Tag

nihilizm

Określenie “Szkoła Kioto”1 po raz pierwszy pojawiło się w druku w roku 1932 w artykule autorstwa Tosaki Jun zatytułowanym The Philosophy of the Kyoto School. Odnosiło się ono głównie do kręgu studentów i wykładowców skupionych wokół Nishidy Kitarō na Uniwersytecie w Kioto podczas jego profesury. Następcami Nishidy byli kolejno Tanabe Hajime i Nishitani Keiji, uważani za czołowych przedstawicieli Szkoły Kioto. Ponadto, wokół Nishidy skupionych było wielu innych myślicieli, których przynależność do tzw. Szkoły Kioto jest kwestionowana.  Przedmiotem jeszcze większej dyskusji jest jednak sam fakt istnienia filozofii japońskiej.

Niniejsze rozważania stanowią próbę prezentacji problemu, który hasłowo można nazwać „renesansem gnozy” w filozofii XX wieku. Mówiąc precyzyjniej, chodzi o renesans pewnej szczególnej formy ontologicznego dualizmu połączonego z antysubstancjalistycznym i antyświatowym nastawieniem, pełniącego rolę egzystencjalnej podstawy nowoczesnych prób przeformułowania pojęcia „rewolucji” w obliczu modernistycznego kryzysu podmiotowości historycznej (nihilizmu). Fenomenowi rzeczonego renesansu przyjrzymy się śledząc wątek myśli Hansa Blumenberga dotyczący Selbstbehauptung – samoosadzenia tudzież samougruntowania się człowieka w świecie. To właśnie pojęcie Selbstbehauptung, które konotuje zarazem asertywność jak i samostanowienie, wyznacza pewną – choćby formalną – więź pomiędzy gnozą a oświeceniem. Stawką jest ugruntowanie autonomii podmiotu w nim samym.

Fryderyk Nietzsche znany jest ze swych bezlitosnych ataków na chrześcijaństwo. Nadanie książce tytułu Antychryst (bądź: Antychrześcijanin) oraz ogłoszenie „śmierci Boga” zdają się mówić same za siebie. Z drugiej strony niektórzy upatrywali w nim apologety, który zajadłą krytyką stara się wskazać prawdziwe źródła wiary. Ateista czy przewrotny krzewiciel wiary? Ani jedno, ani drugie.

Przedmowa: Niniejszym chciałbym przedstawić wam pewien cykl artykułów, kierujący się trafnym spostrzeżeniem jednego z moich wykładowców, że „filozofii najpierw należy nauczyć się źle”. Ktoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z tą dziedziną nie jest w stanie, nawet na najlepszym wykładzie, od razu pojąć całej złożoności filozofii np. Arystotelesa, czy Kanta. Ale zarazem jak najszybciej poznać ich musi. Musi o nich słuchać i czytać, choć będzie rozumiał mało; pisać i mówić, chociaż będzie w tym wiele bzdur. Wszystko to po to, by potem znowu słuchać i czytać, pisać i mówić. Znowu i znowu. Filozofia to nie tabliczka mnożenia – nie wystarczy się jej raz na pamięć nauczyć. Filozofia wymaga nieustannego zataczania kół, a jej celem jest: rozumieć.