Tag

wielość

[Od Redakcji: Poniżej przedstawiamy tłumaczenie transkrypcji wykładu, który Gilles Deleuze wygłosił 15 lutego 1977 roku na Uniwersytecie Vincennes Saint-Denis (Paris VIII). Oryginalny tekst pochodzi ze strony www.webdeleuze.com i został przygotowany przez Richarda Pinhasa, któremu uprzejmie dziękujemy za zgodę na wykorzystanie tego materiału.

Wykład należy do cyklu poświęconego studiom przygotowawczym do napisania drugiego tomu Kapitalizmu i schizofrenii. Z uwagi na nawiązania do poprzednich spotkań (niestety niezarejestrowanych przez Pinhasa) treść pierwszych akapitów może być szczególnie niejasna dla czytelników nieoswojonych z myślą Deleuze’a. Sytuacja klaruje się jednak wraz z kolejnymi wprowadzanymi przez filozofa przykładami i dystynkcjami pojęciowymi. Materiał ten powtarza, ale przede wszystkim rozszerza i uszczegóławia niektóre kwestie omówione później przez Deleuze’a i Guattariego w Tysiącu plateau.

Z uwagi na prośbę Richarda Pinhasa tłumaczenie to nie może być przedrukowywane w innych miejscach (w szczególności wymagających płatnego dostępu)].


Mamy przyjemność zaprezentować wam fragment książki Tysiąc plateau. Kapitalizm i schizofrenia 2 autorstwa Gillesa Deleuze’a i Felixa Guattariego. To wyjątkowe dzieło ukaże się wkrótce nakładem wydawnictwa Fundacja Nowej Kultury Bęc Zmiana. Redakcję naukową książki zawdzięczamy Joannie Bednarek. Pozycja ukaże się dzięki dofinansowaniu ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Potoczne, „zdroworozsądkowe” (tzn. nie-krytyczne) wyobrażenie „władzy” i „polityki” to obraz zatrzymującego nas policjanta, wydającego wyrok sędziego lub wypowiadającego się w sejmie posła. Są to instancje na co dzień odległe, zwykle działające jedynie mocą swojego autorytetu, choć w razie potrzeby potrafiące sięgnąć po brutalną przemoc. Władza, od której trzymamy się z daleka, a która tylko czasem – w wyniku nieszczęśliwego wypadku lub błędu – przecina naszą drogę. Polityka, która ogranicza się tylko do szczekania z ekranów telewizora i od której można uwolnić się jednym ruchem, wyposażonej w pilot, dłoni. Zapewne jest w tych przedstawieniach coś prawdziwego, bo prawdą jest, że Słońce obraca się wokół Ziemi – oczywiście gdy obserwator również znajduje się na tej samej Ziemi, gdy brak mu „nie-Ziemskiej” perspektywy (osiąganej choćby za pomocą teleskopu czy odpowiedniego aparatu teoretycznego). Gdyby jednak zmienić punkt widzenia, przemieścić się z obszaru wypełnionego mniemaniami zdrowego rozsądku, na obszar myślenia krytycznego, dysponującego zaawansowanym aparatem pojęciowym – jakie wówczas ukażą się nam władza i polityka? A zwłaszcza: jakie ukażą się nam władza i polityka dzisiejsza? – bowiem przeświadczenie o tym, że mają one stałą, niezależną od historii naturę, jest tylko kolejnym przesądem potocznego myślenia.

Taki pojęciowy aparat krytyczny może oczywiście przybrać różnorodną postać. Niniejszy (dwuczęściowy) tekst ma na celu przybliżyć czytelnikowi perspektywę nakreśloną przez Michaela Hardta i Antonio Negriego w Imperium, pierwszym tomie ich słynnej trylogii (a – być może – już wkrótce tetralogii).

Niniejszy tekst stanowi pierwszą z dwóch części mini-serii poświęconej kwestiom biowładzy i biopolityki przedstawionej w Imperium Michaela Hardta i Antonio Negriego (druga część tekstu dostępna tutaj). Celem jest nie tyle szczegółowe opracowanie tych zagadnień, co raczej swego rodzaju podprowadzenie, mające ułatwić czytelnikowi uchwycenie specyfiki wspomnianej książki. W kroku pierwszym zostanie powtórzona lekcja, którą odrobili Hardt i Negri – nazwijmy ją lekcją francuską. W kroku drugim zobaczymy czym są biowładza i biopolityka, wyłaniające się w nowym, globalnym porządku. W efekcie otrzymamy pewną – oczywiście ograniczoną ramami artykułu – diagnozę naszej aktualnej sytuacji społeczno-politycznej.

Kto z nas nie chciałby mieć własnego smoka? Już samo fantazjowanie o takiej możliwości sprawia przyjemność. Jeżeli dorzucimy do tego dobrą animację komputerową oraz wikingów – mamy gwarantowany sukces filmowy. Jednakże DreamWorks Animation zapewniło nam nie tylko dużo dobrej zabawy z latającymi gadami, ale również – zapewne zupełnie niechcący – niezłą dawkę filozofii. Materiał w sam raz na Machinę Myśli. Ostrzegam, jeśli wciąż wierzycie w Mikołaja i sikające do mleka krasnoludki, nie czytajcie – to zepsuje wam dzieciństwo!