Tag

ontologia

„Kiedyś nadejdzie, być może, wiek deleuzjański…”

Literatura, materializm historyczny, noologia i ontologia w myśli Gilles’a Deleuze’a

Warszawa, 2-4 czerwca 2017 roku

Począwszy od swoich najwcześniejszych prac Gilles Deleuze nalegał, by nie ujmować myśli jako obrazów. Myślenie nie jest zdjęciem, które robimy rzeczywistości, jakiegoś rodzaju kopią, odbitką czy reprodukcją odwzorowującą jeden zbiór w drugim. Nie naśladuje struktur lub procesów, a raczej przecina je w poprzek i samo jest przez nie przecinane. Zgodnie z deleuzjańską kartografią – która rozwija się w Polsce już od jakiegoś czasu – myślenie tworzy raczej pojmowaną strategicznie mapę niż rozumianą obrazowo kalkę. Słowem, liczy się to, jak mapa jest zrobiona i w jakich punktach łączy się z rzeczywistością.

Gilbert Simondon jest filozofem w Polsce praktycznie nieznanym. Trudno wytłumaczyć ten fakt niedostatkiem czy fragmentarycznością przekładów jego tekstów  z francuskiego. Wprawdzie jego najważniejsze dzieła nie zostały w całości przełożone na angielski, ale istnieją liczne ich wydania w innych językach. Anglojęzyczne środowisko naukowe jednak dostrzegło rolę Simondona, czego dowodzi publikacja kilku opracowań oraz liczne wydania czasopism poświęcone jego myśli. Wywarł znaczący wpływ na popularnych w Polsce autorów, takich jak Bruno Latour lub (często obecny na naszych łamach) Gilles Deleuze. Powinien być zatem przynajmniej do pewnego stopnia obecny w naszym kraju, a tymczasem bardzo trudno odnaleźć go w polskim dyskursie filozoficznym1.

Niniejszy tekst nie sprawi, że ta sytuacja się zmieni. Ma on raczej na celu zaprezentowanie postaci Simondona i krótkiego zarysu jego myśli. Jest to zwięzłe opracowanie, które z jednej strony może pokazać czytelniczce oryginalną i ciekawą koncepcję filozoficzną, a zarazem być narzędziem do dalszych rozważań z zakresu nieanalitycznej („kontynentalnej”) ontologii, tradycji poststrukturalnej bądź filozofii techniki.

Być może należałoby kiedyś stworzyć historię przykładów, jakimi posługują się filozofowie. Stoły i krzesła platoników, gąbki i domy fenomenologów, młotki heideggerystów, czy analityczni i ich „statek Tezeusza”. Czyż nie jest tak, że wybrany przykład niejako narzuca ontologię, a w każdym razie istnieje silne sprzężenie zwrotne 1 miedzy nimi? Platon rozważając różnego rodzaju wyroby rzemieślnicze (do których Grecy zaliczali zarówno sprzęty domowe, jak i dzieła sztuki – zgodnie z szerokim znaczeniem słowa techne) w pewnym sensie musiał stworzyć teorię doskonałych wzorców (Idei), którym pewne rzeczy odpowiadają (są kopiami Idei), pewne zaś nie (są pozorami). A stąd o krok nie tylko do krytyki sztuki, jako dziedziny pozoru, ale również do uznania wszystkich rzeczy (również kamieni, drzew, obłoków na niebie) za swego rodzaju wyroby rzemieślnicze (właśnie to wyraża Platoński mit o Demiurgu). Dla Husserla, z kolei, świat wydaje się być wypełniony nie rękodziełem, lecz wyłącznie przedmiotami (tym, co obecne przede mną); dla „młodego” Heideggera – narzędziami (w Byciu i czasie nawet język jest ujęty przede wszystkim jako narzędzie). Jednak w konsekwencji rzeczywistość zostaje każdorazowo uproszczona, sprowadzona do pewnego rodzaju zbioru rzeczy dostępnych obserwującemu oku. Może najdalej udaje się tu pójść Heideggerowi, gdyż w jego świecie coś się już dzieje, narzędzia są – jak sam powiada – „ażeby…” (coś nimi zrobić). Jednak tuż przed tym, jak ów niemiecki filozof napisał swe najsłynniejsze dzieło, sformułowano przykład jakże odświeżający, jakże pobudzający do myślenia. To rozpuszczająca się w szklance wody kostka cukru, o której Bergson pisze w Ewolucji twórczej – nareszcie ontologia, w której istnieje realny czas! (I to poczucie regresu, którego doznaje się natrafiając później na rozważania o „statku Tezeusza”2).

Przedmowa: Niniejszym chciałbym przedstawić wam pewien cykl artykułów, kierujący się trafnym spostrzeżeniem jednego z moich wykładowców, że „filozofii najpierw należy nauczyć się źle”. Ktoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z tą dziedziną nie jest w stanie, nawet na najlepszym wykładzie, od razu pojąć całej złożoności filozofii np. Arystotelesa, czy Kanta. Ale zarazem jak najszybciej poznać ich musi. Musi o nich słuchać i czytać, choć będzie rozumiał mało; pisać i mówić, chociaż będzie w tym wiele bzdur. Wszystko to po to, by potem znowu słuchać i czytać, pisać i mówić. Znowu i znowu. Filozofia to nie tabliczka mnożenia – nie wystarczy się jej raz na pamięć nauczyć. Filozofia wymaga nieustannego zataczania kół, a jej celem jest: rozumieć.

Przedmowa: Niniejszym chciałbym przedstawić wam pewien cykl artykułów, kierujący się trafnym spostrzeżeniem jednego z moich wykładowców, że „filozofii najpierw należy nauczyć się źle”. Ktoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z tą dziedziną nie jest w stanie, nawet na najlepszym wykładzie, od razu pojąć całej złożoności filozofii np. Arystotelesa, czy Kanta. Ale zarazem jak najszybciej poznać ich musi. Musi o nich słuchać i czytać, choć będzie rozumiał mało; pisać i mówić, chociaż będzie w tym wiele bzdur. Wszystko to po to, by potem znowu słuchać i czytać, pisać i mówić. Znowu i znowu. Filozofia to nie tabliczka mnożenia – nie wystarczy się jej raz na pamięć nauczyć. Filozofia wymaga nieustannego zataczania kół, a jej celem jest: rozumieć.

Przedmowa: Niniejszym chciałbym przedstawić wam pewien cykl artykułów, kierujący się trafnym spostrzeżeniem jednego z moich wykładowców, że „filozofii najpierw należy nauczyć się źle”. Ktoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z tą dziedziną nie jest w stanie, nawet na najlepszym wykładzie, od razu pojąć całej złożoności filozofii Arystotelesa, czy Kanta. Ale zarazem jak najszybciej poznać ich musi. Musi o nich słuchać i czytać, choć będzie rozumiał mało; pisać i mówić, chociaż będzie w tym wiele bzdur. Wszystko to po to, by potem znowu słuchać i czytać, pisać i mówić. Znowu i znowu. Filozofia to nie tabliczka mnożenia – nie wystarczy się jej raz na pamięć nauczyć. Filozofia wymaga nieustannego zataczania kół, a jej celem jest: rozumieć.