Jak wytresować Edypa

Kto z nas nie chciałby mieć własnego smoka? Już samo fantazjowanie o takiej możliwości sprawia przyjemność. Jeżeli dorzucimy do tego dobrą animację komputerową oraz wikingów – mamy gwarantowany sukces filmowy. Jednakże DreamWorks Animation zapewniło nam nie tylko dużo dobrej zabawy z latającymi gadami, ale również – zapewne zupełnie niechcący – niezłą dawkę filozofii. Materiał w sam raz na Machinę Myśli. Ostrzegam, jeśli wciąż wierzycie w Mikołaja i sikające do mleka krasnoludki, nie czytajcie – to zepsuje wam dzieciństwo!

***

Już od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem napisania tego tekstu. A dokładniej od momentu obejrzenia drugiej części Jak wytresować smoka (ang. How to Train Your Dragon). Sposób funkcjonowania pewnych wątków i scen wydał mi się nad wyraz interesujący. W związku z tym pragnę od razu poczynić pewne zastrzeżenie. Metoda analizy, jaką tu przyjmuję, nie polega na uwzględnianiu wszystkich elementów filmów (zajmę się bowiem obiema częściami), ani tym bardziej na ich chronologicznym omawianiu. Interesuje mnie raczej wydobycie pewnych „modułów”, które są – w moim przekonaniu – ważniejsze od pozostałych, a które sprawiają, że całość działa w określony sposób. A ponadto powodują, że film „wychodzi na zewnątrz”. To znaczy chodzi mi o te wątki, które mają znaczenie nie tylko w obrębie fabuły, ale pracują w samym polu społecznym, w jakim osadzona jest ta animacja.

– CZARNOKSIĘŻNIK I DEMON –

Przygotowując ten artykuł obejrzałem ponownie pierwszą część filmu. I jestem nią – wciąż – absolutnie urzeczony. Dostajemy tam wszystko, czego potrzeba: niepasującego do reszty społeczności, chodzącego na spacery „schizofrenika”; Anomalnego, outsidera wobec swego stada; wreszcie proces stawania się. Jak gdyby fabuła była tworzona w oparciu o najlepsze kontr-kulturowe podręczniki. Jak wytresować smoka nie jest bowiem opowieścią o chłopcu, który uratował swą wioskę, jest wielką baśnią o ucieczce przed zbiorową paranoją.

Taka ucieczka nie dokonuje się jednak dowolnie, nie wystarczy do niej zwykła zachcianka. Potrzeba raczej pewnego „programu ćwiczeń”, nawet jeśli nie zdajemy sobie sprawy, że trenujemy zgodnie z nim. Potrzeba też pewnej rysy na idealnym posągu naszej osobowości. Czkawka (ang. Hiccup), chociaż bardzo chciał zostać takim samym wikingiem, jak jego współplemieńcy, nie miał do tego żadnych predyspozycji: był lichej postury, słaby i niezbyt zwinny. Rysa nie musi być jednak wrodzona, może być również nabyta: Stoikowi Ważkiemu (ang. Stoick the Vast) rodzi się cherlawy syn, zupełnie nienadający się do przejęcia po nim schedy, a zdolna i wojownicza Astrid ostatecznie okazuje się – w czasie szkolenia – gorsza od największej ofermy z wioski. Samo pęknięcie jednak nie wystarczy, by wejść na drogę stawania się. Stoik i Astrid czują się w pełni wikingami. Nawet Czkawka robi wszystko by się dostosować, by móc wykrzyczeć paranoiczne „Jestem jednym z was!”. Rysa nie wystarczy, otwiera jednak pole nowych możliwości.

Chłopiec ma swoje maszyny. Za pomocą jednej z nich strąca z nieba Nocną Furię (ang. Night Fury), najgroźniejszego ze smoków. Odnajduje bestię daleko poza terenem wioski, jest ranna i skrępowana siecią. Wystarczy jedno pchnięcie sztyletem, by zostać takim samym wikingiem jak pozostali. Morderstwo inicjuje. Jednak rysa daje o sobie znać. Czkawka oszczędza smoka. Co więcej, gad zaczyna zaprzątać jego myśli. Chłopiec poświęca każdą wolną chwilę na oswajanie bestii i przygotowanie dla niej protezy na ogon, w miejsce utraconego fragmentu steru (kolejna maszyna, za pośrednictwem której Czkawka podłącza się do Nocnej Furii). Jednakże – wbrew pozorom – nie idzie tu ani o udomowienie obcego gatunku, ani o zaprzyjaźnienie się z nim. Raczej o uruchomienie procesu stawania się.

Rysa go umożliwia, ma on jednak swoje odrębne reguły. „Stawanie-się-zwierzęciem zawsze dotyczy sfory, stada, populacji, zbiorowości, jednym słowem – wielości.” (Deleuze i Guattari, Mille Plateaux) Oto pierwsza zasada. Szczerbatek (ang. Toothless) nie jest jedynym smokiem. W filmie od razu mamy do czynienia ze sforą latających gadów – niczym z rojowiskiem much albo stadem wilków. I nie chodzi o to, że pewne zwierzęta żyją w sforach, lecz że każde zwierzę jest w istocie stadem, sforą. Ma modus sfory, a nie czegoś określonego, charakterystycznego. Taki jest sposób spotkania zwierzęcia przez człowieka.

Nie może być stawania-się-zwierzęciem bez fascynacji sforą, wielością. Istnieje jednak druga zasada tego ruchu. Potrzeba wyjątkowego indywiduum, z którym należy wejść w alians. Demona, z którym zawrze się pakt. Deleuze i Guattari nazywają tę istotę Anomalnym (fr. Anomal). Jest on swego rodzaju przywódcą stada, albo – przeciwnie – samotnikiem, być może obalonym wodzem, być może kimś od początku odstającym od reszty. Pomyślmy choćby o Moby Dicku, białym kaszalocie, na którego poluje kapitan Ahab. W Jak wytresować smoka podobną pozycję zajmuje Szczerbatek: chociaż pomaga stadu polować, to sam trzyma się na jego obrzeżach, prowadzi raczej samotniczy tryb życia, do tego jest jedyną Nocną Furią jaka istnieje (domysły o istnieniu innych są nieistotne, liczy się fabularna funkcja). Jest wyjątkiem, outsiderem, linią graniczną smoczej sfory. Ciężko stwierdzić, czy jeszcze należy do stada czy też jest już na zewnątrz niego1.

Spotkanie z Anomalnym wymaga złamania prawa własnej grupy. Ahab, wybierając Moby Dicka, łamie prawo wielorybników, zgodnie z którym powinno się wpierw ścigać sforę. Podobnie czyni – w utworze Kleista – Amazonka Pentesilea, wybierając Achillesa na swojego ulubionego wroga. A także Czkawka: wedle smoczego podręcznika nigdy nie należy walczyć z Nocną Furią. A jednak to właśnie na niej skupia swe siły. Chcąc zlikwidować swoją rysę w istocie pogłębia ją, przemienia ją w linię ujścia (ze świata wikingów do świata smoków).

Jednakże samotne stawanie się prawie zawsze kończy się porażką. Potrzeba nie tylko wielości po stronie tego, czym się stajemy, ale również wielości po naszej stronie. Nasza sfora musi wejść w alians z inną sforą, my spełniamy jedynie funkcję Czarnoksiężnika, który zawiera pakt z Demonem. Sojusz Czkawki i Szczerbatka zostaje uzupełniony sojuszem wikingów ze smokami. O związku Czarnoksiężnika i Anomalnego można myśleć jako o ognisku epidemii: pierwsza zaraża się Astrid, następnie pozostali młodzi Wikingowie, po nich wódz Stoik oraz kowal Pyskacz (ang. Gobber the Belch), wreszcie pozostali mieszkańcy wyspy Berk. Stawanie się jest zakaźne!

Pora wreszcie poświęcić kilka słów samemu stawaniu się. „Stawanie się nie jest zgodnością (fr. correspondance) pomiędzy relacjami. Nie jest również podobieństwem, naśladowaniem, albo – w końcu – utożsamieniem.” (Deleuze i Guattari, Mille Plateaux) Stawanie-się-zwierzęciem nie polega na odgrywaniu czy naśladowaniu zwierzęcia, na tym, że człowiek „rzeczywiście” staje się zwierzęciem. Alternatywa: albo czymś jesteś, albo tylko coś udajesz, jest fałszywa. Jedyną rzeczywistością, jedyną realnością jest samo stawanie się, które wciąż produkuje bloki kolejnego stawania się.

Pomyślmy o sobie samych jako o ciele opisanym przez serię nawyków: spotykam smoka – zabijam go, ojciec mówi – jestem posłuszny jego poleceniu, widzę Astrid – podrywam ją. Nawyk jako stały i trwały schemat działania. Ukulturowienie, stanie się pełnoprawnym członkiem jakiejś społeczności polega na szkoleniu, który zapewnia wszystkim ćwiczącym zgodność nawyków: ten sam bodziec, ta sama reakcja. Czkawka, Astrid, Śledzik (ang. Fishlegs Ingerman), Sączysmark (ang. Snotlout Jorgenson) oraz bliźniaki Mieczyk i Szpadka (ang. Tuffnut and Ruffnut Thorston) rozpoczynają smocze szkolenie. Każde z nich musi nauczyć się tak samo posługiwać tarczą, tak samo walczyć, tak samo unikać zionięcia, tak samo odnajdywać ślepe pole u smoka, nabyć tę samą wiedzę o zdolnościach i cechach bestii. Wreszcie tak samo zabijać. (Kpiąco: smocze szkolenie jako nazistowska szkoła kadetów.)

Jednakże dla każdego bodźca istnieje mnóstwo analogicznych reakcji, które mogą zastąpić tę „prawidłową”. Posiadana przez nas rysa sprawia, że czasem wybieramy jedną z nich i nieznacznie odchylamy nawykowy kurs naszego ciała. Mający hopla na punkcie statystyk smoków Śledzik częściej gada, niż walczy. Inkulturacyjne szkolenie ma na celu zamazanie tej rysy. Zdyscyplinowanie ciała. „Stawanie się rozpoczyna się jako pragnienie wymknięcia się ograniczeniom ciała.” (Brian Massumi, A User’s Guide to Capitalism and Schizophrenia) Stawanie się zaczyna się w ciele molowym, tzn. ciele podobnym do innych ciał, lecz nie aktualizuje go, raczej przeciw-aktualizuje: usuwa z niego normalne nawyki, usuwa habitus. Stawanie się ma wytworzyć nowe ciało. Przywrócić „udomowionemu”, „inkulturowanemu” ciału jego spontaniczność. „Stawanie-się-innym jest wykładniczym wzrostem repertuaru reakcji ciała.” (Brian Massumi, tamże) Celem jest zmiana tego, co reaktywne, w to, co aktywne.

Stawanie-się-smokiem nie polega na przemianie w smoka, ani na udawaniu smoka, ale na ćwiczeniu się w jego schematach działania (Czkawka musi zjeść surową rybę, z drugiej strony Szczerbatek próbuje się uśmiechnąć, albo narysować coś patykiem na ziemi). A przede wszystkim na wspólnym trenowaniu reakcji połączonych ciał: Szczerbatek i Czkawka latają razem, tworząc urządzenie (fr. agencement, ang. assemblage) składające się z człowieka, smoka, siodła i sztucznego steru na ogonie. Nie imitują siebie nawzajem, lecz zwiększają obszar swojej wolności. Szczerbatek przeciwstawia się królowej smoków dopiero po spotkaniu z Czkawką.

Stawanie się jest jednak odbierane jako zdrada. Stoik odrzuca swego syna, gdy ten – na oczach wszystkich – zamiast zabić smoka, próbuje go oswoić. Nazywa Czkawkę zdrajcą. I nie myli się. Stawanie się jest zdradą. Należy jednak odróżnić zdradę od oszustwa. To ostatnie polega na podstępie, za pomocą którego wykorzystuje się innych, a którego celem jest własny interes (wygrana, spełnienie zachcianek). Natomiast zdrada dotyka nas samych. Jest odwróceniem się od niezmiennych sił, które pragną nas zatrzymać, powstrzymać nasze stawanie się. „Nie jestem jednym z nich” – mówi Czkawka do smoka, którego miał zabić.

Deleuze i Guattari zdradę albo stawanie się nazywają linią ujścia. Czkawka nie tylko uciekał do Szczerbatka, po kolejnych lekcjach smoczego szkolenia. Jeszcze na początku drugiej części Jak wytresować smoka udawał się na coraz odleglejsze loty. Uciec nie oznacza czmychnąć, wyjść z tego świata, unikać zobowiązań i odpowiedzialności. „Uciec to nakreślić linię, linie, całą kartografię.” (Deleuze i Parnet, Dialogues) Mapy, które rysował Czkawka, nie były reprezentacjami świata, ale diagramami intensywności: Swędząca Pacha. Stawanie się jest geograficzne.

– POWRÓT EDYPA –

Czkawka nie ma matki, jest półsierotą. Zważywszy na to, że zupełnie nie przypomina ojca, można by powiedzieć, że jest sierotą kompletnym. „Nieświadomość jest sierotą i produkuje siebie wewnątrz tożsamości natury i człowieka.” (Deleuze i Guattari, L’Anti-Œdipe) To, kim jesteśmy, nie jest zdeterminowane przez rodzinny krąg (Edypalny trójkąt: tatuś-mamusia-ja), lecz zawsze powstaje w relacji do całości pola społecznego, do wszystkiego, co kulturowe, historyczne i polityczne. Czkawka chce zadowolić ojca, ale oprócz tego pragnie wykazać się przed Astrid i nieustannie musi znosić zaczepki swoich rówieśników. Pracuje razem z Pyskaczem, u którego uczy się rzemiosła kowala, co pozwoli mu później zbudować ster i siodło dla Szczerbatka. Jak wszyscy mieszkańcy wyspy Berk jest zaangażowany w wielowiekowy konflikt ze smoczą sforą. Wreszcie ma swoją indywidualną rysę. Jego osobowość – tak jak i nasze – nie jest zdeterminowana przez stosunki rodzinne, lecz powstaje w ramach interakcji z całym obszarem społeczno-historycznym.

Jednakże cała ta piękna opowieść zostaje dogłębnie zniszczona w Jak wytresować smoka 2. Pewnie domyślacie się już, do czego zmierzam: pojawia się matka. Oczywiście nie chodzi o samą jej osobę, o to, że Czkawka wreszcie poznaje swoją – uważaną wcześniej za zmarłą – rodzicielkę. Ważniejszy jest sposób funkcjonowania tego, nowego wątku. Matka nie przybywa, by potwierdzić, że nieświadomość jest sierotą (że Czkawka jej nie przypomina), lecz po to, by uwięzić młodego wikinga w edypalnym trójkącie.

Zanim przejdę dalej musimy wyjaśnić sobie czym jest Edyp. Zbyt często dochodzi w tej kwestii do nieporozumień. Większość natychmiast myśli o najprostszym, najbardziej dosłownym, psychoanalitycznym odczytaniu mitu: chłopiec pragnie zabić ojca i posiąść matkę (lub – w przypadku dziewczynki – pragnie ona zabić matkę i posiąść ojca). Każdy ma też na to natychmiastową odpowiedź: „oczywiście, że tego nie pragnę, to jakaś bzdura, jak i cała psychoanaliza”. Nie da się ukryć, że to sam Freud przyczynił się do takich interpretacji. Jednak w istocie kompleks Edypa oznacza pewną abstrakcyjną strukturę. Wedle wykładni lacanowskiej: Matka symbolizuje pragnienie pełni (szczęście i bezpieczeństwo płodu w ciele matki, które zostaje utracone po narodzinach), zaś Ojciec – prawo oparte na zakazie. Z jednej strony nasze pragnienia, z drugiej – (nie)możliwość ich realizacji. Trójkąt edypalny ze zmarginalizownym, czy wręcz zupełnie wyrugowanym wątkiem kazirodczym nie wydaje się już tak idiotyczny.

Jednak jeszcze nie przyjęliśmy odpowiedniej perspektywy, póki co Edyp wydaje się czymś przynależnym wyłącznie do psychoanalizy, jako jednej teorii z wielu. W istocie sam trójkąt edypalny jest wynikiem czegoś głębszego: edypalizacji jako pewnej praktyki społecznej. Deleuze i Guattari pokazują, że Edyp nie jest – jak chciałaby psychoanaliza – najbardziej podstawową strukturą, jaką odnajdujemy w naszej psychice. Przeciwnie, jest czymś, co się nam robi, zaszczepia, wtłacza w nas. I to nie tylko za pomocą psychoanalizy, ale również wielu innych urządzeń społecznych. „Jesteś zupełnie jak twój ojciec!” O tyle Edyp nie przynależy wyłącznie do psychoanalizy, ale w ogóle do maszyny społecznej, w jakiej przyszło nam żyć. Czym jest owa edypalizacja?

Przede wszystkim jest redukowaniem całej złożoności naszej podmiotowości, do determinacji rodzinnych. Wszystko czego pragnę, wszystko co robię, ma swoją przyczynę w moim dzieciństwie i mojej relacji z rodzicami. Banalny przykład: czasem, w rozmowie, zdarza mi się komuś zwrócić uwagę: „myślisz tak/robisz tak, dlatego, że zostałeś tak wychowany” i prawie zawsze słyszę w odpowiedzi: „to nieprawda, moi rodzice tak nie postępują/nie uważają”. Rzadko, używając słowa „wychowanie”, mam na myśli wąski krąg rodzinny, chodzi mi raczej o całość praktyki inkulturacji: szkołę, telewizję i Internet, spotykanych na podwórku rówieśników, a nawet przypadkowych przechodniów, czy współpasażerów w środkach komunikacji. Rozmówca zdradza jednak edypalizację, jaką przeszedł: uważa rodzinę za jedyny ośrodek wychowania („a wszystko, co nie pochodzi od mamusi i tatusia pochodzi ode mnie, bo ja, JA, jestem przecież takim indywiduum”).

Pojawia się matka. I to właśnie wtedy, gdy Czkawka zostaje odłączony od swojej sfory! (Przypomnijcie sobie, co mówiłem o samotnym stawaniu się.) Istotne jest nie to, że ją spotyka, lecz to, że okazuje się ona smoczym jeźdźcą, właściwie pierwszym smoczym jeźdźcą jaki istniał. Ona też pierwsza dostrzegła, że smoki nie są złe, pierwsza się z nimi zaprzyjaźniła, pierwsza zajęła się ich ratowaniem. Wszystko, co potem robił główny bohater filmu, robił tylko dlatego, że przejął po matce cechy. Ocalił smoka, oswoił go, zaprzyjaźnił się z nim. W scenie następującej tuż po spotkaniu Czkawki z matką, Stoik powiada do Pyskacza o swym synu: „Uparciuch. Całkiem jak jego matka.” Rozlewająca się po całym polu społecznym, a nawet zwierzęcym, osobowość młodego wikinga zostaje zredukowana do determinacji rodzinnych. I nie chodzi tylko o żeńską połowę tejże. Pod koniec filmu, gdy Czkawka zostaje przywódcą Wikingów i smoków, matka mówi do niego: „Masz duszę wodza i serce smoka”. A znaczy to tyle, co: „Jedna część twojego charakteru pochodzi od ojca, a druga – od matki”.

Istotne jest tu też to, co dzieje się ze Szczerbatkiem. W drugiej części filmu ulega zmianie jego funkcja. Nie jest on już Nieopisywalnym Demonem z Zewnętrza (zauważmy, że podręcznik smoków nie podaje żadnych informacji o Nocnej Furii), lecz zamienia się w alter ego Czkawki. Scena, w której matka Czkawki, za pomocą zaledwie kilku gestów obłaskawia i doprowadza do ekstazy Szczerbatka, zdaje się mówić: ja najlepiej wiem, czego pragniesz, synu. Podobnie w jednej z końcowych scen, gdy Szczerbatek (funkcjonujący tu – podkreślam – jako alter ego głównego bohatera) zabija Stoika – ciężko się oprzeć skojarzeniu z edypalnym pragnieniem śmierci ojca. Bardziej niż to, że smok był pod kontrolą Alfy liczy się to, że Stoik ginie. Co więcej, ojciec musiał umrzeć, by Czkawka mógł zająć jego miejsce (póki ten żył, nie robił tego – choć miał „możliwość”) i wrócić z matką do wioski. Edyp w najbardziej wulgarnej postaci. I w swoim drugim aspekcie: w przekonaniu, że to, czego pragniemy (tu symbolizowane przez odzyskanie matki i zdobycie władzy), jest niezgodne z prawem (tu symbolizowanym przez ojca-Stoika). Codzienne rozmowy poinformują nas bowiem nie tylko o tym, że wychowanie pochodzi wyłącznie od rodziców. Dowiemy się z nich również tego, że prawo musi istnieć, bowiem ludzie pragną chorych, złych rzeczy i tylko ono powstrzymuje społeczny chaos. Nie wierzycie? Zapytajcie kogoś, co myśli o świecie bez prawa. Albo spróbujcie sami sobie taki świat wyobrazić. Edyp natychmiast zacznie pracować.

Twórcy Jak uwolnić smoka 2 zdradzają się ze swoimi intencjami już we wstępie filmu. Początkowo młody wiking nie chce zostać wodzem, nie to jest jego marzeniem. Pragnie być wolnym, latać, robić mapy. Innymi słowy: mieć kontakt z Zewnętrzem. Wówczas jednak spotyka Astrid, ta zaś mówi mu, że to, czego szuka on na zewnątrz, znajdzie w sobie. Łączność z Zewnętrzem jest niebezpieczna, bowiem jest aktywna, rewolucyjna. Celem reaktywnych, petryfikujących, paranoicznych sił społecznych jest zerwanie wszelkich linii ujścia, zamknięcie jednostki w jej własnym wnętrzu, by tam bez końca kontemplowała mamusię-tatusia. Jak uwolnić smoka niosło ryzyko, że oglądające je dzieci (i dorośli) odkryją ruch stawania-się-innym, toteż należało czym prędzej zedypalizować całą tę historię, stępić jej deterytorializujące ostrze.

Dodatkowo Zewnętrze zostaje zdeprecjonowane. Sielankową scenę w Smoczym Sanktuarium (ang. Dragon sanctuary), w której Czkawka wreszcie zyskuje kompletną rodzinę, przerywa atak. To smocza armia, z Drago Krwawdoniem (ang. Drago Bludvist) napadła na smoczą wyspę. To jemu twórcy Jak uwolnić smoka 2 nadają funkcję Zewnętrza, które tym razem jest diaboliczne, brutalne, rządne władzy, irracjonalne, nieubłagane. Ten ostatni aspekt jest szczególnie ważny. O ile w pierwszej części filmu był możliwy alians z Zewnętrzem (którego funkcję pełniły smoki), o tyle teraz wszelkie próby Czkawki by nawiązać porozumienie z Drago spełzają na niczym. Przekaz jest jasny: z tym, co Inne, nie należy wchodzić w sojusz, nie należy rozpoczynać stawania się – należy z tym walczyć i pokonać to (jeśli nie zabić, to przynajmniej przegnać z naszego świata). Do tego pojawia się kolejny Edypalny wątek: Drago przegrywa po tym, jak należącemu do niego Alfie zostaje utrącony róg. (Nie mogę się też powstrzymać od wrażenia, że postać Drago ma przypominać mieszkańca Bliskiego Wschodu – w końcu to oni są naszym Zewnętrzem, kreowanym na brutalne, irracjonalne i zamknięte na wszelkie negocjacje. Warto by również, z tej perspektywy, przyjrzeć się zbrojom, jakie nosi armia Drago – wyraźnie różnią się one od ekwipunku wikingów.)

***

Przygotowując ten artykuł trafiłem na informację, że film Jak wytresować smoka został oparty na powieści How to Train Your Dragon (wyd. pol. Jak wytresować sobie smoka), autorstwa brytyjskiej pisarki Cressidy Cowell. Niestety nie udało mi się dotrzeć do tej książki (ani do pozostałych z serii o Czkawce i Szczerbatku). Wygląda jednak na to, że scenariusz Jak wytresować smoka 2, choć wciąż opowiada o tych samych postaciach, nie został napisany w oparciu o teksty Cressidy Cowell. Być może w tym tkwi przyczyna: powieść Brytyjki okazała się zbyt wywrotowa (Deleuze wielokrotnie podkreślał, że to właśnie anglo-amerykańska literatura dociera najbliżej Życia, aktywności, afirmacji, stawania się). Toteż kalifornijskie studio animacji komputerowych musiało zadziałać2. Nikt tak nie dba o naszą edypalizację, jak kinematografia z USA.

  1. Warto może dodać, że Deleuze i Guattari każą wywodzić słowo „anomalny” nie z łacińskiego ab-normal (nie-normalny, tzn. będący na zewnątrz zasad lub przeciwko zasadom), lecz z greckiego an-omalos (nierówny, nieregularny), które francuscy myśliciele wykładają jako „tnące ostrze deterytorializacji”. Ciężko oprzeć się wrażeniu, że ten właśnie sens został żartobliwie ukryty w imieniu „Szczerbatek”.
  2. Wydaje się, że oprócz Edypa jeszcze jedno natręctwo nawiedza ekipę filmową z DreamWorks Animation. Książkowa Zielona Śmierć (ang. Green Death), ogromny smok, zmuszający pozostałe do przynoszenia mu pożywienia, został w filmie przechrzczony na Czerwoną Śmierć (ang. Red Death). Dla niektórych zimna wojna wciąż trwa.

Komentarze

Komentuj

Powiązane posty