Problem władzy u Michela Foucaulta w kontekście rozważań o prawie

Twórczość Michela Foucaulta jest dla prawników niemal zupełnie obca, chociaż nie da się nie zauważyć, że prawo stanowiło jeden z podstawowych tematów poruszanych przez francuskiego filozofa w wielu jego książkach. Przyczyn tego zjawiska można upatrywać m.in. w fakcie, że francuski filozof używa niezwykle specyficznego, wysoce retorycznego, jawnie wartościującego języka oraz w tym, że jego twórczość wymyka się generalizacjom i próbom sklasyfikowania. A jednak nie ulega wątpliwości, że warto przyjrzeć się projektowi Michela Foucaulta, bo może okazać się użyteczny w dociekaniu istoty coraz bardziej widocznego przekształcenia prawa. Chodzi mianowicie o to, że postmodernizuje się bezpośrednie otoczenie prawa (Sulikowski 2010), zaś samemu prawu – jak twierdzi prof. Ewa Łętowska (Łętowska 2014) – zagraża zmiana paradygmatu powodowana m.in. przez coraz dalej idącą multicentryczność ośrodków tworzenia i stosowania prawa oraz pojawienie się prawa w mediach opartych na działaniu nowych technologii. A któż lepiej nadaje się do rozwiązania problemów stawianych przez filozofię postmodernistyczną niż filozof z tą formacją wiązany1?

Podstawowe znaczenie dla adekwatnego postawienia problemu prawa u Foucaulta ma konstatacja, że według niego podstawowym elementem przenikającym zarówno język, percepcję, społeczeństwo – i przez to nas samych – jest władza. Na podstawie wielowątkowej, dogłębnej analizy Foucaultowi udaje się wyodrębnić dwa typy władzy: władzę suwerenną i władzę dyscyplinarną2. Mówiąc o władzy suwerennej, Foucault korzysta z tradycyjnego, mającego swe źródło w teorii politycznej, rozumienia władzy, które określić można modelem jurydyczno-dyskursywnym. Władza suwerenna jest, najprościej rzecz ujmując, władzą ześrodkowaną na suwerenie, jednostce upoważnionej do nakazywania i zakazywania, dysponującej rozlicznymi uprawnieniami pozwalającymi jej wydawać skuteczne rozkazy, przyjmujące postać prawa, skierowane do członków społeczeństwa znajdujących się niżej na drabinie hierarchicznej. Suwerenem może być państwo, rodzice, nauczyciel czy król – ktokolwiek spełniający powyżej wymienione kryteria, przy czym to monarcha stanowi najbardziej typowe i obrazowe odzwierciedlenie tych zależności. W schemacie proponowanym przez suwerenność władza zlokalizowana jest w jednym miejscu – państwie. Manifestuje się ona przede wszystkim poprzez prawo, które stanowi główny środek jej oddziaływania i przybiera przede wszystkim postać negatywną, wykluczającą, cenzurującą, uciskającą.

Jedno z podstawowych przekonań Foucaulta głosi, że jurydyczno-dyskursywny model władzy nie jest już wystarczający, żeby opisać rzeczywistość funkcjonowania władzy. Postać suwerena już od dawna nie ma tak dużego wpływu w społeczeństwie, jak się powszechnie przyjmuje, efekty jego panowania są znacznie bardziej poślednie i zanikające. Z tego względu Foucault zaproponował nową koncepcję władzy: władzę dyscyplinarną. Można ją opisać jako pewien zespół stosunków sił składający się na podwaliny organizmu społecznego i sięgający samych podstaw społeczeństwa, stanowiący

ogólną strukturę działań wpływających na możliwe cudze działania: prowokuje, zachęca, wywołuje, uwodzi, ułatwia lub utrudnia, w skrajnych wypadkach wymusza lub bezwzględnie zakazuje – zawsze jednak pozostaje sposobem oddziaływania na inny podmiot działający (Foucault 1998a, s. 186–187).

Badając władzę dyscyplinarną, patrzymy, jak władza funkcjonuje, jakie mechanizmy wprowadza w ruch i istnienie czego zapoczątkowuje, jak się przejawia, jak działa w różnych dziedzinach i wymiarach jako praktyki, instytucje, koncepcje i wszelkie inne aspekty codzienności. Badacz władzy uprawia, jak mawiał Foucault, mikrofizykę władzy. „Chodziło […] o to, by uchwycić władzę u jej granic, w jej najdalszych rozgałęzieniach, tam gdzie się staje włoskowata, to znaczy, by ująć władzę w jej formach i instytucjach najbardziej regionalnych, najbardziej lokalnych” (Foucault 1998b, s. 37).

Rozpatrywane w kontekście tych różnych typów władzy, prawo jawi się jako bardzo skomplikowany mechanizm oddziaływania. Z jednej strony, samo prawo – jako pozostałość władzy skupionej wokół króla-suwerena – tworzy dyskurs odrębny od dyskursu dyscyplinarnego. Głównym celem prawa jest represjonowanie, odebranie, negowanie, zaś podstawową cechą kształtowanie zachowań ludzi poprzez wydawanie rozkazów – nakazów i zakazów, dzieląc w ten sposób potencjalne ścieżki działania według binarnego kodu na wspierane i odrzucone (sankcjonowane). „Prawo nie było po prostu orężem zręcznie używanym przez monarchów; dla ustroju monarchicznego było ono sposobem manifestowania się i formą umożliwiającą jego akceptację”. Rezultatem tego jest to, że „sprawowanie władzy w społeczeństwach zachodnich wyraża się niezmiennie poprzez prawo” (Foucault 1995, s. 80), które służyło monarchiom. „Zachodnie prawo jest prawem zależnym od władzy króla” (Foucault 1998b, s. 35).

Z drugiej strony, dzisiejsze prawo jest zupełnie innego rodzaju niż to spotykane w średniowieczu. Nie opiera się już na binarnym podziale na dozwolone-zakazane, lecz w swój zakres wprowadziło znacznie bardziej „miękkie” sposoby oddziaływania, zachęcające ludzi do podejmowania konkretnych działań w takiej mierze, w jakiej działania te popychają ich w sferę władzy. Podstawową bowiem cechą odróżniającą nową, dyscyplinarną władzę od starej jest obecność komponentu pozytywnego: produktywność. Produktywność ta przejawia się tym, że władza wpływa na formowanie się wiedzy w społeczeństwie, a przede wszystkim tego, co w ogóle może być postrzegane jako poznawalne (jako wiedza). Zapewnia również jeden konkretny wzorzec postępowania, czyni z ludzi możliwe do zidentyfikowania podmioty. Upodmiotowienie ma swoje źródło w strategii mającej wytworzyć „ja”, a więc zaprzęga tendencje indywidualizacyjne po to, żeby łatwiej sprawować nadzór nad jednostką. Służyć temu mają instytucje indywidualnego nadzoru: szkoły, szpitale, więzienia, koszary, domy poprawcze. Choć niektóre z tych instytucji funkcjonowały już wcześniej, w epoce władzy dyscyplinarnej to właśnie one wyznaczają miejsce wszystkich jednostek w taki sposób, żeby umieścić je pod czujnym okiem nadzorców. Władza dyscyplinuje poprzez funkcjonalne rozmieszczenie w przestrzeni tak, żeby wpisać ciało w sieć relacji zmierzających do jego jak najdalszego podporządkowania.

Dyscypliny oddziałują więc na prawo i pod ich wpływem coraz bardziej spełnia ono funkcję regulatywną, normalizacyjną, zmierzającą do nadzorowania życia, a jednocześnie traci jedną ze swoich głównych cech: przestaje odwoływać się do miecza, nie ma już za zadanie ukazania bezwzględnej przewagi suwerena nad poddanym. Prawo zaprzęga więc w swój zakres instytucje właściwe dla dyscyplin, w związku z czym „coraz wyraźniej funkcjonuje […] jako norma [zaś] […] instytucja jurydyczna coraz mocniej zespala się z continuum aparatów (służby zdrowia, administracji itp.), pełniących przede wszystkim funkcje regulatywne” (Foucault 1995, s. 126). Prawo staje się jednym z narzędzi będących do dyspozycji władzy dyscyplinarnej – hierarchizującej, mierzącej i wartościującej. Dzięki tej kolonizacji jednego typu władzy przez drugi powstaje byt, który Foucault nazywa społeczeństwem normalizacyjnym, w którym kara ma na celu normalizację, doprowadzenie członka społeczeństwa do zgodności z panującą normą. Jednym z pól, w których ta ewolucja władzy jest najbardziej widoczna, jest właśnie kara.

Początkowo, w dobie suwerenności, efekty władzy nie były dostrzegalne przez cały czas, ujawniały się tylko w sposób nieciągły, przerywany, w okresowych manifestacjach. Najbardziej spektakularnym przykładem tego zjawiska była kaźń – kara właściwa głównie dla średniowiecznej i wczesnonowożytnej władzy suwerennej. Tym się odróżniała od innych form wymierzania sprawiedliwości królewskiej, że miała pozostawić ślad na ciele skazańca, żeby zaspokoić urażony przestępstwem honor władcy; w tym znaczeniu była wyrazem nagiej siły. Ciało stanowiło tutaj przedmiot, na którym władza suwerenna realizowała przysługujące jej uprawnienia. Kaźń służyła przede wszystkim przywróceniu autorytetu władcy, przeciwko któremu zwrócone było przestępstwo; kara nie była tylko zadośćuczynieniem czy rehabilitacją, miała ukazywać gniew suwerena, zawsze był w niej komponent należny władcy.

W dobie władzy dyscyplinarnej mamy zaś do czynienia z inną, nowatorską formą manifestacji władzy karania: z więzieniem, które jako kara zastąpiło uznaną za haniebną i wstydliwą kaźń. Kara ma teraz powodować jak najmniej cierpienia, minimalizować dyskomfort fizyczny, nie stanowi już zemsty suwerena na ciele przestępcy. „Ciało jest tu w sytuacji instrumentalnej i pośredniej: jeśli działa się na nie, zamykając je lub każąc mu pracować, czyni się to po to, by pozbawić jednostkę jednej ze swobód pojmowanych równocześnie jako prawo i majątek” (Foucault 2009, s. 13), czyli wolności. Można by wręcz stwierdzić, że doszło do redefinicji pojęcia kary, jako że jej celem jest obecnie zadośćuczynienie ofierze i wychowywanie jednostki do życia w społeczeństwie, dostosowanie jej do panujących reguł, normalizacja. Konieczna jest w tym celu bezustanna obserwacja i tresura: „zagospodarowanie czasu, rozkładu zajęć, obowiązkowe przemieszczanie, regularne zajęcia, samotne rozmyślania, praca we wspólnocie, milczenie, staranność, poszanowanie, dobre obyczaje” (Foucault 2009, s. 126) – celem więzienia jest stworzenie indywiduum ujarzmionego dzięki wymuszeniu powtarzalności pożądanych zachowań.

Społeczeństwa, które opierają się na zasadach dyscyplinujących, wyznaczanych przez obecność produkowanych jednostek, Foucault określa mianem panoptycznych. Odwołuje się tutaj do projektu więzienia idealnego opracowanego przez angielskiego filozofa, Jeremy’ego Bethama. Projekt ów przedstawia się następująco: w samym centrum struktury zbudowanej na planie okręgu znajduje się wieża strażnicza wyposażona w szereg okien, przez które strażnik może obserwować więźniów. Więźniowie nie są w stanie zobaczyć strażnika, ale mają żyć w świadomości, że on może kontrolować ich, choć nigdy nie mogą mieć pewności, czy się tam faktycznie znajduje. Ta świadomość ciągłej kontroli, motywująca jednostkę do przestrzegania ustanowionych reguł niezależnie od tego, czy ktokolwiek na nią patrzy, popycha ją do samoujarzmienia. Dla Foucaulta Panoptykon nie stanowi wyłącznie koncepcji więzienia idealnego, ale raczej wykorzystywany jest jako wzorzec, który legł u podstaw funkcjonowania mechanizmów władzy dyscyplinarnej. „[Panoptykon] Może być rozumiany jako zawsze możliwy do uogólnienia wzorzec postępowania, jako sposób określenia związków władzy z codziennym życiem ludzi” (Foucault 2009, s. 200).

Niemniej jednak opisana powyżej gigantyczna zmiana społeczno-polityczna nie znalazła odzwierciedlenia w analizach prawa, które nadal przesiąknięte są przestarzałymi, niedostosowanymi do współczesności ideami, koncentrującymi się wyłącznie na aparacie państwa i instytucjach, suwerenności, wolności. Głównym powodem, dla którego władza suwerenna przetrwała jako ideologia prawa i jego zasada organizująca, a nie została zastąpiona zupełnie odrębnym mechanizmem, jest według Foucaulta to, iż wspiera ona władzę normalizacyjną poprzez skrywanie dominacji realizowanej przez techniki dyscyplinarne. Gwarantuje ona bowiem każdemu podmiotowi wiele różnych broni przeciwko władcy-suwerenowi, które przyjmują najczęściej postać uprawnień. Uprawnienia te delegowane są na państwo i to właśnie państwo zobowiązuje się je chronić.

Problem polega jednak z jednej strony na tym, że władza suwerenna nie ma już tak dużego wpływu jak kiedyś, bo znacznie bardziej ukryte mechanizmy władzy dyscyplinarnej zajęły jej miejsce, zaś prawo nie chroni jednostki przed ich – znacznie bardziej złowrogim i dalekosiężnym – oddziaływaniem. Z drugiej strony prawo, zapewniając rozliczne uprawnienia, deklaruje swoją antywładczość, tzn. powszechnie twierdzi się, że prawa przyznawane jednostce przez państwo mają za zadanie chronić ją przez zakusami władzy. Nie zwraca się uwagi, że uprawnienia te to nic innego, jak efekt działania władzy, tzn. nie tylko w tym sensie, że zostały przez władzę przyznane, ale przede wszystkim z tego względu, że główną ich funkcją jest nie ochrona jednostki przed władzą, lecz tej władzy umocnienie i proliferacja. Władza dyscyplinarna skrywa się bowiem za tymi uprawnieniami na dwa sposoby: po pierwsze, uprawnienia te odwracają uwagę społeczeństwa od mechanizmów dyscyplinarnych poprzez zapewnienie zestawu pozytywnych przywilejów, które zostały rzekomo odebrane władzy, a po drugie sprzyjają iluzji, że jednostka jest w stanie owocnie wpływać na konstrukcję władzy i przeciwstawić się jej. Dlatego też, nawet jeśli uznać, że uprawnienia przyznawane jednostkom stanowią ustępstwo ze strony władzy na rzecz tych jednostek, to stanowią ustępstwo konieczne w celu zapewnienia dalszego funkcjonowania władzy dyscyplinarnej.

Skoro tak, to czy prawo nadaje się do walki z tak pojętym przymusem, czy może ono uwolnić człowieka z okowów władzy, zamiast sprowadzać go coraz bardziej w głąb jej terytorium? Na pierwszy rzut oka wydaje się, że odpowiedź będzie negatywna. Twierdzenia Foucaulta sprowadzają się bowiem do przekonania, że broniąc suwerennych praw jednostki, prawnik czy jakakolwiek inna osoba stosująca prawo, zamiast uwalniać ją od przeszkód stojących na drodze jej wolności, zaprzęga ją coraz dalej w sferę wpływów władzy. Retoryka stosowana przez francuskiego filozofia i fakt, iż prawo działa na styku dwóch typów władzy, skłaniać mogą do wniosku, że prawo jest immanentnie uwikłane w gry władzy i z tej aporii nie ma i nie może być wyjścia – poza porzuceniem praktyki i profesji prawniczej oraz stosowania mechanizmów przyznawanych przez prawo.

Z drugiej strony, patrząc bardziej na normatywne założenia przyjmowane przez Foucaulta, jego chęć i dążność do przeciwstawieniu się zastanym formom funkcjonowania władzy i kreowania siebie jako odrębnej jednostki w całkowitej od nich separacji, stwierdzić trzeba, że filozofia Foucaulta to nie tylko atak na dyskurs prawniczy, instytucje karne i prawników jako grupę społeczną odpowiedzialną za poddawanie coraz to nowych sfer życia społecznego pod kontrolę władzy. Jest to również zaproszenie, ale zaproszenie bardzo szczególne. Zdaniem Foucaulta nie można się poddawać w dążeniu do zaprowadzenia wolności i sprawiedliwości – droga do nich nie prowadzi jednak poprzez utarte ścieżki prawa. Nie oznacza to jednak, że prawnik czy urzędnik, w dążeniu do konsekwentnej antywładczości, nie powinien korzystać z instytucji prawnych – przecież przestałby wtedy być prawnikiem/urzędnikiem. Przed osobą stosującą w swojej praktyce zawodowej instytucje prawne stoją, jak można sądzić, dwa wyjścia.

Po pierwsze, może ona używać tych instytucji ściśle pragmatycznie i ironicznie, mając w pamięci powyżej poczynione zastrzeżenia i zdając sobie sprawę z proweniencji dyskursu prawnego, angażując się wybiórczo wyłącznie w te aspekty swojej dziedziny, które prowadziłyby ostatecznie do jej podważenia lub osłabienia. Działałaby wtedy w ramach systemu, podejmując starania do zmiany go od środka i dostosowania na potrzeby przeciwstawienia się władzy. Po drugie, może optować za stworzeniem nowego, antywładczego (sytuującego się zarówno przeciwko suwerenności, jak i dyscyplinom) prawa, co stanowi przedsięwzięcie znacznie bardziej skomplikowane, ale przez samego Foucaulta uznawane za mające zdecydowanie większe szanse powodzenia.

Prawdę mówiąc, aby walczyć z dyscypliną, […] nie należy zwracać się w stronę starego prawa suwerenności, ale szukać nowego prawa, które miałoby charakter antydyscyplinarny, ale które byłoby zarazem wolne od zasady suwerenności (Foucault 1998b, s. 48).

Prawo w ujęciu Foucaulta jest częścią mechanizmów władzy – głównie władzy suwerennej, ale jest coraz bardziej kolonizowane przez techniki dyscyplinarne, spełniając nową rolę normalizacyjną. W tym sensie jego celem nie jest wyłącznie represjonowanie, ale również – a może przede wszystkim – tworzenie warunków dla realizacji bardzo konkretnych postulatów polityczno-ideologicznych3. Prawo jest zatem twórcze, produktywne, nie tylko dlatego, że realizuje pewne potencjalności, ale przede wszystkim z tego względu, że ma swój udział w kreowaniu człowieka jako odrębnego (autonomicznego) indywiduum i jednocześnie członka społeczeństwa. Wpisuje się więc idealnie w schemat oddziaływania dyscyplin, w pewien sposób zapewniając im kolejny mechanizm, za pomocą którego mogą rozprzestrzeniać się na terytoria dotąd niezdobyte. Dlatego obecne prawo – niezależnie jak korzystne i wolnościowe może się nam wydawać – jest tubą władzy, lecz już nie tylko w ściśle politycznym znaczeniu, zgodnie z którym stanowiło ono odzwierciedlenie stosunków społecznych. Dzisiaj przedstawia ono również pole, na którym funkcjonuje władza zupełnie bezosobowa, odseparowana od jakichkolwiek grup wpływów, ale jeszcze potężniejsza i nieuchwytna, bo niewidoczna i powszechnie nieuświadamiana.

Nie da się ukryć, że Foucault – namawiając do podejrzliwości wobec prawa i poddawania go w wątpliwość, jako że samo uczestnictwo w dyskursie prawnym prowadzi do rozplenienia się mechanizmów funkcjonowania władzy w społeczeństwie – stawia nie lada wyzwanie. Jest to jednak wyzwanie bardzo produktywne, dlatego że zmierzać może nie tylko do uświadomienia sobie przez prawników czy urzędników wszelkich przyjmowanych bezrefleksyjnie założeń w praktyce prawniczej, ale przede wszystkim do nadania zastanym instytucjom społecznym innego, bardziej ludzkiego oblicza – kreowania rzeczywistości w taki sposób, żeby korespondowała z potrzebami grup, które same nie mają wystarczających możliwości wpływu na otaczający je świat.

Bibliografia:

  • M. Foucault, Historia seksualności, t. 1: Wola wiedzy, Warszawa 1995
  • M. Foucault, Nadzorować i karać. Narodziny więzienia, Warszawa 2009
  • M. Foucault, Podmiot i władza, „Lewą Nogą”, nr 9, 1998
  • M. Foucault, Trzeba bronić społeczeństwa. Wykłady w Collège de France, 1976, Warszawa 1998
  • E. Łętowska, Prawo w „płynnej nowoczesności”, „Państwo i Prawo”, nr 3, Warszawa 2014
  • A. Sulikowski, O możliwościach postmodernizacji nauki prawa konstytucyjnego, „Państwo i Prawo”, nr 12, Warszawa 2010
  1. Jakkolwiek przynależność Foucaulta do postmodernizmu jest tematem niezwykle kontrowersyjnym (również z tego powodu, że trudno jest podać taką definicję postmodernizmu, która by dla wszystkich była zadowalająca, gdyż sam postmodernizm stanowi raczej konglomerat często niezwykle odmiennych postaw intelektualnych i tradycji filozoficznych aniżeli spójny program), nie ulega wątpliwości, że można wyszczególnić pewien rys wspólny dla filozofów postmodernistycznych. Przyjmie on postać, przykładowo, następującej formuły: „Aurę myślenia postmodernistycznego wyznacza […] przede wszystkim przekonanie, iż charakterystyczna dla kultury zachodniej wizja uniwersalnego, jednego rozumu […] wyczerpała swą kreatywną moc i dobiegła kresu” (H. Perkowska, Postmodernizm a metafizyka, Warszawa 2003, s. 19). Foucault idealnie wpasowuje się w tę roboczą definicję postmodernizmu, gdyż  dąży on do tego, żeby uwypuklić pluralizm prawd, tradycji, postrzegań, znieść odwiecznie obowiązujące w filozofii dychotomie oraz zwrócić uwagę na to, iż świat znaczeń nie jest odkrywany, lecz tworzony w wyniku działania interpretatora. Oznacza to odrzucenie klasycznej teorii prawdy na rzecz koncepcji konstruktywistycznej, antyesencjalistycznej, co przekłada się na przekonanie, iż esencje są historyczne i instytucjonalne – uwarunkowane kontekstem, kulturą, społeczeństwem.
  2. Do tego wyliczenia powinna dojść również biowładza, lecz ze względu na ograniczenia miejsca i fakt, że dla prawa istotniejsze jest zestawienie ze sobą władzy suwerennej i władzy dyscyplinarnej w tym artykule zajmujemy się tylko dwoma wspomnianymi typami władzy.
  3. Można by powiedzieć, że ta przemiana odzwierciedla w pewnym, ograniczonym zakresie zmianę paradygmatu w prawie z pozytywizmu twardego na pozytywizm miękki.

Komentarze

Komentuj

Powiązane posty