludzki umysł nie jest już dłużej punktem wyjścia dla filozofii, korelacjonizm wciąż potrzebuje go, aby świat istniał. Meillassoux przypisuje kantyzm „monadzie leibnizjańskiej; obiektywnemu podmiotowi-przedmiotowi, czyli naturze u Schellinga; Duchowi heglowskiemu; Woli u Schopenhauera; woli mocy (albo wielu wolom mocy) u Nietzschego; percepcji obciążonej pamięcią u Bergsona; Życiu u Deleuze’a itd.” ([2006] 2015, 61, tłumaczenie nieznacznie zmienione).
Zgodnie z naszym odczytaniem twojego dzieła wydajesz się dążyć do nieantropocentrycznego zmapowania morfogenetycznych zmian realnego. Czy z tego podsumowania twojego projektu wynika, że zgadzasz się z Meillassoux?

MD: Szczerze mówiąc, nigdy nie czytałem Meillassoux. Ale z pewnością odrzucam ideę, że morfogeneza wymaga jakiegokolwiek „umysłu” by działać. Odrzucam również neokantowską tezę o językowości doświadczenia. Zakładać, że ludzkie doświadczenie jest strukturyzowane konceptualnie to odhistoryczniać gatunek ludzki: spędziliśmy setki tysięcy lat jako gatunek społeczny, z podziałem pracy (łowiectwo, zbieractwo) oraz wyrafinowanymi narzędziami z kamienia. Język jest stosunkowo niedawnym nabytkiem. Czy mamy zakładać, że ci antyczni łowcy-zbieracze żyli w amorficznym świecie, czekając na język który nada mu formę? To znowu kreacjonizm, no wiesz: „I słowo stało się ciałem”.

Więc tak, w zakresie w jakim Meillassoux odrzuca wszystkie formy idealizmu z pewnością się z nim zgadzam. Aby jednak oszacować rzeczywisty stopień zgody, musiałbym zobaczyć co oferuje on poza krytyką. Krytyka nigdy nie jest wystarczająca. Marksizm nie odejdzie po prostu za sprawą jego krytyki – musimy zaoferować mającą szansę powodzenia alternatywę.

P9: Jeśli tak, zakwestionowany może zostać także sojusz pomiędzy twoją pracą a pracą Alain Badiou, który jest nauczycielem Meillassoux i który również domaga się nowego materializmu. Wychodzi to na pierwszy plan, jeśli weźmiemy pod uwagę dzielone przez was zainteresowanie matematyką, a w szczególności topologią, diagramem lub modelem. Jednakże, aby nowy materializm był cenny dla akademickich i aktywistycznych projektów, takich jak feminizm czy postkolonializm, niezbędna wydaje się teoria podmiotu. Przykładowo, w nowym materializmie feministycznym poszukiwane są sojusze z ontologiami procesu, które sprawiają, że postawa nieantropocentryczna nie jest niefundacjonalistyczna (patrz: prace Rosi Braidotti). Pytanie brzmi więc, czy dostrzegasz tę konieczność nowej teorii podmiotu oraz jak się to łączy (lub nie) z dziełem Meillassoux oraz Badiou?

MD: Lektura napisanej przez Badiou książki o Deleuzie pozostawiła we mnie bardzo nieprzyjemne uczucie – jest ona niewiarygodnie niekompetentna. Używa on słowa „Jedno” niemal na każdej stronie; natomiast sam Deleuze nigdy go nie używał (oprócz sytuacji, w których formułował uwagi dotyczące scholastycznego pojęcia „jednoznaczności bytu”). Badiou jest także fanatykiem teorii mnogości, ja natomiast skłaniam się ku rachunkowi różniczkowemu, jako mojej bazie matematycznej. (Idea, że ten ostatni miałby się redukować do tej pierwszej jest jeszcze jednym błędem, który odziedziczyliśmy po XIX wieku.)

Zgadzam się, że teoria podmiotu jest absolutnie konieczna, ale musi ona opierać się na Humie, nie na Kancie: podmiotowe doświadczenie nie jako zorganizowane konceptualnie poprzez kategorie, ale jako dosłownie skomponowane z intensywności (koloru, dźwięku, zapachu, smaku, tekstury), którym nadano strukturę przez nawykowe działanie. Niedawny postęp w dziedzinie sztucznej inteligencji kwestią przyczyni się do tego: podczas gdy stara szkoła symboliczna jest głęboko kantowska, nowa szkoła koneksjonistów (bazująca na sieciach neuronowych, które nie są programowane, ale trenowane) wskazuje drogę wyjścia. Obecne projekty sieci neuronowych sytuują się na poziomie inteligencji owadów, ale sugerują już teraz, jak protopodmiotowość owadów może się wyłonić z dynamiki postrzeganych intensywności. Musimy rozszerzyć to na podmiotowość ssaków i ptaków oraz wypracować sobie drogę do podmiotowości ludzkiej. Polityczne implikacje takiego ujęcia mogą zostać sformułowane następująco: odrzucenie językowości doświadczenia (zgodnie z którą każda kultura żyje w swoim własnym świecie) prowadzi do koncepcji podzielanego ludzkiego doświadczenia, w którym zmienność pochodzi nie z różnic w oznaczeniu [signification] (które jest pojęciem językoznawczym), ale z różnic znaczenia [significance] (które jest [pojęciem] pragmatycznym). Różne kultury przypisują różną doniosłość, istotność albo znaczenie różnym rzeczom, ponieważ różne są ich praktyki (nie zaś umysły). Jeśli chodzi o płeć kulturową, paradoks jest następujący: idealizm został stworzony przez mężczyzn, którzy znajdowali się w akademickim środowisku, w którym ich materialne praktyki były zredukowane do minimum, a którzy mieli żony, które wykonywały całą materialną pracę. A jednak z chwilą, gdy feminizm został dyscypliną akademicką, stał się on głęboko idealistyczny. Dlatego też z radością powitam jakikolwiek powrót feministek do materializmu, nawet jeśli będzie on oparty na kompletnie innych ideach [niż moje].

Tłum. Cezary Rudnicki

Bibliografia:
Bergson, H. [1896] 2006. Materia i pamięć. Esej o stosunku ciała do ducha (tłum. R.J. Weksler-Waszkinel). Kraków: Wydawnictwo Zielona Sowa
DeLanda, M. 1997. A Thousand Years of Nonlinear History. New York: Zone Books.
—. 2002. Intensive Science & Virtual Philosophy. London and New York: Continuum
—. 2006. A New Philosophy of Society: Assemblage Theory and Social Complexity. London and New York: Continuum.
—. [2006] 2009. „Asemblaże kontra organiczna całość” w: Warszawa jako struktura emergentna: Em_Wwa 1.0. Warszawa: bęc zmiana.
Deleuze, G., Guatarri, F. [1980] 2015. Tysiąc Plateau. (Nieznany, Trans). Warszawa: bęc zmiana.
Hansell, M. 2007. Built by Animals: The Natural History of Animal Architecture. Oxford and New York: Oxford University Press.
Meillassoux, Q. [2006] 2015. Po skończoności (tłum. P. Herbich). Warszawa: Fundacja Augusta hr. Cieszkowskiego
Spinoza, B. [1677] 2010. Etyka. (I. Myślicki, Trans). Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

  1. Alternatywnym i być może lepszym przekładem byłoby tu „nanoszenie poprawek”, lecz w późniejszych częściach książki autorki posługują się tym pojęciem w kontekście Lyotardowskiego „przepisywania nowoczesności” i jest to dla nich kluczowe pojęcie – przyp. red.
  2. W geologii mianem konsolidacji określa się proces zagęszczania się i twardnienia skały okruchowej; jest to jeden z etapów procesu przemiany skały luźnej w zwięzłą. DeLanda sięga po słownictwo geologiczne (obok konsolidacji wymienia cementację oraz sedymentację, czyli osadzania), ale używa go w bardziej abstrakcyjnym sensie (przyp. tłum.).
  3. W ekologii mianem sieci troficznej (albo sieci pokarmowej) określa się strukturę zależności pokarmowych między organizmami różnych gatunków, żyjących w jednym ekosystemie. Sieci troficzne są tworzone przez wzajemnie przeplatające się łańcuchy pokarmowe (przyp. tłum.).
  4. W ekonomii siła rynkowa (market power) to zdolność firmy do lukratywnego wpływania na cenę rynkową towaru lub usługi (przyp. tłum.).

Komentarze

Zostaw komentarz

Podobne wpisy