Tag

rzecz a przedmiot

W życiu codziennym zazwyczaj traktujemy przedmioty jako coś oczywistego. Otaczają nas tak licznie, niemalże atakują nas ze wszystkich stron, także niejako z konieczności nauczyliśmy się je ignorować i nie poświęcać ich egzystencji szczególnej uwagi. Próbę zmiany tego nastawienia podejmuje Remo Bodei w książce O życiu rzeczy.

Na początku autor przywołuje kilka fragmentów dzieł literackich opisujących moment przebudzenia. Wtedy właśnie – jego zdaniem – postrzegamy rzeczy niewyraźnie, są one odarte z tych właściwości, które zazwyczaj im przypisujemy. Dlatego też właśnie wtedy najłatwiej dostrzec ich złożoność i niezwykłość, wielość sensów, jakie mogą przyjąć. Jednym z zaprezentowanych tekstów jest fragment W poszukiwaniu straconego czasu Marcela Prousta, gdzie główny bohater budzi się w nocy i – początkowo zdezorientowany – usilnie próbuje odtworzyć rozmieszczenie mebli w pokoju, w którym się znajduje. Narrator wspomina:

[…] duch porzucał miejsce, w którym zasnąłem, i kiedym się budził w nocy nieświadom, gdzie się znajduję, w pierwszej chwili nie wiedziałem nawet, kim jestem […]; ale wówczas wspomnienie – jeszcze nie miejsca, gdzie byłem, ale paru miejsc, które zamieszkiwałem niegdyś i gdzie mógłbym być – schodziło na mnie niby pomoc z góry, aby mnie wydobyć z nicości, z której nie byłbym mógł wyrwać się sam; przebiegałem w jednej sekundzie wieki cywilizacji, zanim mętnie dojrzany obraz lampy naftowej, następnie koszuli z wykładanym kołnierzem, odtworzyły mi z wolna prawdziwe rysy własnego ja1.

Nie tylko rzeczy nie są całkowicie zależne od nas, ale wręcz przeciwnie – to my jesteśmy od nich w pewnym stopniu zależni. Zwykłe sprzęty stanowiące wyposażenie sypialni umożliwiają głównemu bohaterowi umiejscowić siebie samego w czasie i przestrzeni, jak również przypomnieć sobie, kim właściwie jest. Po chwili narrator dodaje: „Być może, iż nieruchomość rzeczy dookoła nas narzucona im jest przez naszą pewność, że to są te, a nie inne, przez nieruchomość naszej myśli wobec nich”2.

Zdaniem Bodei każdy przedmiot może mieć znaczenie, „nadwyżkę sensu”, niezależnie od swojego zastosowania i użyteczności. Próbę ujawnienia jej podejmuje on w swojej książce. Jego zdaniem przedmioty nie są tym, czym się większości ludzi wydają – żyją i mówią, jeśli tylko potrafimy na nie uważnie spojrzeć.

Przedmiot i rzecz

Ta właśnie „nieruchomość myśli” względem przedmiotów, o której wspomina narrator W poszukiwaniu straconego czasu, sprawiła, że zabiliśmy złożoność rzeczy. Poklasyfikowaliśmy je i ustawiliśmy według odgórnie ustalonych zasad. Niejako wyjęliśmy je z ich kontekstu, a także zignorowaliśmy ich oddziaływanie na nas. Chcąc ułatwić sobie orientację w świecie, spłaszczyliśmy i ujednoznaczniliśmy rzeczy. Jednakże książkę Remo Bodei przepełnia niezachwiane przekonanie, iż rzeczy żyją – czekają tylko na odrobinę naszej uwagi, na to, że je zauważymy i ponownie odkryjemy mnogość ich znaczeń. Posiadają one pewną „nadwyżkę sensu”, jednak rutyna i przyzwyczajenie nie pozwalają nam jej zazwyczaj dostrzec – wyjątkiem jest tu moment przechodzenia ze snu do jawy, kiedy zdają się one na chwilę odsłaniać swoją złożoność.

Czym jednak jest rzecz? Czy przedmioty zagracające nasze mieszkania i towary na sklepowych półkach możemy nazwać rzeczami? Zdaniem Remo Bodei zdecydowanie nie. Pomieszanie znaczeń tych dwóch terminów prowadzi do nieporozumień, które uniemożliwiają zrozumienie, czym właściwie jest owo „życie rzeczy”. Autor zwraca uwagę na pochodzenie włoskiego słowa cosa, czyli „rzecz” – stanowi skróconą formę łacińskiego causa, które znaczy tyle, co przyczyna, powód lub kwestia. Odpowiednikami cosa w innych językach są chociażby łacińskie res, greckie pragma czy niemieckie Sache, pochodzące od czasownika suchen – szukać. Rzecz nie musi więc oznaczać czegoś materialnego – jest to coś ważnego, coś, co stanowi przedmiot naszego zainteresowania. Rzecz to jakaś kwestia, którą ludzie się zajmują i nad którą debatują – w zakres znaczeń greckiego pragma wchodzi również „rzecz, która mnie dotyczy”, „argument dyskusji” czy też „sprawa”. Wszystkie te pojęcia łączy to, że dotyczą czegoś ważnego, co nie jest nam obojętne. Nie każdy przedmiot materialny jest więc rzeczą – może się nią stać, gdy obdarzymy go naszą uwagą i zainteresowaniem.

Słowo pragma wykorzystał Arystoteles w sformułowaniu auto to pragma, które oznacza „rzecz samą”, taką, jaką ona jest, niezależnie od tego, jak się o niej mówi i ją opisuje. Dalej wykorzystał je Hegel, tworząc pojęcie die Sache selbst. Oba te wyrażenia są związane z ideą vis veri, czyli przekonaniem, że rozum ludzki sam z siebie, zgoła naturalnie dąży do prawdy. Rzeczy same mogą nam odsłonić prawdę o sobie, jeśli tylko zdecydujemy się za nimi podążać, obserwować je. W Fenomenologii ducha Hegel pisze: „naukowe poznawanie wymaga jednak raczej tego, by oddać się całkowicie życiu przedmiotu, albo – co na jedno wychodzi – by mieć przed oczyma jego wewnętrzną konieczność i konieczność tę wypowiadać”3. Rzecz ma swoją istotę ponad pojęciami, ponad tym, co można o niej powiedzieć lub pomyśleć. Co więcej, poznanie owej „rzeczy samej” jest możliwe w faktycznej rzeczywistości, nie tylko przez fenomeny.

Słowo „przedmiot” prawdopodobnie pochodzi, zdaniem Bodei, od greckiego problema, który oznacza przeszkodę – coś, co zagradza nam drogę i zmusza nas do zatrzymania się. Jest to coś, co należy ominąć lub wręcz unicestwić. Łacińskie obiectum sugeruje zaś przeciwstawianie się. Przedmiot jest czymś, co przeciwstawia się podmiotowi, ale w starciu tym ponosi porażkę, podmiot całkowicie nad nim zapanowuje. Widać tu diametralną różnicę w znaczeniu terminów „rzecz” i „przedmiot”. Po pierwsze pojęcia rzeczy nie da się zredukować wyłącznie do obiektów materialnych, odnosi się ono też do relacji i działań. Przedmiot zaś sugeruje coś materialnego. Rzecz jest czymś, w czym mam udział, ale nad czym w pełni nie panuję, zbiorem zależności i relacji. Rzecz jest dla mnie ważna, dotyczy mnie, jestem w nią zaangażowana. Przedmiot zaś stoi mi na przeszkodzie, muszę go pokonać, podporządkować go sobie i w pełni nad nim zapanować.

Oczywistość i nieoczywistość

Niewątpliwie pojęcie rzeczy, zdaniem Bodei, jest znacznie pojemniejsze niż pojęcie przedmiotu: zawiera w sobie również idee, sprawy, słowem – wszystko, co nas zajmuje i co może być dyskutowane. Warto zauważyć, że słowa „przedmiot” używamy niekiedy mówiąc o rzeczach niematerialnych – chociażby w zwrocie „coś jest przedmiotem dyskusji”. Bodei w swojej książce stanowczo ogranicza przedmioty do materialnych, i to właśnie im poświęca swoją uwagę: przedmioty materialne są bowiem „wytworzonymi, skonstruowanymi, czy też wynalezionymi przez ludzi przetwarzających według określonych technik lub tradycji kulturowych surowe elementy, które dostarcza im natura”4. Warto zauważyć, że słowa „przedmiot” używamy niekiedy, mówiąc o rzeczach niematerialnych – chociażby w zwrocie „coś jest przedmiotem dyskusji”. Znaczenie częściej w takich kontekstach pojawia się jednak wyraz „rzecz”: mówimy często, że coś jest „istotą rzeczy” albo „najważniejszą rzeczą”, nie mając bynajmniej na myśli nic materialnego. Podział Bodei odpowiada więc w znacznej mierze powszechnym intuicjom. Możemy nadawać przedmiotom sensy i wartości, obdarzać je uwagą i uczuciami – wówczas stają się one rzeczami. „Przedmioty albo stają się rzeczami, albo zostają zdegradowane do poziomu obojętnych bytów” (s. 42) – pisze Remo Bodei. Zdanie to sprawia pewne trudności w interpretacji, bowiem z dotychczasowego wywodu autora można wywnioskować, że właśnie przedmiot jest owym „obojętnym bytem”. W momencie gdy przestaje być obojętny, staje się rzeczą. Można tu dopatrywać się niekonsekwencji, ale można też zinterpretować je w nieco inny sposób. Otóż warto zauważyć, że nieożywiony, materialny element świata z definicji jest przedmiotem; gdy zaś my natrafiamy na niego, lub – zgodnie z pochodzeniem wyrazu – staje on nam na drodze, decydujemy, jak go potraktować. Możemy go zignorować – wówczas zostaje „zdegradowany do poziomu obojętnego bytu”, lub obdarzyć go swoim zainteresowaniem, uwagą, uczuciem – wówczas staje się rzeczą.

Jednym słowem nie każdy przedmiot jest rzeczą, ale też nie każda rzecz jest przedmiotem. Rzecz może być zarówno materialna, jak i niematerialna – zawsze jest to jednak coś, czemu poświęcamy naszą uwagę. Przedmiot jest natomiast zawsze materialny – ma on możność stania się rzeczą, jeśli „zwrócimy się ku niemu”. Pozostaje jednak pytanie, czy przedmiot, który stał się rzeczą, nadal pozostaje przedmiotem. Kwestia ta nie zostaje w książce jasno rozwiązana. Wiemy, że przedmiot może stać się rzeczą, a potem – porzucony – znowu zostać zdegradowany. Sprawia to wrażenie, jakby „bycie rzeczą” było czymś dodatkowym, jakimś znaczeniem, które możemy swobodnie nadawać i zabierać. Chwilami autor zdaje się sam nieco gubić wśród pojęć, które – jak twierdzi – chce uporządkować. Jedno tylko nie podlega wątpliwości i Bodei wielokrotnie to podkreśla: przedmiot staje się rzeczą (na czymkolwiek miałoby polegać to „stawanie się”), gdy „zwrócimy się ku niemu”, poświęcimy mu swoją uwagę, nie tylko jego wartości użytkowej i wymiennej.

Według Marcela Maussa człowiek „w swoim dążeniu do zrozumienia świata […] dysponuje zawsze nadwyżką znaczenia”5. Dzieli on ową nadwyżkę nierównomiernie między rzeczy i – zdaniem Bodei – „zostawia w każdej z nich pewną niepoddającą się analizie resztkę” (s. 45). Owa resztka jest tym, co jeszcze możemy pomyśleć o danej rzeczy, jest ona jednak niewyrażalna, gdyż „mówienie o niej nie miałoby końca” (s. 46). Każda rzecz odsyła do nieskończonej liczby sensów – nie układają się one jednak w łańcuch przyczynowo-skutkowy, ale tworzą sieć, która rozgałęzia się na wszystkie strony i zapętla w często najbardziej nieoczekiwanych miejscach. Już sama uważna obserwacja może ukazać nam mnóstwo aspektów danej rzeczy, z których nie zdawaliśmy sobie sprawy. Jean-Paul Sartre tak opisuje kartkę papieru: „Im bardziej jej się przyglądamy, tym więcej objawia nam ona swoich własności. Każde nowe skierowanie mojej uwagi, mojej analizy, ukazuje mi jakiś nowy szczegół: górny brzeg jest lekko sfałdowany, w trzecim wierszu linia ciągła przechodzi w przerywaną itd.”6.

Cóż więc stanie się, gdy do tego dodamy cały ładunek symboliczny? Gdy uwzględnimy kontekst historyczny, w którym rzeczy powstały, a także ich osobistą historię? W powieści Umberto Eco Tajemniczy płomień królowej Loany główny bohater po utracie pamięci udaje się do rodzinnego domu, gdzie przetrząsając zakurzone pudła na strychu, próbuje odnaleźć swoje utracone wspomnienia. I chociaż mu się to nie udaje, to wszystkie owe rzeczy pozwalają mu odtworzyć klimat faszystowskich Włoch, nadzieje i mity dzielone przez jego naród w tamtym okresie. Przedmiot, nawet po długim okresie porzucenia – na strychu, w lombardzie czy na śmietniku – może ponownie przeistoczyć się w rzecz i opowiedzieć historię, zarówno swoją własną, jak i całego społeczeństwa: zawarte są w nim ślady jego upodobań czy też uprzedzeń.

Skoro rzeczy mają w sobie taką mnogość znaczeń, dlaczego ludzie rzadko dostrzegają jakiekolwiek oprócz tych wymiennych i użytkowych? Zapewne rutyna i przyzwyczajenie sprawiły, że zaczęliśmy traktować je jak coś oczywistego i banalnego. Aby zauważyć tę znaczeniową nadwyżkę, którą każda rzecz jest zdolna przekazać, Bodei proponuje przyjąć postawę pierwszych filozofów: „zdziwienie niepozbawione niepokoju”, z jednoczesną akceptacją tego, że nie uda nam się wszystkiego w całości wyjaśnić. Filozofowie przyrody patrzyli na otaczającą ich rzeczywistość jak na coś nieoczywistego – tak samo my możemy spojrzeć na otaczające nas przedmioty. Dopiero owo „zdmuchnięcie pyłu banalności i zapomnienia” pozwala odkryć prawdziwą naturę rzeczy. Zrozumienie przedmiotu wymaga swojego rodzaju przezwyciężenia przyzwyczajenia i woli, postępowania wbrew intuicji i utartym schematom. Wittgenstein pisał:

[…] to, co czyni przedmiot trudno zrozumiałym […] to nie fakt, że do jego zrozumienia wymagana byłaby jakaś szczególna instrukcja dotycząca kwestii zawiłych, lecz przeciwieństwo między rozumieniem przedmiotu a tym, co większość ludzi chciałoby w nim widzieć. Właśnie dlatego to, co najbardziej oczywiste, może stać się najtrudniej zrozumiałe. Należy przezwyciężyć nie trudności intelektu, ale trudności woli7.

Ów sceptycyzm i zerwanie z oczywistością mogłyby się zdawać cechami nauk przyrodniczych. Jednak, zdaniem autora, dążąc do uniwersalności i obiektywizmu, nauki te zredukowały podmiot poznający do przedmiotu, zignorowały jego udział w procesie poznawczym i sieć zależności, w którą jest on uwikłany. Tymczasem umysł podmiotu nie jest lustrem, w którym rzeczy jedynie się odbijają. Jak zauważył Husserl, nigdy nie widzimy przedmiotu w całości, zawsze musimy jego obraz uzupełnić, wykorzystując do tego naszą pamięć czy wyobraźnię. Między podmiotem poznającym a rzeczą zachodzi relacja intencjonalności. Jestem świadoma tego, co poznaję, świadomość jest zaś relacją dwustronną, jest świadomością czegoś, wymaga ode mnie nieustannego zwracania się ku danej rzeczy. W procesie poznania podmiot jest aktywny, ale to rzeczy wyznaczają mu drogę, którą podąża, tak więc i one nie są bierne.

W przedmiocie spotykają się ze sobą relacje, których nie sposób sprowadzić do wymiaru materialnego ani nawet do pojęć. Analizując rzecz, nie można pominąć kontekstu, w którym jest ona zanurzona. Jednym z pierwszych filozofów rozpatrujących przedmioty w ten sposób był Georg Simmel. Zwrócił on uwagę na połączenia między przedmiotem a podmiotem i resztą świata. Dzban przez ucho łączy się z podmiotem, zaś dzióbek łączy go ze światem zewnętrznym. Myśl Simmla została rozwinięta przez Heideggera w eseju zatytułowanym Rzecz. Jego zdaniem myślenie naukowo-techniczne, ujmujące dzban jako naczynie z denkiem i ściankami, wytworzone przez garncarza wedle pewnego wzoru i wypełnione powietrzem, uniemożliwia zrozumienie rzeczy jako takiej. Pustka dzbana jest bowiem potencjalnym pojemnikiem na wino, nie może on istnieć bez wina, a zatem i winorośli. Z kolei gdy wypełnimy go już winem, możemy je wykorzystać do poczęstowania gości lub jako ofiarę dla bogów. W dzbanie spotykają się zatem relacje naturalne i społeczne, a także aspekty religijne. Oprócz tego dzban jest umiejscowiony w przestrzeni, stoi np. na stole lub na półce, jest więc związany z meblem, na którym się znajduje. To dopiero zalążek sieci relacji, w które jest on uwikłany. Według Heideggera rzecz jest czymś, co zwraca się ku człowiekowi poprzez swoją użyteczność. Aby ją zrozumieć, nie wystarczy rozważać jej teoretycznie, cały czas trzeba brać pod uwagę potencjalny sposób użycia rzeczy, myśleć o niej jak o narzędziu.

Rzecz posiada aurę, której pozbawiony jest przedmiot – wrażenie dali, nawet jeśli znajdujemy się możliwie najbliżej niej. Aura ta związana jest z nadwyżką znaczeniową rzeczy – jeśli będziemy ją kontemplować, zacznie wyjawiać nam coraz więcej znaczeń, jednocześnie pozostając niewyczerpana w wielości swoich sensów. Każda rzecz jest niepowtarzalnym zjawiskiem i temu, kto zechce ją dokładnie rozważać, może ofiarować

[…] serię następujących po sobie skojarzeń, które wytryskują z tych rzeczy niczym z niedającego się zatamować źródła znaczeń. Owe ciągi odniesień, którymi rozbłyskuje rzecz, nie układają się przy tym w linie proste, jak promienie światła czy ciąg argumentów w dowodzie logicznym. To, jak się układają, przypomina raczej sposób rozwijania się linii melodycznej w muzyce, która jest nie tyle prostym następowaniem po sobie punktowych wzajemnie się wykluczających momentów, ile raczej rozbrzmiewaniem, drganiem, rozciąganiem się i kurczeniem, błędną wędrówką, wzbogacającą o znaczenie zarówno osobę, która fantazjuje, jak i przedmiot owych fantazji. (s. 69)

Nasze relacje z przedmiotami są tak liczne, że częściowo tworzą one naszą tożsamość. Aby zrozumieć rzeczy, musimy zdaniem Bodei postępować jak czytelnik tekstu. Według Diltheya to, co autor (duch subiektywny) zawarł w formie znaków (duch obiektywny), my interpretujemy, umieszczając we własnym horyzoncie myśli. Tłumaczymy to na „własny język”, tym samym na podstawie ducha obiektywnego wytwarzamy nowego ducha subiektywnego. W ten sposób ponownie nadajemy znaczenie i przetwarzamy to, co wytworzyli inni ludzie. Interpretujemy tak nie tylko dzieła sztuki i teksty, ale również przedmioty, dzięki czemu ponownie nadajemy im znaczenie.

Wartość i znaczenie

Niewątpliwie od XIX wieku zmienił się nasz stosunek do przedmiotów, co ma związek chociażby z ich masową produkcją, szeroką dostępnością i małą trwałością. Żyjemy dłużej niż nasze rzeczy, bynajmniej nie zawsze dlatego, że rzeczy ulegają zniszczeniu, ale dlatego, że stają się bezużyteczne – zastępują je nowe, lepsze modele. Wiąże się z tym wiele problemów natury etycznej, o których Remo Bodei wspomina w swojej publikacji. Czy powinniśmy odrzucić konsumpcjonizm? Czy prowadzi on do „skrajnej banalizacji egzystencji” (s. 94)? Czy można zaakceptować nierównomierny rozdział dóbr na świecie? Czy w czasach masowej produkcji praca straciła swoją godność? Czy dawniej przedmioty były bardziej autentyczne niż teraz? Problemem masowej produkcji i podziału pracy zajmował się w swoich rozważaniach między innymi wspomniany Georg Simmel. Jego zdaniem kiedyś, gdy rzemieślnik wytwarzał jakiś produkt od początku do końca, kształtował go na własny obraz, według własnej osobowości. Przy podziale pracy dochodzi zaś do oderwania produktu od wytwórcy. Przedmiot nie wyraża podmiotu, staje się obiektywny i anonimowy.

Jeszcze bardziej radykalne stanowisko zajmował w tej kwestii Jean Baudrillard. Według niego „Przedmioty jest niczym, kryje się za nim kryje się za nim pustka splątanych ludzkich relacji”8. W Precesji symulakrów Baudrillard wspomina „Nie chodzi już o imitację ani o podwojenie, ani tym bardziej o parodię. Chodzi o podstawienie w miejsce rzeczywistości znaków rzeczywistości”. Rzeczy przestały naśladować rzeczywistość, zaczęły za to tworzyć hiperrealność, która nie odpowiada ani rzeczywistości, ani wyobrażeniu. „Nadeszły czasy, że mapa poprzedza terytorium” – stwierdza autor. Rzeczy stały się symulakrami. Symulować zaś, jak twierdzi sam autor, oznacza udawać, że ma się coś, czego tak naprawdę się nie ma. Jest jednak czymś więcej niż udawaniem. Baudrillard przywołuje definicję: „Ktoś, kto udaje chorobę, po prostu kładzie się do łóżka i przekonuje, że jest chory. Ktoś, kto symuluje chorobę, wywołuje u siebie pewne jej objawy”. Symulakry mają więc ukrywać to, że tak naprawdę rzeczy nie istnieją, a rzeczywistość straciła swoją realność, jednocześnie zaś tworzą nadrzeczywistość. Dobrym przykładem są tu ikonoklaści, którzy uparcie niszczyli wizerunki Boga nie dlatego, że ich zdaniem fałszowały one ideę Boga, ale dlatego, że przeczuwali, iż obrazy te w rzeczywistości nie przedstawiają niczego, a Bóg tak naprawdę nigdy nie istniał, był jedynie własnym wizerunkiem. Remo Bodei zajmuje w tej kwestii znacznie mniej skrajne stanowisko. Stwierdza, że wartość wymienna i użytkowa przedmiotów częściowo została zamieniona na wartość symboliczną, stały się one symbolami statusu społecznego. Jest to jednak dalekie od poglądu, jakoby rzeczy tak naprawdę nie istniały.

Często również można spotkać się z poglądem, że niegdyś rzeczy był bardziej autentyczne niż teraz. Masowa produkcja i łatwa dostępność sprawiły, że przedmioty straciły swoją wartość, stały się łatwo wymienialne, w każdej chwili można je zastąpić innymi. Rilke w liście do Witolda Hulewicza z 1925 roku pisał:

Jeszcze dla naszych dziadków „dom”, „studnia”, znajoma wieża, nawet ich własna suknia, ich płaszcz: znaczyły nieskończenie więcej, były im nieskończenie bliższe; prawie każdy przedmiot był naczyniem, w którym znajdowali i w którym dalej gromadzili to, co ludzkie. Obecnie napływają z Ameryki puste, obojętne przedmioty, przedmioty pozorne, atrapy życia… […] Jesteśmy być może ostatnimi, którzy jeszcze takich [autentycznych – A.M.] przedmiotów doświadczyli. Spoczywa na nas odpowiedzialność za to, by zachować nie tylko wspomnienie o nich, […] ale by podtrzymać ich wartość ludzką i laryczną9.

Czy jednak przedmiot unikatowy, wytworzony w jednym egzemplarzu koniecznie musi mieć większą wartość niż przedmiot będący jednym z tysięcy jednakowych egzemplarzy wyprodukowanych w fabryce? Zapewne z rzeczą unikatową, wytworzoną tylko dla nas łatwiej się związać emocjonalnie, niemniej jednak to my sami ostatecznie decydujemy o tym, który przedmiot obdarzymy uczuciem, nadając mu jednocześnie wartość emocjonalną.

Wieczność i życie

Jednym ze środków przywrócenia rzeczom ich znaczenia, a także zwrócenia im ich wartości, jest zdaniem autora sztuka. W sztuce nie mamy do czynienia z rozwojem sensu w jednym konkretnym kierunku, jak chociażby w matematyce czy logice, ale z rozgałęziającą się siecią znaczeń, podobnie jak w przypadku analizowania rzeczy. Artysta widzi rzeczy dokładniej i głębiej niż inni ludzie. Tym samym dzieło sztuki odsłania sensy rzeczy niezawarte w ich wartości użytkowej i wymiennej, pozwala nam dostrzec „rzeczy same”.

Sztuka może przemieniać przedmioty w rzeczy, co jest najlepiej widoczne na przykładzie martwej natury. W języku angielskim i niemieckim martwą naturę określa się jako still life i Stilleben, co oznacza „życie nieme” lub „życie nieruchome”, ale jednak zawsze życie, coś, co ma swoją własną autonomię. Na obrazach przedmioty często są wyrwane ze zwykłego otoczenia, dzięki czemu możemy na nie patrzeć z wyjątkowej perspektywy. Są one pozbawione swojej funkcjonalności, nie służą celom, do których zostały stworzone, za to uwydatnione zostają ich głębsze znaczenia. Rzecz umieszczoną na obrazie kontemplujemy dla niej samej. Tym samym przedstawiony na płótnie przedmiot przemienia się w rzecz.

Termin stilleven, oznaczający właśnie nieruchomą bądź niemą naturę, powstał w Holandii i to tam właśnie martwa natura przeżyła bujny rozkwit. Dominujący w tym kraju kalwinizm zabraniał umieszczania jakichkolwiek obrazów wewnątrz świątyń, dlatego też nastąpiło przejście od malarstwa religijnego do nieco bardziej przyziemnego tworzenia obrazów przeznaczonych do ozdabiania wnętrz domostw.

Zdaniem Remo Bodei martwa natura chwyta tradycyjny sens słowa „wieczność”, pochodzący od Plotyna, a w pełni zdefiniowany przez Boecjusza. Tak pojmowana wieczność nie ma nic wspólnego z jakimś niewyobrażalnie długim czasem, oznacza zaś „nieograniczone i całe naraz posiadanie życia”. Na martwych naturach rzeczy są przedstawiane w toppunt – momencie największej doskonałości i najpełniejszej dojrzałości, po której nieuchronnie następuje rozkład. Uchwycenie tego punktu doskonałości i zatrzymanie go na zawsze jest niczym innym jak ową doskonałą pełnią życia, wiecznością.

Kolejną drogą do uratowania rzeczy przed utratą znaczenia jest droga filozofii. Każda rzecz, jeśli tylko poświęcimy jej uwagę, zostaje wydobyta z izolacji i złączona z całą naturą, albo też panteistycznie rozumianym Bogiem. Według Spinozy dzięki poznawaniu i rozumieniu konkretnych rzeczy możemy lepiej zrozumieć otaczający nas świat. Każda rzecz, tak samo jak każdy człowiek, ma swój udział w rzeczywistości.

Co mogą nam powiedzieć rzeczy

Na koniec warto zapytać, czego mogą nas nauczyć rzeczy i co mogą nam powiedzieć. Z pewnością pokazują, że nie jesteśmy całkowicie autonomiczni i niezależni od świata zewnętrznego. Skłaniają nas do porzucenia antropocentryzmu i uważniejszego spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość. Rzeczy niewątpliwie posiadają aurę – jednocześnie są stale blisko nas, „pod ręką”; z drugiej zaś strony nie pozwalają się całkowicie zawłaszczyć i zachowują ową niewyrażalną „nadwyżkę znaczenia”. Rozumienie rzeczy może nam pomóc w lepszym zrozumieniu świata, łączą się w nich bowiem kultura z naturą, jednostka ze społeczeństwem.

Aby mówić o rzeczach i zrozumieć je, musimy najpierw, jakkolwiek dziwacznie by to nie brzmiało, uczynić je rzeczami – skierować na nie swoją uwagę i poświęcić im swoje myśli. Zwrócenie uwagi na przedmiot musi się łączyć z zerwaniem z oczywistością, niejako musimy odciąć się od tego, jak zazwyczaj go postrzegamy. Wtedy dopiero możemy dostrzec sieć znaczeń i zależności, w której znajduje się dana rzecz. Sieć ta łączy ją z naturą, kulturą, religią, społeczeństwem, a także pojedynczymi jednostkami. To rzecz wyznacza nam ścieżkę, którą podążamy, bierze więc aktywny udział w naszym procesie poznawani jej. Podążając za rzeczą, musimy potraktować ją jak podmiot. Warto więc zauważyć, że gdy przedmiot staje się rzeczą, jednocześnie zyskuje podmiotowość.

Niewątpliwie w czasach masowej produkcji nasz stosunek do rzeczy uległ znacznej zmianie. Z jednej strony mamy do czynienia z zalewem tanich, powszechnie dostępnych towarów, które są łatwo zastępowalne. Szybko zamieniamy je na inne, nowsze odpowiedniki. Z drugiej strony niektóre przedmioty stały się wyznacznikami statusu społecznego. Często możemy się spotkać z twierdzeniem, że w dzisiejszych czasach jesteśmy oceniani na podstawie tego, co posiadamy – przedmioty stały się ważniejsze od ludzi. Jest to niewątpliwie paradoks: z jednej strony przedmioty są coraz tańsze, powszechniejsze, łatwiej dostępne i zastępowalne. Z drugiej strony do posiadania ich przywiązujemy coraz większą wagę. Nie chodzi tu jednak o przywiązanie do konkretnego przedmiotu, ale do posiadania w ogóle. Przedmiot ulega symbolizacji i zostaje sprowadzony do wyznacznika statusu społecznego. Sposobu na uratowanie rzeczy Bodei upatruje w sztuce i filozofii. Chociażby martwa natura, która przedstawia przedmioty w odmiennym od codziennego otoczeniu, pozwala nam zwrócić się ku nim samym, zapomnieć o ich wartości użytkowej, na której zazwyczaj się skupiamy i do której często ograniczamy nasze postrzeganie przedmiotu.

Na koniec najważniejsze pytanie: czy możemy powiedzieć, że rzeczy żyją? Tytuł książki pokazuje jasno, że autor nie ma w tej kwestii wątpliwości. Remo Bodei odpowiada jednak wprost dopiero na jednej z ostatnich stron swojej książki i dopiero wówczas tłumaczy, czym owo „życie rzeczy” właściwie jest. Wyjaśnia: „Rzeczy żyją, o ile potrafimy wypracować semiotykę analogiczną do tej stosowanej w medycynie i nadać jej charakter spontaniczny, słowem, o ile potrafimy rozpoznawać w rzeczy, na której nam zależy, jej historię związaną z człowiekiem oraz jej pochodzenie związane z naturą” (s. 160). Niewątpliwie życie rzeczy nie jest życiem w znaczeniu biologicznym, jest przenośnią. Patrząc jednak na rozważania zawartych w dziele Bodei, można odnieść wrażenie, że przenośnia ta jest nieco przesadzona. Niemalże cała książka poświęcona jest statusowi rzeczy w kulturze, a także stosunkowi człowieka do rzeczy, natomiast uzasadnienie poważnej tezy filozoficznej mówiącej, że „rzeczy żyją”, znajduje się dopiero w ostatnim rozdziale i jest nie do końca jasno sformułowane. Autor stwierdza:

[…] rzeczy żyją, w określonych warunkach, mianowicie wtedy, gdy pozwalamy im istnieć obok nas i wraz z nami i nie chcemy ich wchłaniać; gdy wiążemy nasze życie z życiem innych; gdy za pośrednictwem innych ludzi otwieramy się na świat, by ten rozlał się w nas, i gdy sami rozlewamy się w nim, by nadać mu więcej sensu i dopasować do ideałów, godnych dyskusji i zainteresowania ogółu; gdy kultywujemy postawę zdolną pokonać przeciwieństwo między zamkniętą, odnoszącą się do samej siebie wewnętrznością a nieprzeniknioną zewnętrznością z drugiej ręki; gdy […] rezygnujemy z relacji z rzeczami zasadzającej się na posiadaniu, kumulacji i rozporządzaniu. (s. 162)

Możliwe, że Remo Bodei postawił w swojej pracy zbyt ambitne zadanie. O życiu rzeczy jest w dużej mierze erudycyjnym esejem, obejmującym zagadnienia z dziedzin takich jak filozofia, literatura, sztuka. Wydaje się, że dopiero w ostatnim rozdziale autor przypomina sobie o tezie zawartej w tytule, przez co powstaje niewątpliwy rozdźwięk między tym, czego moglibyśmy oczekiwać od jego książki, a tym, co faktycznie od niej otrzymujemy. Bodei wzywa nas, abyśmy zmienili stosunek do rzeczy, ale nie dokonuje żadnej rewolucji. Z pewnością jego praca prezentowałaby się znacznie lepiej w dziale „kulturoznawstwo” niż „filozofia”.

Jednak nawet jeśli uznamy tezę o „życiu rzeczy” za zbyt śmiałą, możemy na pewno zgodzić się, że rzeczy mówią, gdy tylko uważnie ich posłuchamy, gdy im na to pozwolimy i uchwycimy ich osobistą historię. Żeby zaś tę historię poznać, musimy przezwyciężyć chęć całkowitego ich podporządkowania i wychylić się poza to, co jest nam dobrze znane. Dopiero wtedy rzeczy przemówią i opowiedzą nam swoje dzieje, będące zarazem historią nas samych, jak i historią całego świata.