Tag

Jakub Dadlez

Czy filozofia ze swej natury jest ponadczasowa? Czy jej teksty zawierają z zasady treści niemieszczące się w ramach epok, nieredukowalne do historycznego momentu ich powstania? „Natura”, „zasada” – to obok „prawdy”, „istoty” i tym podobnych pojęcia-filary tej filozofii, o którą zapytałem. Tej filozofii, konkretnej, czyli europejskiej, z jej tradycjami i instytucjami. Zauważmy, że wraz z owym ukonkretnieniem powyższe pytania radykalnie zmieniają charakter: z oczekiwań na jednoznaczną odpowiedź stały się paradoksami. Oto ja, Europejczyk zgłębiający wielowiekową spuściznę myślicieli tego zachodnioazjatyckiego przylądka, zadaję filozofii – określonej geograficznie, czasowo i instytucjonalnie formacji wiedzy – pytanie o jej status, korzystając z jej własnego dorobku. Wikłam się w dyskurs uniwersalności, który europejska filozofia od dawna pielęgnuje, którego jest stolicą i którego cywilizacyjny kapitał wciąż gromadzi, by wysunąć jakby z jego marginesów wątpliwość: czy on sam spełnia własne oczekiwania. A więc może lepiej spytać inaczej: jak odpowiadać na tę antynomię myślenia? Jak brać odpowiedzialność za siebie, a tym samym za to, co inne we mnie, za innego, z którym relacja daje poczucie bycia jakimś sobą? Spadkobiercy pewnej metafizyki przekonani co do własnej tożsamości – jak mamy utrzymywać pamięć o niej, by nie zdradzać obowiązku odpowiedzialnego podejmowania nowych decyzji wobec obcych, nadchodzących z różnych stron świata, jak i samych siebie jako wciąż zmiennych?

Machina Myśli: Chcielibyśmy zacząć od bardzo ogólnego pytania o psychoanalizę. Sytuacja koncepcji Freuda i jego następców wydaje się w Polsce słaba. Chodzi nie tylko o kierunki psychologiczne, na których dominuje perspektywa wyrastająca z amerykańskiego behawioryzmu. Studenci, absolwenci i wykładowcy takich studiów uważają, że psychoanaliza jest szarlatanerią o zerowej skuteczności leczenia. Z drugiej strony w „powszechnej świadomości” psychoanaliza sprowadza się albo do kosztownego leżenia na kozetce i gadania, albo do doszukiwania się we wszystkim podtekstu seksualnego – najczęściej kazirodczego lub perwersyjnego. Jest Pan kulturoznawcą i zajmuje się Freudowskim dziedzictwem od strony teoretycznej, ale zarazem jest Pan praktykującym, wyszkolonym psychoterapeutą. Z tym większą ciekawością chcielibyśmy spytać: czym jest dla Pana psychoanaliza?

Obcy, inny – bez wielkiej przesady można powiedzieć, że kategorie te należą do najważniejszych w myśli współczesnej. W związku z wieloaspektowym kryzysem teraźniejszości: globalnego kapitalizmu, demokratycznego ustroju i jego ideałów, klimatycznym, a wreszcie migracyjnym (zwłaszcza w perspektywie Europy i Bliskiego Wschodu), obcy czy inny zaczął towarzyszyć nam – zasiedziałym i przyzwyczajonym do małego kręgu Zachodu, jego dobrobytu i bezpieczeństwa – każdego dnia. Dosłownie i w przenośni przekroczył on próg naszych domów, których byliśmy właścicielami, a przynajmniej administratorami, które zatem uznawaliśmy jako właśnie nasze. Rzesze uchodźców i imigrantów zarobkowych doświadczają dziś na własnej skórze reakcji zachodnich społeczeństw, ich lęków, niemal zawsze podszytych ksenofobią czy – coraz jawniej – rasizmem. Oczywiście negatywny stosunek do innych, przyjezdnych i nie stąd, nie jest szczególną cechą Zachodu, czy konkretniej Europy; wrogość wobec obcego kumuluje się wszędzie i zapewne od zawsze. Od chwili symbolicznego wytyczenia linii granicznej przez roussowskiego jeszcze-nie-człowieka, który zaznaczył tym samym: „To moje, to ja – daj mi spokój na mojej ziemi. Odtąd jesteś tu, u mnie, obcy”.

[Od Redakcji: Poniżej przedstawiamy tłumaczenie transkrypcji wykładu, który Gilles Deleuze wygłosił 15 lutego 1977 roku na Uniwersytecie Vincennes Saint-Denis (Paris VIII). Oryginalny tekst pochodzi ze strony www.webdeleuze.com i został przygotowany przez Richarda Pinhasa, któremu uprzejmie dziękujemy za zgodę na wykorzystanie tego materiału.

Wykład należy do cyklu poświęconego studiom przygotowawczym do napisania drugiego tomu Kapitalizmu i schizofrenii. Z uwagi na nawiązania do poprzednich spotkań (niestety niezarejestrowanych przez Pinhasa) treść pierwszych akapitów może być szczególnie niejasna dla czytelników nieoswojonych z myślą Deleuze’a. Sytuacja klaruje się jednak wraz z kolejnymi wprowadzanymi przez filozofa przykładami i dystynkcjami pojęciowymi. Materiał ten powtarza, ale przede wszystkim rozszerza i uszczegóławia niektóre kwestie omówione później przez Deleuze’a i Guattariego w Tysiącu plateau.

Z uwagi na prośbę Richarda Pinhasa tłumaczenie to nie może być przedrukowywane w innych miejscach (w szczególności wymagających płatnego dostępu)].

– Wiara dekonstrukcjonisty –

Ponad 10 lat po śmierci Jacques’a Derridy zyskuje on w Polsce na popularności. Wiąże się to z dostrzeżeniem społeczno-politycznego wymiaru jego twórczości, zwłaszcza z późniejszego okresu. Za dowód może służyć właśnie wydane tłumaczenie książki z 2001 roku – Uniwersytet bezwarunkowy. Jest to zapis wykładu z 1998 roku, wygłoszonego w ramach cyklu „Presidential Lectures” na Uniwersytecie Stanforda w Kalifornii. Organizatorzy poprosili Derridę o podjęcie tematu sztuki i nauk humanistycznych na uniwersytecie przyszłości. Twórca dekonstrukcji w charakterystyczny dla siebie sposób uzupełnił tę problematykę o pozornie odległe wątki. Jak zwykle też zmusił słuchacza, a później czytelnika do wykonania niemałej pracy, by podążać za jego rozumowaniem bez poczucia zagubienia.

Myśl zwana ponowoczesną kojarzy się z podważaniem autorytetów i tradycji. Przekonanie to nie jest jednak do końca słuszne. Według jej zwolenników nigdy nie dochodzi do biernej recepcji tego, co powiedziane lub zapisane, w jego źródłowej formie i znaczeniu, bez żadnych zmian oryginału, w związku z czym sens danego tekstu nie istnieje już w pełni. Ale mimo to myślenie kształtuje się zawsze w odniesieniu do dawnych przekazów. Podobnie nasze poznawanie rzeczywistości opiera się na pewnym odziedziczonym sposobie rozumienia, który jednak nie jest taki sam, jak w niedostępnej już chwili powstania. Obecność tego, co przekazywane, okazuje się tym samym nieobecnością. Ten paradoksalny stan Jacques Derrida (1930–2004) określał metaforycznie mianem widma.