Relacja ze szkoły letniej

Między 29 lipca a 3 sierpnia odbyła się w Iławie nasza pierwsza szkoła letnia (harmonogram dostępny tutaj). W gronie liczącym niemal 30 osób dyskutowałyśmy o współczesnej filozofii, poruszając różne tematy – od podmiotowości faszystowskiej do pojęcia prawdy. Sądzimy, że nauczyliśmy się wiele od siebie nawzajem. Nie tylko od innych prowadzących (którzy wcześniej zgłaszali swoje pomysły jedynie w zalążkowej postaci), ale również od uczestników i uczestniczek, których pytania, wątpliwości i uwagi zmuszały nas do przemyślenia na nowo wielu rzeczy albo zawierały pomysły, na które sami nie zdołalibyśmy wpaść. Poznaliśmy ciekawych ludzi, zawiązaliśmy nowe przyjaźnie i po prostu miło spędziliśmy czas. Jesteśmy przekonani, że powinniśmy się spotkać ponownie, na kolejnej edycji szkoły.

Z racji jej charakteru, zamiast pisać linearne, klasyczne sprawozdanie, postanowiliśmy zestawić różne perspektywy – zarówno prowadzących, jak i uczestniczek oraz uczestników (którzy, zwykle anonimowo, wypowiedzieli się w rozdanych przez nas ankietach; opracowania ich wypowiedzi oznaczone kursywą).

Cezary: Przyjechaliśmy do Iławy z trzech różnych miast. Nie mieliśmy wcześniej możliwości przećwiczyć naszych zajęć, nawet tych, które prowadziliśmy wspólnie. Przed 29 lipca jedynie ułożyliśmy konspekty do poszczególnych tematów i podzieliliśmy między siebie poszczególne wątki. Może wymieniliśmy jeden lub dwa maile, by wyjaśnić jakieś wątpliwości (rzeczy zbyt hasłowo ujęte w konspektach). A jednak, pomimo tego „niedopracowania” doskonale się uzupełnialiśmy, podłapywaliśmy wątki wprowadzone przez innych oraz spontanicznie nawiązywaliśmy do zajęć z wcześniejszych dni. Mam wrażenie, że w efekcie uzyskaliśmy w czasie kursu trudno osiągalną dynamikę i płynność. Nie stał za tym jakiś wyższy zamysł (poza tym, że całość kursu miała wprowadzać do filozofii współczesnej), ale z tej różnorodności elementów udało nam się zmontować coś naprawdę produktywnego.

Z ankiet i rozmów wydobyliśmy trzy ważne uwagi do programu. Choć wyszliśmy z założenia, że Foucaulta nigdy za wiele, okazało się, że zajęć mu poświęconych było jednak za dużo. Brakowało także zajęć poddających metodę Foucaulta krytyce. Wreszcie zapotrzebowanie na Theweleitowskie ujęcie faszyzmu było większe niż przewidzieliśmy.

Magda: Ten wyjazd był jak żaden inny. Z jednej strony – dyscyplina. Zajęć było dużo. A uczestnicy byli niesamowici. Niezależnie intensywnych towarzysko wieczorów codziennie stawiali się na 9:15 na zajęcia. Byli przy tym uważni i zaangażowani. Z drugiej – atmosfera niewymuszonego i spontanicznego luzu. Właściwie nigdy nie wiedzieliśmy co przyjdzie nam do głowy – ognisko czy pogaduchy plus pływanie. Odpoczęłam jak po najlepszych wakacjach.

Zdecydowanie czasu na pływanie było za mało. Szkoda, zwłaszcza że ośrodek, w którym odbywały się zajęcia, znajdował się tuż przy kąpielisku. Co więcej, czasem trudno było połączyć część naukową i integracyjną. W związku z tym niekiedy trzeba było dokonywać trudnych wyborów.

Jędrzej: Najlepiej chyba zapamiętałem dzień, gdy zaraz po chorobie trafiłem na naszą pieszą wycieczkę po okołoiławskich lasach. Była wprawdzie dla mnie dość wyczerpująca, ale udało mi się przeprowadzić podczas niej zajęcia o cyborgach. Następnie miałem okazję uczestniczyć w innych interesujących wykładach. Myślę, że prowadzenie zajęć filozoficznych w plenerze było ciekawym, choć nie do końca udanym eksperymentem – zmęczenie, odgłosy tła i inni turyści nie sprzyjały skupieniu.

Opinia Jędrzeja nie była odosobniona. Słońce prażyło. Komary atakowały. Dzień niezapomniany, pełen ciekawych spotkań i rozmów, ale nie wszyscy zapamiętają go równie dobrze. W przyszłości raczej nie będziemy łączyć wycieczek i wykładów.

Magda: Najbardziej doceniłam możliwość poznania ludzi. Kilka osób znałam już wcześniej, lecz szkoła dała okazję do odkrycia ich na nowo. Podobało mi się, że każdy prowadzący na zajęciach wytwarzał niepowtarzalny klimat. Pamiętam też powroty późną nocą, po całym dniu zajęć i po spotkaniach na pomoście – intensywnych i zawadiackich. Atmosferę szkoły, według mnie, w dużej mierze wytworzyła też weekendowa impreza disco polo1. Odbywały się one w Iławie w miejscu noclegu. Swojsko-orientalna niesamowitość brała się z takich podświetlanych palm i gigantycznego żubra bujającego się na wietrze. Było to totalnie ciekawe i elektryzujące. Jakkolwiek większość z nas nie zdecydowała się wziąć udziału w tych imprezach, mieliśmy okazję ich słuchać siedząc w pobliżu na piwie. W rezultacie poza filozofią współczesną nauczyliśmy się także słów i melodii współczesnej muzyki, która potem – śpiewana w wersji a capella towarzyszyła nam aż do końca szkoły.

Bardzo czekam na powtórkę z tymi ludźmi i z nowymi zjawiskowymi postaciami.

Impreza disco polo w sobotę trwała do godziny 4:00. Sami organizatorzy nie spali we wskazanym ośrodku. Część osób z zainteresowaniem uczestniczyła w wydarzeniu; innych z kolei całonocna impreza tuż za oknem przyprawiła o rozstrój nerwowy. Nocne imprezy oraz drobne nieporozumienia gastronomiczne wynikające z licznej reprezentacji wegan i wegetarian sprawiły, że klimat tego miejsca był niezapomniany.

Cezary: Z całej szkoły letniej najbardziej zapadły mi w pamięć wieczory, które spędzaliśmy na pomoście przy plaży miejskiej. Panowała tam atmosfera radosnego dzielenia chwili z ludźmi, którzy z obcych bardzo szybko zmienili się w dobrych znajomych. Mając za sobą kilka zarwanych nocy, do tego obowiązki organizatora i codzienne prowadzenie zajęć pozwalałem sobie wtedy na wzięcie głębszego oddechu i lekką zatratę świadomości. Dopiero czarna, chłodna toń – do której wskakiwaliśmy z pomostu – zmywała ciężar dnia. Dzięki temu zarówno ja, jak i – chyba – inni na nowo zaczynali rejestrować fakty.

Tomek: W moim przypadku współprowadzone przeze mnie zajęcia były debiutem dydaktycznym, zatem postanowiłem stać się wówczas wieloma, a co najmniej dwoma: rozdzieliłem się na mówiącego i słuchającego, starających się nadążać za sobą wzajemnie. Inną kwestią było uważne przebieganie i rozglądanie się między moimi zajęciami a zajęciami prowadzonymi przez innych, tak aby były do siebie dopasowane. Jako coś najbardziej gruntownego wspominam różnego rodzaju spacery i wędrówki, których nieodłącznym elementem była woda – albo odbywały się wzdłuż jej cieków, albo kończyły się w niej. Lasy i ludzie, myśli i papierosy – wszystko to wyłaniało się z wody i na powrót wstępowało do niej. W każdym razie stanowiła spoiwo naszej całej aktywności. Zaryzykowałbym nawet nazwanie formy i trajektorii naszej szkoły letniej kłączowatą plątaniną glonów niespiesznie sunącą po spokojnej tafli wody.

Bartek: Zacznę od pewnej rzeczy dotyczącej Machiny Myśli, o której powinniście wiedzieć. Kiedy zaczynaliśmy swoją działalność, przyświecał nam pewien pomysł: wyrażać czym jest filozofia w działaniu, przekładać teoretyczno-krytyczne rozważania na konkretne aktywności. Myślę, że szkoła letnia jako przestrzeń, w której żyliśmy razem przez kilka dni, kształtując siebie nawzajem, wytwarzając więzi, relacje, była realizacją tego postulatu. Bardzo mi zależało na tym, aby wspólnie dokonać rodzaju filozoficznej ekspresji. Na kilka dni przyjechaliśmy wszyscy do Iławy i wytworzyliśmy bardzo zróżnicowany kolektyw. Dzięki poznaniu nowych, ciekawych osób pojawiły się pomysły wspólnych projektów i praktyk. Jest to dla mnie niezwykle cenne.

Dziękuję wam wszystkim za szkołę; to było coś naprawdę wspaniałego. Mam nadzieję, że kiedyś stworzymy razem coś równie interesującego.

Za możliwość wykorzystania zdjęć serdecznie dziękujemy:

– Darii Zwinczewskiej

– Mikołajowi Bojnarowiczowi

– Jakubowi Dadlezowi

  1. Na którą ośrodek „Leśna”, gdzie nocowali uczestnicy i uczestniczki, zapewnił darmowy wstęp w cenie noclegu, za co serdecznie dziękujemy – przyp. red.

Komentarze

Zostaw komentarz

Podobne wpisy