Tag

zaburzenia psychiczne

Zamierzenie niniejszego tekstu jest skromne – przedstawić podstawowe założenia deleuzjańskiej koncepcji literatury uwzględniając przy tym najważniejsze z tekstów Gillesa Deleuze’a na temat twórczości pisarskiej oraz, w ramach krótkiej dygresji, przypomnieć o tradycji analiz patograficznych, w którą wpisują się także liczne prace autora Logiki sensu.

„Śmiech morderców” Klausa Theweleita ukazał się przedwczoraj nakładem Wydawnictwa Naukowego PWN w tłumaczeniu Piotra Stronciwilka. W książce Thieweleit wykorzystuje swoją metodę „brania wypowiedzi zbrodniarzy na poważnie”, analizy stanów cielesnych autorów wypowiedzi oraz wykorzystania Deleuzjańsko-Guattariańskiego aparatu maszyn pragnących do analizy morderców z pobudek ideologicznych. Stawia w niej tezę, że tym, co ich łączy, jest śmiech – podczas czy po zbrodni, a same ich motywacje nie grają znaczącej roli. Śmieje się zarówno Breivik, jak i dżihadyści. Poniżej prezentujemy wybrane przez nas fragmenty książki, będące analizami przypadku Andersa Breivika oraz ludobójców w Rwandzie. Serdecznie dziękujemy wydawnictwu za umożliwienie nam publikacji.

– ZAPROSZENIE –

W dniach 23-24 kwietnia 2016 roku w sali „szklanej” na parterze Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego na ul. Dobrej 56/66 odbędzie się IV Otwarte Seminarium Filozoficzno-Psychiatryczne. Tematem przewodnim konferencji są RELACJE – hasło szeroko interpretowane, m.in. jako intersubiektywność (ja w relacji do innych), relacja indywidualna (ja w stosunku do siebie), wzajemny związek umysłu i ciała, ale także jako związki z instytucjami, wartościami, historią, kulturą i sztuką, a w końcu z życiem. O tych i innych aspektach relacji w kontekście zdrowia psychicznego dyskutować będą m.in. filozofowie, psychiatrzy i psychologowie.

Gdy poproszono mnie o napisanie tego tekstu początkowo chciałem wyłożyć Lacana bez Freuda. Wszak takiego przyjaciela, jakim dla Freuda okazał się Lacan, nie życzyłbym nikomu. Tyleż go komentuje, co krytykuje, cytując tylko po to, by obśmiać. Po co eskalować konflikt, umieszczając dwóch razem? W wypowiedziach Lacana Freud jawi się jak pocieszny idiota z innej epoki, któremu wydawało się, że coś ważnego w duszy ludzkiej odczytał, naprawdę jednak wie niewiele, a może i nie wie niczego. Początkowe lata nauczania Lacana, przebiegające pod hasłem „powrotu do Freuda” mają więcej wspólnego z ojcobójstwem niż przyjmowaniem nauki. Lacan miał tę specyficzną cechę charakteru, iż inspirować mógł się tylko, gdy pluł, jakby nie mogąc znieść, że przyjmie coś od kogoś, że ktoś mu coś da. Cóż, pomyśleć można, że tyle chociaż jest między nimi zgody, że analiza to spotkanie dwóch ludzi przy zamkniętych drzwiach – nic z tego! I w to miejsce Freud też zostaje kopnięty wraz z drzwiami, które Lacan regularnie pozostawiać będzie uchylone być może niewiele, ale na tyle, by oczekujący słyszeli, a korzystający z usługi Mistrza wiedzieli, że są słyszani. Po Freudzie nie został choćby jeden kamień, zmiotło nawet mogiłę.

Zachowania ze sfery seksualnej, od początku istnienia cywilizacji, poddawane były rygorom zakazów i nakazów. Rozwiązania normatywne, w zależności od czasu, miejsca, kultury i religii, kształtowały się w duchu rygoryzmu lub liberalizmu. W związku z tym można stwierdzić, że nie istniało i nie istnieje społeczeństwo, w którym sfera seksualna obywateli byłaby wolna od wszelkich regulacji prawno-obyczajowych. Wynika to z tego, że w każdej społeczności, gdzie występowało prawo, występowały też przestępstwa seksualne. Ewolucja przedmiotu ochrony tych przestępstw doprowadziła na przełomie lat 50. i 60. XX wieku do powstania pojęcia wolności seksualnej. Seksualność zdobyła znaczenie jako uprawniona społecznie forma ekspresji osobowości i jej istotny składnik, który wymaga ochrony prawnej.

Powstały w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku ruch anty-psychiatryczny wykazywał sporą determinację w walce o prawa pacjentów. Tym, co nadawało mu siłę i rodzaj spójności, były działania wyrażone w postaci postulatów: likwidacja przestarzałych placówek psychiatrycznych; uświadomienie wpływu relacji zachodzących między lekarzem a pacjentem na proces leczenia; sprzeciw wobec niektórych metod stosowanych w terapii, jak choćby elektrowstrząsy. Jednak tym, co nadawało anty-psychiatrii szczególny charakter były oryginalne pomysły i metody prezentowane przez jej przedstawicieli.