Porządek kolekcji – o bibliotekach i gabinetach osobliwości

Krzysztof Pomian, w swoim studium Zbieracze i Osobliwości. Paryż – Wenecja XVI-XVIII wiek przywołuje konflikt pomiędzy antykwariuszami (tu w dawnym znaczeniu badaczy starożytności, często kolekcjonujących starożytne monety – medale – wystawiane następnie w gabinetach) a filozofami zajmującymi się „prawdą”. W sporze tym, przedstawiającym dwie odmienne postawy poznawcze, które można scharakteryzować jako kolekcjonerską i refleksyjno-filozoficzną, postawa erudycyjna identyfikowana jest jako „zwykłe gromadzenie faktów” (str. 204), jest krytykowana ostro przez zwolenników i uczniów Kartezjusza. Kolekcjonerstwo zostaje sprowadzone do powierzchownej wiedzy o starożytności lub wiedzy o świecie i przeciwstawione metodzie filozofii nowożytnej. Na czym zatem osadza się oś tego konfliktu i jakie są podstawowe elementy relacji między obiema tymi postawami?

Pośród różnorodnych zjawisk związanych z fenomenem kolekcji i gromadzenia przedmiotów jako oglądem świata i próbą jego uporządkowania a przede wszystkim opisania, znajdą się zarówno biblioteki (jako miejsca, w których gromadzimy wiedzę pod postacią książek, manuskryptów, albumów) jak i renesansowe gabinety osobliwości, poprzedzające tworzenie współczesnych muzeów. Obydwie te przestrzenie, stanowią rodzaj narzędzia wyrażającego próbę stworzenia systemu całościowo ujmującego wiedzę, wynikającą bezpośrednio z ludzkiej codzienności. Temat kolekcji i zbierania, jako zjawisko powszechnie występujące w kulturze, obecny był w refleksji myślicieli reprezentujących różne kierunki i szkoły filozoficzne, od fenomenologii poprzez strukturalizm czy neomarksizm.

Na samym początku, gdy poruszamy zagadnienie jakiejkolwiek kolekcji, musimy wyodrębnić z ogólnego zbioru rzeczy te obiekty, które mają być jej przedmiotem, trzeba zatem wykazać ich wartość dla zbierającego (nie koniecznie ekonomiczną) poprzez nadanie im statusu semioforów, czyli nośników znaczeń kulturowych. Owo wyodrębnienie, jak za fenomenologami zauważa Manfred Sommer w swoim dziele Zbieranie. Próba filozoficznego ujęcia, jest efektem powiązania doświadczenia zmysłowego z konstrukcją myślową, efektem „poznawczego odniesienia do rzeczywistości” (str. 174 -178). Prowadzi to do stworzenia kategorii obiektu – a zatem pojęcia – będącej wynikiem opisu oraz zdobytej, lub ustalonej, wiedzy o danym przedmiocie. Następnym krokiem jest utworzenie odrębnej, wyizolowanej przestrzeni wspólnej dla danych obiektów (sommerowskie „ poruszenie ku byciu razem”, str.5), która dalej będzie podlegać organizacji, podziałowi i przypisaniu konkretnych funkcji. Jedną z nich będzie wystawienie do oglądu (aczkolwiek, na co zwraca uwagę Pomian, nie zawsze będzie to ogląd związany z postrzeganiem skierowanym ku szerszej, „ludzkiej” publiczności, jak to się dzieje w przypadku darów składanych w grobach lub wotów gromadzonych w świątyniach, do których wstęp jest ograniczony lub zgoła zakazany). Wszystko to z kolei powoduje sprowadzenie wielości do ludzkiej miary; miary którą można objąć przysłowiowym „jednym spojrzeniem”. Na koniec, ze zbieraniem łączy się także tworzenie wszelkich spisów i list, wykazujących zawartość kolekcji. Te zaś, jak zauważa Umberto Eco, mogą być tworzone według najróżniejszych reguł, implikujących różne sposoby postrzegania świata (wymienię tu chociażby formę zamkniętą, zakładającą skończony zbiór lub niekończące się wyliczenie właściwości).

Na tym nie koniec; Walter Benjamin, w eseju Unpacking my Library. A Talk about Book Collecting, porusza inne, niezwykle ważne wątki związane z kolekcjonowaniem i tym szczególnym rodzajem kolekcji, jakim jest biblioteka wraz ze swoimi książkami, albumami, broszurami czy atlasami. W tekście tym, który jako pretekst do refleksji nad tematem intymnej relacji łączącej kolekcjonera z jego zbiorami, wykorzystuje przenosiny domowej biblioteki i jej wypakowywanie z kartonów, Benjamin zwraca uwagę na to, że przede wszystkim bardziej liczy się czynność kolekcjonowania niż sam jej obiekt; czynność popychająca do agonalnej rywalizacji z innymi zbieraczami lub z samą, bardzo silną pokusą domknięcia zbioru w swojej naturze niemal nieskończonego. Ponadto, niemiecki myśliciel rozważa w nim status samego aktu kolekcjonowania, nie tylko jako zwyczajnej akumulacji pewnych obiektów, lecz także jako sposobu opisania otaczającego świata materialnego, a tym samym zawładnięcia nim poprzez kategoryzację czy nadanie porządku. Porządek ten, jak zauważa Benjamin, to wytworzenie dialektycznej opozycji pomiędzy ładem (systematyką, hierarchią) a chaosem (przypadkowością doboru). Co więcej; porządek ów bardzo często znajduje się w oku nie tego, który ogląda lecz tego, który go ustanowił.

W związku z arbitralnością porządku kolekcji – czy też biblioteki – ustalenie jej wymiernej wartości będzie nastręczało problemów. Tezauryzacja kolekcji (czyli wyłączenie ich z obiegu rynkowego) nastąpi wówczas gdy semiofory w niej zawarte, a także samo ich zestawienie, zostaną uznane za wartościowe, przede wszystkim ze względów kulturotwórczych, jak też diachronicznych. Podam tu przykład chociażby wspomnianego na samym początku zbioru starożytnych medali; kiedyś środka płatniczego, po upływie czasu nabierającego zgoła nowej wartości, przekraczającej tę pierwotną. Według Benjamina istotną funkcją, którą posiada biblioteka, jest jej ścisły związek z wspomnieniami, a zatem z pamięcią. Również z historią; ponieważ za każdym pożądanym przez kolekcjonera obiektem, znajduje się jego historia, jego dzieje. Biblioteka, jak każda kolekcja, jest zarazem dziedzictwem, które można przekazać następnym pokoleniom lub doprowadzić do jej zniknięcia poprzez rozproszenie zbiorów. Innymi słowy, biblioteka (lub kolekcja) stanowić będzie przekazywalny zbiór otwarty – lub też nieskończony, jak tego chce Jorge Luis Borges – tworzący udzielne uniwersum, rodzaj mikrokosmosu i odwzorowania świata w pomniejszonej skali.

-Mikrokosmos biblioteki-

Nasuwają się w tym momencie oczywiste skojarzenia z opowiadaniem Biblioteka Babel Jorge Luisa Borgesa, będącego doskonałą, literacką ilustracją niektórych zagadnień poruszonych powyżej a jednocześnie przedstawieniem kolejnych problemów, których nastręcza idea kolekcji jako sposobu opisu świata:

Wszechświat (który inni nazywają Biblioteką) składa się z nieokreślonej, i być może nieskończonej, liczby sześciobocznych galerii, z obszernymi studniami wentylacyjnymi w środku, ogrodzonymi bardzo niskimi balustradami. Z każdej galerii widać piętra niższe i wyższe: nieskończenie. Układ galerii jest niezmienny (…) W sieni jest lustro, które podwaja wiernie pozory. Ludzie wnioskują zazwyczaj na podstawie tego lustra, że Biblioteka nie jest nieskończona (gdyby taką rzeczywiście była, po cóż to złudne podwojenie?); ja wolę śnić, że gładkie powierzchnie przedstawiają i obiecują nieskończoność… (Borges, str. 68-69)

Tytułowa biblioteka tworzy zatem heterotopijny model wszechświata1 (a także swoisty, geometrycznie powtarzalny labirynt poznania2). Jest on tylko pozornie racjonalny; jego geometryczna symetria (symbol boskiej harmonii i matematycznego ładu panującego we wszechświecie) jest zafałszowana poprzez lustrzane odbicie; odwracające sens, ukazujące świat na opak. Anonimowy narrator opowiadania nieustannie przytacza kolejne próby teoretycznego ujęcia charakteru Biblioteki i jej zbiorów, z których żadna nie wyjaśnia ani celu jej istnienia ani chaosu zgromadzonych w niej książek. W rezultacie, biblioteka ta sprowadza się do wielkiej, niczym nie ograniczonej kolekcji, podlegającej jednej, jedynej regule (poza tym pewnikiem, że istnieje); zawiera dzieła składające się z dowolnej kombinacji dwudziestu pięciu znaków: liter alfabetu a także przecinka i kropki.

Mamy tu do czynienia z problemem nieskończoności zbioru a zarazem granic pojmowania. Monstrualna wielkość Biblioteki powoduje, że mieści się w niej wszystko, lecz przerasta to zdolności ludzkiego pojęcia. Tytułowa Biblioteka zaczyna więc przeczyć jednemu z celów i zamierzeń współczesnych bibliotek rozumianych jako skarbnice wiedzy, którą można udostępniać następnym pokoleniom. Zamienia się zatem w nieme źródło domysłów, które nie przekazuje już wiedzy ani żadnych sensownych informacji, zajmując się tylko wyliczaniem wyliczania oraz gromadzeniem gromadzenia.cabinet

Biblioteka z przytaczanego opowiadania stanowi też grę z neoplatońskim pojęciem mikrokosmosu, w takim sensie w jakim termin ten przytacza Michel Foucault w Słowach i rzeczach; a mianowicie kalejdoskopowa struktura tego nierzeczywistego miejsca implikuje policzalność, tudzież skończoność, znajdujących się w niej książek (bytów) a jej zamknięta i ograniczona budowa pozornie sugeruje istnienie granic, zamykających całość. Jednakże, przynależna do tego terminu gra podwójnych odwzorowań (aemulatio mikro w makrokosmosie) zostaje tutaj zachwiana i rozbita w grze lustrzanych odbić.

RitrattoMuseoFerranteImperato

-Kultura ciekawości-

Borgesowska biblioteka jest tak naprawdę wyrafinowanym labiryntem (jak już wyżej wspomniałam, jej geometryczna, powtarzalna budowa jest zwodnicza co do swojej natury3), który to według Eco jest owocem ludzkiego zamiłowania do cudowności. Tendencja ta, jak i również próba odtworzenia i symbolicznego odwzorowania ogromu świata w skali mikrokosmosu, zgromadzenia w jednym miejscu całej dostępnej ludzkości wiedzy, która jednocześnie wyrwana ze swojego pierwotnego kontekstu traci dawne znaczenie i staje się przedmiotem spekulacji przypomina renesansowe gabinety osobliwości (niem. Wunderkammer, Kunstkammer).

Były to prywatne kolekcje, popularne w szesnastym i siedemnastym wieku, których schyłek przypada na wiek osiemnasty, wraz z ich stopniowym przekształcaniem się w gabinety historii naturalnej a później w muzea. Tworzone były w specjalnie do tego przeznaczonych pokojach, komnatach lub szafach, które stanowiły mieszaninę dzieł sztuki, wytworów i dziwów natury, preparatów anatomicznych, zielników i herbarzy, wypchanych rzadkich okazów zwierząt, kolekcji minerałów i kamieni czy też artefaktów innych kultur, przywiezionych z zamorskich wypraw i podróży. Ważnym kryterium w doborze kolekcjonowanych przedmiotów była ich rzadkość lub cudowność. Często zatem zawierały w sobie to wszystko, co według Lorraine Daston i Katharine Park, prowadzi do wywołania emocjonalnej triady przerażenia, przyjemności i obrzydzenia (s.176), znajdujących również swoje odbicie w estetyce manierystycznej i barokowej. Owa rzadkość i wyjątkowość miała wyrażać twórcze moce Natury a także prezentować całą jej złożoność poprzez jej najwspanialsze osiągnięcia. Opierając się często na odwzorowaniu i jego różnych odmianach jak gra sympatii, analogia czy emulacja, zawierały w sobie jednocześnie kwintesencję tego, co Foucault uznaje za zwornik kultury i sposób organizacji wiedzy w szesnastym wieku. Efektem takiego spojrzenia na świat i formułowania wiedzy na tej zasadzie był jej teoretyczny bezkres przy jednoczesnym ubóstwie, które prowadziło do poznawczej monotonii, w której wszystko było odbiciem wszystkiego.

Protoplaści współczesnych muzeów, wunderkamery miały w sposób bezpośredni przedstawiać „marzenie o całkowitym poznaniu naukowym” (Eco, str.205). Sięgające swoimi początkami tradycji średniowiecznych mirabiliów (ilustrowanych ksiąg wypełnionych opisami i miniaturami istot cudownych, nadprzyrodzonych i boskich), były wyrazem tego, co Pomian określa terminem kultura ciekawości. Postrzegana jako źródło demonicznego zagrożenia przez Ojców Kościoła, ciekawość była przeciwstawiana dobroczynnej i cnotliwej dociekliwości. Ciekawość, związana z pożądaniem, od siedemnastego wieku zaczyna być ukazywana w opozycji do usystematyzowanego pociągu ku wiedzy naukowej. Co więcej, Pomian definiuje ciekawość jako kategorię pośrednią między teologią a nauką, której dopiero narzucenie pewnych ram (Franciszek Bacon4, Kartezjusz) doprowadziło do wyodrębnienia metody naukowej, zaś w przypadku wunderkamer sprawiło, że przekształciły się w muzea historii naturalnej.

apothecary-cabinet

Jak zauważa Pomian, zgromadzenie różnorodnych przedmiotów pokazujących z osobna wieloaspektowość świata, było też nadaniem mu ludzkiej perspektywy wyrażonej w ludzkim spojrzeniu, pomniejszeniem wszechświata; innymi słowy stworzeniem mikrokosmosu. Niczym Borgesowski alef5, gabinety osobliwości miały zawierać w sobie całość świata; poprzez swoją symbolikę miały odnosić się do przeszłości, teraźniejszości i przepowiadać przyszłość, zawartą w obietnicy całkowitego poznania.

Dlaczego więc te nieliczne renesansowe gabinety, które przetrwały do naszych czasów6 (lub ich katalogi) oglądane z dzisiejszej perspektywy przypominają raczej rupieciarnie bez znaczenia, przypadkowe i bezładne zbieraniny dziwnych obiektów? Pierwszą przyczyną jest to, na co zwracają uwagę Daston i Park, czyli dominujące w większości wunderkamer pomieszanie kategorii, tworzącą mieszaninę tego co ludzkie z tym, co zwierzęce; co rzeczywiste z tym co fantasmagoryczne; tego co piękne z tym co zatrważające. Chaotyczne wyliczenie tego co heterogeniczne, prowadzące do odwrócenia i zatarcia kategorii, zakończonego nie tyle błędem, co natychmiastowym rozpadem uprzednio ustalonych kategorii.

Po drugie, kompulsywne nagromadzenie przedmiotów w jednym miejscu, wyraźny symptom przerażenia pustką, horror vacui, prowadziło do ogłupiającego wręcz zawrotu głowy, stopienia wszystkich dziwności w jedną, nierozróżnialną masę. Wunderkamera była zatem frenetycznym nagromadzeniem i, parafrazując zdanie zaczerpnięte z Biblioteki Babel Borgesa, „majaczącą kolekcją”.

-Metoda i ład natury-

W końcu, od siedemnastego wieku począwszy, poprzez coraz to bardziej metodyczne temperowanie niezdyscyplinowanej ciekawości i narzucanie jej ogólnych ram, pojawiają się tematy dla niej zakazane i pytania niedozwolone. Takim pytaniem może być chociażby zagadnienie dotyczące wyjątków zastąpione uważanym za prawidłowe i pożądane pytaniem dotyczącym ogólnego ładu panującego w przyrodzie.

Zagadnienie ładu natury, które się tu pojawia, jest efektem zastąpienia myślenia poszukującego analogii (podobieństwa) poprzez analizę. Wkracza tu empiria, scharakteryzowana przez Foucaulta właśnie jako nauka o ładzie (o Tym Samym), rozbudowana wokół tablic różnic i identyczności. Umożliwia to powstanie historii naturalnej, która operuje mechanizmami przeniesionymi z kolekcji, takimi jak pogrupowanie przedmiotów (obiektów studiów), zestawienie ich razem i wystawienie ich do oglądania na jednej przestrzeni/płaszczyźnie. Powstaje zatem idea kolekcji ukazującej jakiś wyimek rzeczywistości pogrupowanej, wzmacniającej obserwację i porównanie. Prowadzi to do ograniczenia wspierania się na starożytnych autorytetach, w przeszłości skutkującego całkowitym zawierzeniem i niekończącym się powtarzaniem ich opinii, praktykowanym aż do czasów nowożytnych. Innymi słowy, ogląd i porównanie zaczynają służyć korekcji poprzednich założeń i pewników. Poszukuje się zatem regularności i prawidłowości, a nad tym wszystkim zaczyna panować pojęcie ładu, jednoznaczne z prawdą opartą na matematycznym porządku. Zmiany te odzwierciedlają przeobrażenia w episteme, która przechodzi od zainteresowania tym, co symboliczne i metaforyczne do uwypuklenia znaczenia mathesis i taksonomii. Z drugiej strony, gabinety osobliwości, czyli zjawisko zazwyczaj kojarzone z dziedziną historii sztuki, stanowi ciekawy element przejściowy pomiędzy scholastycznym mnożeniem bytów (często fantastycznych, zadziwiających hybryd łączących w sobie materię ożywioną z nieożywioną, dzieła sztuki z wytworami natury, egzemplarze rzeczywistych organizmów z owocami manierystycznej wyobraźni) a zaczątkami kształtowania się nowożytnej nauki, opartej na obserwacji i metodologicznym/metodycznym opisie i kategoryzacji.

Kolekcja i kolekcjonerstwo jako sposób organizacji wiedzy, w tym także renesansowe zjawisko gabinetów osobliwości są zatem nie tylko jednym ze źródeł współczesnej nauki i pewnym etapem w jej rozwoju. Fenomen ten przejawia się wciąż na marginesie zarówno nowożytnej jak i współczesnej percepcji rzeczywistości – wspomnę tu chociażby benthamowski Panoptykon (wzorowany, jak wspomina Foucault, na królewskiej menażerii – czyli kolekcji zwierząt – w Wersalu). W pewien przewrotny sposób idea tej szczególnej kolekcji, jaką jest gabinet osobliwości, oraz mechanizmów za nią stojących połączonych z zamiłowaniem do tego co cudowne, osobliwe i heterogeniczne, zaskakujące i jednocześnie przerażające może być zastosowana do próby ujęcia charakteru całkiem współczesnego zjawiska, jakim jest Internet; budową i zawartością nieraz przypominający labirynt Biblioteki Babel.

Źródło grafiki: Domenico Remps, Gabinet Osobliwości, XVII w.
(za: https://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Cabinet_of_Curiosities_1690s_Domenico_Remps.jpg)

BIBLIOGRAFIA:

  • Benjamin W., Unpacking my Library. A Talk about Book Collecting
  • Borges J. L., Biblioteka Babel
  • Daston L. Park K., Wonders and the order of nature 1150-1750
  • Eco U., Szaleństwo katalogowania
  • Foucault M., Słowa i rzeczy
  • Pomian K., Zbieracze i Osobliwości. Paryż – Wenecja XVI-XVIII wiek
  • Sommer M., Zbieranie. Próba filozoficznego ujęcia.

 

  1. Nie jest to jedyny tego typu przykład w prozie Borgesa. Wystarczy chociażby wymienić opowiadania takie jak Alef, Ogród o rozwidlających się ścieżkach czy też Tlön, Uqbar, Orbis Tertius.
  2. Do którego nawiązuje chociażby Umberto Eco w swojej debiutanckiej powieści Imię Róży (1980).
  3. Lustro i labirynt stanowią jedne z często się powtarzających leitmotiv’ów u tego argentyńskiego pisarza.
  4. Jak zauważają Daston i Park, Bacon w traktacie The Advancemnet of learning (1605) doceniał rolę gabinetów osobliwości jako zapewniających możliwość odbycia pogłębionych studiów na temat ich obiektów, co prowadziłoby do korekcji filozoficznych aksjomatów i zarazem mogłoby wpłynąć na innowacyjność w sztukach mechanicznych.
  5. Na myśl przychodzi w tym momencie inny labirynt wiedzy, czyli Internet.
  6. Chociażby najsłynniejsza Kunstkamera, która zawiera zbiór preparatów z osobliwościami anatomicznymi, należąca do zbiorów Piotra I Wielkiego w Petersburgu lub pozostałości gabinetów osobliwości wystawione w miejskim muzeum w zamku w Dreźnie, którego Mathematisch-Physikalischer Salon szczyci się kolekcją barokowych automatów i kolekcji przyrządów astronomiczno-matematycznych.

Komentarze

Komentuj

Powiązane posty