Tag

genealogia

Przypadek Pochwały przyjaźni Michała Herera jest dosyć specyficzny. Nim książka miała szanse dotrzeć do rąk czytelnika, nadbudował się nad nią już pewien dyskurs. Pierwsza wzmianka – pomijając oczywiście te związane z procedurą konkursową – pojawiła się już trzy dni po ogłoszeniu przez jury zwycięskiego eseju IV edycji Konkursu o Nagrodę im. Barbary Skargi1. Kolejne były wywiady radiowe (TOK FM oraz Dwójka), wywiad udzielony portalowi Rzeczpospolita Wolnomularska2, a nawet dyskusja w Białymstoku o – wciąż niewydanej (sic!) – książce. Co istotne, większość tych wydarzeń miała charakter publicystyczny, popularny, nie zaś akademicki. Gdy książka trafiła do sprzedaży stała za nią już pewna – nie tyle interpretacja, co raczej – perspektywa.

W ramach swoich wykładów w Collège de France w latach 1977-78 i 1978-79, Michel Foucault koncentruje się na opisie historycznych form władzy państwowej i momentu narodzin państwa nowoczesnego jako specyficznego sposobu organizacji praktyk władzy. Jest to o tyle ciekawe, że o ile wcześniej Foucault analizował rozmaite pola działania władzy, instytucja państwa nie występowała w jego tekstach jako centralny aktor. Warto też zauważyć, że ten moment skupienia na mechanizmach i genealogii rządzenia państwem przypada na okres zwrotu w pracy naukowej autora – zaledwie dwa lata wcześniej wydany zostaje pierwszy tom Historii seksualności, trwają prace nad następnymi, a kolejne cykle wykładów poświęcone zostaną kwestiom etycznym związanym z praktykami/technikami siebie. Przyjrzyjmy się więc, w jaki sposób kształtują się konstelacje pojęć proponowanych przez Foucault w celu wyjaśnienia genealogii nowoczesnej państwowości i jakie struktury umożliwiły jej wyłonienie się w historii. Uważam, że kluczowe – dla owego punktu zwrotnego w myśli francuskiego filozofa – są pojęcia bezpieczeństwa, populacji i urządzania.

Ile transcendencji potrzebuje filozofia, aby móc cokolwiek pomyśleć?

Już XVII-wieczni filozofowie – by nie sięgać dalej – nauczyli nas, że rzadko które słowo, przez sam tylko fakt jego używania czy nadużywania, staje się rzeczywistym pojęciem. Wokół takiego słowa może narosnąć cały dyskurs, odrębna wiedza – a jednak nie jest to dostateczna rękojmia jego realności. Teoria utopii zdaje się czasami należeć do takiego właśnie zbioru nauk opartych na kategoriach czysto nominalnych. Zwłaszcza liczne ponadhistoryczne podziały i klasyfikacje, obejmujące zjawiska naprawdę odległe, robią wrażenie jeśli nie dowolnych i powierzchownych, to przynajmniej niedostatecznie wewnętrznie zróżnicowanych, czyli właśnie dokonywanych jedynie z zewnątrz.

„Jesteśmy sobie nieznani, my poznający, my sami samym sobie […].”
– Friedricha Nietzsche, Z genealogii moralności

– WSTĘP –

Swoją historię ma nie tylko filozofia, ma ją również sam filozof. Oczywiście nie chodzi o indywidualną autobiografię autora tego czy innego dzieła. Chodzi o dzieje jakie ma za sobą sam typ – typ filozofa, obok innych typów: kapłana, lekarza, uczonego, wojownika, prawodawcy… O tyle bardziej adekwatne jest tu mówienie nie tyle o historii, co o genealogii. Filozof, jako typ, ma swoje pochodzenie (Herkunft) i swój moment pojawienia się, swoje wyłonienie (Entstehung). Oba te momenty niejako przeciwstawiają się źródłu (Ursprung). To ostatnie jest transhistoryczne, metafizyczne, czy też teologiczne (jak określa je sam Nietzsche w „Przedmowie” do Z genealogii moralności1. Wiara w źródło, to wiara w istniejącą gdzieś (w świecie idei czy umyśle boga) daną od zawsze, niezmienną i doskonałą postać czegoś, czego konkretne realizacje są tylko przejawami, marnymi kopiami. Natomiast pochodzenie i wyłonienie są jak najbardziej światowe i historyczne, są tym, co „dokumentalne, rzeczywiście dające się stwierdzić, co rzeczywiście istniało” (GM, Przedmowa, §7). Tym samym, pytając o historię filozofa jako typu, sytuujemy się od razu w centrum problematyki nietzscheańskiej. Toteż, w oparciu właśnie o dzieła i notatki Nietzschego, chciałbym zarysować wyłonienie się i kolejne przemiany typu filozofa.

Przedmowa: Niniejszym chciałbym przedstawić wam pewien cykl artykułów, kierujący się trafnym spostrzeżeniem jednego z moich wykładowców, że „filozofii najpierw należy nauczyć się źle”. Ktoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z tą dziedziną nie jest w stanie, nawet na najlepszym wykładzie, od razu pojąć całej złożoności filozofii np. Arystotelesa, czy Kanta. Ale zarazem jak najszybciej poznać ich musi. Musi o nich słuchać i czytać, choć będzie rozumiał mało; pisać i mówić, chociaż będzie w tym wiele bzdur. Wszystko to po to, by potem znowu słuchać i czytać, pisać i mówić. Znowu i znowu. Filozofia to nie tabliczka mnożenia – nie wystarczy się jej raz na pamięć nauczyć. Filozofia wymaga nieustannego zataczania kół, a jej celem jest: rozumieć.