Tag

Jacques Lacan

Machina Myśli: Chcielibyśmy zacząć od bardzo ogólnego pytania o psychoanalizę. Sytuacja koncepcji Freuda i jego następców wydaje się w Polsce słaba. Chodzi nie tylko o kierunki psychologiczne, na których dominuje perspektywa wyrastająca z amerykańskiego behawioryzmu. Studenci, absolwenci i wykładowcy takich studiów uważają, że psychoanaliza jest szarlatanerią o zerowej skuteczności leczenia. Z drugiej strony w „powszechnej świadomości” psychoanaliza sprowadza się albo do kosztownego leżenia na kozetce i gadania, albo do doszukiwania się we wszystkim podtekstu seksualnego – najczęściej kazirodczego lub perwersyjnego. Jest Pan kulturoznawcą i zajmuje się Freudowskim dziedzictwem od strony teoretycznej, ale zarazem jest Pan praktykującym, wyszkolonym psychoterapeutą. Z tym większą ciekawością chcielibyśmy spytać: czym jest dla Pana psychoanaliza?

Machina Myśli: Chcielibyśmy zacząć od bardzo ogólnego pytania o psychoanalizę. Sytuacja koncepcji Freuda i jego następców jest w Polsce bardzo słaba. Chodzi nie tylko o kierunki psychologiczne, na których dominuje perspektywa wyrastająca z amerykańskiego behawioryzmu. Studenci, absolwenci i wykładowcy takich studiów uważają, że psychoanaliza jest szarlatanerią o zerowej skuteczności leczenia. Z drugiej strony w „powszechnej świadomości” psychoanaliza sprowadza się albo do kosztownego leżenia na kozetce i gadania, albo do doszukiwania się we wszystkim podtekstu seksualnego – najczęściej kazirodczego lub perwersyjnego. Ty sam nie posiadasz wykształcenia psychologicznego, ale filozoficzne, i z takiej perspektywy zajmujesz się psychoanalizą. Czy mógłbyś nam powiedzieć, czym jest ona dla Ciebie?

Galaretowata, obślizgła lamella, coś co jest w nieustannym ruchu, nie ma określonej lokalizacji, początku ani końca, ani swojego centrum. Obcy, który czai się wszędzie i nigdzie, za każdym razem kiedy odetniemy jedną jego część, on rozwija się z przeciwnej strony, ze zdwojoną siłą. To wyobrażeniowe przedstawienia naszych lęków wobec czegoś, czego nie potrafimy zdefiniować i nadać temu określonego znaczenia, czegoś, czego nie jesteśmy w stanie umieścić w dostępnych nam schematach pojęciowych ani nawet porównać z niczym, co dotychczas znane.

Pełny tytuł tej książeczki to Mit indywidualny neurotyka albo Poezja i prawda w nerwicy, wydana przez PWN w serii Paradoksy zawiera trzy teksty i dwa krótkie, wprowadzające w kontekst komentarze Jacques-Alaina Millera. Nie ma wątpliwości, że to pierwszy w kolejności tekst – od którego całość wzięła tytuł – jest tu najważniejszy. Pojęcie mitu indywidualnego Lacan zaczerpnął z wydanego po raz pierwszy w 1949 roku eseju Levi-Straussa, włączonego następnie do Antropologii strukturalnej, pt. Sprawczość symboliczna.

Gdy poproszono mnie o napisanie tego tekstu początkowo chciałem wyłożyć Lacana bez Freuda. Wszak takiego przyjaciela, jakim dla Freuda okazał się Lacan, nie życzyłbym nikomu. Tyleż go komentuje, co krytykuje, cytując tylko po to, by obśmiać. Po co eskalować konflikt, umieszczając dwóch razem? W wypowiedziach Lacana Freud jawi się jak pocieszny idiota z innej epoki, któremu wydawało się, że coś ważnego w duszy ludzkiej odczytał, naprawdę jednak wie niewiele, a może i nie wie niczego. Początkowe lata nauczania Lacana, przebiegające pod hasłem „powrotu do Freuda” mają więcej wspólnego z ojcobójstwem niż przyjmowaniem nauki. Lacan miał tę specyficzną cechę charakteru, iż inspirować mógł się tylko, gdy pluł, jakby nie mogąc znieść, że przyjmie coś od kogoś, że ktoś mu coś da. Cóż, pomyśleć można, że tyle chociaż jest między nimi zgody, że analiza to spotkanie dwóch ludzi przy zamkniętych drzwiach – nic z tego! I w to miejsce Freud też zostaje kopnięty wraz z drzwiami, które Lacan regularnie pozostawiać będzie uchylone być może niewiele, ale na tyle, by oczekujący słyszeli, a korzystający z usługi Mistrza wiedzieli, że są słyszani. Po Freudzie nie został choćby jeden kamień, zmiotło nawet mogiłę.

Paweł Dybel opowiedział kiedyś taką anegdotę. „Skąd się wziął egzystencjalizm Sartre`a? Otóż żona Husserla, Malwina, miała kochanka w cygańskiej orkiestrze. I spotykali się w takiej kawiarni cygańskiej, w której przez jakiś czas wyznawali sobie uczucia. No, a kiedy to się już wypaliło, to z nudów Malwina zaczynała opowiadać temu kochankowi, co mąż opowiada na temat fenomenologii. A więc: ja transcendentalne, redukcja fenomenologiczna itd., itd. Muzyka pięknie grała, a obok siadywał Jean Paul Sartre, z notesem, i sobie zapisywał to, co tamta Malwina opowiadała, piąte przez dziesiąte, na temat fenomenologii Husserla. I to jest genealogia „L`etre et le neant” (Lekcje Lacana. Klinika, społeczeństwo, filozofia). Tak właśnie ma się rzecz z dużą częścią filozofii francuskiej, szczególnie z pewnym fragmentem jej historii – z filozofią pragnienia, której wydany w roku 1972 L’anti-Œdipe Deleuze`a i Guattariego stanowi jedną z późnych części. Francuska filozofia pragnienia, o czym poucza nas ta anegdota, wzięła się ze specyficznej interpretacji filozofii niemieckiej.