W XIX rozpoczął się proces industrializacji, który doprowadził do mechanizacji (a w XX w. wręcz do automatyzacji)1 zgoła wszystkich procesów wytwórczych. Takim procesem było również pisanie i dlatego też nie dziwi fakt, że około 1870 r. rozpoczęto przemysłową produkcję maszyn do pisania z ruchomą czcionką. Produkt ten nie tylko zmienił podejście do pisania jako takiego, ale także przeobraził strukturę społeczną. Przez „pisanie” mam tutaj na myśli jednak nie tyle proces twórczy (autorzy bowiem częstokroć jeszcze w XX w. pisali przynajmniej pierwowzory swoich dzieł odręcznie), ile raczej przepisywanie, sporządzanie pism okolicznościowych czy stenografię.

Zanim przejdę do zasadniczej części niniejszego tekstu, tj. filozoficznego namysłu nad interfejsami2 pisania, należy maszynę do pisania umiejscowić w pewnym kontekście. Była ona bowiem od samego początku uznana za środek emancypacji. Już w 1823 roku, gdy powstawały pierwsze prototypy, C. L. Müller zatytułował swój tekst Nowo wynaleziona maszyna do pisania, z którą każdy może pisać, bez światła, w każdym języku, i niezależnie od charakteru pisma, tworzyć eseje i rachunki; także niewidomi mogą, w przeciwieństwie do wcześniejszych tabliczek do pisania, nie tylko pisać z większą łatwością, lecz nawet przeczytać następnie to, co napisali (sic) – maszyna do pisania miałaby zatem być maszyną uniwersalną i przydatną każdemu, zwłaszcza tym, którzy z jakichś powodów nie są w stanie pisać ręcznie. Jak jednak zauważył Friedrich Kittler w Gramophone, Film, Typewriter, wyliczając kategorie osób mieszczące się w projektowanej przez siebie grupie użytkowników docelowych wynalazku, Müller pomija kobiety. Pomimo tego okazało się, że maszyna do pisania stała się dla nich jednym z czynników emancypujących. Operacje wojenne w latach sześćdziesiątych i na początku lat siedemdziesiątych XIX w., takie jak wojna francusko-pruska czy przede wszystkim wojna secesyjna, będąca chyba pierwszą w historii wojną nowoczesną (wynalezienie łodzi podwodnych; powszechne użycie telegrafu do utrzymania komunikacji pomiędzy oddziałami) a zarazem totalną (na wyniszczenie), spowodowały z jednej strony znaczny ubytek siły ludzkiej, a z drugiej konieczność wykorzystania kobiet w machinie wojennej – zwłaszcza w łączności. Okazało się, że to właśnie kobiety są najlepiej kulturowo przystosowane do pracy z maszyną do pisania. Ich upowszechnienie zbiegło się bowiem w czasie z wprowadzeniem do życia codziennego innego wielkiego wynalazku – fonografu. Dzięki temu podstawowa wówczas aktywność domowa majętnych kobiet i ważny element ich edukacji w pewnej klasie społecznej – gra na fortepianie – przestała pełnić swoją funkcję; tj. zapisu i odtwarzania muzyki. Fonograf sprawił, że nie było już potrzeby gry na fortepianie każdorazowo, gdy odczuwało się chęć posłuchania muzyki. Kobiety jednak, dzięki odebranemu wykształceniu, posiadały, w przeciwieństwie do znaczącej większości mężczyzn, manualną umiejętność operowania wszystkimi palcami. Klawiatura maszyny do pisania zastąpiła tę fortepianową.

W związku z powyższymi okolicznościami zawód sekretarza został sfeminizowany i przekształcił się w zawód sekretarki. Należy bowiem zauważyć, że w czasach przed upowszechnieniem maszyny do pisania funkcję sekretarzy ważnych osobistości – funkcję osób operujących słowem pisanym – pełnili wyłącznie mężczyźni. Jakkolwiek bowiem przynajmniej po wprowadzeniu powszechnej edukacji kobiety zazwyczaj potrafiły czytać i pisać, to jednak w ramach rynku książkowego były skazane na rolę odbiorcy; przed wprowadzeniem maszyny do pisania spora część autorek publikowała pod męskim pseudonimem, a twórcy mieli sekretarzy, nie zaś sekretarki. Sekretarze jednak nie zainteresowali się w pierwszej chwili maszyną do pisania, polegając na cyzelowanej przez lata sztuce stenografii i kaligrafii, przez co już w 1890 r. w Stanach Zjednoczonych było dwukrotnie więcej stenografek i maszynistek niż stenografów i maszynistów; w 1930 r. przewaga kobiet w tym zawodzie była już dwudziestokrotna. Psychoanalitycy sugerują, że być może męska niechęć do maszyny do pisania wiąże się z fallicznością pisania ręcznego (mężczyzna piórem-fallusem zapełnia kartkę-kobietę; por. też ang. pen czy pencil) i neutralnością, czy wręcz waginalnością maszyny do pisania. Tak czy inaczej, dzięki powyżej opisanym zjawiskom, przed kobietami otworzyła się nowa ścieżka zawodowa – maszynistki cieszyły się powszechnym poważaniem, było na nie duże zapotrzebowanie i były w stanie wywierać duży wpływ na pracę i organizację biura. Późniejsza pauperyzacja tej profesji to jednak zupełnie inna historia.

Nie bez znaczenia była wzmiankowana wcześniej funkcja protetyczna maszyn do pisania. Według klasycznej definicji obiektu technicznego Ernsta Kappa z 1877 roku jest on przedłużeniem funkcji (motorycznych i sensorycznych) organizmu ludzkiego. W tym sensie maszyna do pisania byłaby przedłużeniem funkcji pisania (przy czym pismo można także traktować jako przedłużenie funkcji mowy). Gdy jednak owe funkcje zostaną zaburzone przez jakąś formę niepełnosprawności, to właśnie obiekt techniczny w postaci protezy pozwala zrekompensować ów brak. Kontekst protetyczny był obecny już w początkach rozwoju maszyn, które miały też pozwalać niewidomym na swobodne pisanie. Jedni z twórców maszyn do pisania, Foucauld i Pierre, skonstruowali ją wręcz na własny użytek – ponieważ obaj byli niewidomi. Właśnie z powodu funkcji protetycznej klawiatury wielu dziewiętnastowiecznych maszyn miały kulisty kształt – aby można było łatwiej określić dotykowo położenie klawiszy. I właśnie taką maszynę do pisania, duńskiej firmy Malling-Hansen, zdecydował się kupić 5 grudnia 1881 roku Friedrich Nietzsche z powodu postępujących problemów ze wzrokiem.

Jakkolwiek sama historia jego maszyny do pisania jest ze wszech miar interesująca i godna opisania, w kontekście niniejszego tekstu bardziej istotny zdaje się być wpływ maszyny na filozofa. Można zauważyć go już na samym poziomie języka – badania stylometryczne dowodzą, że zmienił się on po 1882 r. Nietzsche „przeszedł od argumentów do aforyzmów, od myśli do kalamburów, od stylu retorycznego do telegraficznego” 3 (Kittler F., Gramophone, Film, Typewriter). Wydaje się, że oprócz postępującej niepełnosprawności wzrokowej wpływ na to mogła mieć też sama konstrukcja maszyny do pisania Mallinga-Hansena – podobnie bowiem jak w większości maszyn tamtego okresu, klawiatura tejże znajdowała się nad kartką papieru, co uniemożliwiało natychmiastowe odczytanie napisanego tekstu4.

Maszyna do pisania jest rzeczą jak ja: z
żelaza
psuje się łatwo zwłaszcza w podróży.
Cierpliwości i taktu trzeba mieć wiele
i dobre paluszki (feine Fingerchen), by z nas korzystać.

Powyższy wiersz autorstwa Nietzschego zdaje się pokazywać jego ambiwalentny stosunek do wynalazku. Z jednej strony bowiem się z nią utożsamia, z drugiej natomiast widzi w niej dla siebie wyzwanie. Na pewno nie można powiedzieć, że dla Nietzschego maszyna do pisania była narzędziem transparentnym. Ciężko powiedzieć więcej o jego stosunku do niej, gdyż po pół roku (tj. latem 1882 r.) przestała działać. Według jej właściciela przyczyną usterki była wada fabryczna, lecz Dieter Eberwein w Nietzsche Schreibskugel dowodzi, że przyczyną było uszkodzenie mechaniczne podczas transportu do Genui. Tak czy inaczej, filozof nie kupił już kolejnej, wynajmując za to studentkę-sekretarkę5. Na samej maszynie Mallinga-Hansena powstało jedynie kilka listów oraz część notatek pod roboczym tytułem Wola mocy, które zostały wydane pośmiertnie przez Elisabeth Förster-Nietzsche.

Nietzsche nie uwzględniał maszyny do pisania w swoich koncepcjach filozoficznych, można jednak spekulować, że byłaby ona, jako medium nieporęczne, źródłem dalszej alienacji autora od dzieła, a zarazem tegoż dzieła współautorem – Nietzsche bowiem zakłada, podobnie jak Roland Barthes w Śmierci autora, daleko idącą autonomię tekstu. W przeciwieństwie do niego bardziej systemowe podejście do maszyny do pisania prezentuje Martin Heidegger w cyklu wykładów z lat 1942/43 zatytułowanych Parmenides. Jakkolwiek ich przewodnim tematem są zagadnienia aleteologiczne6, jeden z nich poświęcony jest właśnie maszynie do pisania. W zawartej tam koncepcji można dostrzec etap przejścia między dwoma, istotnymi dla Heideggerowskiej filozofii techniki tekstami – Byciem i czasem (kategoria poręczności7) oraz Pytaniem o technikę (istota techniki jako zestaw8). Opisując maszynę do pisania odnosi się do pierwszego, jednocześnie przedstawiając wątki, które można dostrzec w drugim z nich.

Filozoficzny namysł nad maszyną do pisania należy jednak umiejscowić w kontekście całego Parmenidesa. Heidegger opisując przeciwieństwa alethei przyrównuje opisywaną przez Pindara „chmurę ukrycia pozbawioną znaków [zeichenlose]” właśnie do omawianego przeze mnie urządzenia. Chmura ukrycia jest przeciwieństwem alethei – nieskrytości (prawdy) – ponieważ skrywa słońce. Pozbawiona znaków – ponieważ, sama nie ukazując swej istoty (nie wiemy, czego zapomnieliśmy, jeżeli zaś wiemy, już pamiętamy), „odciąga działania [pragmaton] od ich prostych dróg, na zewnątrz przemyślanych schronień [Entborgenen]”. Z kolei

rzeczy działają [handeln], o ile bytują jako poręczne bądź nieporęczne w zasięgu ręki [Hand]. Ręka sięga po nie i je osiąga: prattei, dosięgające przybycie do czegoś, pragma – pozostaje istotowo związane z ręką (M. Heidegger, Parmenides).

Heidegger, używając kategorii z Bycia i czasu, pokazuje, że owa „pozbawiona znaków chmura ukrycia” będąca przeciwieństwem alethei, pojawia się w horyzoncie bycia Dasein. Ręka (jako działające, wyznaczające obszar poręczności) jest istotową cechą Dasein, tak samo jak istotową cechą Dasein jest słowo (logos). Maszyna do pisania z kolei, według Heideggera, o ile nie służy zachowaniu pisania ręcznego (tj. do przepisywania) wyrywa słowo z obszaru ręki, zmieniając je jedynie w coś maszynowo wytworzonego – sprowadzając je jedynie do środka komunikacji, a nie czegoś, co objawia nam nieskrytość bycia. Gest ręki jest znaczący, druk natomiast odsyła tylko do samego siebie.

Słowo postrzegane przez rękę pozwala myśleć bycie w swej nieskrytości. W wypadku pisania maszynowego „słowa-znaki stają się czcionką, a ciągłość pisania znika. Czcionka jest »ustawiona«, a ustawione zostanie »wciśnięte«. Te mechanizmy ustawień, wciśnięć i »druku« są źródłową formą [Vorform] maszyny do pisania”. Zakładając zbieżność intuicji Parmenidesa z powojennym już Pytaniem o technikę, można uznać, że maszyna do pisania redukuje słowo jedynie do zasobu, który należy właśnie zestawić, czy też ustawić. Rozbicie ciągłości pisania na poszczególne litery i ustawienie w technicznie narzucone ramy powodowałoby w takim razie zatratę możliwości myślenia bycia. Wyzwoleniem [Gelassenheit] od maszyny do pisania mogłaby być ucieczka w poezję; poezja, jako autoteliczna i niezestawialna, jest dla Heideggera swoistym rękodziełem myślenia, ponownym odkryciem związku między słowem-znakiem a ręką – przypomnieniem o byciu, w którego zapomnieniu (przez „pozbawioną znaków chmurę ukrycia”) żyjemy.

Maszyna do pisania funkcjonowała w kontekście protetycznym na początku swego istnienia, i tak też funkcjonowało pismo w ogóle. Platon w Fajdrosie opisuje pismo niemal w taki sam sposób, w jaki Heidegger opisuje maszynę do pisania9. W mowie Tamuza stwierdził, iż pisanie jest środkiem [farmakon – rozumiane często jako „środek medyczny, lek, trucizna”], który

niepamięć w duszach ludzkich posieje, bo człowiek, który się tego wyuczy, przestanie ćwiczyć pamięć; zaufa pismu i będzie sobie przypominał wszystko z zewnątrz [pogrubienie – J.M.], a nie z własnego wnętrza, z siebie samego. Więc to nie jest lekarstwo na pamięć, tylko środek na przypominanie sobie. Uczniom swoim dasz tylko pozór mądrości, a nie mądrość prawdziwą. Posiędą bowiem wielkie oczytanie bez nauki i będzie się im zdawało, że wiele umieją, a po większej części nie będą umieli nic i tylko obcować z nimi będzie trudno; to będą mędrcy z pozoru, a nie ludzie mądrzy naprawdę (Platon, Fajdros).

Dla Platona uzewnętrznienie wiedzy w literach uniemożliwia osiągnięcie prawdy poprzez intelektualny ogląd idei – dla Heideggera byłoby to myślenie bycia przekreślone przez istotę techniki zawartą w maszynie do pisania. Zgodnie z przytoczonym wyżej fragmentem, farmakon wpływa na ludzi na wszystkich poziomach – po pierwsze, zastępuje prawdę, gdyż jest postrzegany przez indywiduum jako możliwość, symulakr, „pozór mądrości”; następnie wypiera sobą umiejętność nauki, dając swojemu użytkownikowi fałszywe poczucie wiedzy; wreszcie utrudnia człowiekowi nawiązywanie relacji społecznych i kulturowych – bo przecież użytkownicy farmakonu „nie będą umieli nic i tylko obcować z nimi będzie trudno”.

Dlaczego Platon jest tak pesymistyczny względem pisania? Jacques Derrida sparafrazował farmakon jako sierotę. Tekst, od momentu gdy został napisany, jest niemy – mówi o autorze i jego logos jedynie, że „ojciec jest, kim jest”. Autor nie może obronić swojej pracy przed niezrozumieniem, oskarżeniami czy błędną interpretacją – zaburzenia logos, który chciał zawrzeć w swym tekście. Pisanie jest zdolne jedynie „powtarzać siebie sobą, mechanicznie, bez żyjącej duszy podtrzymującej lub obecnej w jego powtórzeniu, można powiedzieć, bez prezentującej się gdziekolwiek w nim prawdy”. Farmakon „nie ma istoty, prawdy, patronimiku, żadnej zasady samego siebie”. Mimo to Platon nie potępia pisania w całości (sam przecież był wyjątkowo płodnym pisarzem) – jest ono jedynie narzędziem. Nie może być zatem prawdziwe bądź fałszywe – jako, że pisanie jest tylko symulakrem – lecz może być przydatne w prowadzeniu czytelnika do prawdy drogą sokratyczną (tak elenktyczną, jak i maieutyczną). Jakkolwiek

pisanie nie ma żadnej istoty czy własnej wartości, czy pozytywnej, czy negatywnej […], jest za to swoistym naśladownictwem pamięci, wiedzy, prawdy itd. To właśnie dlatego ludzie [jedynie – J.M.] pisma przed okiem Boga nie są mądrzy, lecz w rzeczywistości jedynie fałszywymi lub samozwańczymi mędrcami (Derrida J., Farmakon).

Podobnie zresztą twierdzi Heidegger, gdy pisze, że „z drugiej strony, gdzie pismo maszynowe jest tylko kopią i służy zachowaniu pisania lub zastępuje pismo ręczne, tam ma swoje ograniczone znaczenie” (M. Heidegger, Parmenides).

Analogia pomiędzy Fajdrosem a myślą Heideggera wydaje się celnie oddawać wspólny dla obu myślicieli krytyczny stosunek wobec technicyzacji logosu. Chociaż żaden z filozofów nie odmawia technice przydatności, to widzą w niej zagrożenie dla źródłowego poznania. Problemem w interpretacji myśli obu autorów jest zawarte implicite w ich tekstach wartościowanie źródłowego poznania jako pewnego rodzaju poznania „właściwego”. Gdyby jednak spróbować abstrahować od tego pierwiastka etycznego, można dostrzec, że choć techniczne zapośredniczenia oddalają poznającego od poznawanego i wypaczają jego obraz, to jednocześnie wytwarzają nowy, techniczny. Nawet owa „bezznakowa chmura” ma swoją źródłową formę (którą, przypomnijmy, w wypadku maszyny do pisania jest czcionka) i mimo, że nie ujawnia nieskrytości bycia, ukazuje coś innego – wytworzone maszynowo słowo jest słowem innym, niż to pierwotne. Symulakry stają się autonomiczne.

Na zakończenie chciałbym nie tyle przedstawić wnioski czy podsumować wywód, ale raczej pokazać pewne tropy interpretacyjne, które w kontekście powyższych rozważań można rozwinąć. Biorąc pod uwagę maszynową naturę współczesnego pisania nie dziwi, że wytworzony tekst nie tyle chce się zakończyć, ile raczej pozostawić sobie i innym miejsce na jego kontynuację – na dołączenie nowych elementów do zestawu.

Jaka jest różnica między platońskim pismem a maszyną do pisania? Wydaje się, że polega ona raczej na kolejnych stopniach zapośredniczenia – pismo jest środkiem, który zapośrednicza, utrwala i materializuje obecne w pamięci czy mowie idee; maszyna do pisania z kolei pośredniczy jako obiekt techniczny między jednostką a pismem. Choć różnica ta ma charakter czysto ilościowy, wydaje się, że na jej podstawie można stworzyć jakiegoś rodzaju hierarchię interfejsów czy też urządzeń technicznych, których kolejne stadia niejako dołączają się do poprzednich10.

Źródłowa nieskrytość i techniczne skrywanie mogą być analogiczne wobec teorii i praktyki, rozumianych zarówno po arystotelejsku, jak i zgodnie z wykładnią szkoły frankfurckiej. Heidegger zarówno w Parmenidesie, jak i Pytaniu o technikę czy Gelassenheit ogląd źródłowy interpretuje dość statycznie i kontemplacyjnie. Filozoficzne i poetyckie wykopaliska mające doprowadzić do ujawnienia pierwotnej nieskrytości są wprawdzie mechanizmem oporu wobec dynamicznego i pochłaniającego wszystko zestawu, co nie zmienia faktu, że przedmiot tego oglądu jest już ustalony. W opozycji do niego stoi technika, która wprowadza zmianę, nawet, jeżeli przebiega ona w sposób losowy i chaotyczny. Maszyna do pisania ma (w przeciwieństwie do oglądu źródłowego) potencjał emancypacyjny nawet, jeżeli poprzez nią zapominamy o tym, co pierwotne. Dlaczego rezygnacja z tego, co pierwotne, na rzecz wytwarzanej technicznie wtórności miałaby być koniecznie czymś złym?

Źródło grafiki: Maszyna do pisania Malling-Hansen, za:

https://www.flickr.com/photos/23298307@N00/117487219

  1. Przez mechanizację rozumiem wprowadzenie do procesu produkcji maszyn, to jest artefaktów wykonujących pracę. Automaty to natomiast zestawy maszyn zdolne do samozarządzania.
  2. „Interfejs” znaczy tu tyle, co „techniczne zapośredniczenie relacji między podmiotem a przedmiotem”.
  3. Można uznać, że Nietzsche z piszącego filozofa stał się jedynie piszącym, a jego język pogrążył się w szaleństwie – zaczął wypowiadać sam siebie, bez znaczonego. Por. M. Foucault, Język bez końca.
  4. Maszynę z widoczną podczas pisania stroną wprowadził John Thomas Underwood w ostatnich latach XIX w.
  5. Co oczywiście jest uwarunkowane przez opisane wcześniej zjawiska dotyczące feminizacji zawodu sekretarza.
  6. Tj. dotyczące filozoficznych rozważań nad prawdą.
  7. W Byciu i czasie źródłowym sposobem funkcjonowania „przytomnego bytu ludzkiego” (Dasein) w świecie jest nierefleksyjne napotykanie narzędzi – które są obiektami bytującymi w formie poręczności. Opozycyjna wobec poręczności jest forma obecności – czyli napotykania przedmiotów, których istnienie sobie uświadamiamy i które możemy poddać oglądowi teoretycznemu.
  8. Zestaw u Heideggera jest istotą techniki – sposobem rozumienia świata jako zasobu – upraszczając: odbierania bytów instrumentalnie jako dostawialnych do zestawu.
  9. Można założyć, że Heidegger nie odwołuje się do Platona tylko dlatego, że poszukuje źródłowych dróg uchwytywania nieskrytości bycia, które Platon wypaczył, nadając im rys teoretyczny.
  10. Należy zwrócić uwagę chociażby na rozwój maszyn liczących i ich interfejsów, gdzie można łatwo zobaczyć wzrost liczby zapośredniczeń – od pisemnych technik, przez liczydła, projekty maszyn logicznych Babbage’a, komputerów do których dane wprowadzało się taśmy performowane, klawiatury, myszki i interfejsy dotykowe, aż do będących możliwą przyszłością interfejsów komputerów operowanych głosem czy wręcz myślami, wzrasta ilość procesów, które musi wykonać obiekt techniczny na drodze pomiędzy wprowadzeniem danych a otrzymaniem wyniku.

Komentarze

Komentuj

Powiązane posty