Tag

filozofia ciała

Zrecenzowanie takiego dzieła jak Męskie fantazje Klausa Theweleita nie należy do łatwych zadań. Przeszkodą nie jest tu objętość (polskie wydanie liczy sobie 972 strony) ani nawet wysoki poziom komplikacji wywodu. Przeciwnie, książkę tę czyta się niczym dobry kryminał. A ponadto, gdy już jesteśmy przekonani, że rozgryźliśmy zastosowaną metodę i kolejny rozdział nie przyniesie nam niczego, poza nowym zbiorem danych, który teraz sami z łatwością zinterpretujemy – Theweleit wspina się na kolejne wyżyny. I być może to właśnie w tym, w tej lekkości wywodu, doskonałej narracji, „zwrotach akcji”, umiejętnie budowanym napięciu tkwi trudność, przed jaką staje recenzent. Ogólnikowe opisanie Męskich fantazji musi z konieczności dać efekt miałki, z drugiej strony – zejście na poziom szczegółu równałoby się zdradzeniu fabuły kolejnego odcinka Gry o tron… Pozostaje oczywiście metoda mieszana: z grubsza opowiedzieć o całości, dorzucając jeden czy dwa smaczki. Takie recenzje można jednak znaleźć w innych miejscach, a powtarzanie ich byłoby równie nużące dla czytelnika, co dla piszącego. Zamiast tego postanowiłem ugryźć ten problem z innej strony, zgodnej zresztą z koncepcją, która napędza całą Machinę Myśli: podrzucić czytelniczkom i czytelnikom kilka wskazówek pozwalających uzyskać większą korzyść z lektury Męskich fantazji.

Maurice Merleau-Ponty (1908-1961), był filozofem który miał znaczący wpływ na filozofię francuską drugiej połowy XX wieku, a poprzez nią na myśl współczesną. Początkowo jego rozważania były mocno zakorzenione w tradycji fenomenologicznej, lecz z czasem wykroczyła poza nią, w stronę nowego, dopiero rodzącego się projektu filozoficznego. Chociaż jest on po części obecny w dziełach w pełni ukończonych, to jego dojrzała i dopracowana wersja miała zostać zaprezentowana światu w dziele Widzialne i niewidzialne. Dziele, które nigdy nie zostało ukończone, z powodu nagłej śmierci Merleau-Ponty’ego.