Tag

Jacques Derrida

Nasza szkoła letnia zaczyna nabierać kształtów! Z wielką przyjemnością ogłaszamy wstępną wersję harmonogramu. Przypominamy: Iława, 29 lipca – 3 sierpnia, chętne osoby zapraszamy do zgłaszania się na nasz adres mailowy machinamysli@gmail.com do dnia 14 maja (15 maja dokonujemy rezerwacji, w związku z czym zgłoszenia po terminie nie zostaną uwzględnione), koszt – 580 zł (w tym 200 zł kaucji).

Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy,

zwracamy się do Was z propozycją wspólnego spędzenia kilku wakacyjnych dni. Postanowiliśmy zorganizować szkołę letnią, której celem będzie wprowadzenie do problematyki filozofii współczesnej. Odbędzie się ona w dniach 29 lipca – 2 sierpnia, w pięknej, otoczonej lasami i jeziorami Iławie (woj. warmińsko-mazurskie). Planujemy dla was zarówno intensywny kurs teoretyczny, jak i nieco aktywności ruchowej oraz wypadów w teren.

Obcy, inny – bez wielkiej przesady można powiedzieć, że kategorie te należą do najważniejszych w myśli współczesnej. W związku z wieloaspektowym kryzysem teraźniejszości: globalnego kapitalizmu, demokratycznego ustroju i jego ideałów, klimatycznym, a wreszcie migracyjnym (zwłaszcza w perspektywie Europy i Bliskiego Wschodu), obcy czy inny zaczął towarzyszyć nam – zasiedziałym i przyzwyczajonym do małego kręgu Zachodu, jego dobrobytu i bezpieczeństwa – każdego dnia. Dosłownie i w przenośni przekroczył on próg naszych domów, których byliśmy właścicielami, a przynajmniej administratorami, które zatem uznawaliśmy jako właśnie nasze. Rzesze uchodźców i imigrantów zarobkowych doświadczają dziś na własnej skórze reakcji zachodnich społeczeństw, ich lęków, niemal zawsze podszytych ksenofobią czy – coraz jawniej – rasizmem. Oczywiście negatywny stosunek do innych, przyjezdnych i nie stąd, nie jest szczególną cechą Zachodu, czy konkretniej Europy; wrogość wobec obcego kumuluje się wszędzie i zapewne od zawsze. Od chwili symbolicznego wytyczenia linii granicznej przez roussowskiego jeszcze-nie-człowieka, który zaznaczył tym samym: „To moje, to ja – daj mi spokój na mojej ziemi. Odtąd jesteś tu, u mnie, obcy”.

– Wiara dekonstrukcjonisty –

Ponad 10 lat po śmierci Jacques’a Derridy zyskuje on w Polsce na popularności. Wiąże się to z dostrzeżeniem społeczno-politycznego wymiaru jego twórczości, zwłaszcza z późniejszego okresu. Za dowód może służyć właśnie wydane tłumaczenie książki z 2001 roku – Uniwersytet bezwarunkowy. Jest to zapis wykładu z 1998 roku, wygłoszonego w ramach cyklu „Presidential Lectures” na Uniwersytecie Stanforda w Kalifornii. Organizatorzy poprosili Derridę o podjęcie tematu sztuki i nauk humanistycznych na uniwersytecie przyszłości. Twórca dekonstrukcji w charakterystyczny dla siebie sposób uzupełnił tę problematykę o pozornie odległe wątki. Jak zwykle też zmusił słuchacza, a później czytelnika do wykonania niemałej pracy, by podążać za jego rozumowaniem bez poczucia zagubienia.

Myśl zwana ponowoczesną kojarzy się z podważaniem autorytetów i tradycji. Przekonanie to nie jest jednak do końca słuszne. Według jej zwolenników nigdy nie dochodzi do biernej recepcji tego, co powiedziane lub zapisane, w jego źródłowej formie i znaczeniu, bez żadnych zmian oryginału, w związku z czym sens danego tekstu nie istnieje już w pełni. Ale mimo to myślenie kształtuje się zawsze w odniesieniu do dawnych przekazów. Podobnie nasze poznawanie rzeczywistości opiera się na pewnym odziedziczonym sposobie rozumienia, który jednak nie jest taki sam, jak w niedostępnej już chwili powstania. Obecność tego, co przekazywane, okazuje się tym samym nieobecnością. Ten paradoksalny stan Jacques Derrida (1930–2004) określał metaforycznie mianem widma.

W XIX rozpoczął się proces industrializacji, który doprowadził do mechanizacji (a w XX w. wręcz do automatyzacji)1 zgoła wszystkich procesów wytwórczych. Takim procesem było również pisanie i dlatego też nie dziwi fakt, że około 1870 r. rozpoczęto przemysłową produkcję maszyn do pisania z ruchomą czcionką. Produkt ten nie tylko zmienił podejście do pisania jako takiego, ale także przeobraził strukturę społeczną. Przez „pisanie” mam tutaj na myśli jednak nie tyle proces twórczy (autorzy bowiem częstokroć jeszcze w XX w. pisali przynajmniej pierwowzory swoich dzieł odręcznie), ile raczej przepisywanie, sporządzanie pism okolicznościowych czy stenografię.