Rozumienie siebie i świata następstwem samobójstwa (część I)

W filozofii kwestie dotyczące podmiotu, poznania samego siebie były szeroko dyskutowane. W XXI wieku problematyka świadomości i tożsamości osobowej stała się jednym z głównych problemów filozofii umysłu i kognitywistyki. Oczekuje się od nich odpowiedzi na pytania, skąd wiemy, że inni są świadomi, czym jest świadomość.

Filozofia podmiotu zajęła się problematyką jednostki. Dąży do określenia kim jest każdy człowiek, jaki jest. Szuka wskazówek do poznania siebie, do określenia miejsca człowieka w świecie, zrozumienia istnienia. Emil Cioran nie mówi wprost o podmiocie. Dokonuje on swoistej hermeneutyki samobójstwa, która ma być wynikiem zrozumienia istnienia, siebie, świata i miejsca człowieka w świecie. Samobójstwo traktuje jako akt wyzwolenia od nieszczęścia istnienia i ohydy cielesności.

W XXI wieku problematyka samobójstw doczekała się własnej dziedziny naukowej. W suicydologii powstało wiele definicji samobójstw, określono czynniki wywołujące samobójstwa, dokonano kategoryzacji. Rozpatruje się samobójstwa z punktu widzenia psychologii, socjologii, prawa.

Samobójstwo uznaje się za poważny problem społeczny. Jest ono nacechowane negatywnie, kojarzy się z czymś złym, czymś niegodnym człowieka, tchórzostwem. Wartościujemy akt odebrania sobie życia etycznie i religijnie. Potępiamy samobójców, ponieważ zachowanie życia za wszelką cenę wydaje się być czymś przynależnym do naszej natury, czymś w nią wpisanym, koniecznym. Jest działaniem instynktownym każdego człowieka.

W filozofii pojęcie samobójstwa również było szeroko dyskutowane. Już w starożytności poruszano tę tematykę, choć wtedy samobójstwo nie było czymś złym. Nie było objawem tchórzostwa, wręcz przeciwnie było wyrazem pogardy dla śmierci, wartościowaniem życia pozagrobowego ponad cielesne istnienie. Platon w Fedonie pisał wprost, że ciało jest złem. Traktował on cielesną powłokę jako swoiste ograniczenie w osiągnięciu pragnień. Jednak w starożytności również pojawia się naganne traktowanie samobójców, z uwagi na niewypełnienie przez nich zadania, jakie bogowie im powierzyli dając życie. Jednak występowały w starożytności wyjątki od zakazów dopuszczenia się samobójstwa. Dobrowolna śmierć wówczas nie tylko nie jest naganna, ale stanowi pomnik cnoty.

Czym jest samobójstwo? Jak zaznaczyłam na wstępie, istnieje wiele definicji. Definicje te bywają albo za wąskie, albo za szerokie, uwzględniają tylko samobójstwa, inne uwzględniają nieudane próby, jeszcze inne samo myślenie o samobójstwie. W niniejszym tekście będę posługiwała się terminem „samobójstwo” w znaczeniu przemyślanego aktu woli, aktu, w którym dobrowolnie decydujemy się na odebranie sobie życia. Jest to akt występowania przeciwko istnieniu.

Dorobek literacki Emila Ciorana nakierowany jest na pojęcie samobójstwa. Każda jego książka, bardziej lub mniej, dosadniej bądź nie, traktuje o dobrowolnym odebraniu sobie życia. Jest autorem, którego całe życie było zmaganiem się z własnym cierpieniem, z niemożnością zniesienia siebie, to walka z myślami samobójczymi. To walka podmiotu niedostrzegającego żadnego celu w swoim życiu. Podmiotu, nakierowanego wyłącznie na siebie, odseparowującego się od świata, w którym widział marność i niedoskonałość stworzenia.

Cioran wydaje się postulować pewnego rodzaju transgresję, która prowadzi do przekroczenia świadomości życia. Podmiot dokonuje transgresji własnego istnienia, a także całego stworzenia. Życie dla Ciorana jest wstrętnym, oburzającym, czymś, od czego powinniśmy uciekać. Jest igraszką losu skazaną na śmierć. Zostaliśmy wrzuceni w świat ze świadomością własnego końca. Ta świadomość czyni nasze istnienie bardziej uciążliwym i nieznośnym, zadaje nam cierpienia. To cierpienie jest niejako wpisane w pierwiastek cielesny, który to wciąż przypomina nam o rychłej śmierci i napawa nas trwogą przed nią. Tu powinniśmy dokonać transgresji, przekroczenia naszej świadomości, uznania, że nieistnienie jest czymś lepszym od istnienia. Podmiot transgresyjny powinien zrozumieć, że żyjąc nic go nie czeka, powinien uwolnić się z okowów naturalnego pędu ku życiu, które przecież i tak prowadzi do śmierci. Jednak jest to najwyższe dobro, którego nie może osiągnąć ten, kto już zaistniał.

Pojąć, że to, czym jestem, nie jest mną, że to, co mam, nie jest moje, wyzbyć się wszelkiego wspólnictwa ze wszystkim, nawet z własnym życiem — to wiedzieć jasno, to zstępować aż do nicości, korzenia wszystkiego. Im bardziej otwieramy się na pustkę i dajemy się jej przenikać, tym skuteczniej umykamy fatalnej konieczności bycia sobą, człowiekiem, istotą żywą. Jeśli wszystko jest pustką, to będzie nią również owa trojaka fatalność. Magia tragiczności od razu traci swą moc. (E. Cioran, Zły demiurg)

Aby dojść do wyzwolenia z cierpienia egzystencji, podmiot musi dokonać refleksji nad tym co z niego zostaje po śmierci. Cioran dokonuje tego opisując jak przypadkiem znalazł się w muzeum i ujrzał ludzkie kości. Doświadczenie szkieletu wywołuje kontemplacje nad zniszczalnością ciała, nad jego znikomością. To, co niegdyś obrastało te kości wydaje się nigdy nie istnieć. Następnie, gdy wyobrazimy sobie samych siebie bez powłoki cielesnej, jedynie jako nagie kości bez twarzy, doznamy uspokojenia i rezygnacji, poczujemy się wolni. Pozwoli nam to spojrzeć na siebie z zewnątrz, z perspektywy osoby trzeciej, kogoś obcego. Przekroczymy dzięki temu życie i śmierć, ponieważ nasze ciało, a wraz z nim istnienie i śmierć, będą dla nas czymś poza nami, czymś z czym nie mamy nic wspólnego, co nie jest z nami związane w żaden sposób. Uświadamiając sobie dzięki temu, że cały świat jak i wszyscy ludzie są tylko materią, która nie przetrwa, jesteśmy skłonni zakwestionować otaczającą nas rzeczywistość względem świadomości. Dochodzimy tedy do wyzwolenia poprzez doświadczenie pustki.

O doświadczenie pustki warto zabiegać zawsze, nawet gdyby było ułudą. Jego przedmiotem i celem jest zredukowanie do nicości i życia, i śmierci, po to jedynie, by uczynić je znośnym. Jeśli od czasu do czasu taka próba się udaje, to czegóż chcieć więcej? Bez niej nie ma lekarstwa na chorobę bytu ani nadziei odnalezienia, bodaj na parę krótkich chwil, błogości sprzed narodzin, blasku czystej uprzedniości. (E. Cioran, Zły demiurg)

Emil Cioran w Złym demiurgu kategoryzuje stworzenie jako zło. Uważa, że istnienie zostało „popsute już u samego źródła”. Tylko zło może dać wyraz stworzeniu, ewentualnie mieszanina dobroci i złośliwości. Dobro nie posiada w sobie żadnego bytu, nigdy nie jest, zawsze tylko było. Zło natomiast z racji tego, że rządzi wszystkim co żywe, co cielesne, posiada byt. A więc wszystko co żywe zawiera w sobie pierwiastek zła bardziej niż dobra. Osoby będące dobre są według Ciorana poza porządkiem, są wybrykiem, przeoczeniem stworzenia. Zaś całe stworzenie nazywa zbrodnią, którą my dopełniamy karygodnie naśladując je i wydając na świat kolejne istnienia. Nie ma więc według Ciorana Boga dobrego, miłosiernego. Nie może on istnieć, bo nie mógłby stworzyć świata, nie mógłby dopuścić się zbrodni stworzenia.

Nie możemy oprzeć się refleksji, że naszkicowane zaledwie stworzenie ani nie mogło zostać ukończone, ani na to nie zasługiwało, i że w sumie jest ono błędem, hucznym występkiem popełnionym przez człowieka, a więc poniekąd skromniejszą wersją jakiejś znacznie poważniejszej zbrodni. Czyż ciąży na nas inna wina prócz tej, żeśmy mniej lub bardziej niewolniczo naśladowali Stwórcę? Przyrodzoną mu fatalność rozpoznajemy teraz w sobie. Nie na próżno wyszliśmy z rąk boga nieszczęśliwego i złego, boga przeklętego. (E. Cioran, Zły demiurg)

Cioran postuluje śmierć Boga jako śmierć religii, zwłaszcza chrześcijańskiej. Zakłada demiurga jako egzystencjalną radykalizację kartezjańskiego złośliwego demiurga. Do jego królestwa (demiurga) należy ciało, które Cioran nazywa gangreną, trądem. Zarzuca mu, że nie dostrzega swych porażek, że nigdy się niczego nie uczy, zaś swe klęski bierze za sukcesy. Uważa on, iż ciało powinno odpychać, powinno budzić grozę i przez to nie powinniśmy dopuszczać do dalszego rozprzestrzeniania się go. Jednak demiurg umieścił w ciele swe występne instynkty. Autor Złego demiurga sądzi jednak, że w przyszłości dostrzeżemy odrazę ciała i przestaniemy dopuszczać do rozmnażania się. „Kobiety ciężarne będzie się kiedyś kamienować, instynkt macierzyński będzie wyklęty, bezpłodność spotka się z poklaskiem.”

Samobójstwo według Ciorana „to akt nagły, piorunujące wyzwolenie, to nirwana poprzez gwałt.”

Samobójstwo jest pewnego rodzaju wyzwoleniem od cierpienia. Myśl o nim nadaje siły człowiekowi, daje mu wolność. Pozwala na decydowanie o sobie. Cioran nazywa to otchłanną nadzieją śmierci, która jest jeszcze poza śmiercią.

Akt pozbawienia siebie życia jest wyzwaniem dla samej śmierci, jest rywalizacją z nią, jest przezwyciężeniem jej, a także samego siebie. Pozwala nam to odkupić się we własnych oczach, nabrać do siebie szacunku. Jest przejawem inicjatywy. Jest zniszczeniem wszystkich powodów, przez które czuliśmy do siebie odrazę, pogardę. Dzięki czemu człowiek odzyskuje zaufanie do siebie, już na zawsze staje się kimś.

Cierpienie – jak już opisałam to wcześniej – jest wpisane w pierwiastek cielesny. Jednak nie jest ono niczym więcej jak tylko cierpieniem, choć staje się ono, gdzieś po środku, wszechświatem. Jednak człowiek nie powinien na nie narzekać, nie powinien swojego życia widzieć poza nim i z dala od niego. Cierpienie jest naszym posłannictwem i nie powinniśmy wyobrażać sobie swojego życia bez niego, nie powinniśmy wyobrażać sobie swego losu inaczej. Nie powinniśmy również żywić złości do wszelkich doznań jakie nas spotykają w życiu.

Samobójstwo jest ostateczną odpowiedzią na pytania: „Jak radzić sobie z własnym istnieniem?”, „Czy życie warte jest przeżycia?”, „Czy warto jest żyć w perspektywie i tak nadchodzącej śmierci?” Wydaje się, że pozbawienie siebie życia jest jedynym aktem, który daje nam całkowite panowanie nad własnym istnieniem, niweczy wszystkie determinanty, które panują nad naszym życiem.

Komentarze

Komentuj

Powiązane posty