Umysły Antypodan w optyce analizy pragmatycznej

Richard Rorty w swej książce Filozofia a zwierciadło natury próbuje dokonać terapeutycznego „wygaszenia” w duchu Wittgensteina podstawowych problemów filozoficznych, takich jak zagadnienie istnienia umysłu, poznania czy wreszcie filozofii samej w sobie. W części pierwszej swojej książki, poświęconej właśnie umysłowi, autor stara się pokazać bezcelowość pojęcia filozofii umysłu za pomocą eksperymentu myślowego o Antypodanach. Jakkolwiek zgodzę się, że spełnia on swoją funkcję jeżeli chodzi o samo pojęcie umysłu, to zdaje się, iż otwiera zarazem interesujące pole analizy w kontekście języka. Postaram się je pokazać korzystając z narzędzi pragmatyzmu analitycznego zaproponowanych przez ucznia Rorty’ego, Roberta Brandoma w książce Między mówieniem a działaniem. Aby jednak to zrobić, należy najpierw przytoczyć sam eksperyment myślowy Rorty’ego.

Daleko stąd, po drugiej stronie naszej galaktyki jest planeta zamieszkana przez istoty takie jak my – nieopierzone dwunogi, budowniczych domów i bomb, twórców poematów i programów komputerowych. Nie wiedzą one, że mają umysły. Posługują się wprawdzie pojęciami takimi jak „pragnienie czegoś”, „dążenie do”, „wierzenie, że”, „czucie się wspaniale” i „czucie się okropnie”, ani myślą jednak, iż wszystkie te pojęcia odnoszą się do stanów psychicznych – stanów swoistego i odrębnego rodzaju – całkiem różnych od „siedzenia”, „bycia przeziębionym” czy „bycia pobudzonym seksualnie” […] Nie sformułowali […] ani problemu podmiotu i przedmiotu, ani zagadnienia umysłu i materii. W tamtejszej tradycji jest obecne coś takiego jak Pyrroński sceptycyzm, ale nie zna ona Locke’owskiej „zasłony z idei”, a to ponieważ brak w niej także pojęcia „idei”, „percepcji” czy „przedstawienia umysłowego” (Rorty R., Filozofia a zwierciadło natury, s. 69–70).

Podstawową różnicą pomiędzy Antypodami a Ziemianami jest brak koncepcji res cogitans w rozumieniu kartezjańskim. Brak koncepcji umysłu wydaje się być wprowadzoną w praktykę teorią heideggerowskiego Dasein, którego sfera „psychiczna” (rozumiana jako kartezjańskie myślenie) jest tylko jedną z wielu równorzędnych form bycia-w-świecie (Heidegger M., Bycie i czas). Tym samym dla Antypodan „myślenie” jest czynnością o równej wadze co „tańczenie”. Idze za tym nieobecność większości borykających naszą filozofię problemów epistemologicznych, zogniskowanych wokół pojęcia umysłu. Mimo braku opozycji podmiot-przedmiot mieszkańcy Antypody odróżniają się od środowiska:

tylko przedstawicieli swojego gatunku uważają za osoby. Ale też różnicy między osobami a nieosobami nie wyjaśniają za pomocą pojęć takich jak „duch”, „umysł”, „świadomość” ani żadnych pokrewnych; w ogóle jej nie wyjaśniają – uważają ją po prostu za różnicę między „nami” a wszystkim innym (Filozofia a zwierciadło natury, s. 69).

Powyższe cytaty ukazują nam dość przewrotny obraz Antypodan. Biorąc pod uwagę „wygaszenie” u nich podstawowych problemów filozoficznych i koncepcję wspólnoty jako po prostu „nas”, nieredukowalnych do innych pojęć1, można uznać, że Antypodanie wcielają w praktykę koncepcję samego Rorty’ego – zarówno jeżeli chodzi o antyepistemologiczny projekt antyreprezentacjonizmu (Obiektywność, relatywizm i prawda), jak i etnocentryczną, a zarazem ironiczną teorię wspólnoty (Przygodność, ironia i solidarność). Analizując ten eksperyment myślowy można zatem uznać, że Antypodanie są w niejako „lepszej” pozycji od mieszkańców Ziemi (konkretnie: ziemskich filozofów), ponieważ ucieleśniają poglądy autora; sam zaś eksperyment ma na celu nie tylko bezstronne rozważenie dwóch przypadków, lecz także pokazanie wyższości poglądów autora zawartych w innych pracach. Nie jest to bynajmniej mankamentem i nie wpływa na wagę tego eksperymentu – poglądy Rorty’ego w różnych dziełach są ze sobą spójne – niemniej jednak dla jasności przy analizie Antypodan należy pamiętać, że zarysowana sytuacja nie jest w kontekście myśli Rorty’ego neutralna. Jakkolwiek zarówno Przygodność, ironia, solidarność jak i Obiektywność, relatywizm i prawda są książkami późniejszymi od Filozofii a zwierciadła natury, to można wnioskować, że już podczas pisania tej ostatniej Rorty dysponował przynajmniej częścią koncepcji zawartych w kolejnych napisanych przez siebie dziełach.

Antypodanie nie wykształcili w sobie pojęcia umysłu, dokonali natomiast przełomowych badań w dziedzinie neurologii. Ziemski język odczuć psychicznych (niezależnie od ich fenomenalności czy intencjonalności) jest zastąpiony językiem fizykalnym, mówiącym o neuronach.

Gdy dziecko zwraca się w stronę pieca, matka krzyczy „Piec pobudzi twoje C-neurony!”. Gdy zdarzy im się oglądać zmyślne przyrządy iluzji optycznej powiadają: „Jakie to dziwne! Wzbudza to moją wiązkę neuronów G-14, ale gdy spojrzę na to z boku, mogę spostrzec, iż nie jest to w ogóle czerwony prostokąt”. Ich wiedza fizjologiczna jest tak wielka, że każde dobrze zbudowane zdanie ich języka, jakie ktokolwiek zdoła w ogóle sformułować, bez trudu da się skorelować z łatwo identyfikowalnym stanem neuronowym. Stan ów występuje zawsze, gdy ktoś wypowiada, jest skłonny wypowiedzieć czy też słyszy określone zdanie. Czasem jednak występuje on samotnie, z czego zdają oni sprawę, mówiąc na przykład: „Nagle znalazłem się w stanie S-296, wystawiłem więc butelki na mleko”, czasem zaś powiedzieliby coś w tym rodzaju: „Wyglądało to jak słoń, tyle że zorientowałem się, iż słonie nie występują na tym kontynencie, zdałem więc sobie sprawę, że to musi być mastodont”, ale niekiedy też w takich samych okolicznościach powiedzieliby coś takiego: „Miałem G-412 wespół z F-11, ale potem wystąpiło S-147, zdałem więc sobie sprawę, że to musi być mastodont”. Uważają oni, iż mastodonty i butelki na mleko są przedmiotami przekonań i pragnień, i że wywołują pewne procesy neuronowe. Ich zdanie owe procesy neuronowe oddziałują przyczynowo z przekonaniami i pragnieniami w dokładnie ten sam sposób, co mastodonty i butelki na mleko (Filozofia a zwierciadło natury, s. 70–71).

W dalszej części pracy Rorty argumentuje na rzecz bezsensowności badań nad problemem posiadania umysłu przez Antypodan (po przybyciu do nich ziemskich filozofów). Wskazuje na problematyczność stanowisk behawiorystycznych, sceptycznych i materialistycznych w filozofii umysłu. W rezultacie odrzuca rozdział bytów na psychiczne i fizyczne oraz postuluje zerwanie z myślą zakładającą specyficzną metafizyczną właściwość człowieka – umysł (rozumiany jako władza umożliwiająca postrzeganie bytów, których esencja jest już istnieniem2).

Nie jest moim celem, aby w niniejszej pracy prześledzić cały wywód Rorty’ego. Zdaje się on skutecznie krytykować pojęcie bytu psychicznego na gruncie filozofii umysłu. Sądzę jednak, że taka krytyka niesie za sobą niespodziewane dla Rorty’ego konsekwencje na gruncie metaetycznym. Autor bowiem pomija tę tematykę i przy obalaniu opozycji psychiczne-fizyczne nie wspomina o opozycji zdań sprawozdawczych i normatywnych. Rozważając ją można uznać, że wartości normatywno-dyrektywalne Antypodan albo (1.) są wprost redukowalne do stanów neuronalnych (materializm), albo (2.) z nich wypływają (epifenomenalizm), albo (3.) nie są do nich redukowalne. W przypadku (3.) konieczne byłoby ponowne postulowanie jakichś podejrzanych dla Rorty’ego bytów metafizycznych, czego ten chce uniknąć; w przypadku (2.) natomiast doszłoby do uwikłania się w błąd naturalistyczny; (1.) z kolei prowadzi do skrajnego determinizmu (co chyba również nie jest zamierzeniem Rorty’ego). Przypuszczalnie autor uznałby zarysowane powyżej rozważania za bezzasadne i pokazujące swoją własną bezsensowność, nie zmienia to jednak faktu, że krytykując pojęcie umysłu nie rozważa zagadnienia sposobu istnienia zdań normatywnych chociażby jako potencjalnego zarzutu.

Należy jednak przyznać rację Rorty’emu w kwestii tego, iż nie istnieje bezpośredni sposób przekonania się na temat istnienia umysłów Antypodan (a zatem, przez analogię, także Ziemian), a samo pytanie o umysł definiowany jako ośrodek odbioru „czystych”, nieinferencyjnych odczuć wydaje się być absurdalne. Sensownym pomysłem jednak może być analiza słownictwa języka Antypodan oraz Ziemian. Zakładając bowiem, że słownictwo odnosi się semantycznie do znaczenia, można przeanalizować relację między jednym a drugim językiem oraz ich desygnatami. Sama analiza semantyczna nie będzie jednak konkluzywna, jeżeli nie wzbogacimy jej o analizę pragmatyczną, której model wyłożył Robert Brandom w dziele Między mówieniem a działaniem. W stronę analitycznego pragmatyzmu.

Opiera się ona na analizie relacji znaczenie-użycie (RZU). Na RZU składają się relacje: wystarczalność praktyka-słownictwo (PS-wystarczalność) oraz wystarczalność słownictwo-praktyka (SP-wystarczalność). Brandom uzupełnia założenie pragmatystów, że „znaczenie wyrażenia jest określane przez jego użycie” o wymiar semantyczny – pragmatyczne ugruntowanie znaczenia w użyciu nie sprawia według niego, że znaczenie przestaje być przydatną w analizie kategorią. Aby przekazać jakieś znaczenie, należy wykonać określone czynności: trzeba „dowiedzieć się, co trzeba zrobić, aby wypowiedzieć to, co dane słownictwo pozwala wyrazić swym użytkownikom”. Jest to relacja wystarczalności pomiędzy praktyką a słownictwem – PS-wystarczalność. Zbiór praktyk i umiejętności jest PS-wystarczalny dla danego słownictwa3 wtedy i tylko wtedy, gdy uczestnictwo w tych praktykach bądź wykazywanie tych umiejętności jest wystarczające dla uznania, że ktoś stosuje dane słownictwo. SP-wystarczalność jest relacją odwrotną – charakteryzuje ona słownictwa, które wystarczają do opisu pewnego zbioru praktyk czy umiejętności. Obie są potrzebne do analizy relacji pomiędzy znaczeniem a użyciem i są ich najbardziej podstawowymi formami. (Brandom R., Między mówieniem a działaniem, s. 14–15)

Jak widać Brandom z jednej strony wzbogaca myśl pragmatyczną o wymiar semantyczny, z drugiej natomiast dowartościowuje wymiar pragmatyczny analizy i nadaje praktykom status równy słownictwom. W tym też sensie semantyczna relacja SP-wystarczalności i pragmatyczna relacja PS-wystarczalności pozwalają obserwować relację znaczenie-użycie (RZU) pomiędzy poszczególnymi praktykami i słownictwami. Brandom odwołując się do filozofii analitycznej nazywa to projektem analizy. Odróżnia się jednak od klasycznego projektu analizy właśnie owym dołożeniem wymiaru pragmatycznego; charakterystyczne jest też analizowanie przez niego nie poszczególnych słowników, lecz relacji między różnymi praktykami i słownikami, na gruncie których może dochodzić do poszczególnych analiz, stąd też wydaje się zasadnym nazwaniem jego projektu metaanalitycznym.

W projekcie Brandoma najbardziej istotna w kontekście niniejszej pracy jest możliwość wyróżnienia na gruncie RZU metasłownictwa pragmatycznego. Jest to forma wejścia w dialog z koncepcją semantycznego metajęzyka, obecnego np. w koncepcji prawdy Tarskiego.

Bycie metasłownictwem pragmatycznym jest najprostszą z relacji semantycznych zapośredniczonych pragmatycznie między słownictwami. […] Jest ona pragmatycznie zapośredniczona przez praktyki/zdolności, określone przez jedno ze słownictw (które opisuje odpowiednie działania), i w której stosuje się bądź używa drugiego (które stanowi narzędzie wypowiedzi). Ustanowione w ten sposób relacje semantyczne są swoiste, znacząco różnią się też od takich zależności, jak definiowalność, przekładalność, redukowalność czy superweniencja. Proponuję rozbudować klasyczny projekt analizy w taki sposób, by objąć najważniejsze intuicje pragmatystycznej krytyki tego programu. w tym celu musimy badać nie tylko typowo semantyczne relacje między słownictwami, lecz także zależności zapośredniczone pragmatycznie, których paradygmatycznym przykładem jest bycie metasłownictwem pragmatycznym. Przedstawię tu aparaturę, która rekursywnie generuje nieskończony zbiór tego rodzaju relacji. Będę też zmierzał do wykazania, że bez takich działań nie będziemy w stanie właściwie zrozumieć ról rekursywnych słownictw, które znajdowały się w centrum zainteresowania tradycji analitycznej: logicznego, modalnego, normatywnego i intencjonalnego (Między mówieniem a działaniem, s. 17).

Relacja bycia metasłownictwem pragmatycznym jest relacją semantyczną (ponieważ występuje między jednym słownictwem a drugim), jednak równocześnie jest zapośredniczona pragmatycznie, ponieważ jest pochodną od relacji SP- i PS-wystarczalności. Jeżeli Brandom widzi możliwości wykorzystania tej relacji do eksplanacji słownictwa logiki, modalnego, normatywnego czy intencjonalnego, to tym bardziej można ją wykorzystać do analizy stworzonego przez Rorty’ego eksperymentu myślowego o Antypodanach.

Podstawowa różnica pomiędzy językiem (słownictwem) Ziemian (Z) a językiem Antypodan (A) polega na tym, że drudzy używają nazw stanów neuronalnych w ten sam sposób, w jaki pierwsi używają ich ekspresji językowych4. Język Ziemian jest jednak bogatszy: część słów w nim funkcjonujących oznacza pojęcia metafizyczne (M), dotyczące czystych przeżyć, pojęcia umysłu czy relacji podmiot-przedmiot. Nie ma bynajmniej znaczenia, czy klasa M posiada istniejące realnie desygnaty oraz czy ich użycie posiada jakikolwiek sens. Ważne, że klasa M występuje w języku Z, nie występuje natomiast w języku A; co więcej, translacja pojęć należących do klasy M na język A jest cokolwiek utrudniona – Antypodanie nie widzą najmniejszego sensu w pojęciach metafizycznych; choć Rorty dopuszcza możliwość translacji, to zakłada, że nie wnosi ona do języka A owej nadwyżki ekspresywnej (Filozofia a zwierciadło natury, s. 72). Pojęcia klasy M nie mogą być generowane na gruncie języka A, a zatem język Z posiada większą ekspresywną siłę wyrazu niż język A. Ziemianie są w stanie powiedzieć więcej niż Antypodanie, ponieważ w ich języku występują pewne wyrażenia (metafizyczne; abstrahuję tutaj od ich zasadności czy przydatności), których w języku Antypodan nie można wypowiedzieć.

Oprócz tego można bezpiecznie założyć, że praktyką konieczną do używania języka Z jest aktywność neuronalna (N), którą opisuje język A. Antypodanie mówiąc o „pobudzeniu C-neuronów” nie tylko wyrażają to, co w języku Z można nazwać bólem, ale też opisują pewne zjawisko neuronalne. Nie da się ukryć, że praktyka, jaką jest zachodzenie fizjologicznie rozumianych stanów neuronalnych, jest wystarczająca dla korzystania z języka Z. Idąc za terminologią Brandoma relacje znaczenie-użycie (RZU) stają się wyraźne: język A opisuje praktyki N, a więc między A a N zachodzi relacja SP-wystarczalności, natomiast praktyki N są PS-wystarczające dla korzystania z języka Z, zatem język A jest metasłownictwem pragmatycznym języka Z. Jest to zgodne z twierdzeniem zawartym w Między mówieniem a działaniem, mówiącym, że „słownictwo o mniejszej sile wyrazu może być metasłownictwem pragmatycznym mocniejszego” (Między mówieniem a działaniem, s. 30).

Brandom nie formalizuje relacji bycia metasłownictwem pragmatycznym, nie wskazuje zatem jej zwrotności bądź przeciwzwrotności5. Dlatego też pozwala mi to sądzić, że również język A jest metasłownictwem pragmatycznym języka A. Aby bowiem Antypodanie mogli używać wyrażeń oznaczających stany neuronalne, sami muszą je przeżywać. A zatem język A i język Z posiadają identyczny zbiór PS-wystarczających dla nich praktyk N. Oczywiście, jako, że język A zawiera się w bogatszym ekspresyjnie języku Z (Ziemianie też mają neurologię, która potencjalnie może być równie wykształcona jak neurologia Antypodan – różnica będzie leżała zatem jedynie na płaszczyźnie pragmatycznej, nie zaś semantycznej), język Z jest także metasłownictwem pragmatycznym dla języków A i Z, rozpatrywanym jednak przez Rorty’ego problemem jest status ontyczny i moralny użytkowników języka A, dlatego też od tego faktu abstrahuję.

Czyniąc wyraźnym problem ziemskich filozofów w Filozofii a zwierciadle natury należy uznać, że uzależniają oni status członka wspólnoty od występowania w używanym języku klasy M – przy założeniu, że przenosimy problem z płaszczyzny niedyskursywnych „czystych przeżyć” na płaszczyznę językową. W jaki sposób powyższe rozważania mogły pomóc w rozstrzygnięciu tego problemu? Skoro systemy Ziemian i Antypodan posiadają zbliżoną strukturę i podobne możliwości, a do ich korzystania z języka A i Z wystarczające są te same praktyki N, to istnieje możliwość wzbogacenia języka A o klasę M – co zresztą jest potwierdzone w samym tekście Filozofii a zwierciadła natury, gdy porusza się zagadnienie istnienia Antypodan, którzy nauczyli się języka Ziemian. Klasa M z punktu widzenia analizy pragmatycznej wydaje się być przypadkowa. Dlatego też uważam, że jeżeli interpretujemy problem umysłu w sposób przedstawiony przez Rorty’ego na gruncie Brandomowskiej analizy pragmatycznej, to istnieją uzasadnione przesłanki ku temu aby twierdzić, że status ontyczny umysłów Antypodan jest przynajmniej potencjalnie tożsamy ze statusem umysłów Ziemian, oczywiście przy interpretacji umysłu jako bytu odpowiadającego za nadwyżkę ekspresywną.

Na koniec należy wyjaśnić, jakie to ma znaczenie wykraczające poza proste ćwiczenie intelektualne zestawiające dwa filozoficzne pomysły dotyczące zgoła czegoś innego (zagadnienia istnienia umysłu i analizy języka). Wydaje się, że w kontekście zdań dyrektywalnych, będących podstawą systemów etycznych, dochodzimy do zaskakujących wniosków. Choć bowiem „moralność” można potraktować w projekcie analizy Brandoma po prostu jako zbiór praktyk, to – biorąc pod uwagę eksperyment myślowy Rorty’ego – warto zastanowić się, jak to wygląda w perspektywie empirycznej. Pojęcia metafizyczne nie są niezbędne dla refleksji moralnej – język A nie zawiera w sobie klasy M. Wypowiedzi normatywno-dyrektywalne zatem można zredukować do praktyk neuronalnych – prowadzi to jednak do wielu komplikacji. Abstrahując od zagadnienia błędu naturalistycznego Hume’a i Moore’a (ze zdań deskryptywnych nie można wysnuć zdań preskryptywnych; kategoria „dobra” nie jest redukowalna do jakiejkolwiek innej – obie wersje kwestionuje zresztą Quine wskazując na niemożliwość oddzielenia deskrypcji i preskrypcji), należy zauważyć, że jeżeli określone praktyki neuronalne są PS-wystarczalne zarówno dla języka Z jak i A, to nie można na ich podstawie wysnuwać założeń metaetycznych – nie wskazują one bowiem w żaden sposób możliwych rozbieżności pomiędzy systemami etycznymi obecnymi wśród użytkowników języka Z i języka A. Zdania preskryptywne kształtują się na gruncie pewnych znaczeń, które pojawiają się w danym języku – który z kolei wymaga pewnych praktyk, aby móc go użytkować. Wydaje się zatem, że chociaż status moralny Antypodan i Ziemian jest tożsamy (biorąc za jego kryterium równy status umysłu, niezależnie jaki on jest), to jednak (co zauważa Rorty) w związku z klasą M w myśli Ziemian pojawiają się specyficzne dla nich systemy etyczne – wprowadzenie do słownictwa dodatkowych wyrażeń sprawia, że język opisuje pewne dodatkowe praktyki. Tym samym etyka kształtuje się poprzez język – i wydaje się, że to właśnie na gruncie języka można szukać Rortiańskich wspólnot/etnosów.

Źródło grafiki: Antypody, http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Cosmas_-_antipodes.jpg

 

  1. Tj. wspólnotę „ogólnogatunkową” wyróżnia się jedynie na podstawie kryterium „bycia jedną z nas”, cokolwiek to w danej wspólnocie oznacza; nie próbuje się natomiast wyznaczać ogólnych, uniwersalnych, racjonalnych kryteriów przynależności do danej wspólnoty, ponieważ są każdorazowo pochodne wobec „bycia jedną z nas”.
  2. O czymkolwiek byśmy nie pomyśleli, to jawi nam się to jako istniejące postrzeżenie – choć nie jest prawdą, że Pegaz istnieje w świecie fizycznym, to jest prawdą, że Pegaz istnieje z konieczności jako przedmiot naszych myśli/wyobrażeń/fantazji itd.
  3. Należy podkreślić, że to praktyki wykazują własność PS-wystarczalności. SP-wystarczalność to z kolei własność charakterystyczna dla słownictw.
  4. Poprzez „ekspresję zjawiska neuronalnego” rozumiem pewne zdarzenie językowe, które nie jest fizykalnym opisem tegoż zjawiska, a które zachodzi gdy owo zjawisko nastąpi.
  5. Wyjątkowo interesującym zagadnieniem wydaje się być wyróżnienie i charakterystyka klas słownictw, dla których relacja bycia metasłownictwem pragmatycznym jest/nie jest zwrotna. Wymaga to jednak głębszych studiów nad teorią RZU, które nie były PS-konieczne dla niniejszego tekstu.

Komentarze

Komentuj

Powiązane posty