Nietzsche: o dwóch religiach nihilistycznych (i jednej afirmatywnej)

Fryderyk Nietzsche znany jest ze swych bezlitosnych ataków na chrześcijaństwo. Nadanie książce tytułu Antychryst (bądź: Antychrześcijanin) oraz ogłoszenie „śmierci Boga” zdają się mówić same za siebie. Z drugiej strony niektórzy upatrywali w nim apologety, który zajadłą krytyką stara się wskazać prawdziwe źródła wiary. Ateista czy przewrotny krzewiciel wiary? Ani jedno, ani drugie.

Nietzschego należy traktować przede wszystkim jako filozofa. Ale filozofa „nowego typu”, już nie klasycznego. Ten niemiecki myśliciel jest często zaliczany – obok Bergsona, Dilthey’a i niektórych egzystencjalistów – do nurtu tzw. filozofii życia. Życie (czy też: wola mocy – terminy te można, na dobrą sprawę, traktować zamiennie) stanowi dla niego podstawową kategorię, jest pojęciem fundamentalnym, które zastępuje Arystotelesowski byt. Życie jest tu jednak nie tylko punktem wyjścia dla rozważań, nie jest traktowane tylko jako termin ontologiczny – jest ono również najwyższą wartością. Nie jest czymś tak „neutralnym” jak byt, ale jest swego rodzaju „miejscem”, z którego „ogląda” i ocenia się całą rzeczywistość. Aby poprawnie zrozumieć Nietzscheańskie analizy dotyczące zjawiska religii należy uwzględnić tę właśnie kwestię.

Świat widziany oczyma tego niemieckiego filozofa nie jest światem bytów i aczasowych istot, lecz światem sił – sił o różnym natężeniu i różnej jakości (aktywnej lub reaktywnej), sił nieustannie się ze sobą ścierających, walczących o dominację. Owe siły łączą się w pewne konstelacje, które są konkretnymi zjawiskami w ich konkretnej formie. Taką konstelacją jest np. moralność, albo religia, wśród których możemy zaś wyróżnić rozmaite przypadki; religią jest zarówno judaizm, katolicyzm, protestantyzm, jak i buddyzm czy islam – każda z nich składa się jednak z innego zestawu sił (bądź sił w innych proporcjach lub zależnościach). Analizy prowadzone przez Nietzschego można określić mianem fizjologicznych1, należy przez to rozumieć właśnie badanie owych sił, rozumianych nie jako statyczne byty, ale jako „istności” żywe, cechujące się wolą mocy. Każda konstelacja sił wyraża pewną postać woli mocy oraz wiąże się z pewnym typem życia. Toteż Nietzsche, badając jakieś zjawisko, każdorazowo analizuje związaną z nim formę życia (typ fizjologiczny)2. Słynny Antychryst nie jest krytyką chrześcijańskiej dogmatyki, ani oświeceniową krytyką religii jako bajki, ale krytyką właśnie w duchu fizjologicznym (wyraźnie wskazują na to pierwsze paragrafy tej książki, w szczególności §2 oraz §6).

Warto w tym miejscu jeszcze zacytować fragment, w którym Nietzsche pisze o Życiu.

Tutaj trzeba gruntownie rozważyć sedno sprawy i wystrzegać się wszelkich uczuciowych słabości: samo [Życie – C.R.] jest z istoty zawłaszczeniem, kaleczeniem, przemaganiem obcych i słabszych, uciskiem, twardością, narzucaniem własnych form, wcielaniem, a przynajmniej, mówiąc najłagodniej, wyzyskiem – ale po cóż stale używać podobnych słów, które od wieków noszą zniesławiające piętno? (F. Nietzsche, Poza dobrem i złem)

Życie jest oczywiście radością, tworzeniem, dawaniem – Nietzsche nie raz to podkreśla – ale jest również cierpieniem, przemocą i wyzyskiem. Jest pewną całością, nie tyle heglowską syntezą, co raczej prajednią.

Konieczne jest wprowadzenie rozróżnienia na życie jednostkowe, konkretne, mające swój początek i koniec (będę je zapisywał małymi literami) oraz Życie jako ontologiczną zasadę, prajednię, która przenika owe konkretne istnienia (będę pisał je z wielkiej litery).

– CHRZEŚCIJAŃSTWO –

Na bazie tych wstępnych uwag chciałbym przedstawić pewien element Nietzscheańskich analiz dotyczących zjawiska religii. Zacznę od religii chrześcijańskiej3, której niemiecki filozof poświęcił najwięcej uwagi, ale którą też zajadle atakował. Jego zdaniem chrześcijaństwo oparte jest na litości, jest religią litości, tzn. staje po stronie tego, co powinno zostać odrzucone w procesie naturalnej (tzn. wynikłej ze starcia sił) selekcji, po stronie tego co nieudane, chore, zmierzające ku śmierci. „Litość stoi w przeciwieństwie do afektów tonicznych, podnoszących energię poczucia życia: działa depresyjnie. Litując się, traci się siłę. […] Samo cierpienie staje się przez litość zaraźliwym.” (F. Nietzsche, Antychryst) Litość wiąże się z takim typem fizjologicznym, który nie akceptuje Życia w całości, który pragnie usunąć z niego elementy cierpienia, przemocy czy śmierci. Ów typ postępuje tak, zdaniem Nietzschego, dlatego, że sam jest zbyt chory, zbyt nieudany by afirmować Życie we wszystkich jego aspektach. Wybiera nie to, co potęguje życie (czyli wolę mocy), lecz to, co je osłabia – spowodowane to jest jego chorobą jego instynktów (czyli osłabieniem i reaktywnością sił, które go konstytuują). Taki typ Nietzsche nazywa décadence. I sama religia, związana z tym typem, jest décadence – oto pierwszy rys chrześcijaństwa.

Oprócz tego jest ono również nihilistyczne. Nihilizm to uczynienie z nicości wartości, „namawianie” do nicości, dążenie do nicości.

[…] litość namawia do nicości!… Nie mówi się „nicość„: natomiast mówi się „zaświat”; lub „Bóg”; lub „życie prawdziwe„; lub nirwana, zbawienie, szczęśliwość… (F. Nietzsche, Antychryst)

To, co chrześcijaństwo nazywa niebem, zaświatem, Nietzsche ukazuje jako nicość, jako nierzeczywistość, iluzję. Według chrześcijańskiej wykładni świata jest odwrotnie: to życie tutaj jest raczej iluzoryczne, nierzeczywiste – życie prawdziwe rozpocznie się dopiero po śmierci. Skąd tak odmienne opinie? Wspominałam o tym już wcześniej: dla Nietzschego punktem wyjścia dla oceny jest Życie. Życie jest tym co tutaj, co nam najbardziej wewnętrzne, co wokół nas, „naturą”: pnącą się do słońca rośliną, ale i wilkiem polującym na sarnę. Naszymi codziennymi radościami, ale i cierpieniami. To z takiego Życia wywodzą się wszystkie wartości. Jeżeli coś podważa tak rozumiane Życie, nazywa je Życiem nie-prawdziwym (w przeciwieństwie do tego, które nas dopiero czeka), ocenia Życie (jako wartościowe lub nie) z zewnątrz – wówczas to coś jest dla Nietzschego podejrzane: ukazuje on je jako wrogie Życiu, jako stojące po stronie nicości: nie ma nic na zewnątrz Życia (mówiąc inaczej: całość jest wszystkim, nie ma nic poza całością), więc jeśli próbujemy ocenić je z zewnątrz to oceniamy je z punktu widzenia nicości. „Gdy się punkt ciężkości życia przeniesie nie w [Życie – C.R.], lecz w >>zaświat<< – w nicość – to odbiera się życiu w ogóle wagę.” (F. Nietzsche, Antychryst)

– BUDDYZM –

Ale décadence i nihilizm nie zawsze muszą oznaczać chorobę instynktów. Nietzsche nie zawsze je źle ocenia, o czym świadczą ustępy poświęcone buddyzmowi. Chociaż ta religia również jest dążeniem (i to świadomym) do nicości (nirwany), chociaż również zwraca instynkty przeciw życiu, to jednak – zdaniem niemieckiego filozofa – diametralnie różni się od chrześcijaństwa. Obie religie wiążą się ze słabością, jednak na różne sposoby. Buddyzm to słabość zastana: słabość schyłku, słabość wynikająca ze starości. Chrześcijaństwo zaś jest wytwarzaniem słabości poprzez chorobę i zatrucie (patrz: Antychryst, § 22). Dążenie buddystów do nicości jest dążeniem starej kultury do wygaśnięcia, do śmierci – śmierci jako naturalnego elementu życia. Niegdyś silny lud, którego witalność zaczęła powoli wygasać, tworzy odpowiadającą temu kulturę – kulturę pokoju, delikatności, wyciszenia. Inaczej jest w chrześcijaństwie: tworzą je nie ci, którzy kiedyś byli silni i z wiekiem osłabli, lecz ci, którzy do pewnego stopnia są silni, lecz przy tym są nieudani, którzy żywią do silnych i udanych urazę, resentyment. Moralność chrześcijańska nie dąży do nicości jako do wygaśnięcia, śmierci będącej naturalnym etapem życia (śmierci, która robi miejsce nowemu życiu), ale do nicości jako zaprzeczenia Życia, osłabienia go. Nicość jest „narzędziem”, przy pomocy którego fizjologicznie nieudani odbierają energię witalną silnym i udanym: czynią ich chorymi. To wyjątkowo ważny rys religii chrześcijańskiej: nie tylko staje ona po stronie typu, który niezdolny jest do afirmacji Życia, ale ponadto sprzeciwia się typowi, który jest do owej afirmacji zdolny. Nie mówi się tego oczywiście wprost – głosi się za to walkę z „grzechem” i nadejście „sądu Bożego”4. (W buddyzmie nie ma takiego zafałszowania, gdyż wprost powiada on, że walczy z cierpieniem i tylko do tego – w swym nihilizmie – się ogranicza.)

Buddyzm, zdaniem Nietzschego, wyłania się na gruncie typu fizjologicznego cechującego się dwiema rzeczami: nadmierną wrażliwością, wyrafinowaną zdolnością cierpienia oraz przeduchowieniem, które prowadzi do „bezosobistości”, uszkodzenia instynktu osobowego (patrz: Antychryst, §20). Oba te fizjologiczne fakty rodzą depresję i to właśnie tej depresji mają zapobiegać nauki Buddy (takie jak: życie na wolnym powietrzu, lekka dieta, unikanie afektów i trosk, brak walki z myślącymi inaczej). Chrześcijaństwo wiązało by się zaś z typem fizjologicznym, który choć żywotny (tzn. pragnący mocy), choć często silny, to jednak cechujący się swoistą anarchią instynktów, która uniemożliwiając mu wykorzystanie owej siły w realizacji istoty Życia, zwraca go przeciwko samemu temu Życiu i tym, którzy je reprezentują.

– HELLENIZM –

Religią, która stoi w prawdziwej opozycji do chrześcijaństwa nie jest ani postawa Chrystusa, ani buddyzm, lecz religia pogańska, helleńska – a konkretniej: związana z kultem Dionizosa. Nietzsche opisuje ją jako opartą na nadwyżce zdrowia, zamiast na chorobie; na dbaniu o swoją cielesność, zamiast na pogardzie dla niej; na podkreślaniu wyjątkowości pewnych ludzi, a nie powszechnej równości; na akceptacji cierpienia, a nie chęci ostatecznego wyrugowania go. Doskonałym przykładem są tu wyróżnione dla obu religii jednostki. Chrześcijaństwo ceni sobie świętego: ascetę, który udaje się na odludzie, umęcza swoje ciało, hamuje swoje naturalne instynkty (ogranicza posiłki, blokuje swój popęd seksualny), by modlić się do Boga za siebie i innych. Kultury pogańskie natomiast najwyżej ceniły sobie herosów, bohaterów: ludzi przebiegłych, silnych, o dobrze zbudowanej i pięknej sylwetce, którzy walczyli z wrogami, by chronić swoje rodziny i swój lud lub jeździli na dalekie wyprawy, by zdobyć bogate łupy – i w ten sposób zapewnić dobrobyt sobie i innym5.

Prawdziwym przeciwieństwem – jak pokazuje Nietzsche w ostatnim aforyzmie zamieszczonym w „Woli mocy” – jest przeciwieństwo Dionizosa i Ukrzyżowanego. Losy obu są podobne: obaj giną w straszliwych okolicznościach – pierwszy rozerwany na strzępy, drugi ukrzyżowany – i obaj wracają do życia. Jednak sens tych wydarzeń jest zupełnie inny. Życie, w którym krzyżuje się niewinnego człowieka, to Życie przeklęte, życie, z którego należy się uwolnić by dotrzeć do lepszego życia – a drogą do niego jest cierpienie. Chrześcijaństwo mówi: cierpienie (prowadzące do innego Życia) usprawiedliwia Życie. Przeciwny wniosek wypływa z kultu Dionizosa, z moralności tragicznej (helleńskiej): Życie samo w sobie jest święte, jest tak święte, że usprawiedliwia każdą ilość cierpienia. Śmierć i odrodzenie Dionizosa to obietnica Życia, obietnica wiecznego rodzenia się, powracania Życia – śmierć jest potrzebna by zrobić miejsce nowemu życiu.

Człowiek tragiczny przytakuje nawet najtwardszemu życiu: dość jest do tego silny, całkowity, przebóstwiający; chrześcijanin neguje nawet najszczęśliwszy los na ziemi: dość jest słaby, ubogi, wydziedziczony, żeby w każdej formie życia cierpieć jeszcze… (F. Nietzsche, Wola mocy)

Nietzsche wiąże religię helleńską (a konkretnie: kult Dionizosa) z typem fizjologicznym, który cechuje się przede wszystkim nadmiarem siły. Już nie siła, która przeminęła, już nie siła, która się „nie udała”, lecz swoista „hipertrofia” siły, która zmusza do jej wydatkowania. Taka sytuacja rodzi, zdaniem niemieckiego filozofa, instynktowną wolę wiecznego przepływu Życia. Łączą się tu ze sobą ból i rozkosz.

W nauce o misteriach uznawano ból za świętość: „bóle rodzicielki” uświęcają ból w ogóle – wszelkie stawanie się i wzrastanie, wszystko, co stanowi rękojmię przyszłości, warunkuje ból… Aby mogła istnieć rozkosz tworzenia, aby wola [Życia – C.R.] mogła wiecznie potwierdzać samą siebie, wiecznie musi istnieć również „męka rodzicielki”… Wszystko to oznacza słowo Dionizos […]. (F. Nietzsche, Zmierzch bożyszcz)

Mamy tu zatem sytuację przeciwną buddyjskiej, a zwłaszcza chrześcijańskiej – przed cierpieniem (wywołanym już to nadmierną wrażliwością, już to wewnętrzną anarchią instynktów) nie próbuje się uciec, ale afirmuje się je.

– PODSUMOWANIE –

Fizjologiczne badanie religii zostało w powyższym tekście ograniczone, ze względu na ilość miejsca, do określenia „jakości” życia (woli mocy) warunkującej to zjawisko. Analizę złożonych konstelacji sił znacząco zredukowałem, wskazując raczej na ich „ilościową” stronę. Faktycznie sytuacja jest o wiele bardziej złożona, czego dobrym przykładem jest fizjologiczna6 analiza typu Zbawiciela przedstawiona w paragrafach od 28 do 35 Antychrysta.

Celem tekstu nie było jednak rozłożenie trzech opisanych form religii na czynniki pierwsze, lecz pokazanie różnic wynikających z „natężenia” występującej w nich podstawowej zasady ontologicznej czyli Życia, woli mocy. Szczególne znaczenie ma tu różnica pomiędzy buddyzmem i chrześcijaństwem – chociaż obie są przede wszystkim „dekadencko”-nihilistyczne, to jednak znacząco różnią się ze względu na typ życia, jaki się w nich przejawia.

Na koniec chciałbym krótko poruszyć jeszcze jedną kwestię. Wbrew pozorom rozważania Nietzschego nie wpisują się w nurt redukcjonizmu antropologicznego. Chociaż struktura zjawiska religii jest każdorazowo związana z pewnymi typami ludzkimi, to one same są „wtórne” wobec „fundamentalnej” zasady ontologicznej, jaką jest wola mocy.

  1. Pełniejsze zrozumienie owej fizjologicznej perspektywy u Nietzschego zawdzięczam książce M. Herera, Filozofia aktualności, WN PWN, Warszawa 2012.
  2. Patrz: tamże, s.54-55.
  3. Koniecznym jest zauważenie, że w Antychryście zostało wyróżnionych kilka etapów rozwoju chrześcijaństwa. Ze względu na ograniczoną ilość miejsca pomijam tę kwestię. Obszerniej na ten temat pisałem tutaj: http://immanencja.blogspot.com/2013/07/stawanie-sie-pojecia-bog.html.
  4. Trzeba jednak zwrócić uwagę na pewne istotne rozróżnienie jakiego dokonuje Nietzsche. Jego zdaniem chrześcijaństwo i nauki Chrystusa nie są tym samym – są wręcz czymś diametralnie przeciwnym. Cała powyższa krytyka chrześcijaństwa nie tyczy się tego, czego nauczał swoją postawą Chrystus. Nietzsche uważa Jezusa raczej za kogoś, kto próbował stworzyć religię podobną do buddyzmu, religię pokoju. Ale – zdaniem niemieckiego filozofa – Jezus nie został przez swoich uczniów zrozumiany. Wypaczyli oni jego nauki – w największym stopniu zrobił to Paweł z Tarsu. „Dobrą nowinę” – że Królestwo Boże jest w nas, że nie ma już grzechu – zmienił on na najgorszą: do niej właśnie odnosi się Nietzscheańska krytyka chrześcijaństwa.
  5. To rozróżnienie pochodzi od Hume’a, ale dobrze wpisuje się w całość wywodu. Bardziej nietzscheańskie byłoby odróżnienie chrześcijańskiego ascety i bachicznego poety tragicznego.
  6. Nietzsche mówi: psychologiczna, ale owej psychologii nie należy rozumieć tradycyjnie, jako badania jaźni, ale jako badanie sił, czyli jako fizjologię.

Komentarze

Komentuj

Powiązane posty