Tag

inność

Czy filozofia ze swej natury jest ponadczasowa? Czy jej teksty zawierają z zasady treści niemieszczące się w ramach epok, nieredukowalne do historycznego momentu ich powstania? „Natura”, „zasada” – to obok „prawdy”, „istoty” i tym podobnych pojęcia-filary tej filozofii, o którą zapytałem. Tej filozofii, konkretnej, czyli europejskiej, z jej tradycjami i instytucjami. Zauważmy, że wraz z owym ukonkretnieniem powyższe pytania radykalnie zmieniają charakter: z oczekiwań na jednoznaczną odpowiedź stały się paradoksami. Oto ja, Europejczyk zgłębiający wielowiekową spuściznę myślicieli tego zachodnioazjatyckiego przylądka, zadaję filozofii – określonej geograficznie, czasowo i instytucjonalnie formacji wiedzy – pytanie o jej status, korzystając z jej własnego dorobku. Wikłam się w dyskurs uniwersalności, który europejska filozofia od dawna pielęgnuje, którego jest stolicą i którego cywilizacyjny kapitał wciąż gromadzi, by wysunąć jakby z jego marginesów wątpliwość: czy on sam spełnia własne oczekiwania. A więc może lepiej spytać inaczej: jak odpowiadać na tę antynomię myślenia? Jak brać odpowiedzialność za siebie, a tym samym za to, co inne we mnie, za innego, z którym relacja daje poczucie bycia jakimś sobą? Spadkobiercy pewnej metafizyki przekonani co do własnej tożsamości – jak mamy utrzymywać pamięć o niej, by nie zdradzać obowiązku odpowiedzialnego podejmowania nowych decyzji wobec obcych, nadchodzących z różnych stron świata, jak i samych siebie jako wciąż zmiennych?

Obcy, inny – bez wielkiej przesady można powiedzieć, że kategorie te należą do najważniejszych w myśli współczesnej. W związku z wieloaspektowym kryzysem teraźniejszości: globalnego kapitalizmu, demokratycznego ustroju i jego ideałów, klimatycznym, a wreszcie migracyjnym (zwłaszcza w perspektywie Europy i Bliskiego Wschodu), obcy czy inny zaczął towarzyszyć nam – zasiedziałym i przyzwyczajonym do małego kręgu Zachodu, jego dobrobytu i bezpieczeństwa – każdego dnia. Dosłownie i w przenośni przekroczył on próg naszych domów, których byliśmy właścicielami, a przynajmniej administratorami, które zatem uznawaliśmy jako właśnie nasze. Rzesze uchodźców i imigrantów zarobkowych doświadczają dziś na własnej skórze reakcji zachodnich społeczeństw, ich lęków, niemal zawsze podszytych ksenofobią czy – coraz jawniej – rasizmem. Oczywiście negatywny stosunek do innych, przyjezdnych i nie stąd, nie jest szczególną cechą Zachodu, czy konkretniej Europy; wrogość wobec obcego kumuluje się wszędzie i zapewne od zawsze. Od chwili symbolicznego wytyczenia linii granicznej przez roussowskiego jeszcze-nie-człowieka, który zaznaczył tym samym: „To moje, to ja – daj mi spokój na mojej ziemi. Odtąd jesteś tu, u mnie, obcy”.