Tag

Friedrich Nietzsche

Po śmierci Buddy jeszcze przez stulecia pokazywano jego cień w jaskini
– olbrzymi, przerażający zgrozą cień. Bóg umarł; ale ludzie są, jacy są,
i może jeszcze przez tysiąclecia w rozmaitych jaskiniach
będą nam pokazywali jego cień. Cóż,
musimy pokonać jeszcze jego cień!
– F. Nietzsche, Wiedza radosna

Być może nie da się uchwycić specyfiki myśli współczesnej, bez zrozumienia jej krytycznego stosunku do szeroko rozumianego platonizmu. Za hasłami przezwyciężenia metafizyki (Heidegger), krytyki logocentryzmu (Derrida), poszukiwania immanencji (Deleuze), odrzucenia powszechników (Foucault) i wieloma innymi kryje się koniec końców bardzo podobny gest teoretyczny. Gest mający za sobą długie1 i złożone dzieje, których punktem węzłowym stały się pisma Friedricha Nietzschego. I to właśnie Nietzscheańskiej krytyce chciałbym przyjrzeć się w niniejszym tekście2.

Pojęcia Pana i Niewolnika odnoszą się do filozofii Fryderyka Nietzschego. W dziele Z genealogii moralności Nietzsche ukazuje istotę bycia Panem w archetypie wojownika, czyli tego, który jest szlachetny i wzniosły. Jego przeciwieństwem jest Niewolnik. Idealny wyraz tej postawy znajdujemy w postaci kapłana – ucieleśnienia słabości i spowodowanej nią skrytej nienawiści, czyli resentymentu.

Fenomenologia swą współczesną żywotność, także poza wąską specjalizacją filozofii, zawdzięcza m.in. temu, iż została sformatowana jako metoda skupiająca się na doświadczeniach ciała i doświadczaniu ciałem. To m.in. dzięki fenomenologii, i głównie za sprawą myślicieli francuskich (Maurice Merleau-Ponty, Michel Henry), zmysłowa cielesność przeżyła w XX wieku spektakularny renesans: została rozszerzona, pogłębiona i ujęta w nieporównywalnie większej złożoności i potencjalności, aniżeli kiedykolwiek wcześniej1. Wzbogacona dodatkowo wyjątkami z Nietzscheańskiej „ciałologii” i przełożona na ontologiczne realia płynnej nowoczesności przez Deleuze’a, który zamiast o najwyższych bytach i pierwszych poruszycielach mówił raczej o najbardziej złożonych fałdach i powtarzających się różnicach – cielesność ta stała się w II poł. XX wieku naturalnym obszarem badań dla m.in. nauk społecznych czy architektury i designu. Spostrzeżenie to nie wyczerpuje rzecz jasna całej złożoności recepcji fenomenologii w XX i XXI wieku i służy jako przykład. Ma on jedynie wskazać na to, że doświadczenia określane jako „religijne” stoją raczej na antypodach współczesnych zainteresowań jeśli chodzi o aplikację fenomenologicznego warsztatu, poza być może dość hermetycznymi kręgami badaczy akademickich i pasjonatów. Warto jednak, jak sądzę, przyjrzeć się temu, w jaki sposób fenomenologia funkcjonowała u swego zarania także w tym obszarze – jakie problemy usiłowała rozwiązać i z jakimi trudnościami się mierzyła. Choćby po to, by sprawdzić, czy takie jej wykorzystanie jest z perspektywy dzisiejszej w jakimkolwiek stopniu inspirujące i czy otwiera warte przemyślenia problemy.

Nowy numer Kronosa sugeruje, że współczesna kultura przeszła kolejną fazę przemiany: wykraczając poza historię unieważniła zarazem mit, który stanowił dlań jeszcze w pewnej części istotną siłę napędową. Dlatego by ją zrozumieć, należy poszukać nowego, bardziej elementarnego punktu odniesienia.

Tym mającym umożliwić lepsze zrozumienie specyfiki posthistorycznej, a więc zarazem postmitycznej kultury pojęciem, jest kult jako najbardziej elementarny punkt odniesienia dla określenia pierwotnej formy współdziałania danej wspólnoty ze swoim metafizycznym centrum. Stanowi on centralne pojęcie w rozważaniach Oskara Goldberga (1885–1953). Ten niemieckiego pochodzenia Żyd – z zawodu lekarz i filozof religii, zwolennik pojęcia rasy, nacjonalista, głęboko wierzący wyznawca judaizmu i zagorzały przeciwnik syjonizmu – łączył w swej twórczości inspirowaną późnym romantyzmem wykładnię mitów z odkryciami współczesnych mu nauk przyrodniczych. W jego kontrowersyjnej myśli daje się wyczuć także wątki gnostyckie, a przez niektórych – zwłaszcza przez Gershoma Scholema, który zawzięcie go krytykował – określana ona bywa wprost mianem „biologistycznego kabalizmu”.

Trzecia część tekstu dostępna tutaj.

W XIX rozpoczął się proces industrializacji, który doprowadził do mechanizacji (a w XX w. wręcz do automatyzacji)1 zgoła wszystkich procesów wytwórczych. Takim procesem było również pisanie i dlatego też nie dziwi fakt, że około 1870 r. rozpoczęto przemysłową produkcję maszyn do pisania z ruchomą czcionką. Produkt ten nie tylko zmienił podejście do pisania jako takiego, ale także przeobraził strukturę społeczną. Przez „pisanie” mam tutaj na myśli jednak nie tyle proces twórczy (autorzy bowiem częstokroć jeszcze w XX w. pisali przynajmniej pierwowzory swoich dzieł odręcznie), ile raczej przepisywanie, sporządzanie pism okolicznościowych czy stenografię.

Nakładem Wydawnictwa Naukowego PWN ukazał się kolejny – IX wedle oryginalnej sekwencji – tom wykładów wygłoszonych przez Michela Foucaulta w Collège de France. Nosi on tytuł Rządzenie żywymi i obejmuje materiał z roku akademickiego 1979-1980. Już pobieżny przegląd spisu treści pozwala uchwycić cztery główne przedmioty rozważań: Króla Edypa Sofoklesa oraz trzy chrześcijańskie praktyki – chrzest, pokutę i rachunek sumienia. Zamiast jednak zdradzać wam szczegóły owych dociekań opowiem nieco o kilku kwestiach organizujących całość Rządzenia żywymi oraz umieszczę owe wykłady na tle wszystkich pozostałych, a nawet szerzej: na tle całej twórczości Foucaulta – bowiem, nie ukrywając, uważam, że mamy tu do czynienia z momentem przełomowym.

„Jesteśmy sobie nieznani, my poznający, my sami samym sobie […].”
– Friedricha Nietzsche, Z genealogii moralności

– WSTĘP –

Swoją historię ma nie tylko filozofia, ma ją również sam filozof. Oczywiście nie chodzi o indywidualną autobiografię autora tego czy innego dzieła. Chodzi o dzieje jakie ma za sobą sam typ – typ filozofa, obok innych typów: kapłana, lekarza, uczonego, wojownika, prawodawcy… O tyle bardziej adekwatne jest tu mówienie nie tyle o historii, co o genealogii. Filozof, jako typ, ma swoje pochodzenie (Herkunft) i swój moment pojawienia się, swoje wyłonienie (Entstehung). Oba te momenty niejako przeciwstawiają się źródłu (Ursprung). To ostatnie jest transhistoryczne, metafizyczne, czy też teologiczne (jak określa je sam Nietzsche w „Przedmowie” do Z genealogii moralności1. Wiara w źródło, to wiara w istniejącą gdzieś (w świecie idei czy umyśle boga) daną od zawsze, niezmienną i doskonałą postać czegoś, czego konkretne realizacje są tylko przejawami, marnymi kopiami. Natomiast pochodzenie i wyłonienie są jak najbardziej światowe i historyczne, są tym, co „dokumentalne, rzeczywiście dające się stwierdzić, co rzeczywiście istniało” (GM, Przedmowa, §7). Tym samym, pytając o historię filozofa jako typu, sytuujemy się od razu w centrum problematyki nietzscheańskiej. Toteż, w oparciu właśnie o dzieła i notatki Nietzschego, chciałbym zarysować wyłonienie się i kolejne przemiany typu filozofa.