Tag

Bernard Stiegler

Oryginał został opublikowany na portalu Urbanomic (https://www.urbanomic.com/document/in-memory-of-bernard/). Serdecznie dziękujemy autorowi za zgodę na tłumaczenie.

Wspomnienie Bernarda Stieglera, który zmarł 6 sierpnia 2020 r. w wieku 68 lat.

Jak mogę uwierzyć, że Bernard już nas opuścił?

To prawda, że odszedł, ale nie wierzę i nie uwierzę w to.

Gdy obudziłem się 7 sierpnia i przeczytałem o jego śmierci, słuchałem jego głosu w radio i czułem obecność Bernarda, jego życzliwość, jego ciepłe uśmiechy i pozdrowienia; nie mogłem powstrzymać łez. Rozmawialiśmy przez telefon zaledwie tydzień temu, omawiając zaplanowany na koniec sierpnia festiwal w Arles, o naszych przyszłych planach. Jego głos słabszy, niż pamiętałem, ale Bernard wciąż miał pozytywne nastawienie. Narzekał, że jego telefon nie działa i drukarka się zepsuła, a nie może kupić nowych przez Internet, bo do tego potrzebowałby kodu, który przyszedłby na telefon; mimo to nie przestawał pisać. 6 sierpnia czułem się niespotykanie słabo, bolał mnie brzuch; ostatni raz tak miałem, gdy mój przyjaciel i redaktor Damian Veal popełnił samobójstwo; dowlokłem się na pocztę, żeby wysłać Bernardowi trochę koreańskiego żeń-szenia, który mu obiecałem jakiś czas temu, poczta jednak była zamknięta ze względu na COVID-19. Gdy poszedłem do domu, chciałem mu napisać o tym, że dwa specjalne numery czasopism, które redagowałem i do których nadesłał artykuły, mają niebawem się ukazać. Żałuję, że tego nie zrobiłem, bo już nigdy nie będę miał okazji, aby z nim porozmawiać.

Poznałem Bernarda w listopadzie 2008 r. w Londynie, choć widziałem go wcześniej kilkukrotnie na jego wykładach. Poszedłem na St. Pancras Station razem z kolegą, żeby go odebrać. Byłem młody, podekscytowany i bardzo nerwowy. Przeczytałem pierwszy tom Techics and Time[1], The Fault of Epithemeus, jego napisane razem z Jacques’em Derridą Echographies of Television, i obejrzałem z podziwem The Ister, film stworzony przez Davida Barisona i wieloletniego tłumacza i przyjaciela Bernarda, Dana Rossa, który wielokrotnie wykorzystywałem na zajęciach ze studentami. Jak każdy byłem zaintrygowany jego przeszłością: napadami na banki i tym, jak zajął się filozofią w trakcie swoich pięciu lat w więzieniu. Już wtedy intensywnie czytałem Bycie i czas Heideggera i jego późniejsze prace po zwrocie; sądziłem, że zgłębiłem niektóre aspekty myśli Heideggera o technice. Lektura pierwszego tomu Technics and Time była jednak niesamowita i bardzo odkrywcza. Przeczytałem go kilkukrotnie, zdanie po zdaniu; za każdym razem było to wyjątkowe doświadczenie. Bernard zdekonstruował Heideggerowskie bycie poprzez pojęcie techniki i stworzył wyłom, przez który można wejść w myślenie Heideggera i zrekonstruować je od wewnątrz. Jednak jeszcze większe wrażenie wywarła na mnie jego ambicja, aby zdekonstruować historię filozofii zachodniej. Dla niego pytanie o technikę (które istotnie jest filozofią pierwszą) jest wyparte – w sensie Freudowskim – przez historię filozofii. Pierwsze dwa tomy Technics and Time były poświęcone dekonstrukcji fenomenologii Heideggera i Husserla; tom trzeci, o kinie, jest dekonstrukcją Kantowskiej Krytyki czystego rozumu i krytyką teorii krytycznej szkoły frankfurckiej.

Trzeci tom Technics and Time był też początkiem politycznych pism Bernarda, przeciwstawiających się przemysłowi technicznemu i kapitalizmowi. Niemal co roku publikował nową książkę, zajmując się różnymi tematami, jak estetyka, demokracja, ekonomia polityczna, automatyzacja itd. Bernard nie był przeciwko przemysłowi jako takiemu, ale jego krótkoterminowej perspektywie (short-termism) i cynizmie wszystkich form negacji (denial); aktualny program przemysłu jest oparty na krótkoterminowej perspektywie zysków i konsumeryzmie, nie ma już on żadnego interesu w trosce o populację, szczególnie o młodsze pokolenie, pokolenie Grety Thunberg. Pod tym właśnie warunkiem technika staje się toksyczna. Od trzeciego tomu Technics and Time Bernard systematycznie próbował wynaleźć nowe uzbrojenie przeciwko temu: w swojej lekturze m.in. Marksa, Freuda, Simondona, biologów czy ekonomistów. Stworzone przez niego wraz z przyjaciółmi stowarzyszenie Ars Industrialis było poświęcone transformacji przemysłu; jego aktualny projekt w Saint-Denis w północnym Paryżu opierał się na współpracy z różnymi partnerami przemysłowymi oraz bankami w celu wypracowania nowej ekonomii politycznej, którą nazwał ekonomią współudziału (contribution).

Wciąż pamiętam, że był to deszczowy dzień. Miał na sobie czarny płaszcz i kapelusz, jak typowy francuski intelektualista, lecz tak czy inaczej dałem mu swój parasol. Najpierw odmówił, ale potem go przyjął. Bernard był bardzo przyjazny. Zapytał się, co aktualnie czytam; odpowiedziałem, że jego Acting Out i inną książkę Pierre’a Hadota, historyka filozofii. Był zaskoczony. Dopiero co wyszedłem z choroby, która mogła zakończyć się moją śmiercią, i byłem zafascynowany rezonansem pomiędzy jego filozofią i starożytnymi praktykami duchowymi. Został zaproszony z wykładem na konferencję, gdzie również miałem prezentację; Bernard bardzo się zainteresował moją pracą o relacjach i filozofii Davida Hume’a; poprosił, żebyśmy byli ze sobą w kontakcie. Kilka miesięcy później, po jego debacie z Davidem Graeberem i Yannem Moulierem w Goldsmiths College, zorganizowanej przez Scotta Lasha (tam właśnie rosyjski artysta, samozwańczy fan Giorgio Agambena, zesrał się przed dyskutantami aby pokazać, co rozumie przez opór), poprosił mnie o wystąpienie na jego seminarium w Paryżu. Później zgodził się być promotorem mojego doktoratu. Bernard był dla mnie wzorem i zawsze, gdy spotykaliśmy się, by omówić moją rozprawę, czułem jedynie, że marnuję jego czas. Lecz był ciepły i życzliwy, nigdy nie traktował mnie jak studenta, szanował jako przyjaciela i zawsze chciał poznawać moje przemyślenia. Nie posiadałem retencji powtórnej[2], aby utrwalić te momenty, lecz wiele ich detali jest dla mnie wyraźnych do dziś. Wciąż pamiętam, jak podczas jednego ze spotkań Bernard poprosił mnie, bym nie czytał za dużo Heideggera, bo, według niego, najwięksi myśliciele mają jedynie jedno lub dwa ważne dzieła – w tym przypadku Bycie i czas. Raz, gdy czekaliśmy na przejściu dla pieszych, powiedział, że w swoim późniejszym życiu powinienem poważnie się zająć Jacques’em Derridą. Opublikowałem mój doktorat On the Existence of Digital Objects w 2016, a Bernard był uprzejmy napisać do niego przedmowę.

Poznałem Bernarda w bardziej osobistym wymiarze po przeprowadzce do Paryża z Londynu i podjęciu pracy w jego Institut de recherche et d’innovation, który stworzył wraz z Vincentem Puigiem w 2006 r. po rezygnacji ze stanowiska dyrektora w wydziale kultury Centrum Georges’a Pompidou. Przed objęciem tam dyrekcji był z kolei dyrektorem w IRCAM (Institut de Recherche et Coordination Acoustique/Musique), instytucie w Centrum Pompidou. Życie Bernarda było legendarne, bardziej niż jakiekolwiek osoby, którą spotkałem. Robotnik rolny, właściciel Jazz Baru, sprawca napadów na banki, studiował filozofię w więzieniu w Tuluzie z pomocą fenomenologa Gérarda Granela, magistrant Jeana-François Lyotarda, doktorant Jacques’a Derridy, odpowiedzialny za wiele projektów, w tym digitalizacji we francuskiej Bibliotece Narodowej w latach ’80, zanim został pełniącym obowiązki dyrektora INA (Institut national de l’audiovisuel), potem IRCAM, i przeszedł na emeryturę w IRI w 2018 r.

Później przeprowadziłem się z Francji do Niemiec w celach zawodowych, ale moja relacja z Bernardem stała się jeszcze bliższa. Był przez semestr profesorem wizytującym na Uniwersytecie Leuphana w Lüneburgu, gdzie pracowałem, a potem na Uniwersytecie Humbolta w Berlinie, gdzie mieszkałem, więc mogliśmy w tym czasie spotykać się niemal każdego tygodnia. Uczestniczyłem w jego szkole letniej w Epineuil co roku od 2012, na wsi w centrum Francji, gdzie Bernard ze swoją rodziną organizowali trwające tydzień seminaria z zaproszonymi gośćmi i studentami. Był to festiwal myślenia i przyjaźni, który niestety zakończył się w 2017. Wraz z jego śmiercią, ten czas, którym cieszyłem się we Francji niemal każdego lata od 2010. wydaje się być dawno miniony.

Wyjechałem po raz pierwszy do Chin z Bernardem i jego rodziną w 2015. Bernard zawsze mówił wszystkim, że to ja go sprowadziłem do Chin, lecz myślę, że było odwrotnie. W tym czasie mieszkałem w Europie już przez dekadę, a w międzyczasie wybierałem się do Hongkongu jedynie raz w roku na kilka dni odwiedzić rodziców i nigdy nie gościłem w Chinach kontynentalnych. Wyjazd do Hangzhou z Bernardem był ważnym wydarzeniem w moim życiu, bo na nowo odkryłem Chiny; mogłem to zrobić dzięki hojności Gao Shiminga, który niedawno został dziekanem w Chińskiej Akademii Sztuk Pięknych. Od 2015 wspólnie prowadziliśmy zajęcia dla studentów studiów magisterskich; ponownie miałem szansę widzieć się z Bernardem niemal codziennie na obiad i kolację; czasem, w wiosenne, ciepłe noce, szliśmy na kieliszek wina na tarasie włoskiej restauracji obok uczelni. Prowadziliśmy wiele świetnych rozmów. Pamiętam, jak w 2018 Bernard palił nad lampką wina, i nagle do mnie powiedział: czy pamiętasz, jak ci mówiłem, żebyś nie czytał Heideggera? Odpowiedzałem, że tak, pamiętam, to było dziesięć lat temu, ale cię nie posłuchałem. Uśmiechnął się i powiedział: wiem, że mnie nie posłuchałeś, i teraz myślę, że wtedy nie miałem racji.

W 2016 r. opublikowałem moją drugą monografię, The Question Concerning Technology in China: An Essay in Cosmotechnics, krytykę i odpowiedź na “Pytanie o technikę” Heideggera z 1953. W tej książce odczytuję Heideggera inaczej niż Bernard, lecz druga część książki i tak opiera się na jego krytyce Heideggerowskiej koncepcji dziejowości świata, którą wykorzystuję do dekonstrukcji szkoły z Kioto i nowego konfucjanizmu[3]. Zadedykowałem tę książkę Bernardowi, bo bez naszych licznych dyskusji i buntowniczego ducha, którego we mnie podsycał, nie byłbym w stanie jej napisać. Sprawiła mu ona jednak problem. Nie zgadzał się ze mną – nie z moją interpretacją Heideggera, ale francuskiego paleontologa André Leroi-Gourhana. Rozmawialiśmy o tym na wycieczce do Chengdu, gdzie jechaliśmy zobaczyć pandy razem z jego synem Augustinem; mieliśmy to szerzej przedyskutować na naszych seminariach w Tajpeju w 2019, ale nigdy nam się to nie udało; w końcu planowaliśmy zawrzeć debatę w specjalnym numerze Angelaki poświęconemu pojęciu kosmotechniki, który właśnie wyszedł w dzień jego śmierci. Bernard z ogromnym poświęceniem skończył swój artykuł podczas pobytu w szpitalu w kwietniu 2020 r., gdy zmagał się z wyjątkowo dotkliwym bólem. Zmienił jednak wymowę tekstu i nigdy nie udało nam się wejść w polemikę.

Bernard pozostawił nam wiele oryginalnych i przełomowych prac o filozofii i technice. Nigdy nie ograniczając się do pojedynczej dyscypliny, nie zadowalał się też jednocześnie powierzchownymi badaniami interdyscyplinarnymi; próbował stworzyć nowy sposób myślenia i praktyki, aby przełamać te granice, dać nam wizję i nadzieję. Jest myślicielem katastrofy, a bardziej konkretnie myślicielem tragicznym, który nigdy nie przegapił okazji, aby uczynić przygodne wydarzenie filozoficzną koniecznością. Wciąż jest nam winny wiele dalszych tomów Technics and Time, które obiecywał. Bernard kilkukrotnie opowiadał mi o swoich doświadczeniach z psychodelikami w więzieniu. Pod ich wpływem napisał wtedy tekst, którego nie był w stanie wówczas zrozumieć. Pokazał go Gérardowi Granelowi, który powiedział „to właśnie będzie twoja filozofia”. Został włączony w jego pracę doktorską i Jean-Luc Marion, członek komisji, chciał go opublikować jako samodzielny artykuł, lecz Bernard się nie zgodził. Tekst ten miał ukazać się jaka siódmy tom Technics and Time, choć wciąż czekamy na czwarty, piąty i szósty. Według Bernarda ta tajemnicza część dotyczy spirali. Nigdy jej nie czytałem, ale zacząłem się zastanawiać, czy jest może zbliżony do tego, co napisałem w książce Recursivity and Contingency, której wprowadzenie zatytułowane jest „Psychodeliczne stawanie się”. Bernard przeczytał Recursivity…, i uznał za istotne, że zmierzyłem się z niemieckim idealizmem i cybernetyką oraz polecił ją francuskim wydawcom. Nigdy jednak nie omówiliśmy relacji między rekursywnością i jego koncepcją spirali, bo ominąłem tę szansę w zeszłym roku.

Rok temu, gdy spacerowaliśmy dookoła jeziora, powiedziałem mu, że kiedyś się upiłem z jego starymi przyjaciółmi, Ishidą Hidetaką i Hirokim Azumą. Bernarda to bardzo ucieszyło i powiedział, że po wyjściu z więzienia nigdy się nie upił, bo już nie cieszyło go uczucie intoksykacji, ale chciałby uczynić wyjątek. W restauracji zamówił butelkę wina, lecz nie byłem w stanie wypić więcej niż kieliszek, bo wciąż byłem mocno wyczerpany ukończeniem Recursivity… Bernard musiał zabrać ze sobą do pokoju hotelowego pół butelki, a mnie ominęła szansa, aby go upić. Ale w końcu Bernard jest tragistą[4], który nie potrzebuje intoksykacji.

Liczyłem, że w tym roku spotkam go znowu w Hangzhou, lecz pandemia położyła kres tym nadziejom. Ostatni raz widziałem Bernarda w listopadzie 2019 r., gdy wybraliśmy się razem na Tajwan przeprowadzić zajęcia na zaproszenie Narodowego Uniwersytetu Sztuki w Taipei. Miałem w grudniu lecieć do Paryża, żeby wygłosić prezentację na jego corocznej konferencji, ale byłem zbyt wyczerpany. Choć w tym roku odbędzie się kolejna, to Bernarda z nami już tam nie będzie. Bernard zostawił nas w czasie nędzy, gdy głupota staje się normą, a polityka jedynie kłamstwami. Pandemia przyspieszyła zło, z którym walczył przez całe swoje życie. Od 2016 r. Bernard często mówił o marzeniach i konieczności marzeń. Przemysłowy kapitalizm niszczy marzenia; produkuje jedynie konsumeryzm poprzez manipulacje uwagą. Władza marzenia, według niego, została zignorowana przez Kanta. Bernard był marzycielem, który marzył o niemożliwym, wojownikiem walczącym z głupotą – jak często mówił, „il faut combattre”. Mówił z uznaniem o animacji Hayao Miyazakiego Zrywa się wiatr, która była dla niego dobrym przekładem przedstawienia władzy marzenia. Wszystkie techniki są marzeniami (dreams), ale marzenie może przerodzić się w koszmar – to farmakologia. Po Platonie i Derridzie to Bernard stał się farmakologiem techniki; dziś jednak większość uniwersytetów technicznych i poświęconych naukom ścisłym jedynie pracuje dla przemysłu; mogą mówić o etyce, ale nie potrzebują już filozofii , już straciły zdolność do marzeń. „Zrywa się wiatr” to zwrot z jego ulubionego wiersza Valéry’ego, „Cmentarza morskiego”, który kończy następująca strofa, której słowa mogłyby być pozostawione przez Bernarda, największego tragistę od czasów Nietzschego:

Zrywa się wiatr! … Czas próbę życia podjąć!

Otwiera, zamyka mą księgę powietrza ogrom,

A gejzer ośmiela się trysnąć ze skały!

Odlećcie, strony oślepłe w całości!

Walcie, fale! Niech wasze wody pełne radości

Złamią ten dach spokojny, gdzie żagle dziobały[5].

Yuk Hui

8 sierpnia 2020

Tłumaczył Jędrzej Maliński


[1] Pozostawiam tytuły dzieł Stieglera w angielskim tłumaczeniu, ponieważ to właśnie tłumaczenie czytał Hui. Nie przytacza on w tym tekście dzieł Stieglera przełożonych na polski (Wstrząsy i Ukonstytuować Europę) przez Michała Krzykawskiego – przyp. tłum.

[2] Retencja powtórna (retention tertiaire) jest pojęciem wywodzącym się z filozofii Stieglera oznaczającym – w dużym uproszczeniu – urządzenia techniczne. Innymi słowy, Hui żałuje, że tego nie nagrywał. Przekład za Michałem Krzykawskim – przyp. tłum.

[3] Nie należy mylić dwudziestowiecznego nurtu nowego konfucjanizmu z neokonfucjanizmem dynastii Song i Ming. – przyp. tłum

[4] Pojęcie własne w filozofii Huia, „odnoszące się jednocześnie do greckiej tragedii, jak i logiki ducha rozwiązującego sprzeczności wynikające z jego wnętrza” (zob. https://www.e-flux.com/journal/108/326411/one-hundred-years-of-crisis/).

[5] Tłum. wł. z francuskiego – w związku okolicznościowym charakterem tekstu, który wymaga szybkiej publikacji, tłumacz nie miał czasu i możliwości dotrzeć do żadnego z tłumaczeń Kołonieckiego, więc podjął dość nieudolną próbę samodzielnego przekładu poetyckiego. Serdecznie dziękuję A. Dudrze za konsultację. Jeżeli jakaś osoba czytająca ten przypis ma dostęp do polskiego tłumaczenia i miałaby ochotę mi je podesłać lub opublikować w komentarzu tutaj lub na FB, będę wdzięczny i podmienię – przyp. tłum.

Wydane na początku tego roku polskie tłumaczenie Wstrząsów Bernarda Stieglera budzi moje zdziwienie z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze wydawało mi się, że nigdy nie doczekam się polskich tłumaczeń książek autora – przypuszczalnie jednego z najciekawszych1 żyjących filozofów. Dotychczasowa recepcja jego twórczości w Polsce była niewielka – poza jego obecnością w przypisach w wąsko wyspecjalizowanych kręgach akademickich przetłumaczono do tej pory jedynie jeden artykuł jego autorstwa w „Le Monde diplomatique” (po czterech latach od ukazania się w oryginalnym wydaniu) oraz dwa manifesty powołanego przez niego stowarzyszenia Ars Industrialis, których jest współautorem2. Chyba jedynym opracowaniem jego myśli dostępnym na polskim rynku wydawniczym był rozdział w Nowej filozofii francuskiej3, przetłumaczonej zresztą z angielskiego. Być może – biorąc pod uwagę ostatnio wydaną, również przez PWN, Plastyczność u zmierzchu pisma Catherine Malabou4 – kończymy już mapować (poprzez translację) krajobraz filozofii francuskiej po szeroko pojętym poststrukturalizmie.

W anglosaskim świecie od jakiegoś (choć nie tak znowu długiego) czasu rozpoczęło się mapowanie wrogiego terytorium tzn. filozofii francuskiej. Zaczęto doceniać filozofów takich jak Derrida czy Deleuze, pisać poświęcone im monografie czy wydawać więcej tłumaczeń i krytycznych analiz. „Nowa filozofia francuska” to właśnie taka czytelna i klarowna mapa francuskiej filozofii dla typowego brytyjskiego podróżnika.