Przybliżenia (1): Kant, Husserl, Heidegger

Przedmowa: Niniejszym chciałbym przedstawić wam pewien cykl artykułów, kierujący się trafnym spostrzeżeniem jednego z moich wykładowców, że „filozofii najpierw należy nauczyć się źle”. Ktoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z tą dziedziną nie jest w stanie, nawet na najlepszym wykładzie, od razu pojąć całej złożoności filozofii np. Arystotelesa, czy Kanta. Ale zarazem jak najszybciej poznać ich musi. Musi o nich słuchać i czytać, choć będzie rozumiał mało; pisać i mówić, chociaż będzie w tym wiele bzdur. Wszystko to po to, by potem znowu słuchać i czytać, pisać i mówić. Znowu i znowu. Filozofia to nie tabliczka mnożenia – nie wystarczy się jej raz na pamięć nauczyć. Filozofia wymaga nieustannego zataczania kół, a jej celem jest: rozumieć.

Z uwagi na powyższe „Przybliżenia” za zadanie stawiają sobie „zatoczyć pierwsze koło”, toteż przedstawione wiadomości i interpretacje „zawodowcowi” mogą wydać się zbyt uproszczone, czy zbyt jednostronnie przedstawione. Co więcej: będą to również odczytania stosunkowo „subiektywne”, ponieważ moim celem jest zaprezentować pewnego współczesnego filozofa, którego rozważania, bez znajomości jego poprzedników, mogłyby być zupełnie niezrozumiałe dla „amatora”.

– Kant, czyli transcendentalizm –

Po tym jak Hume, radykalizując empiryzm, skrytykował nasze podstawowe intuicje dotyczące świata (pojęcia Boga, materii, podmiotu, czy – najważniejsze – związku przyczynowo-skutkowego), filozofom pozostało tylko: zająć się analizą zdań i przekonań lub potraktować swoją dziedzinę jako rodzaj sztuki i uprawiać dla przyjemności (oczywiście istniało jeszcze najbardziej klasyczne, w naszej dziedzinie, podejście: nie zrozumieć rozważań Hume’a i – z uwagi na to – nie przejąć się nimi). Znalazł się jednak pewien umysł nieprzeciętny, który – wyrwany, dociekaniami szkockiego filozofa, z dogmatycznej drzemki – odkrył dla filozofii inną, nową drogę. Był to Kant, „chińczyk z Królewca” (jak mawiał później, o nim, jeden z jego zaciekłych antagonistów). Zrozumiawszy rozważania Hume’a nie mógł już uprawiać filozofii w „starym stylu”, z jej pytaniem o przyczynę. Wynalazł jednak inne pytanie: „jakie są warunki możliwości?”. Jak możliwa jest nauka (sądy syntetyczne a priori)? Jak możliwa jest moralność?

Badając jakąś sferę Kant podaje jakie są konieczne dla istnienia w niej takich, a nie innych, relacji warunki, np. aby poznanie było możliwe podmiot poznający musi „odbierać” dane zmysłowe oraz być wyposażony w aprioryczne formy naoczności (czas i przestrzeń), kategorie intelektu (np. substancja, przyczyna) i idee regulatywne (Bóg, dusza, świat); aby była możliwa moralność musi istnieć wolna wola, nieśmiertelna dusza oraz Bóg. W żadnym wypadku nie jest tu stwierdzane „poznanie istnieje”, „moralność istnieje” i mają taką, a taką przyczynę, ale raczej: aby było możliwe istnienie „tego i tego”, musi istnieć „to i to”. To, co uwarunkowane (przez warunki możliwości), należy do sfery zjawisk, do świata empirycznego, to, co warunkujące (czyli warunki możliwości), należy do sfery transcendentalnej (u Kanta jest to konkretnie: podmiot transcendentalny). Taka filozofia jest zatem badaniem transcendentalnym: szukaniem warunków możliwości. Kant określa swoje odkrycie jako „przewrót kopernikański”, gdyż przenosi on warunki poznania z przedmiotu, ze świata zewnętrznego, takiego, który uważamy za obiektywny, na podmiot, do tego, co uważamy za subiektywne, wewnętrzne [choć w przypadku Kanta należy raczej mówić o intersubiektywności, ponieważ warunki możliwości (poznania, czy moralności) są wspólne dla wszystkich ludzi – a dokładniej: przynależą do Ja transcendentalnego, czyli logicznego podmiotu (mocno upraszczając można by powiedzieć: wyabstrahowanego z ogółu ludzi)].

Na zakończenie tej części dodajmy tylko, że swoje rozważania Kant określił mianem „hipotezy” – w filozofii nie ma już dłużej być miejsca dla dogmatycznego ustalania jedynej słusznej prawdy.

– Husserl czyli fenomenlogia –

W 1900 roku ukazują się Badania logiczne. W filozoficznym środowisku powoli zaczyna wrzeć: kim jest Edmund Husserl? czym jest fenomenologia? By przybliżyć nas do dopowiedzi na te pytania przywołajmy wspomnienia jednego z jego uczniów (zarazem trzeciego bohatera niniejszego wpisu): „Metoda dydaktyczna Husserla przybierała formę stopniowego wprawiania się w fenomenologicznym >>widzeniu<<, które wymagało jednocześnie rezygnacji z nie kontrolowanego wykorzystywania wiedzy filozoficznej, ale także rezygnacji z powoływania się w rozmowie na autorytet wielkich myślicieli.” Słowa te są tropem wiodącym nas do znanego, fenomenologicznego zawołania: „z powrotem do rzeczy samych!”.

Cóż jednak kryje się za tym hasłem? By to wyjaśnić należy przywołać koncepcję doświadczenia pierwotnego. Jest to swego rodzaju empiryzm par excellence – nie w sensie pewnej historycznie ugruntowanej szkoły (której przedstawicielem był np. Hume), ale jako powrót do czystej empirii, do czystego doświadczenia wyzwolonego z całej zastanej aparatury pojęciowej. Fenomenologia pragnęła uwolnić analizę zjawisk od ustalonych z góry, strukturyzujących ją diagnoz. Nie chodziło tu o rezygnację z pojęć, ale raczej wydobycie się z tych zastanych (przynależnych do nauk przyrodniczych, filozoficznej tradycji i społecznej codzienności), aby ująć rzeczywistość w całej jej różnorodności i bogactwie. Przykładowo: badając fenomen wstydu nie można było z góry zakładać, jak czyniła to psychoanaliza, że jest on sublimacją popędu seksualnego, ale należało „przyjrzeć się rzeczy-samej”. Fenomenologia za cel stawiała sobie nie wyjaśnienie lub analizę, ale opis! Poznanie naukowe mówi o pewnym świecie, ale mówiąc o nim, przepuszcza go już przez pewną siatkę pojęć i założeń. „Wszystko, co wiem o świecie, nawet w sposób naukowy, wiem dzięki swojemu widzeniu i dzięki doświadczeniu świata, bez którego symbole nauki nie miałyby żadnego znaczenia.” (Merleau-Ponty) Należy wspomnianą siatkę odrzucić i źródłowo doświadczyć świat, a następnie opisywać (za pomocą zawsze niedoskonałych słów) to co się nam ukazuje.

I dopiero na tej podstawie możliwa jest jakaś wiedza. Chociaż opis jest dla fenomenologii niesamowicie ważny, na nim się nie kończy. Pozwala on na wydobycie pewnych relacji, koniecznych związków. Dla przykładu: badając obiekt czasowy (coś, czego istnienie nie wyczerpuje się w chwili, ale wyłania się dopiero w pewnej ich rozciągłości, np. dźwięk) Husserl pokazuje, że czas naszej świadomości (tak jak go świadomość „przeżywa”) jest zupełnie inny od czasu obiektywnego (czasu takiego, jak go ujmujemy w naturalnym nastawieniu do świata, takiego jaki jest wedle naszych potocznych wyobrażeń). Co więcej: Husserl wykazuje, że czasu obiektywnego nie da się pojąć bez oparcia go na czasie świadomości. Czas pierwotny zatem nie jest następstwem jednorodnych, punktowych chwil, ale swoistą trójjednią przeszłości (retencji), przyszłości (protencji) i teraźniejszości (będącej każdorazowo czymś „nowym”).

Aby dojść do takich wniosków musimy wpierw wykonać szereg kroków, które można określić jako redukcję fenomenologiczną, „branie w nawias”, epoche. We wspomnianym przykładzie pierwszym, co musimy zrobić, to zredukować naszą dotychczasową wiedzę o czasie oraz wszystko, co transcendentne wobec naszej świadomości, czyli w tym wypadku czas obiektywny, czas kosmiczny. Nie oznacza to bezmyślnego odrzucenia tychże, z góry przekreślenia ich prawdziwości, ale jedynie zastosowanie zasady bezzałożeniowości: nie można przyjąć z góry żadnej istoty czasu, żadnej jego definicji, ani tego, że „czas jest i że świat istnieje w czasie” (Husserl). Interesuje nas tylko to, co pojawia się w naszej świadomości (jak wykazał Kartezjusz: nie podobna, bez popadania w sprzeczność, wątpić w data świadomościowe), czyli – w tym wypadku – bezpośrednie doświadczenie przeżywania czasowości, które opisujemy, a później z tego opisu wyciągamy wnioski. Dziedzictwo Kanta ujawnia się tu na dwa sposoby: przede wszystkim świadomość (jako podmiot transcendentalny) jest „uprzywilejowana” względem świata zewnętrznego, jako to, co go konstytuuje; z drugiej strony to, co znajduje się w podmiocie transcendentalnym ma status warunków możliwości w stosunku do świata zewnętrznego (jest a priori).

[Warto dodać, że jest to tylko wczesny Husserl, u późnego pojawiają się te wątki, za których brak zostanie za chwilę skrytykowany.]

– Heidegger i hermeneutyka –

Oto na scenę wkracza niepokorny uczeń: tyleż zawdzięczający Husserlowi, co w niego uderzający. Bycie i czas nie kryje miana zastosowanej metody: to fenomenologia. Heidegger również pragnie „powrócić do rzeczy samych”, pragnie by jego badanie było nieuprzedzonym opisem fenomenów, opartym na doświadczeniu źródłowym. Jednakże od razu czyni zastrzeżenie: ta fenomenologia nie jest, jak u Husserla, fenomenologią transcendentalną, lecz hermeneutyczną. Celem namysłu autora Bycia i czasu nie jest badanie czystej świadomości (świadomości absolutnej, transcendentalnej), ale faktycznego życia, faktycznej egzystencji. Heidegger krytykuje Husserla za to, że badana, przez tego ostatniego, świadomość jest poza-światowa. Faktyczna egzystencja jest zawsze światowa, jestestwo jest byciem-w-świecie, a to oznacza zarazem, że jest dziejowe („historyczne”) oraz nastawione praktycznie (w przeciwieństwie do czysto teoretycznego oglądu świadomości). Dlatego też punktem wyjścia dla Heideggera nie jest naoczność (jawienie się przedmiotów w świadomości), ale rozumienie. „>>Opisu<< nie należy pojmować jako opisu przedmiotów, bytu rzeczowego, lecz musi mu przewodzić rozumienie.” (Pöggeler) Dla przykładu: tego, co historyczne, a zatem przeszłe, nie możemy uchwycić „wzrokiem”, czyli za pomocą kategorii, które wywodzą się z naocznej obserwacji (fenomenów w świadomości), możemy to jednak zrozumieć. Znajomość dziejów, to przede wszystkim znajomość źródeł ukrytych: istotne jest w nich nie to, co widowiskowe, co wpada w oczy, ale to, co niewidoczne.

Chociaż wcześniej napisałem, że Heidegger odrzuca określenie „transcendentalna” dla „swojej” fenomenologii, to jednak wciąż pozostaje dziedzicem myśli Kantowskiej. Wprowadzone przez niego podziały na to co ontologiczne i ontyczne, egzystencjalne i egzystencyjne odpowiadają podziałowi Kanta na sferę transcendentalną i empiryczną. Dla przykładu: opisywana przez Heideggera trwoga nie jest czymś empirycznie przygodnym, ale warunkiem możliwości indywidualizacji i wyrwania z Się [niem. das Man] każdego jestestwa (Dasein). Następuje tu jednak przekroczenie zarówno Kanta jak i Husserla. Egzystencjalna analityka Dasein „zrywa z prymatem poznania i dlatego pozwala zapytać, na poziomie transcendentalnym, o konkretne sfery doświadczenia: o kontekst instrumentalno-narzędziowy, o język, o wspólnotę. Istotą Dasein jest praktyka, egzystencja, nie zaś kontemplacja przedmiotów lub przeżyć.” (Herer)

Warto tu jeszcze wrócić do wątku opartego na doświadczeniu pierwotnym, bezzałożeniowego opisu. „Wpływ podstawowych pojęć filozoficznych pochodzących z tradycji filozoficznej jest dziś jeszcze tak duży, że trudno przecenić jego oddziaływanie. Dlatego wszelkie rozważanie filozoficzne, nawet najbardziej radykalne, nowo podjęte, przenikają tradycyjne pojęcia, a wraz z tym tradycyjne horyzonty i poglądy niekoniecznie pochodzące źródłowo i prawdziwie z tego obszaru bycia i z tego jego ukonstytuowania, które jakoby pojmują.” (Heidegger) Dlatego też konieczna jest destrukcja tradycyjnych pojęć. Nie oznacza to ich bezmyślnego odrzucenia i skazania na zmarnienie, ale właśnie zrozumienie ich, przyswojenie sobie i krytyczny namysł. Dopiero wówczas fenomenologiczny opis oparty na źródłowym doświadczaniu będzie prawdziwie nieuwarunkowany naszymi wcześniejszymi wyobrażeniami i wiedzą.


Na koniec każdego „Przybliżenia” chciałem wam również polecić jakąś lekturę, raczej opracowanie, niż tekst źródłowy. Na pewno nie podam monografii dotyczącej każdego, z omówionych przeze mnie filozofów, może nawet nie w każdym „Przybliżeniu” będzie jakaś. Powodem jest to, że chcę polecić coś szczerze – nie na siłę, żeby zgadzały się punkty – a nie zawsze znam coś dobrego (co nie oznacza, że tego nie ma). Często moja wiedza pochodzi z wykładów i ćwiczeń, często z lektury tekstów źródłowych, często z opracowań, których bym nie polecił, czasem z rozmów, albo „przy okazji” lektury książki dotyczącej innego zagadnienia. Także nie mogę wam, tym razem, szczerze polecić czegoś o Kancie i Husserlu, ale chciałbym was zachęcić do lektury książki Wawrzyńca Rymkiewicza pt. Ktoś i Nikt. Wprowadzenie do lektury Heideggera. Większość książek poświęconych autorowi Bycia i czasu popada w jedną z dwóch trudności: albo wyjaśnia Heideggera językiem Heideggera i wówczas staje się zrozumiała tylko dla tych, którzy już rozumieją (sic!), albo też przekłada Heideggera na język tradycyjnej metafizyki i wówczas źle wyjaśnia wiele kwestii. W obu wypadkach myśl zostaje zaciemniona. Rymkiewicz natomiast wspaniale wybrnął z tego impasu. Gorąco polecam!

Komentarze

1 Komentarz

Komentuj

Powiązane posty