Tag

filozofia techniki

Gilbert Simondon jest filozofem w Polsce praktycznie nieznanym. Trudno wytłumaczyć ten fakt niedostatkiem czy fragmentarycznością przekładów jego tekstów  z francuskiego. Wprawdzie jego najważniejsze dzieła nie zostały w całości przełożone na angielski, ale istnieją liczne ich wydania w innych językach. Anglojęzyczne środowisko naukowe jednak dostrzegło rolę Simondona, czego dowodzi publikacja kilku opracowań oraz liczne wydania czasopism poświęcone jego myśli. Wywarł znaczący wpływ na popularnych w Polsce autorów, takich jak Bruno Latour lub (często obecny na naszych łamach) Gilles Deleuze. Powinien być zatem przynajmniej do pewnego stopnia obecny w naszym kraju, a tymczasem bardzo trudno odnaleźć go w polskim dyskursie filozoficznym1.

Niniejszy tekst nie sprawi, że ta sytuacja się zmieni. Ma on raczej na celu zaprezentowanie postaci Simondona i krótkiego zarysu jego myśli. Jest to zwięzłe opracowanie, które z jednej strony może pokazać czytelniczce oryginalną i ciekawą koncepcję filozoficzną, a zarazem być narzędziem do dalszych rozważań z zakresu nieanalitycznej („kontynentalnej”) ontologii, tradycji poststrukturalnej bądź filozofii techniki.

Poniższy tekst oparty jest na fragmencie książki Virtually Wild: Wilderness,Technology and an Ecology of Mediation (2003). Dłuższy fragment ukazał się po polsku w czasopiśmie Er(r)go 1(28), 2014, w tłumaczeniu Tomasza Porwita, poprawionym przez autora. Poniższa wersja zawiera skróty i dodatkowe wyjaśnienia, jednak aby zainteresowany czytelnik uzyskał pełniejszy kontekst rozważań, wskazana jest lektura całej książki.

Poniższy tekst stanowi skrócony zapis rozmowy, która odbyła się 31 maja 2015 roku w trakcie konferencji „Myślenie dziś: obecność techniki” zorganizowanej przez Fundację na Rzecz Myślenia im. Barbary Skargi, Instytut Filozofii UW oraz Machinę Myśli. Dyskutowana książka Jacka Dobrowolskiego „Wzlot i upadek człowieka nowoczesnego”, wyróżniona w II edycji Konkursu o Nagrodę im. Barbary Skargi, stanowi próbę odpowiedzi na konkursowe pytanie: „Czy nauka i technika potrafią sprostać starożytnemu wezwaniu: Poznaj samego siebie?”.

Transkrypcję przygotowali: Jędrzej Maliński, Patryk Fornalak oraz Mateusz Falkowski.

Tekst pierwotnie ukazał się w Dwutygodniku.

W „Machinie Myśli” często poruszamy zagadnienie techniki. Nie bez znaczenia jest to, że pierwsza zorganizowana przez nas konferencja była poświęcona właśnie jemu. Sądzę, że warto byłoby – dla lepszego zrozumienia tego terminu – przyjrzeć się jego źródłosłowowi, w którym niewątpliwie pojawia się greckie pojęcie τέχνη (technê)1. Dzisiejsze znaczenie słowa „technika” wydaje się bowiem być dość wąskie; według Słownika Języka Polskiego jest to bowiem:

i. «wiedza na temat praktycznego wykorzystania osiągnięć nauki w przemyśle, transporcie, medycynieitp.; też: praktyczne wykorzystanie tej wiedzy»
ii. «metoda»
iii. «wyuczona i wyćwiczona umiejętność wykonywania jakichś czynności»
(Źródło: http://sjp.pwn.pl/sjp/technika;2577685.html)

Technika, zwłaszcza w pierwszym z wymienionych znaczeń, wydaje się być czymś konkretnym i osadzonym w praktyce społecznej. W związku z tym wydaje się, że część roszczeń tzw. filozofów techniki jest nieuprawniona – przedmiot ich namysłu bowiem sytuuje się na specyficznym terytorium: pomiędzy nauką a produkcją. Szersze rozumienie pojęcia techniki oferują dwa pozostałe jej znaczenia – które w znacznej mierze odsyłają do starogreckiej techne. Technika w owym mniej skonkretyzowanym sensie jest pojęciem dającym się w większym stopniu deterytorializować poprzez filozofię i dlatego właśnie „filozofia techniki” nie jest po prostu „filozofią inżynierii” – przedmiot jej refleksji jest bowiem znacznie szerszy.

„Traktat o tym, że przedmioty mogą wieść sekretne życie bez przyzwolenia człowieka”

Współczesna humanistyka coraz częściej zwraca się ku przedmiotom, ale czyni to w stosunkowo nowatorski sposób, ponieważ stara się je badać jako rzeczywistość autonomiczną względem warunków ludzkiego poznania1. Poziom zainteresowania tą tematyką jest tak duży, że można go nazwać zwrotem badawczym, a przynajmniej ruchem w filozofii bądź aktualną modą. Zwrot ten przybiera wiele postaci, począwszy od tych, które zakładają, że człowiek wydarza się w przedmiotach, a skończywszy na tych, które skupiają się na analizie autonomicznego względem człowieka bycia przedmiotów. Ku tej ostatniej możliwości zwraca się Traktat o przedmiotach Grahama Harmana. Jest to o tyle interesująca próba, że dotyczy ona kwestii zarówno wymiaru ontologicznego (ich istnienia) i ontycznego (bycia i życia) przedmiotów. Filozof bowiem twierdzi, że przedmioty nie istnieją po prostu jako byty materialne, ale charakteryzuje je szereg napięć, właściwości, relacji, które powodują, że ich aspekt zmysłowy jest jedynie jednym z możliwych sposobów przejawiania się ich istnienia. Na wstępie trzeba podkreślić, że przedmioty i relacje między nimi są według Harmana najważniejszymi składowymi rzeczywistości. Nie oznacza to jednak, że nic poza nimi nie istnieje.

Już w przyszłą sobotę rozpoczyna się współorganizowana przez Machinę Myśli multidyscyplinarna konferencja naukowa „Myślenie dziś: Obecność techniki”. Pragniemy, aby to wydarzenie miało charakter nie tylko naukowy, ale zarazem popularyzatorski, aby włączało do dyskusji także nowatorów, amatorów i nie-specjalistów. Udostępniliśmy Wam już opis konferencji oraz jej program. Tym razem chcielibyśmy podzielić się z Wami naszą wizją całości, pewną ideą, która przyświecała nam, gdy układaliśmy – wspólnie z Mateuszem Falkowskim z Fundacji na Rzecz Myślenia im. Barbary Skargi – plan kolejnych dni.

Opisana przeze mnie w poprzedniej części autorytarna technika wojskowa i przemysłowa osiągnęła – zdaniem wielu historyków – szczyt rozwoju pod względem zdolności czysto mechanicznych już około 1200 r. p.n.e. Mumford zgadza się z tą opinią i prowokacyjnie stwierdza:

Macedońska falanga nie była bardziej „zmechanizowana” niż wcześniejsza o dwa tysiące lat falanga sumeryjska; falanga rzymska nie była oszczędniejsza energetycznie niż falanga macedońska, a późniejszy o następne dwa tysiące lat słynny brytyjski „szyk kwadratowy”, nawet uzbrojony w muszkiety, jako maszyna wojenna stał na tym samym poziomie co jego poprzedniczki. (Mit maszyny. Tom 1, s. 341)

Istotne dla postępu owej „mechanizacji” nie są bowiem elementy (np. uzbrojenie) z jakich składa się poszczególne urządzenie (tu: urządzenie wojskowe). Znaczenie ma struktura owego urządzenia, system w jaki powiązane są jego składowe – to „dopiero” na tym poziomie zapewniane są różnice w poziomie mocy, szybkości czy jakości.