Myślenie Dziś [1] – recenzja

Podobno nie należy oceniać książki po okładce – z pewnością rzecz ma się tak z wydanym przez Fundację na Rzecz Myślenia im. Barbary Skargi tomem Myślenie dziś [1]. Pod względem graficznym projekt jest wyjątkowo słaby: okładka, mało wygodny format A4, zupełnie nieczytelne i niepotrzebne „strony tytułowe” poszczególnych artykułów, wreszcie tekstowe zygzaki w środku i na końcu tomu (papierożerny zapychacz, który woła o interwencję jakiegoś ekologa). Niemniej Myślenie dziś… Machina ceni sobie wszystko, co wiąże się z myśleniem, toteż postanowiłem przyjrzeć się temu tomowi uważniej – zwłaszcza, że lista nazwisk była cokolwiek zachęcająca.

Fundacja na Rzecz Myślenia organizuje cykliczne spotkania zatytułowane „Myślenie dziś”, na tom, o którym chcę wam tu opowiedzieć, składają się artykuły powstałe na bazie referatów wygłoszonych 16 czerwca 2012 roku, podczas pierwszej edycji tego wydarzenia. Książka, podobnie jak samo spotkanie, podzielona jest na dwie sekcje – powiedzmy: historyczną oraz problemową.

Na część pierwszą – opatrzoną tytułem Genealogia myśli współczesnej: czym był w filozofii wiek XX? – składają się teksty Janusza Ostrowskiego, Jacka Migasińskiego oraz Marcina Pańkowa. Wszystkie trzy starają się ukazać historyczne zakorzenienie XX-wiecznej filozofii, chociaż tylko krótki, wprowadzający tekst Ostrowskiego stara się powiedzieć nieco, w tej kwestii, odnośnie tzw. filozofii analitycznej. Dodajmy, że przewijającym się przez cały tom motywem jest zaklinane zanikanie podziału na filozofię analityczną oraz kontynentalną (nieanalityczną, jak wolą niektórzy)1. O ile zgadzam się, z autorami zebranych w tomie tekstów, że rozróżnienie to spowodowało w myśleniu zdecydowanie więcej złego, niż dobrego, to jednak mówienie o jego zaniku wydaje mi się cokolwiek życzeniowe. Na uniwersytetach – nie tylko Polskich – wciąż dominuje nurt „analityczny”, nurt który wcale nie czuje potrzeby sięgać do tekstów tradycji „kontynentalnej”2. Natomiast wśród autorów tomu Myślenie dziś [1] zdecydowanie przeważają ci związani ze słabszą instytucjonalnie myślą „kontynentalną”, dla których z pewnością korzystny byłby zanik podziału (oczywiście korzystny instytucjonalnie, z punktu widzenia samego namysłu filozoficznego przysłużyłoby się to obu grupom).

Do tradycji kontynentalnych (mówienie o jednej tradycji jest tu nieporozumieniem) ograniczają się również genealogiczne analizy Migasińskiego i Pańkowa. A szkoda, bowiem takich badań brakuje przede wszystkim w odniesieniu do „nurtu analitycznego”. Ma on tendencję do ukrywania swojej historii, pragnie być widziany jako po prostu dany, samooczywisty, naturalny – jest to strategia typowa dla wszystkich tych, którzy zajmują dominującą pozycję w relacjach władzy. Uwaga Ostrowskiego o dokonanym przez Russella i Moore’a „heglobójstwie/ojcobójstwie”, aczkolwiek nad wyraz ciekawa, nie wyczerpuje tematu. Konieczne byłoby tu raczej cofnięcie się do czasów angielskiego empiryzmu, zwłaszcza do sytuacji po wystąpieniu Hume’a, a także do Brentanowskiego odnowienia scholastyki – ten drugi trop pomógłby nam zrozumieć w szczególności naszą lokalną sytuację. Rzecz ma się niemal przeciwnie z „nurtem kontynentalnym”: badania historyczne są tu na porządku dziennym, są zaawansowane, ba – wydaje się, że jest ich nawet zbyt dużo. Niemniej teksty Migasińskiego i Pańkowa są warte uwagi. Pierwszy, w bardzo przystępny sposób nakreśla wielość linii genezy, wielorakie wyłanianie się myśli „kontynentalnej”. Drugi, stawia na podejście bardziej „strukturalne”. Pańkow stara się wskazać pewne kluczowe punkty, które zakreślają pole, po jakim porusza się XX-wieczna filozofia, tworzy jej swoistą mapę. Pojawia się u niego również bardzo interesująca uwaga dotycząca eksperymentów myślowych.

Warto przy tym dodać, że nie jest to historia dla samej historii. Jak pisze Migasiński:

zorientowanie się co do kształtu i katalogu problemów charakteryzujących dzisiejszą filozofię wymaga mniej lub bardziej wyraźnego wyodrębnienia właściwego jej obszaru, a więc określenia linii kontynuacji i punktów zerwań w stosunku do formacji myślowych ją poprzedzających; wymaga zatem skonstruowania (ujawnienia, odkrycia?) jej genealogii (s. 17).

U obu autorów namysł nad dziejami filozofii w XIX i XX wieku ma na celu wydobycie naszego uwikłania w problemy, kategorie i „przedmioty teoretyczne”, które, choć jawią się nam jako samooczywiste, są w istocie „produktem historii”.

Sekcja druga, zatytułowana O czym myśleć dziś?, zawiera teksty analizujące aktualną sytuację, próbujące wskazać możliwe drogi „rozwoju” oraz nastawione bardziej problemowo. W jednym z nich – autorstwa Michała Herera – pojawia się nawet swoista krytyka podejścia historycznego. Sugeruje się tu, może nie tyle zupełne porzucenie znajomości dziejów dyscypliny i namysłu nad nimi, co raczej zmianę akcentów, odebranie uprzywilejowanej i w pewnym sensie dyscyplinującej roli rozważaniom spoglądającym wstecz. Taki projekt może być oczywiście wymierzony tylko w tradycje kontynentalne, nurt „analityczny” – jak już wspominałem – cierpi raczej na zdecydowany niedosyt myślenia historycznego.

Na tę sekcję składa się pięć tekstów. Pierwszy z nich, krótki Głos w dyskusji „Myślenie dziś” autorstwa Marcina Poręby, jest jedynym – w całym zbiorze – napisanym przez osobę związaną z tradycją „analityczną”. Intrygujące, że właśnie on przedstawia najbardziej subiektywną opinię, wychodzi od wspomnień i odczuć związanych z kwestią filozofii i myślenia w ogóle. Trudno oprzeć się pokusie dostrzeżenia w tym symptomu ujawniającego „prawdziwą naturę” nurtu analitycznego, który nieustannie przedstawia siebie jako jedyny obiektywny. Niemniej w tekście pojawiają się ciekawe spostrzeżenia na temat nieredukowalności myślenia oraz problemów z myśleniem o samym myśleniu. Poręba ponadto dołącza do opinii o szkodliwości budowania opozycji pomiędzy nurtem analitycznym i kontynentalnym:

[…] stała się ona stopniowo coraz mniej adekwatna, a przede wszystkim zamiast stymulować myślenie i sprzyjać pojawianiu się w nim nowych pojęć i koncepcji, zaczęła działać hamująco, wpędzając kolejne pokolenia filozofów w powielanie dawnych schematów (s. 52).

Mimo tej uwagi autor Głosu w dyskusji uważa samo istnienie takich opozycji za użyteczne, pod warunkiem, że są one twórcze. O ile pozostali zdają się dążyć raczej do zatarcia tego rodzaju podziałów, o tyle Poręba próbuje skonstruować nowy, lepiej odpowiadający współczesnej sytuacji. Proponuje on „podział na filozofię poszukującą symetrii i filozofię dociekającą przyczyn” (s. 53).

O kolejnym tekście, autorstwa Michała Herera, opowiem tylko w kilku słowach. Za tydzień będziecie sami mogli przekonać się o jego wartości i zawartości. Opatrzony tytułem O tym, co przeszkadza dziś w myśleniu stanowi w istocie kopalnię pomysłów. Całość zorganizowana jest wokół podstawowego problemu wskazania warunków niemożliwości myślenia. Nie chodzi tu o zewnętrzne przeszkody – w postaci mniemania, przesądu, głupoty, błędu i bezmyślności – na jakie nieustannie natyka się filozofia, ale o wewnętrzne aspekty tej dziedziny. Przy tym nie jest to mówienie z wewnątrz, autor stara się zastosować całą serię uników, które uniemożliwiłyby wskazanie miejsca, z którego mówi. Jest to zdecydowanie najbardziej dojrzały tekst w całym tomie. W tym sensie, że wydaje się owocem długo dojrzewającego namysłu nad problemem myślenia dziś, w przeciwieństwie do pozostałych tekstów, które, nawet jeśli mówią o osobistych zmaganiach, to jednak zdają się przygotowane raczej pod wpływem samej organizacji konferencji „Myślenie dziś” – pragnę wyraźnie zaznaczyć, że nie jest to zarzutem wobec nich.

Do tekstu Joanny Bednarek, zatytułowanego Ucieczka od banalności – zagrożenie dla myślenia? robiłem dwa podejścia (nie z winy autorki). I za każdym razem ogarniało mnie to samo doznanie irytacji, wynikłe z poczucia, że mam do czynienia z jakimś samoużalaniem się: „ja, drugorzędna filozofka z Poznania, nigdy nie zdobędę tej pozycji, co absolwent Lycée Henri IV – Gilles Deleuze”. Aż chciałoby się powiedzieć za Nietzschem: „kolejna niespełniona kucharka”. A jednak to wrażenie natychmiast pęka. Jest to jeden z dwóch najmocniejszych artykułów – obok tekstu Herera – znajdujących się w tym tomie. Ba, wchodzi z autorem pierwszego w swoisty rezonans, podwójną grę wzmacniania i krytyki. Otwierające „nastrojenie” tekstu jest świadomym zabiegiem, strategią przeciwną, niż ta podjęta w tekście O tym, co przeszkadza dziś w myśleniu. O ile Herer stara się uniemożliwić określenie miejsca, z którego się wypowiada, o tyle Bednarek bardzo wyraźnie je wskazuje. W podobny rezonans wchodzi z Deleuzem (i Guattarim): dokonuje bardzo dobrej rekonstrukcji koncepcji filozofii z książki Co to jest filozofia?, duch francuskiego myśliciela cały czas jej towarzyszy, a jednak nieustannie go atakuje (głównie za pomocą odwołań do Bourdieu). To zdecydowanie najważniejszy wątek całego artykułu. Autorka pokazuje słabe punkty i zagrożenia tkwiące w tej najważniejszej (choć może nie najbardziej wpływowej) konceptualizacji tego, czym jest filozofia. Nawet gdybym próbował bronić Deleuze’a i Guattariego, to muszę przyznać, że i mi rzucił się w oczy brak – w ich ostatnim dziele – namysłu nad naukami społecznymi (i nie tylko, jestem skłonny powiedzieć, że nad humanistyką w ogóle, o ile odjąć z tej ostatniej samą filozofię, z resztą zaliczaną tam w sposób nieuprawniony). Po tej krytyce – z gatunku tych, które starają się być dopełnieniem, usprawnieniem – Bednarek powraca do wątków, od których zaczęła. Tym razem podaje je jednak w inny sposób: już nie czysto nastrojowy, lecz problemowy, a przy tym usiłujący zmniejszyć dystans wobec tego, co konkretne i przyziemne. Cały tekst jest próbką tego, jak myśl zaangażowana, nie-neutralna nie przestaje być myślą rzetelną, poddaną pewnemu rygorowi (w przypadku przyrodoznawstwa powiedzielibyśmy: ścisłą) oraz po prostu wartościową. Puszczając autorce oko, można by powiedzieć, że zasłużyła sobie na – jak to sama określiła – „honorowy status mężczyzny”, w tym męskim gronie, jakie składa się na tom Myślenie dziś [1].

Tekst Myślenie dziś. Logika i sprawiedliwość Andrzeja Ledera prezentuje podejście, które można by określić jako hermeneutyczne. Autor podejmuje w nim problem relacji pomiędzy epistemologią/logiką a etyką, pomiędzy poznaniem a sprawiedliwością, starając się dowieść konieczności włączenia etyki w poznanie. Pomijając już kwestię celowości postulowania takiego połączenia – wydaje mi się, że Nietzsche i Deleuze wystarczająco trafnie argumentowali za tym, że poznanie zawsze było naznaczone przez moralność i to właśnie było jego wadą – moje negatywne odczucia budzi również przywołanie trzech cytatów. O ile wykładnia jednego z zapisków Kafki, choć bardzo swobodna i daleko idąca, jest ciekawa, o tyle przywołane Heideggera i Lacana wydaje się mieć na celu jedynie wsparcie się na ich autorytecie.

Ostatni tekst, Jak myśleć słowami? Marcina Gokieli, jest zdecydowanie najsłabszym z całego tomu. Bardzo szkolny w formie i treści, zawiera niewiele oryginalnych treści, tzn. nie mówi niczego, czego już byśmy „wszyscy” nie wiedzieli. Nadawałby się na wprowadzenie do sekcji drugiej, gdzie zarysowywałby pewne pole i problematykę, jednakże umieszczony na końcu sprawia zawód.

Uległem pokusie, by kończący komentarz zbudować na analogii do „struktury” publikacji. Rodzi ona niepokojące poczucie, że z myśleniem – zwłaszcza w Polsce – ma się tak, jak z tą książką. Pewnie większość z was o niej wcześniej nie słyszała, ja też trafiłem na nią zupełnie przypadkiem. Niby tania – raptem 20 złociszy – ale co z tego, skoro nie można jej znaleźć w żadnej księgarni. Wydaniem przypomina studenckie czasopismo z Uniwersytetu w Koziej Wólce (wiem, bo sam kiedyś przyczyniłem się do powstania takowego) – nawet jeśli w środku są wartościowe myśli, to i tak nikt nie weźmie ich na poważnie. Wreszcie „zestaw” autorów: tak jakby myśleniem zajmowała się tylko jedna kobieta, jeden „filozof analityczny”, a poza tym sami „kontynentalni”, w większości z resztą historycy. Niemniej warto zajrzeć do Myślenia dziś [1] i mam nadzieję, że – mimo tych, nieco gorzkich słów na koniec – was do tego zachęciłem. Ja w każdym razie nie żałuje czasu poświęconego tekstom Migasińskiego, Pańkowa, a przede wszystkim Herera oraz Bednarek. I czekam na kolejne tomy, z nadzieją, że tym razem dobór autorów będzie bardziej urozmaicony, a teksty w jeszcze większym stopniu wynikające z własnych zmagań z myśleniem.

Dziękujemy Fundacji na Rzecz Myślenia im. Barbary Skargi za przesłanie książki do recenzji.

  1. Kilka słów wyjaśnienia, dla tych, którzy nie orientują się w wewnętrznych sporach. Mniej więcej od początku XX wieku utrzymuje się w filozofii podział na tradycję analityczną oraz kontynentalną/nieanalityczną. Różnią się one metodą oraz – częściowo – problematyką, na której się skupiają, przede wszystkim ów podział ma jednak naturę geograficzno-polityczną. Filozofia analityczna to głównie filozofia anglosaska (wraz z tzw. kołem wiedeńskim oraz szkołami lwowską i warszawską), natomiast filozofia kontynentalna obejmuje przede wszystkim myśl Niemiecką, Francuską i Włoską. „Obozy” najczęściej traktują się jako wrogie, przez co najczęściej nie wchodzą w dialog i nie czerpią z siebie nawzajem.
  2. Oczywiście z pewnymi wyjątkami: niektórzy autorzy związani z tzw. realizmem spekulatywnym łączą anglosaski, „analityczny” styl uprawiania filozofii z lekturą tekstów Heideggera, Badiou czy Latoura; podobnie czyni DeLanda z Deleuzem. Ponadto, jak zauważył Eliasz Robakiewicz w swojej recenzji „Nowej filozofii francuskiej, od pewnego czasu Anglosasi dokonują swoistego zwiadu na terenie myśli „kontynentalnej”. Niemniej są to – w moim odczuciu – przypadki na tyle nieliczne, że wciąż jeszcze nie są w stanie naruszyć głównej tendencji.

Komentarze

Komentuj

Powiązane posty