Spór o retorykę, czy spór o filozofię?

Spór dotyczący natury retoryki, liczy sobie niemalże dwa i pół tysiąca lat. Co więcej, nie jest on tak powierzchowny, jak niektórym mogłoby się wydawać. U jego podstaw bowiem, leży problem dużo większej miary, niż samo krasomówstwo. Retoryka, rozumiana na sposób pierwszych sofistów, zajmuje się wzbudzaniem w słuchaczach pewnych przekonań (dowiadujemy się tego z ust samego Gorgiasza w Gorgiaszu Platona). Dla filozofa, a szczególnie dla takiego filozofa, jak Platon, takie postawienie sprawy musiało budzić niepokój. Uczeń Sokratesa szukał przecież mądrości, prawdziwej i pewnej wiedzy (episteme), a nie marnego w ich obliczu przekonania, czy też mniemania (doxa). Sofiści prezentowali sobą wszystko to, czym mędrcy (przynajmniej według Platona) zajmować się nie powinni, a mimo to, za takich mędrców się uważali. Wydaje mi się, że prawdziwy spór o retorykę, czy w tym wypadku (chcąc przedstawić rzecz z nieco innego punktu widzenia), spór o filozofię rozpoczął się dopiero, gdy za sofistę został uznany ich największy antagonista, mistrz Platona – Sokrates.


Perspektywa historyczna nie pozwala nam popełnić takiej pomyłki, jakiej dopuścili się mieszkańcy starożytnych Aten. Różnice, które dzieliły Sokratesa i sofistów są nie tyle oczywiste, co elementarne (ich zgrabną syntezę przedstawia Ryszard Legutko, w swojej monografii, pod tytułem Sokrates). Warunkiem skuteczności sofistycznej argumentacji, było przyjęcie postawy skrajnie subiektywistycznej oraz epistemologicznego relatywizmu, czyli stanowiska, które musiało budzić sokratejski sprzeciw. Pamiętajmy jednak, że dla ówczesnych Greków te różnice, takie oczywiste już nie były. Tym, co na pewno rzucało się w oczy był fakt, iż sofiści za swoje nauki pobierali opłaty, a Sokrates nie. Dalej, ci pierwsi dbali raczej o swój ubiór (wspomnienie o tym, nie jest wcale taką błahostką), podczas gdy wiemy, iż mistrzowi Platona, nie raz zdarzało się chodzić bez sandałów (w Uczcie, Sokrates paradujący w sandałach, akcentuje pewną doniosłość wydarzenia). Można stwierdzić, że jeśli chodzi o mało wrażliwe filozoficznie umysły, to były jedyne różnice jakie (zapewne większość) mogła dostrzec. Wiemy również, że Sokrates swym wywodem potrafił często irytować, kiedy zadaniem sofistów było urzekanie słuchaczy pięknem swej wymowy. Podobnych różnic, czy podobieństw można by wyliczyć jeszcze sporo (np. to, że zarówno Sokrates, jak i sofiści zajmowali się kwestiami etyki, polityki i społeczeństwa oraz to, że obie strony sporu starały się dowieść swych racji, prowadząc dyskutanta do popadnięcia w sprzeczność, lub absurd), nie to jest jednak moim celem. Ważnym jest jedynie spostrzeżenie, iż dla umysłowości przeciętnego obywatela, tych jawnych różnic nie było wcale tak wiele. Zastanawia mnie więc pomyłka, której dopuścili się ateńczycy. Jak mogło do niej dojść? Być może współcześnie ulegamy podobnym pomyłkom w ocenie uczestników przeróżnych dyskursów.

W pismach Platona, Sokrates dosłownie miażdży sofistów, nie raz robiąc z nich przy tym półgłówków (przykład Polosa w Gorgiaszu). Być może jest to, w pewnej mierze, stronnicza relacja Platona (taką możliwość dostrzega również Legutko). Mimo to, jego stosunek do retoryki z czasem złagodniał (widać to już w Fajdrosie). To był jednak dopiero początek sporu, który miał budzić kontrowersje, jeszcze w XV i XVI w.

Arystotelesa stosunek do retoryki, wyglądał już zgoła inaczej. Z jednej strony, mało przekonujące wydaje się to, że pisał po prostu na przekór swemu mistrzowi, z drugiej nie mógł on, przecież zwyczajnie zignorować platońskiej krytyki sofistyki. Za sprawą Filozofa, nastąpiło w tym miejscu pewne rozgraniczenie, które rzuca nowe światło na omawiany spór. Retoryka zostaje oderwana od tak wyraźnego, (wręcz nieodzownego) powiązania z sofistyką. Mimo to, zachowała ona za przedmiot swych zainteresowań obszar, którego tyczyły się sofistyczne wywody (oraz cel swej metody, jakim było przekonywanie). Mam tutaj na myśli kwestie społeczne, jak etyka czy polityka. Właśnie polityka (której retoryka miałaby być odgałęzieniem), tak dla Arystotelesa ważna, usytuowała retorykę, jako ważny element wychowania obywatelskiego, mającego dostarczyć narzędzi do obrony ustroju i państwa (Arystoteles, Etyka Nikomachejska). Filozof definiuje retorykę, jako antystrofę dialektyki i dalej, jako „umiejętność metodycznego odkrywania tego, co w odniesieniu do każdego przedmiotu może być przekonywające” (Arystoteles, Retoryka). O ile więc u Platona, retoryka (jako narzędzie sofistów) spotkała się z krytyką, o tyle Arystoteles, od sofistyki ją odróżnił i włączył do filozofii, jako ważną zdolność homo politicus. Przytoczona przeze mnie definicja potwierdza, iż tak przedstawiona retoryka, wciąż nastawiona była na to, co przekonujące, ale jej wykorzystanie do celów prywatnych, (jak robili to sofiści) zostało zastąpione postulatem czegoś na kształt obywatelskiej cnoty (jak obrona państwa).

Konsekwencje arystotelesowskiej koncepcji, widać ostatecznie u żyjącego dużo później, Cycerona. Arpinata zasłynął przecież, przede wszystkim, jako patriotyczny mówca, dopiero później, jako filozof. Jego pamiętna walka z Katyliną, stała się właśnie urzeczywistnieniem postulatów Arystotelesa, dotyczących tego, czym retoryka miałaby być. Znamienną wypowiedź Cycerona, iż „sama retoryka bez filozofii przynosi państwom przeważnie szkodę, podczas gdy sama filozofia, bez wymowy przynosi za mały pożytek” (Cyceron, O mówcy), można odczytać, jako utożsamienie sztuki wymowy z filozofią. We wcześniejszym De Inventione, powyższa teza została sformułowana nieco bardziej radykalnie, iż retoryka bez filozofii, jest po prostu niebezpieczna. Nie mniej, tym uzależnieniem wymowy od filozofii i filozofii od wymowy, Arpinata jakby uzasadnia dopuszczalność pomyłki, którą popełnili Ateńczycy, przy ocenie Sokratesa, chociaż konsekwencje jego postawy, są dużo dalej idące, o czym później. Mimo tego, Cycerona za sofistę również nie uznamy.

Historia, którą przedstawiłem powyżej, dotyczy starożytnych dziejów retoryki, gdzie po raz pierwszy pojawiła się ona, jako narzędzie sofistów (warto nadmienić, iż Giovanni Reale w swojej Myśli Starożytnej zauważa, że pierwotnie słowo rhetor, oznaczało po prostu polityka). Jako taka, została skrytykowana i przez ową krytykę osłabiona. W końcu, została zaabsorbowana właśnie przez swoich krytyków, filozofów, do ich dziedziny. Dla Arystotelesa, stanowiła ona element obywatelskiego wychowania, dla stoików stała się ona jedynie pięknym mówieniem o prawdzie (Reale, Myśl Starożytna), dla Cycerona była już samą filozofią. Efekt tego przemieszczenia, odbił się głośnym echem wśród filozofów nowożytnych. Niepokojąca stała się wtenczas myśl, że filozofia korzystająca z dorobku retoryki, sama mogłaby przedłożyć siłę przekonania, nad moc faktycznego, filozoficznego dowodu. Wydaje się przecież, że siła wywodu filozoficznego, polega na tym, iż przekonanie jest rzeczą wtórną, a nie celem samym w sobie, jak by to było w przypadku sofistyki.

Jak wspomniałem, w dziejach filozofii nowożytnej, spór o sofistykę odżył na nowo. Myśliciele podzieleni zostali na dwa obozy, platończyków z jednej (krytyków retoryki) i cyceronian (jej apologetów) z drugiej (szerzej traktuje o tym, w swojej książce, Krzysztof Pomian, Przeszłość jako przedmiot wiedzy). Właśnie zrodzona na nowo obawa, przed sofistyką (tym razem uprawianą przez filozofów), zmusza takich myślicieli, jak Blaise Pascal do podjęcia próby opracowania metody, która ukróciłaby możliwe sofistyczne zapędy (Pascal, Rozprawy i listy). Nie mniej, nie zapobiegło to kontrowersjom, jakie pojawiły się wokół postaci późniejszych, jak Edmund Burke (jedyni uznają go za filozofa, inni raczej za politycznego mówcę, oratora). Dla Kanta (niemalże rówieśnika Burke’a), retoryka wciąż pozostawała, przede wszystkim, umiejętnością sprawnego zwodzenia pozorem (Kant, Krytyka władzy sądzenia). Ostateczny cios próbom ponownego wyplenienia sofistyki z filozofii zadał, wydaje się, Schopenhauer swoją Erystyką (która, jak by nie patrzeć, jest chyba najbardziej wypaczoną formą retoryki stosowanej), co częściowo zdaje się potwierdzać artykuł Ewy Łętowskiej (My, naturalne dzieci Schopenhauera; Dziennik gazeta prawna, 11-13 lipca 2014, nr 133 (3774)).

Czy to oznacza, że my, współcześni filozofowie staliśmy się nowymi sofistami? Poddając walkę z nimi, w najlepszym wypadku jesteśmy przynajmniej współwinni ich współczesnej popularności. Jeśli uznamy, że retoryka jest filozofowi potrzebna (chociażby do tego, by mógł on w przystępny sposób przedstawić owoce swych dociekań), to jedynym, co pozwalałoby odróżnić tegoż filozofa od sofisty, to pozycja, z której mówca by argumentował. I tak, skoro dla sofisty jest to subiektywizm i relatywizm, filozof uznający wartość retoryki, musiałby przyjąć postawę odmienną. Czy to miałoby oznaczać, iż każda myśl ujmująca poznanie w kategoriach subiektywizmu, czy relatywizmu nie byłaby filozofią, ale już sofistyką? Moje osobiste przekonanie pozwoliłoby mi na taką tezę przystać, ale nie rozwiązuje to przecież problemu. Zauważmy, że tak sofistycznie ujęty relatywizm, czy subiektywizm nie jest wynikiem dociekań filozoficznych, zwieńczeniem głębszej refleksji, ale (jak wcześniej zaznaczyłem) rzeczą pierwotną, założoną w celu zwyciężenia dyskusji, sporu, lub ułatwienia sobie argumentacji. Jeśli sofistyka miałaby być filozofią, to na pewno byłaby filozofią skończoną, która uznaje, iż znalazła już ostateczną prawdę i odpowiedź na wszystko (warto się przy tym zastanowić, czy filozofia, jako taka w ogóle może być skończona, jak chciał tego na przykład Hegel). Istniałaby tylko jedna prawda, a byłby nią relatywizm. Na pewno nie mogła sofistyka być filozofią, ani dla Platona, ani dla Arystotelesa, a także nie mogła być nią dla Cycerona. Obecnie jesteśmy jednak dużo bardziej liberalni i uznanie subiektywizmu, czy relatywizmu, nie dyskwalifikuje jeszcze jednostki, jako filozofa. Nie mniej, wydaje mi się, że filozof powinien jednak dążyć do obiektywnych prawd absolutnych (odróżniając, sofista przyjmie relatywizm niekoniecznie dlatego,aby uważał, iż faktycznie tak się sprawy mają, ale po to, by udowodnić to, co mu się podoba). Dlatego, wywód filozofa jest zawsze złożony, (podczas gdy argumentacja sofisty powinna być prosta, być może nawet tą prostotą uwodząca). Nim przejdę dalej, pragnę wtrącić jeszcze krótkie wyjaśnienie. Mówiąc o sofistach w ogóle, i tym samym „wrzucając ich do tego samego worka”, popełniam pewien błąd. Sofiści w starożytnej Grecji stanowili niezwykle zróżnicowaną światopoglądowo grupę i ciężko byłoby ocenić ich wspólny dorobek (jako, że nie raz w poglądach różnych sofistów występowały sprzeczne myśli). Zwraca na to również uwagę Legutko, w swoim Sokratesie. Zrównanie Protagorasa z Kaliklesem, byłoby przecież wielkim nadużyciem. Tutaj, traktuję o sofistach przede wszystkim, ze względu na sposób zastosowania retoryki i tak moje uogólnienie powinno być rozumiane.

Wracając do kluczowego pytania, o stosunek filozofii do retoryki, możemy zapytać samych siebie czy teraz, po tylu wiekach sporu, możemy powiedzieć coś, co pozwoliłoby ten powracający konflikt rozwiązać? Wydaje się, że tak. Przyjmijmy, iż retoryka stosowana nie zależy od uprawianej filozofii, ale od osoby filozofującej. Zdaje się też, iż każdą tezę można przekazać w sposób bardziej lub mniej przekonujący. Nasza zdolność do wywoływania takich przekonań, opiera się na trzech, wskazanych już przez Arystotelesa czynnikach. Są to: logos, patos i etos. Oznaczają odpowiednio: wiedzę mówcy (to, co faktycznie mówi), jego zdolność wpływania na emocje słuchacza i autorytet retora. Zauważmy teraz, że z punktu widzenia filozofa, ostatnie dwa czynniki (tj. patos i etos) są zupełnie zbędne dla dowodu, innymi słowy, w ogóle nie powinny go interesować. To, czy się do nich odwoła zależy od charakteru osoby filozofującej, a nie filozofii jako takiej (przy czym, nie wyklucza to możliwości odbicia się, na samej myśli, jej konstrukcji). W takiej sytuacji, sama retoryka, staje się na tyle zależna od intencji retora, iż faktyczna krytyka nie może się tyczyć jej samej, a jedynie mówcy, który z jej dorobku korzysta. Czy Sokrates, krytykując sztukę Gorgiasza, mógł przeoczyć ten fakt? Postawienie takiego pytania, niezwykle komplikuje sprawę. Otóż Sokrates, dysponuje pojęciem retoryki (a przynajmniej jedynie do takiego się odwołuje) takim, jakie przedstawił mu z początku Gorgiasz, a następnie Polos. To, co trafia do uszu Sokratesa (a pamiętajmy, że są to słowa sofisty), być może, faktycznie uniemożliwia mu przeprowadzenie zaproponowanego przeze mnie rozróżnienia. Nie mniej, wydaje się, że jest ono kluczowe dla postawienia retoryki, we właściwym świetle. Takie rozumienie, sytuowałoby ją bowiem, nie jako przedmiot sporu, ale jako plac boju.

W takiej sytuacji, retoryka byłaby też niesłuszną ofiarą dyskusji filozofów z sofistami. Ulega ona krytyce wymierzonej weń przez Sokratesa, ale jednocześnie pozostając sztuką niezrozumianą. To dlatego, że jej obraz zdążyli już wypaczyć sofiści. Platon (przynajmniej w Gorgiaszu), ustami swego mistrza nie dezawuuje retoryki w ogóle (gdyż nie dysponuje jeszcze tak szerokim jej rozumieniem, jakim posługiwać się będzie jego uczeń i kolejni myśliciele), ale jedynie jej, bądź co bądź niewielki (niemniej ważny), sofistyczny aspekt. To jednak jedynie czubek góry lodowej, punkt zapalny nieprzekraczalnej bariery, różniącej filozofów i sofistów. Podobnego, wyraźnego odróżnienia jednych od drugich, próbował już dokonać jeden z adwersarzy Sokratesa, Kalikles. Potrzeba takiego podziału byłaby zapewne jedyną rzeczą, co do której bym się z nim zgodził. Sofistyka to nie filozofia.

Jakże łatwo (co udowodnili nam Ateńczycy) pomylić jest jednak, jednych z drugimi! Uważam, że dziś możemy się mylić tak, jak oni przed wiekami, uznajemy za mędrców tych, którzy nimi nie są, a ludzi mądrych, za burzących demokratyczny spokój. Dalej, jeśli właśnie subtelności sztuki retoryki mogą zmylić niewprawne ucho, które pomyli patos z logosem (w tym miejscu warto wyrazić żal, z powodu braku edukacji retorycznej, gdyż wtenczas, być może, nie byłoby to dla nas tak wielkim problemem), to nie w interesie sofisty leży obrona swego fachu, tylko filozofa. Wiemy (bardziej lub mniej wyraźnie), czym sofistyka jest. Chcąc jednak przeciwstawić jej filozofię, możemy mówić jedynie o tym, czym filozofia powinna być. Trzeba przyznać, że nie stawia to filozofii w najdogodniejszej pozycji, ale chyba właśnie na tym polega jej urok. Teraz, jeśli retoryka miałaby zostać pozostawiona sofistom, filozofia nigdy sporu z nimi nie wygra, jako że zostanie pozbawiona narzędzia służącego do wzbudzania przekonań. Sofista bowiem, będzie umiał wtedy do siebie (bądź swych tez, przekonać), a filozof nie. Innymi słowy, filozofia nie może odejść od retoryki, przynajmniej nie w tym sporze. Jak jednak ma to zrobić, nie popadając przy tym w sofistykę i jednocześnie wyraźnie (tak aby nowy starożytny Ateńczyk się nie pomylił) się od niej odróżniając?

Pytanie to postawione jest nieco „na wyrost”. Oczywiście, wiele zależy tu przecież od słuchacza. Zajęcie stanowiska obiektywistycznego, jest tutaj jedynie postulatem i ciężko byłoby stawiać go wobec każdego filozofa. Trzeba jednak zaznaczyć, że korzystanie z dorobku retoryki nie czyni z niego sofisty tak, jak nie robi z sofisty filozofa, powoływanie się na filozoficzne treści. Uważam więc, że definicje retoryki, jak ta, ukuta przez Kanta, są dla niej krzywdzące. Robią z niej bowiem, niezasłużenie sofistykę, kiedy jest to jedynie możliwością, a nie koniecznością. Sądzę także, że sprowadzanie retoryki do sztuki pięknego mówienia, również jest nieadekwatne. Retoryka musi być, przede wszystkim skuteczna, co nie sprawia od razu, aby miałaby być ona, czymś pięknym. Być może najbliższy prawdzie, w próbach zdefiniowania retoryki, był Arystoteles, chociaż i jemu pewne zarzuty dałoby się postawić (chociaż wymagałoby to zapewne osobnej rozprawy).

Kończąc pragnę zauważyć, że nie zaskakuje, iż za najwybitniejszego mówcę historia uznała właśnie Marka Tuliusza Cycerona. On bowiem, połączył nierozerwalnie retorykę z filozofią, a to połączenie, jako pierwszy, przypieczętował owocną praktyką. Dla Cycerona, filozofia stała się również gwarantem wykorzystywania sztuki retoryki, jedynie w słusznych i szlachetnych celach. Nie uchroniło to jej jednak, od popularnego, dziś często pejoratywnego znaczenia.

Komentarze

Komentuj

Powiązane posty