„Imperium” (1): od dyscypliny do kontroli

Niniejszy tekst stanowi pierwszą z dwóch części mini-serii poświęconej kwestiom biowładzy i biopolityki przedstawionej w Imperium Michaela Hardta i Antonio Negriego (druga część tekstu dostępna tutaj). Celem jest nie tyle szczegółowe opracowanie tych zagadnień, co raczej swego rodzaju podprowadzenie, mające ułatwić czytelnikowi uchwycenie specyfiki wspomnianej książki. W kroku pierwszym zostanie powtórzona lekcja, którą odrobili Hardt i Negri – nazwijmy ją lekcją francuską. W kroku drugim zobaczymy czym są biowładza i biopolityka, wyłaniające się w nowym, globalnym porządku. W efekcie otrzymamy pewną – oczywiście ograniczoną ramami artykułu – diagnozę naszej aktualnej sytuacji społeczno-politycznej.

Niezbędnym punktem wyjścia jest zauważenie, że analityczny ruch, jaki wykonują Hardt i Negri, jest ponowieniem ruchu wykonanego przez Michela Foucaulta. Ten ostatni zwraca uwagę, że należy skończyć z tradycyjnym, jurydyczno-dyskursywnym ujęciem władzy. To znaczy z takim, które obraca się wokół kategorii prawa (reguły i zakazu), represji (siły działającej tylko przez negację) oraz suwerenności (władzy, jako czegoś co się „dzierży”). Zamiast tego – zdaniem Foucaulta – należy zwrócić się ku analityce stosunków władzy (władza, jako coś, co jest wyłącznie pewnego rodzaju relacją). Taka analityka będzie raczej badaniem wielości sił i ich gry, a kierować nią będą koncepty strategii, produktywności czy efektów1. Ujmując to nieco inaczej: w ramach filozofii społeczno-politycznej należy przejść od badania prawa i mechanizmów jego egzekwowania, do analizy stosunków produkcji społecznej (których prawo jest jedynie jedną z form ekspresji).

Hardt i Negri, opisując wyłanianie się nowej, globalnej formy władzy, którą określają mianem „Imperium”2, przechodzą od analizy wyłonienia się nowego, imperialnego pojęcia suwerenności („Część II. Drogi suwerenności”) do studium leżących u jego podstaw procesów produkcji relacji społecznych („Część III. Przepływy produkcji”). Albo jak sami to ujmują: od badań prowadzonych „z perspektywy historii idei czy kultury” do rozważań „pod kątem produkcji rozumianej bardzo szeroko – od działalności ekonomicznej po kreowanie podmiotowości” (s. 13). Warto podkreślić, że obie te części ich dzieła podążają tą samą ścieżką historyczną (od nowoczesnego imperializmu do ponowoczesnego Imperium), jedynie inaczej ujmując materiał dziejowy. W ramach takiego podziału zagadnienia biowładzy i biopolityki należy usytuować właśnie w perspektywie produkcji społecznej, a nie prawa.

-WŁADZA DYSCYPLINARNA-

Metodologiczna konieczność zastąpienia teorii jurydyczno-dyskursywnej (jako nieadekwatnej) analityką pozytywnych, produkcyjnych procesów leżących „w głębi” tkanki społecznej nie jest jedynym, co Hardt i Negri przejmują od Foucaulta. Równie dużą wagę przywiązują oni do wyników rozważań autora Nadzorować i karać. Przejście od nowoczesnego imperializmu do ponowoczesnego Imperium, ujmowane z perspektywy szeroko rozumianej produkcji społecznej, rozumieją oni za Foucaultem – mimo innego rozłożenia akcentów – jako przejście od reżimu dyscyplinarnego do reżimu biowładzy/kontroli (np. s. 38, 349-352).

Zdaniem tego francuskiego filozofa, gdzieś w okolicach przełomu XVII i XVIII wieku wyłania się nowy typ relacji władzy, zastępujący dotychczasową suwerenność – jest nim dyscyplina. Nie działa już ona w oparciu o brutalną przemoc, majestat prawa i stosunkowo nieregularny pobór (np. daniny lub pobór wojskowy). Jest to raczej władza, która funkcjonuje za pomocą subtelnych oddziaływań na ciało. Organizuje ona wielkie przestrzenie „zamknięcia” (takie jak szkoła, fabryka, więzienie), w których umieszcza „jednostki”. W ramach tych przestrzeni narzuca ciału („jednostce”) określony rozkład dnia, rozmieszcza je (szkolna ławka, ściśle wyznaczone miejsce pracy w fabryce, łóżko szpitalne itd.), narzuca kody na jego aktywności, usidlając nawet najdrobniejsze gesty, łączy owo ciało z innymi itd. Nieustannie je ćwiczy, egzaminuje i obserwuje, a wszystkie jego odstępstwa od wyznaczonej normy poddaje procedurom korekcyjnym i drobnym karom. Oczywiście nie oznacza to, że stare techniki władzy zanikają, wprost przeciwnie – wydaje się, że ulegają nowej intensyfikacji – pobór staje się ciągły, prawo jeszcze bardziej szczegółowe i wszechogarniające3. Logika myśli Foucaulta nie jest logiką zastąpień, lecz nawarstwień. Wyłonienie się nowego typu władzy nie oznacza wyrugowania tego, co było, lecz podporządkowanie tego nowemu paradygmatowi. Dla autorów Imperium miejscem wyłonienia się władzy dyscyplinarnej i szczególną przestrzenią jej realizacji jest fabryka4. „Społeczeństwo dyscyplinujące jest więc społeczeństwem na wzór fabryczny” (s. 263). Chociaż wyłoniło się ono w nowożytnej Europie, to swoim zasięgiem objęło większą część świata: od USA (i inne państwa przejmujące New Deal), aż po ZSRR („Część III. Rozdział 2. Dyscyplinarne zarządzanie”, w szczególności s. 270-271). Te dwa ośrodki, biegunowo przeciwne z perspektywy klasycznej filozofii polityki (badającej idee i prawa), okazują się niezwykle podobne, gdy ujmiemy je z perspektywy produkcji społecznej!

-SPOŁECZEŃSTWA KONTROLI-

Ów typ relacji władzy należy jednak do poprzedniej epoki. Foucault stara się pokazać, że zostaje on zastąpiony przez coś nowego, co nazywa biowładzą lub biopolityką, a co Gilles Deleuze – podejmując, w krótkim tekście, myśl autora Nadzorować i karać – określa mianem kontroli5. Dyscyplina działała przede wszystkim w ramach różnego rodzaju zamkniętych przestrzeni (rodziny, szkoły, fabryki, szpitala, więzienia, itd.), które funkcjonowały jako swego rodzaju „odrębne formy odlewnicze6. Wytwarzały one ściśle określony typ podmiotowości (w ramach procesu, który Foucault nazywa ujarzmieniem), ale zarazem zapewniały, w momencie przejścia z jednego do drugiego, pewnego rodzaju „uwolnienie” (praca w fabryce uwalniała od reżimu rodzinnego, pobyt w szpitalu od reżimu fabrycznego itp.).

Kontrola natomiast opuszcza te zamknięte przestrzenie, działa nieustannie i równocześnie na wielu poziomach, poprzez swego rodzaju modulacje. To już nie podróż z domu do szkoły, ze szkoły do wojska i z wojska fabryki, uzupełniona o pobyty w szpitalu (gdzie umowa o pracę zapewniała ciągłość zarobków, a składki – opłatę za pobyt) i ewentualnie w więzieniu lub ośrodku dla psychicznie chorych. To raczej sytuacja pracy zarobkowej na umowę zlecenie lub umowę o dzieło dokonywanej zdalnie z własnego domu, którym w międzyczasie trzeba się zajmować, gdy akurat jesteśmy chorzy i faszerujemy się lekarstwami, byle by utrzymać się na nogach i równocześnie odbywamy jakieś szkolenie (choćby i on-line) mające podnieść nasze kompetencje. Wszystkie reżimy typowe dla dyscyplinarności (rodzinny, medyczny, szkolny, „fabryczny” – czy raczej współcześnie: ten związany z przedsiębiorstwem) występują równocześnie i przenikają się. Ponownie – jak w przypadku przejścia od suwerenności do dyscypliny – nie mamy tu do czynienia z usunięciem wcześniejszych mechanizmów władzy, lecz z włączeniem ich w nową logikę, z kolejnym nawarstwieniem.

Można więc powiedzieć, że społeczeństwo kontroli cechuje wzmożenie i upowszechnienie normalizujących aparatur dyscyplinarności, które stymulują od wewnątrz nasze zwykłe, codzienne praktyki, lecz w odróżnieniu od dyscypliny kontrola rozciąga się – za pośrednictwem plastycznych, fluktuujących sieci – daleko poza ustrukturalizowane obszary instytucji społecznych (s. 38-39).

Władza, której logiką jest kontrola, to władza, w której mechanizmy podporządkowania stają się jeszcze bardziej immanentne, jeszcze lepiej zinternalizowane. Już w społeczeństwie typu dyscyplinarnego mieliśmy na dobrą sprawę do czynienia z samodyscypliną: uczeń czy robotnik sam nieustannie się nadzorował, wiedząc, że w każdej chwili może być obserwowany przez swojego przełożonego (przeciwnie niż w suwerenności, gdzie mnożyły się wszelkiego rodzaju „herezje” i „odszczepieństwa”, wykorzystujące każdą z wielu luk tego typu relacji władzy). W przypadku społeczeństw kontroli ten proces jeszcze się pogłębia: nie muszę już mieć nad sobą nauczyciela, majstra czy policjanta, aby podporządkowywać swoje działania wymogom tego, co w ramach relacji władzy zajmuje pozycję dominującą. To niejako „ja sam decyduję się” postępować tak, a nie inaczej. Choć kwestia owego „ja” jest tu szczególnie złożona. Deleuze powiada, że w społeczeństwach kontroli nie mamy już dłużej do czynienia z indywiduum – jego miejsce zajmuje coś, co określa on mianem „dywiduum”7. Jednostka nie jest już w stanie się „scalić”, zindywidualizować – rozpada się na szereg procesów, które pozostają ze sobą w nieustannym konflikcie (zostać w domu i wykurować się, ale stracić wynagrodzenie za kilka dni pracy, czy też nafaszerować się farmaceutykami i iść do pracy, ale być przez wiele kolejnych tygodni w kiepskiej kondycji fizycznej?).

Owa logika kontroli jest – zdaniem Hardta i Negriego – logiką biowładzy. Czym jest biowładza i czym jest biopolityka zostanie wyjaśnione w kolejnej części tekstu.

-NIENAUKOWE POSTSCRIPTUM-

Jeszcze nie tak dawno, nawet nie całe pokolenie temu, z ulgą witano ten nowy typ społeczeństwa. Widziano w nim zerwanie z przymusami i ograniczeniami reżimu dyscyplinarnego (w Polsce znanego przede wszystkim pod postacią reżimu „sowieckiego”). W umowach-zleceniach i umowach o dzieło widziano płynność i elastyczność zatrudnienia, które pozwalają uniknąć robienia przez całe życie tego samego. W systemie kursów i szkoleń – podnoszenie kompetencji, zapewniające lepszą pozycję na rynku pracy. W pracy zdalnej („domowej”) – wymkniecie się reżimowi fabryki i przedsiębiorstwa. A dziś wciąż jeszcze wielu pragnie prywatyzacji służby zdrowia i usunięcia pomocy społecznej, gdyż widzi w tym tylko wzrost własnej pensji („obniżanej” przez różne składki). Jednak większość z nas doświadcza obecnie cierpienia, jakie przyniósł ten „nowy ład”. Elastyczne warunki pracy okazały się umowami śmieciowymi. Szkolenia – nauką wypełniania zmodyfikowanych wersji formularzy, które opracowali, w ramach zapychania swojego czasu pracy, nasi menadżerowie, marketingowcy lub działy HR. Systemy premiowe – wyciskaniem z nas dodatkowej produktywności bez gwarancji otrzymania za nią wynagrodzenia. Zaś zdalna praca – brakiem płatnych urlopów zdrowotnych i wypoczynkowych. Być może niedługo większość przekona się, że brak składek wcale nie podwyższa naszych pensji, za to koszty opieki medycznej – jak najbardziej.

Na długo przed tym, nim osobiście przekonaliśmy się o nieznośności tej sytuacji, u samego jej progu, Foucault i Deleuze (nie bez udziału Guattariego) zdołali ją dostrzec i zdiagnozować. Oto potęga – i niezbędność! – abstrakcyjnego myślenia, które potrafi „wzmocnić” i „odczuć” dane empiryczne, nim staną się one doświadczane przez wszystkich. Jeśli Hardt i Negri powtarzają i rozwijają te diagnozy, to nie tylko po to, by utwierdzić nas w tym, co dziś coraz bardziej oczywiste. Pragną nas oni w ten sposób doprowadzić do zrozumienia, że ratunek przed społeczeństwami kontroli wcale nie polega na „ucieczce w tył”: powrocie do świata umów o pracę, stałego miejsca zamieszkania, wyraźnego podziału między domem, szkołą, przedsiębiorstwem i szpitalem itp. Tamten świat nie jest bowiem światem minionym – jest warstwą naszego i doświadczana przez nas nieznośność naszej sytuacji ma swoje korzenie właśnie w nim.

  1. Dokładne omówienie tego teoretycznego przesunięcia wymagałoby osobnego artykułu. Ujmując rzecz jeszcze raz krótko i może nieco prościej można powiedzieć, że w tradycyjnym rozumieniu władzy pokutuje jeszcze jej średniowieczna forma. Władza jest „czymś”, o co się zdobywa w efekcie jakiegoś rodzaju bitwy (choćby jedynie politycznej), ma formę prawa (które odtąd dyktuje zwycięzca), które działa przede wszystkim poprzez zakaz (za którego złamanie władca wymierza kary). Tym władcą (suwerenem) nie musi być oczywiście żaden król, równie dobrze może to być jakaś uprzywilejowana grupa lub społeczeństwo rozumiane jako pewna całość (to społeczeństwo ustala prawa i karze za ich złamanie, nawet jeśli posługuje się przy tym jakimiś swoimi przedstawicielami). Zdaniem Foucaulta takie ujęcie władzy zafałszowuje jej rzeczywiste funkcjonowanie, które jest – przede wszystkim – pozytywne, produktywne. Władza nie ogranicza się do zakazu i kary za jego złamanie (cechowałaby się wówczas jakąś dziwną bezpłodnością). Raczej posługuje się całym szeregiem drobnych i subtelnych mechanizmów (kilka przykładów podaję dalej w tekście), które oddziaływają na „jednostki” kształtując je w określony sposób. Ponadto istnieje cały szereg strategii oporu wobec działania takiej władzy, strategii, które nie są jedynie zwykłą transgresją (łamaniem, przekraczaniem prawa), ale raczej „produkowaniem czegoś innego”, „kształtowaniem inaczej”. Ponieważ te dwa elementy – „kształtowanie” i „kształtowanie inaczej” – są od siebie nieodłączne Foucault mówi, że władza jest relacją, czy wręcz całym polem relacji, nie zaś „czymś”, co ktoś dzierży. Zainteresowani tym przejściem powinni zajrzeć do: M. Foucault, Historia seksualności, tłum. B. Banasiak, T. Komendant, K. Matuszewski, Warszawa 1995, s. 74-92.
  2. M. Hardt, A. Negri, Imperium, tłum. S. Ślusarski, A. Kołbaniuk, Warszawa 2005, s. 8; dalej – w przypadku tego dzieła – podaję numery stron bezpośrednio w tekście.
  3. Specyficzny jest status przemocy: autor Nadzorować i karać zdawał się sugerować, że zanikła ona lub została zredukowana do drobnych i wtórnych mechanizmów kary. Z perspektywy Hardta i Negriego można by jednak powiedzieć, że przemoc została wyeksportowana na peryferia, np. do kolonii.
  4. Należy zauważyć, że zdaniem Foucaulta miejscem narodzin władzy dyscyplinarnej – która rozprzestrzeniała się równolegle w szkołach, fabrykach, szpitalach, więzieniach i przytułkach dla psychicznie chorych – był klasztor. Wskazanie na szczególną rolę fabryki wynika zapewne z zakorzenienia Imperium w operaizmie (włoskim marksizmie autonomistycznym). Krótkie wyjaśnienie specyfiki operaizmu można znaleźć tutaj: http://www.praktykateoretyczna.pl/rzecz-pospolita-slownik-pojec/.
  5. Chodzi tu o tekst G. Deleuze, Postscriptum o społeczeństwach kontroli, w: tenże, Negocjacje 1972-1990, tłum. M. Herer, Wrocław 2007. Powodem, dla którego „przeskakuję” z rozważań Foucaulta do właśnie tego tekstu jest znaczenie, jakie ma on dla Hardta i Negriego. Na łamach Imperium jest on przywoływany kilkukrotnie, zwłaszcza w jednym z kluczowych momentów opisu przejścia od nowoczesności do „ponowoczesności”.
  6. Tamże, s. 184.
  7. Tamże, s. 186.

Komentarze

1 Komentarz

Komentuj

Powiązane posty