Tag

Platon

Po śmierci Buddy jeszcze przez stulecia pokazywano jego cień w jaskini
– olbrzymi, przerażający zgrozą cień. Bóg umarł; ale ludzie są, jacy są,
i może jeszcze przez tysiąclecia w rozmaitych jaskiniach
będą nam pokazywali jego cień. Cóż,
musimy pokonać jeszcze jego cień!
– F. Nietzsche, Wiedza radosna

Być może nie da się uchwycić specyfiki myśli współczesnej, bez zrozumienia jej krytycznego stosunku do szeroko rozumianego platonizmu. Za hasłami przezwyciężenia metafizyki (Heidegger), krytyki logocentryzmu (Derrida), poszukiwania immanencji (Deleuze), odrzucenia powszechników (Foucault) i wieloma innymi kryje się koniec końców bardzo podobny gest teoretyczny. Gest mający za sobą długie1 i złożone dzieje, których punktem węzłowym stały się pisma Friedricha Nietzschego. I to właśnie Nietzscheańskiej krytyce chciałbym przyjrzeć się w niniejszym tekście2.

Druga książka Rafała Ilnickiego – Filozofia i science fiction1 – nie jest książką naukową; co więcej, nie jest też dziełem stricte filozoficznym, a tym bardziej powieścią science fiction. Jest to raczej zapis eksperymentu dokonanego na pograniczu krytyki kultury (jak zresztą autor definiuje filozofię) oraz poetyki fantastycznonaukowej. Polega on na zetknięciu ze sobą wybranych pojęć i obrazów, zawartych w obu tytułowych dziedzinach. Jego przebieg natomiast rządzi się nie tyle logicznymi seriami wynikania czy uzasadniania, lecz raczej intertekstualnych skojarzeń. Przebiegają one przez krzyżujące się ze sobą płaszczyzny pojęciowe, dając w rezultacie mapę obszaru, który może zainteresować zarówno filozofów, jak i refleksyjnych praktyków i teoretyków science fiction.

W „Machinie Myśli” często poruszamy zagadnienie techniki. Nie bez znaczenia jest to, że pierwsza zorganizowana przez nas konferencja była poświęcona właśnie jemu. Sądzę, że warto byłoby – dla lepszego zrozumienia tego terminu – przyjrzeć się jego źródłosłowowi, w którym niewątpliwie pojawia się greckie pojęcie τέχνη (technê)1. Dzisiejsze znaczenie słowa „technika” wydaje się bowiem być dość wąskie; według Słownika Języka Polskiego jest to bowiem:

i. «wiedza na temat praktycznego wykorzystania osiągnięć nauki w przemyśle, transporcie, medycynieitp.; też: praktyczne wykorzystanie tej wiedzy»
ii. «metoda»
iii. «wyuczona i wyćwiczona umiejętność wykonywania jakichś czynności»
(Źródło: http://sjp.pwn.pl/sjp/technika;2577685.html)

Technika, zwłaszcza w pierwszym z wymienionych znaczeń, wydaje się być czymś konkretnym i osadzonym w praktyce społecznej. W związku z tym wydaje się, że część roszczeń tzw. filozofów techniki jest nieuprawniona – przedmiot ich namysłu bowiem sytuuje się na specyficznym terytorium: pomiędzy nauką a produkcją. Szersze rozumienie pojęcia techniki oferują dwa pozostałe jej znaczenia – które w znacznej mierze odsyłają do starogreckiej techne. Technika w owym mniej skonkretyzowanym sensie jest pojęciem dającym się w większym stopniu deterytorializować poprzez filozofię i dlatego właśnie „filozofia techniki” nie jest po prostu „filozofią inżynierii” – przedmiot jej refleksji jest bowiem znacznie szerszy.

W XIX rozpoczął się proces industrializacji, który doprowadził do mechanizacji (a w XX w. wręcz do automatyzacji)1 zgoła wszystkich procesów wytwórczych. Takim procesem było również pisanie i dlatego też nie dziwi fakt, że około 1870 r. rozpoczęto przemysłową produkcję maszyn do pisania z ruchomą czcionką. Produkt ten nie tylko zmienił podejście do pisania jako takiego, ale także przeobraził strukturę społeczną. Przez „pisanie” mam tutaj na myśli jednak nie tyle proces twórczy (autorzy bowiem częstokroć jeszcze w XX w. pisali przynajmniej pierwowzory swoich dzieł odręcznie), ile raczej przepisywanie, sporządzanie pism okolicznościowych czy stenografię.

Spór dotyczący natury retoryki, liczy sobie niemalże dwa i pół tysiąca lat. Co więcej, nie jest on tak powierzchowny, jak niektórym mogłoby się wydawać. U jego podstaw bowiem, leży problem dużo większej miary, niż samo krasomówstwo. Retoryka, rozumiana na sposób pierwszych sofistów, zajmuje się wzbudzaniem w słuchaczach pewnych przekonań (dowiadujemy się tego z ust samego Gorgiasza w Gorgiaszu Platona). Dla filozofa, a szczególnie dla takiego filozofa, jak Platon, takie postawienie sprawy musiało budzić niepokój. Uczeń Sokratesa szukał przecież mądrości, prawdziwej i pewnej wiedzy (episteme), a nie marnego w ich obliczu przekonania, czy też mniemania (doxa). Sofiści prezentowali sobą wszystko to, czym mędrcy (przynajmniej według Platona) zajmować się nie powinni, a mimo to, za takich mędrców się uważali. Wydaje mi się, że prawdziwy spór o retorykę, czy w tym wypadku (chcąc przedstawić rzecz z nieco innego punktu widzenia), spór o filozofię rozpoczął się dopiero, gdy za sofistę został uznany ich największy antagonista, mistrz Platona – Sokrates.

Wiele platońskich dialogów jest zatytułowanych imieniem interlokutora Sokratesa: Hippiasz, Protagoras, Gorgiasz itd. Dialogi choć nie zawsze, a nawet nie często kończą się jednoznaczną konkluzją, były niewątpliwe formą polemiki czy też walki z filozofią, którą sam Platon uważał za szkodliwą. Nierzadko podkreśla się, że Platon podejmuje obronę zanikającej już w Grecji za jego czasów kultury oralnej, przed rodzącą się i rozwijającą kulturą piśmienniczą. Z jednej strony kultury gdzie każde odczytanie jest żywym i unikalnym aktem, z drugiej kultury gdzie możliwość powtórzenia przekazu sprawia, że mówca może udawać, że posiada pewną wiedzę. Należy jednak pamiętać, choć może się wydawać to paradoksalne, obrona ta zostaje podjęta z pozycji osoby wykształconej na piśmie, będącej posiadaczem imponującej biblioteki. Osoby świadomej nieuchronnej zmiany w mentalności Greków jaką niesie ze sobą pismo.