Tag

Wydarzenie

 

– Apokalipsa in progress –

Wszystkie historyczne katastrofy – zarówno wojny, ludobójstwa, jak i bankructwa państw czy klęski żywiołowe – i próby opowiadania o nich mogą posłużyć jako argument przeciw popularnej wśród XX-wiecznych filozofów tezie o niemożliwości stworzenia sensownej narracji o początku. Ta teza, wielokrotnie przywoływana przez spadkobierców Derridiańskiej widmo(onto)logii1, (posiadająca jednak nieco starszych filozoficznych poprzedników2) ulega rewizji w momencie, kiedy świadek katastrofy zaczyna o niej opowiadać. Powstaje w ten sposób unikalna narracja o zdarzeniu, które miało charakter cięcia epistemologicznego, traumatycznej wyrwy w egzystencji, zmuszającej podmiot tego zdarzenia do podjęcia językowego wysiłku, zmierzającego do ujęcia w słowa danego egzystencjalnego ekstremum. Ta narracja jest właśnie narracją o początku.

Jednym z niezwykle ważkich i wciąż aktualnych problemów, pozostawionych nam przez poststrukturalizm, jest zagadnienie événement. Oddanie tego, francuskiego terminu po polsku nastręcza pewnych trudności. Przede wszystkim wskazuje na to fakt, że nie ustalono dotąd jednej, trwałej formy przekładu. Polscy tłumacze oddają événement albo jako „wydarzenie”, albo jako „zdarzenie”. Z pewnością te słowa są synonimicznie i często stosuje się je zamiennie. Można się jednak pokusić o pewne ich rozróżnienie, w oparciu o funkcjonowanie obu przedrostków w języku polskim. Słowa takie jak „zdać”, „zdobyć”, „zgrać”, „zgadać (się)” wskazują na definitywny koniec pewnych procesów, koniec, po którym może nie nastąpić już nic związanego z danym procesem (np. zakończony zdaniem egzaminu kurs, który ostatecznie do niczego się nam nie przyda). Natomiast słowa takie jak „wydać”, „wydobyć”, „wygrać”, „wygadać (się)” wskazują raczej na jakąś gwałtowną zmianę w przebiegu pewnego procesu (np. proces ukrywania się nie zostaje po prostu zakończony przez akt „wydania”, lecz zarazem powoduje on uruchomienie zupełnie innego procesu: ucieczki lub niewoli). Odpowiednio „zdarzenie” wskazywałoby na zakończenie, zamknięcie, natomiast „wydarzenie” – na przemianę, otwarcie nowego. Te rozważania językoznawcze, nawet jeśli nieco wątpliwe (zawsze można sięgnąć po takie słowa jak „zbudować” i „wybudować”, żeby wzmocnić tezę o synonimiczności „zdarzenia” i „wydarzenia”) mimo wszystko wskazują na to, że mamy tu do czynienia z kwestią złożoną.

Książka Manifesty dla filozofii to dwa obszerne artykuły Alaina Badiou dotyczące jego dwóch książek, pochodzące z różnych okresów, wykładające dwa aspekty jego systemowej filozofii, poprzedzone wyjątkową przedmową, bo popełnioną specjalnie dla polskiego wydawcy, uzupełnione czytelnym zakończeniem tłumacza, Andrzeja Wasilewskiego. Dwa zawarte w tym wydaniu Manifesty (1989, 2009) są prolegomenami do, kolejno, Bytu i zdarzenia (1988) oraz Logiques des mondes (2006). Są ich interesującym streszczeniem, przystępniejszym, skierowanym także do niespecjalistów (nie tylko nie-filozofów, ale i nie-matematyków 1). Z pewnych względów można je traktować jako popularyzatorskie, dedykowane: aktywistom politycznym, naukowcom, artystom oraz kochankom. Te cztery obszary ludzkiej aktywności nie tylko dostarczają Badiou inspiracji. Stawka jest o wiele wyższa. To z nich wyłania się wydarzenie, które filozof ma poddać pojęciowemu namysłowi, ażeby umożliwić upodmiotowienie temu, kto wcześniej był tylko indywiduum. Filozofia jako taka nie potrafi jednak wywołać w świecie wydarzeń, zaś filozof, o ile nie opuści własnej dziedziny, nie może stać się podmiotem. Być może Badiou konstruuje ten system „pod siebie”: działa bowiem oficjalnie przynajmniej w dwóch z tych obszarów – jest w sposób widoczny zaangażowany w kwestie społeczne, jest autorem powieści, dramatów. Niżej, na bazie Manifestów dla filozofii, interesuje mnie szczególnie jedna kwestia: czym dla Badiou jest filozofia? Wokół niej będę krążył.