Tag

filozofia transcendentalna

Niniejszy tekst jest próbą krytycznej rekonstrukcji perspektywy, z jakiej Leszek Kołakowski w swojej filozofii podejmuje problem kultury. W tym celu konieczne jest rozwinięcie dwóch ściśle powiązanych ze sobą wątków. Po pierwsze, kluczowe jest wyjaśnienie tytułowego “między”, które poza tym, że wyznacza właściwy obszar zaangażowania Kołakowskiego jako intelektualisty, jednocześnie w sposób najbardziej lapidarny i zarazem szeroki zdaje się oddawać właściwy człowiekowi sposób przebywania w kulturze. Kulturę można zdefiniować ogólnie jako zespół praktyk, poprzez które człowiek dokonuje specyficznej przemiany zarówno swojego środowiska jak i samego siebie – a więc jako formę “samouprawiania się” przez człowieka. Z kolei przebywanie człowieka w kulturze można określić jako pozostawanie w podwójnym odniesieniu do arche (źródła) i telos (celu): między tym, co apriorycznie determinujące, a tym, co stanowi sferę wolnych możliwości; między tym, co pre-intencjonalnie angażujące, a tym, co domaga się dopiero intencjonalnego zaangażowania; między faktem a powinnością; między przeszłością a przyszłością; między tym, co (już) własne a tym, co (jeszcze) nie-własne; w końcu między całościami, które, z istoty człowieka przerastając, sprawiają, że on sam jest pragnącą się w pewien sposób ucałościowić ich częścią. Z tej perspektywy filozofia jest pewnym szczególnym sposobem rozumiejącego odnoszenia się do obu tych konstytutywnych punktów – w czym stoi ona na równi z innymi sposobami teoretycznego opisu świata – ale zarazem do samego tego “między” – w czym od owych teoretyzacji, przynajmniej wedle niektórych, znacząco się odróżnia. Stąd – po drugie – interesuje mnie sposób, w jaki owa filozoficzna relacja realizuje się w wybranych pracach Kołakowskiego podejmujących problem kultury.

W pierwszym tekście poświęconym metodzie transcendentalnej omówiłem problem tego, czym jest wiedza rozpatrywana przez filozofię transcendentalną. Odpowiedź brzmiała: władzą, czyli zdolnością do opisywania (a w konsekwencji i przekształcania) rzeczywistości za pomocą prawdziwej teorii. W tekście „Metoda transcendentalna II przedstawiłem z kolei w dość swobodny sposób  problem tego, w jaki Kant doszedł do swojej filozofii krytycznej. Krótko omówiłem przekształcenia i różnego rodzaju manewry w polu teoretycznym nowożytnej filozofii europejskiej, która chce, ale nie może pozbyć się teologii. Postawione tam przeze mnie problemy i udzielone odpowiedzi mogą wyglądać na pierwszy rzut oka niczym niechlujna próba odpowiedzi na szkolne zadanie: wskaż źródła filozofii Kanta. Dlatego też, w części trzeciej, muszę przejść na nieco wyższy poziom abstrakcji (mam nadzieję, że wciąż strawny dla naszych czytelników). Druga część stanowiła wprawkę do wyjaśnienia idei transcendentalizmu (o co z grubsza chodzi w filozofii transcendentalnej), wskazując na to, z refleksji nad jakimi problemami wyrosła filozofia transcendentalna (a wyrosła ona z refleksji nad nie tyle problemami w obrębie tych teorii, co problematycznością samych tych teorii).

Kant uważał, że filozofia transcendentalna otwiera nowy rozdział w historii filozofii (pierwsza część tekstu). Całkowicie zmienia reguły gry. Do tego stopnia, że wszelka filozofia, która powstała przed filozofią transcendentalną może być traktowana, jako jedynie przymiarka. Filozofowie przed powstaniem krytycyzmu wiedzieli, że trzeba czegoś szukać, często nawet wiedzieli, czego, ale nie wiedzieli gdzie i jak. Chociaż tekst dotyczy spraw bardzo ważnych, został napisany nieco swobodniejszym językiem. Bardzo skomplikowane zagadnienia źródeł filozofii Kanta zostały potraktowane nieco swobodniej, co nie znaczy, że mniej trafnie aniżeli w wypadku skrupulatnego i dokładnego omówienia tego problemu.

Przedmowa: Niniejszym chciałbym przedstawić wam pewien cykl artykułów, kierujący się trafnym spostrzeżeniem jednego z moich wykładowców, że „filozofii najpierw należy nauczyć się źle”. Ktoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z tą dziedziną nie jest w stanie, nawet na najlepszym wykładzie, od razu pojąć całej złożoności filozofii np. Arystotelesa, czy Kanta. Ale zarazem jak najszybciej poznać ich musi. Musi o nich słuchać i czytać, choć będzie rozumiał mało; pisać i mówić, chociaż będzie w tym wiele bzdur. Wszystko to po to, by potem znowu słuchać i czytać, pisać i mówić. Znowu i znowu. Filozofia to nie tabliczka mnożenia – nie wystarczy się jej raz na pamięć nauczyć. Filozofia wymaga nieustannego zataczania kół, a jej celem jest: rozumieć.

– Wstęp –

Niniejszy tekst jest pierwszym z kilku tekstów, które będą pojawiać się na przestrzeni najbliższych miesięcy, dotyczących filozofii transcendentalnej. Filozofia transcendentalna – czy to w wydaniu Kanta, czy tym bardziej w wydaniu Hegla (o ile filozofia Hegla jest filozofią transcendentalną, bowiem co do tego można mieć wątpliwości) – uchodzi za trudną i mało przystępną. Dzieje się tak z dwóch powodów. Po pierwsze, począwszy od Kanta, przedefiniowane zostają podstawowe pojęcia filozoficzne takie jak: przedmiot, przyroda, podmiot, świat, własność itd. O ile nie pamiętamy o ich nowych znaczeniach, wszystko nam się miesza. Na dodatek ich definicje albo nic nam nie mówią , albo wydają się oczywiste, kiedy w rzeczywistości mogą być zrozumiałe dopiero w kontekście całości (toteż nie można opierać się wyłącznie na nich). Dlatego postaram się – w miarę możliwości – unikać stosowania siatki pojęciowej Kanta. Drugim powodem jest nieintuicyjność samej metody, którą prowadzony jest wywód, czyli metody transcendentalnej. Jednak, jeżeli mamy się z jakimś pozytywnym skutkiem w tę filozofię wgryźć, musi być jakaś strona, od której można ją ugryźć. Uznałem, że sensownie jest prowadzić wykład pytając o cele filozofii transcendentalnej. Spróbujemy sobie odpowiedzieć na pytanie: po co to całe zamieszanie i rozbudowany aparat pojęciowy (który w przypadku Hegla przekracza wszelkie granice przyzwoitości)? Wydaje mi się, że zaczynanie od wyjaśniania podstawowych struktur władz poznawczych, czyli zasadniczej treści Krytyki czystego rozumu, mija się z celem. Czytelnicy zanudzą się na śmierć, nie przyswoją sobie niczego ciekawego i wszystko im się na koniec pokiełbasi. Zapytamy więc po co się w to bawić, skoro – jak twierdzi sam Kant – nauka doskonale sobie daje radę i bez rozważań transcendentalnych.

W tym krótkim wprowadzeniu skupię się zaledwie na jednym z pojęć opracowanych przez Husserla, jednak należącym do najważniejszych w całej jego filozofii i wzbudzającym wiele kontrowersji. Można je postrzegać jako swego rodzaju klucz do myśli Husserla. Mowa tu u transcendentalnej redukcji. Zanim przejdę do jego przedstawienia, zarysuję pewną panoramę.