Tag

metafizyka

Po śmierci Buddy jeszcze przez stulecia pokazywano jego cień w jaskini
– olbrzymi, przerażający zgrozą cień. Bóg umarł; ale ludzie są, jacy są,
i może jeszcze przez tysiąclecia w rozmaitych jaskiniach
będą nam pokazywali jego cień. Cóż,
musimy pokonać jeszcze jego cień!
– F. Nietzsche, Wiedza radosna

Być może nie da się uchwycić specyfiki myśli współczesnej, bez zrozumienia jej krytycznego stosunku do szeroko rozumianego platonizmu. Za hasłami przezwyciężenia metafizyki (Heidegger), krytyki logocentryzmu (Derrida), poszukiwania immanencji (Deleuze), odrzucenia powszechników (Foucault) i wieloma innymi kryje się koniec końców bardzo podobny gest teoretyczny. Gest mający za sobą długie1 i złożone dzieje, których punktem węzłowym stały się pisma Friedricha Nietzschego. I to właśnie Nietzscheańskiej krytyce chciałbym przyjrzeć się w niniejszym tekście2.

Celem niniejszego tekstu jest zobrazowanie dynamiki zmian w myśleniu oraz sposobu w jaki przekształcenia w poszczególnych dziedzinach pociągają za sobą modyfikacje w innych. Wyjdę od średniowiecznej kosmologii, zaprezentuję popularne w późnych wiekach średnich koncepcje polityczne i antropologiczne. Następnie zajmę się rewolucyjnymi zmianami, które Alexandre Koyre nazywa przejściem od zamkniętego świata do nieskończonego wszechświata. Na koniec przyjrzę się myśli Barucha Spinozy, będącej poniekąd pokłosiem owych zmian.

– Kto i kiedy może zostać zbawiony? –

Próbując poddać krytyce panujący porządek społeczny teoretycy zawsze starali się wskazać pewien cel, do którego społeczność, społeczeństwo czy ludzkość powinna lub przynajmniej może dążyć. Ernst Bloch w Duchu utopii wskazuje, że z punktu widzenia obecnego porządku socjalizm nie tylko nie może zapanować, ale nawet nie możemy pomyśleć, że jest to możliwe. Dlatego też twierdzi, że to, co jest możliwe do pomyślenia jest ograniczone przez obecne warunki. Czasami trzeba żądać niemożliwego, tego w istnienie, czego można tylko wierzyć, na czego spełnienie można mieć nadzieję. To stwierdzenie Blocha, choć może kojarzyć się z chrześcijańską eschatologią (Bloch był w końcu teologiem) ma w sobie pewną nośną treść. Gdy zwykle ktoś podnosi krytyczny głos względem obecnego porządku czy to malkontenckie „kiedyś było lepiej!” czy utopijne „kiedyś będzie lepiej!” odnosi się do jakiegoś horyzontu czasowego odmiennego niż nasz obecny. Niezależnie czy nadejść ma czas: postępu, końca życia na Ziemi, komunizmu, końca historii, czystości rasowej, epoki informacji, epoki amerykańskiej dominacji czy zbawienia samo rozumienie czasu ma głęboko metafizyczny charakter, żaden czas nie jest neutralny.

W dokumencie poświęconym Derridzie pojawia się bardzo wymowny dialog. Zarejestrowany został w domu filozofa. Derrida prowadzi kamerzystę i reżyserkę do pokoju wypełnionego książkami po sam sufit – są wszędzie, dość przytłaczający obrazek. Ekipa rozgląda się z podziwem. Pada klasyczne pytanie: „Czy przeczytałeś te wszystkie książki?”, „Nie, nigdy nie przeczytałem ich wszystkich.”, „Ale przeczytałeś większość z nich?”, „Nie, nie. Trzy… albo cztery. Ale przeczytałem je bardzo, bardzo dokładnie”. Przywołuję tę anegdotę, ponieważ ujawnia się w niej natura filozofii Derridy: ironia, rys osobisty, zadziwiające odpowiedzi i najważniejsze: ścisła, rygorystyczna lektura.

Robotnik Ernsta Jüngera jest dziełem godnym uwagi już nawet z powodów pozamerytorycznych. Zacznijmy od tego najmniej ważnego: od serii wydawniczej. Przyznam szczerze, że nigdy nie podejrzewałem, że będę nabywał dzieła filozoficzne ze względu na serię. Fantastykę czy dzieła popularnonaukowe – jak najbardziej. Ale filozofię? A jednak… Wydawnictwo Naukowe PWN w 2009 roku zaczęło publikować książki w serii Myśleć. Robotnik jest czwartą należącą do niej książką, która pojawiła się na mojej półce. Czwartą przeczytaną. I czwartą, z której jestem naprawdę zadowolony. Seria prezentuje dzieła różnorodne, ciekawe, a do tego pozycje ważne – takie, których dotąd brakowało na rynku polskim. Już choćby to każe zwrócić uwagę na Robotnika.

Przedmowa: Niniejszym chciałbym przedstawić wam pewien cykl artykułów, kierujący się trafnym spostrzeżeniem jednego z moich wykładowców, że „filozofii najpierw należy nauczyć się źle”. Ktoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z tą dziedziną nie jest w stanie, nawet na najlepszym wykładzie, od razu pojąć całej złożoności filozofii np. Arystotelesa, czy Kanta. Ale zarazem jak najszybciej poznać ich musi. Musi o nich słuchać i czytać, choć będzie rozumiał mało; pisać i mówić, chociaż będzie w tym wiele bzdur. Wszystko to po to, by potem znowu słuchać i czytać, pisać i mówić. Znowu i znowu. Filozofia to nie tabliczka mnożenia – nie wystarczy się jej raz na pamięć nauczyć. Filozofia wymaga nieustannego zataczania kół, a jej celem jest: rozumieć.

Przedmowa: Niniejszym chciałbym przedstawić wam pewien cykl artykułów, kierujący się trafnym spostrzeżeniem jednego z moich wykładowców, że „filozofii najpierw należy nauczyć się źle”. Ktoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z tą dziedziną nie jest w stanie, nawet na najlepszym wykładzie, od razu pojąć całej złożoności filozofii Arystotelesa, czy Kanta. Ale zarazem jak najszybciej poznać ich musi. Musi o nich słuchać i czytać, choć będzie rozumiał mało; pisać i mówić, chociaż będzie w tym wiele bzdur. Wszystko to po to, by potem znowu słuchać i czytać, pisać i mówić. Znowu i znowu. Filozofia to nie tabliczka mnożenia – nie wystarczy się jej raz na pamięć nauczyć. Filozofia wymaga nieustannego zataczania kół, a jej celem jest: rozumieć.