Fikcjozofia w praktyce (Rafał Ilnicki, „Filozofia i science fiction” – recenzja)

Druga książka Rafała Ilnickiego – Filozofia i science fiction1 – nie jest książką naukową; co więcej, nie jest też dziełem stricte filozoficznym, a tym bardziej powieścią science fiction. Jest to raczej zapis eksperymentu dokonanego na pograniczu krytyki kultury (jak zresztą autor definiuje filozofię) oraz poetyki fantastycznonaukowej. Polega on na zetknięciu ze sobą wybranych pojęć i obrazów, zawartych w obu tytułowych dziedzinach. Jego przebieg natomiast rządzi się nie tyle logicznymi seriami wynikania czy uzasadniania, lecz raczej intertekstualnych skojarzeń. Przebiegają one przez krzyżujące się ze sobą płaszczyzny pojęciowe, dając w rezultacie mapę obszaru, który może zainteresować zarówno filozofów, jak i refleksyjnych praktyków i teoretyków science fiction.

Autor wychodzi z założenia, że wraz ze współczesnym rozwojem techniki i zamknięciem filozofii w hermetycznym kręgu akademickim ta druga straciła moc wyjaśniania otaczającego nas świata. Zbyt daleko posunięta krytyka (czy dekonstrukcja) pojęć intuicyjnych czy metafizycznych sprawiła, że dla człowieka niebędącego filozofem nie ma ona nic do zaoferowania. Zapomniała ona o pojęciach i problemach takich, jak dusza, tożsamość czy prawdziwość (demon Kartezjusza). Ilnicki bynajmniej nie potępia filozofii, zauważa jednak, że te przedmioty dyskursu, po dokonaniu ich destrukcji przez Kanta, Heideggera czy Derridę, nie zostały z niego wyeliminowane, lecz ujawniły się w popkulturze. Autor świadomie dostrzega w niej nie tyle przemysł kulturowy, ile raczej formę poetyckiego namysłu nad rzeczywistością – jest on, według niego, najbardziej widoczny w science fiction. Można, zgodnie z Pytaniem o technikę Martina Heideggera, widzieć w nim sposób oporu przed myśleniem technicznym, a z drugiej strony namysłu nad techniką. Jest to oczywiście pewnego rodzaju typ idealny – już Adorno i Horkheimer dostrzegali techniczno-przemysłową rolę kultury masowej i z ich perspektywy również masowo produkowane dzieła SF byłyby częścią myślenia technicznego, wobec którego jednak ich poetyka miałaby być oporem. Nie zmienia to wszakże faktu, że interpretując kulturę można zauważyć w niej samej pierwiastki krytycznego namysłu. Tym samym science fiction miałoby działanie platońsko-derridiańskiego farmakonu – byłoby jednocześnie lekarstwem i trucizną. Jakkolwiek w Filozofii i science fiction ta dwuznaczność science fiction nie jest niestety analizowana, to nie ma to większego znaczenia dla tekstu, ponieważ jest on krótkim eksperymentem z zakresu tworzenia pojęć. W związku z tym skupia się na pozytywnym aspekcie treściowym przedstawianych dzieł.

Według Ilnickiego filozofia zapomniała nie tylko o źródłowych dla niej pojęciach, ale też nie jest w stanie nadążyć za ujawniającymi się wyzwaniami współczesnego świata. Pomimo interesujących i ważnych dokonań myślicieli posthumanistycznych czy bioetyków, filozofia mało ma do powiedzenia o zamieszkujących wyobraźnię masowego odbiorcy cyborgach, klonach, podróżach międzygwiezdnych czy androidach. Właśnie ze względu na to Ilnicki za przedmiot pracy obiera sobie obecne w popkulturze myślenie science fiction, a nie na przykład kryminał. Poetyka SF pozwala na stawianie ważnych filozoficznych pytań, których filozofia już nie podejmuje.

Trzeba sobie zadać pytanie, na ile Ilnicki oddaje tutaj sprawiedliwość filozofii. Wydaje się, że porzucenie przez nią „źródłowych” pojęć jest właśnie podążeniem za zmieniającym się światem – uznaniem pewnych koncepcji za nieaktualne, nierozstrzygalne, już rozstrzygnięte lub rozstrzygalne przez nauki szczegółowe. Współczesna filozofia praktyczna z kolei jest w stanie wytworzyć pojęcia, które nadążają za współczesnymi wyzwaniami – wystarczy choćby spojrzeć na karierę pojęcia prekariatu, etykę robotów, czy znaczącą część refleksji bioetycznej. Stanowisko Ilnickiego jednak jest w pewnej mierze słuszne – nie da się ukryć, że dzisiejszy odbiorca kultury popularnej często uważa za istotne pojęcia, którymi filozofia się (już) nie zajmuje, nie sięga do filozofii w poszukiwaniu odpowiedzi na swoje pytania, zamiast tego przeprowadzając refleksję za pomocą kultury popularnej, czy science fiction właśnie. Oczywiście, odpowiedzi oferowane w tej formie mogą też być interesujące i słuszne. Niewątpliwie kształtują one codzienną egzystencję wielu z nas i chociażby dlatego Filozofia i science fiction jest książką godną uwagi. Czy jednak filozofia ma cokolwiek wspólnego z tym stanem rzeczy? Wydaje się, że Ilnicki wpada w pułapkę mitologizacji przeszłości. Jedynie nieliczni filozofowie realizowali (i realizują) projekt „filozofii publicznej”; filozoficzna refleksja2 była i wciąż jest zjawiskiem wyalienowanym od masowego odbiorcy, pozostając przy tym w kręgu wąskiego, uprzywilejowanego grona (obywatele polis, duchowni, piśmienni, wykształceni, mężczyźni, zatrudnieni na uniwersytecie itd.). Nic zatem dziwnego, że dla wielu kultura popularna spełnia funkcję, którą mogłaby spełniać też filozofia. Pomysł Ilnickiego – aby w refleksji filozoficznej potraktować science fiction poważnie – wydaje się jednak być oryginalny i ciekawy.

Oczywiście, nie oznacza to, że poetyka science fiction mogłaby zastąpić filozofię, czy być lepszą jej wersją. Nie znaczy to też, że oba sposoby myślenia – fantastycznonaukowy i filozoficzny – są tożsame. Ilnicki także odżegnuje się od dość popularnych w literaturze filozoficznej dotyczącej science fiction sposobów jej interpretacji, imputujących istnienie w SF filozoficznych tez lub uznających ją za ich egzemplifikację. Nie interesuje go zatem kolejne „odkrywcze” stwierdzenie, że Matrix tak naprawdę jest polemiką z Baudrillardem w duchu Kartezjusza, a Łowca androidów głosem w sporze esencjalistyczno-fenomenalnym o naturę człowieka czy umysłu. Zamiast tego proponuje swoistą hybrydę obu sposobów myślenia – korzystając z ich obszernego instrumentarium w dość swobodny sposób próbuje naświetlić przedstawione przez siebie problemy. Ten łączący filozofię i science fiction sposób myślenia nazywa – w ostatnim zdaniu książki – fikcjozofią. Wydaje się to dość dobrym określeniem zawartości książki. Samo SF w jego rozumieniu zrywa z tekstualnością filozofii, przez co może pokazać więcej niż ona; z drugiej strony jednak tekst jest wciąż ważnym medium konwencji. Podstawową formą myślenia w niej są pojęcia-obrazy3; poznanie idei zawartych w jej poetyce następuje metodą raczej intuicyjną, niż racjonalną; ważna jest też warstwa wizualno-wyobrażeniowa dzieła. Stąd też fantastycznonaukowe instrumentarium Ilnickiego obejmuje zarówno książki, jak i filmy czy gry komputerowe. Nie dostarcza on jednak konkretnego kryterium jego doboru – prezentuje zarówno dzieła science fiction, które są obecne w masowej wyobraźni (Gwiezdne wojny, Matrix, Pamięć absolutna, Assassin’s Creed, Łowca androidów), jak i dość niszowe teksty kultury (Kiedy zawodzi grawitacja, La Jetée, I Have No Mouth And I Must Scream, Neon Genesis Evangelion); sądzę, że nie można wyróżnić jakiegoś klucza interpretacyjnego pozwalającego je wszystkie połączyć. Podczas lektury da się wręcz odnieść wrażenie, że dzieła są dobrane przypadkowo, być może według prywatnych zainteresowań autora. Ilnicki jednak nie twierdzi, że jego książka ma być kompletnym przeglądem czy adekwatnym przedstawieniem omawianej przez niego części kultury popularnej, dlatego też taki dobór „utworów” jest dopuszczalny. Nie zmienia to jednak faktu, że interesujące byłoby przeprowadzenie szeroko zakrojonej kwerendy dzieł SF według kategorii zaprezentowanych w książce, zwłaszcza, że sam autor nie twierdzi, że są one stosowalne dla każdej fantastyki naukowej.

Centralne dla Filozofii i science fiction jest pojęcie technoanamnezy. Ilnicki przygląda się platońskiej anamnezie4 i na podstawie jej późniejszych przetworzeń u Jeana-Françoisa Lyotarda i Bernarda Stieglera dokonuje jej translacji na język obrazów-pojęć. Poświęcona jest temu pierwsza część książki – „Punkty przypomnienia”. Nie należą one do jej właściwej treści. Jest to raczej forma ujednoznacznienia i przybliżenia czytelniczce kontekstów filozoficznych, z których autor wyprowadza pojęcia wykorzystywane w swoim fikcjozoficznym eksperymencie. Zarysowanie filozoficznego tła sprawia, że lektura staje się bardziej zrozumiała i jednoznaczna – bez tych punktów przypomnienia czytelnik, zwłaszcza niezaznajomiony z filozofią, mógłby mieć problem ze zrozumieniem tekstu. Anamneza zatem jest – za Platonem – podstawą egzystencji jednostki, za Lyotardem – zapośredniczoną w doświadczeniu estetycznym formą emancypacji od technicznej pamięci (odwołując się do kategorii Adorno i Horkheimera: pamięci dostarczanej konsumentowi przez przemysł kulturowy), za Stieglerem (i Derridą) – formą negatywnej selekcji tego, o czym należy pamiętać5. Ilnicki jednak przekształca zastane filozoficzne pojęcie anamnezy w technoanamnezę – która wydaje się być pojęciem bardziej plastycznym w przeprowadzanej przez niego krytyce kultury.

Rozumie się ją jako „technicznie zapośredniczoną anamnezę”. Jest ona terminem dość nieostrym, można jednak to uzasadnić podstawowymi własnościami jej przedmiotu. W przeciwieństwie do anamnezy, która przypominała poprzedzającą metempsychozę przeszłość, tak tutaj technoanamneza ma na celu przypomnienie przyszłości (autor zresztą definiuje science fiction właśnie jako „przypominanie przyszłości”, co wskazuje na istotowy związek SF i technoanamnezy). Dokonana przez technikę zmiana zwrotu wektora anamnezy sprawia, że technoanamneza nie mówi już o wiecznotrwałej prawdzie zawartej w ideach – jak było u Platona – lecz daje intuicyjny dostęp do możliwych przyszłości, które odciskają ślad na jednostce. Dostępna poprzez urządzenia techniczne przyszłość nie jest czymś ustalonym, lecz raczej wielością nierzadko sprzecznych światów możliwych, czy może raczej deleuzjańskim wymiarem wirtualności.

Mimo tego Ilnicki, jak sam deklaruje, „odrzuca metafizyczną poprawność” i w rdzeniu swojego eksperymentu zachowuje platoński idealizm. Sama technoanamneza jest istotą egzystencji (rozumianej heideggerowsko), a jej estetyczno-intuicyjna natura zachęca do jej mistycznych interpretacji. Wątki transcendentne nie są jednak tak widoczne i dominujące jak chociażby w poprzedniej książce autora, Bogu cyborgów6. Największą kontrowersją dla sekularnej, postmodernistycznej czy scjentystycznej czytelniczki będzie przypuszczalnie pojęcie duszy. Jest ona definiowane jednak jedynie jako „interfejs anamnezy”, w związku z czym Ilnicki unika wielu metafizycznych pułapek związanych z tym pojęciem. Co więcej, zauważa on dokonania posthumanizmu i nie zastrzega jej jedynie do gatunku ludzkiego. Trudno zresztą mówić o ludziach, gdy przedmiotem analizy jest science fiction – w większości przytaczanych w Filozofii i science fiction dzieł, czy może nawet w większości dzieł science fiction funkcjonuje mechanizm imitacji człowieka – nie wiadomo, czy ktoś jest klonem, kosmitą, androidem, symulacją komputerową. W związku z tym nie można zawężać pojęcia technoanamnezy do jakiejkolwiek grupy istot. Różnice gatunkowe są jednak podstawą do rozważań nad obecnością technoanamnezy w science fiction, zwłaszcza w kontekście kontinuum amnezja-anamneza-hipomnezja.

Nie sposób jednak powiedzieć na podstawie książki więcej o technoanamniezie – według autora przekracza ona granice światów możliwych i uobecnia się na różne sposoby. Nie jest jasne, kogo ona tak właściwie dotyczy – bohatera SF? odbiorcy? autora? Sam Ilnicki zresztą zaznacza, że książka jest rezultatem jego własnej technoanamnezy. Filozofia i science fiction zaciera granice między autorem i odbiorcą, między światem przedstawionym a światem rzeczywistym. Brak wyznaczenia terytorium pojęcia technoanamnezy wynika jednak z samego celu książki. Rozróżnienie między jej podmiotami nie miałoby sensu, ponieważ Ilnicki nie tworzy teorii analizy dzieła kultury, ani nie próbuje dokonać egzegezy współczesnego sposobu bycia człowieka. Jeżeli przyjmiemy, że zaprezentowana w Filozofii i science fiction refleksja ma pokazywać nie to, co rzeczywiste, ale to, co możliwe, ujednoznacznienie pojęcia ograniczyłoby późniejszą możliwość jego interpretacji i wykorzystania. Swobodna interpretacja wybranych elementów dzieł science fiction – która zajmuje większość dwóch ostatnich (z trzech) rozdziałów – za pomocą przedstawionych powyżej kategorii służy właśnie pokazaniu możliwości technoanamnezy.

Filozofię i science fiction można zgodnie z intencją autora uznać za eksperyment, którego celem jest pokazanie pewnych możliwości: potraktowania w filozofii na poważnie science fiction (czy szerzej: kultury popularnej); przekształcenia Platońskiej anamnezy w pojęcie, które ma sens także współcześnie; wreszcie, pokazania filozoficznego potencjału terminów porzuconych przez filozofię7. Eksperyment ten można uznać za udany. Nie zmienia to jednak faktu, że w książce, z racji obranej przez autora formy, brakuje elementów charakterystycznych dla tekstów filozoficznych lub naukowych. Wiele postawionych i przyjętych tez mogłoby być szerzej i lepiej uzasadnionych, brakowało mi też głębszego odniesienia do innych autorów (traktowanych przez Ilnickiego dość przedmiotowo), aby skonfrontować prezentowane stanowisko z ich koncepcjami. Z drugiej strony ten brak zarysowania szerszej perspektywy nie musi być mankamentem – zawarty na stu pięćdziesięciu stronach eksperyment na pograniczu filozofii i science fiction stałby się wtedy kolejną rozwlekłą rozprawą filozoficzną, a zawarte w niej fantastycznonaukowe obrazy-pojęcia zostałyby przytłoczone przez nadmiar teorii. Chociażby z racji zwięzłość tej książki sądzę, że warto ją polecić zarówno filozofkom zainteresowanym science fiction, jak i fanom science fiction zainteresowanym filozofią – kategoria technoanamnezy może stać się dla nich interesującym narzędziem intelektualnym.

  1. Książka dostępna bezpłatnie w repozytorium Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu – https://repozytorium.amu.edu.pl/bitstream/10593/13922/1/Ilnicki_technoanamneza_Rep.pdf.
  2. Wąsko rozumiana jako pewien dyskurs, odwołujący się do wcześniejszej tradycji, posługujący się wytworzonymi wcześniej kategoriami pojęciowymi, o charakterze publicznym. Szersza definicja refleksji filozoficznej, na przykład „zadawanie pytań o sens”, rozmyłaby znaczenie filozofii i dopuściłaby możliwość filozofii prywatnej. Jej przyjęcie z kolei uniemożliwiłoby dokonane przez Ilnickiego rozróżnienia pomiędzy filozofią a science fiction.
  3. Czyli synteza pojęć filozoficznych z formami audiowizualnymi. Choć możliwość takiej syntezy może budzić uzasadnione wątpliwości (obraz wyklucza pojęcie, bo jest co najwyżej jego reprezentacją), to sądzę, że Ilnicki dokonuje w Filozofii i science fiction rewaloryzacji (obrazowego) mitu czy metafory w refleksji filozoficznej. Przyjęcie założeń antyreprezentacjonistycznych pozwala na zrównanie ze sobą obrazu i pojęcia, a tym samym umożliwia ich syntezę.
  4. Anamneza w swoim oryginalnym znaczeniu przedstawionym w Platońskim Menonie i Fedonie jest sposobem poznania wiecznej prawdy poprzez przypomnienie. Platon twierdzi, że poznając prawa natury, matematykę czy idee nie tyle je odkrywamy czy konstruujemy, lecz – często za pomocą nauczyciela czy innych środków – przypominamy je sobie. Ma to być dla niego dowodem na wieczne istnienie duszy i metempsychozę.
  5. Ilnicki oprócz przeciwstawienia anamnezy amnezji, czyli niemożliwości przypomnienia, przeciwstawia ją też – zgodnie z dwoma powyższymi myślicielami – hipomnezie, czyli niemożliwości zapomnienia. Można ją rozumieć zarówno jako współczesny smog informacyjny, jak i problem robota przeżywającego nieustannie doznaną w przeszłości krzywdę lub niepotrafiącego zapomnieć swojego programu. Przemiana granego przez Arnolda Schwarzeneggera T-800 między pierwszą a drugą częścią Terminatora z „elektronicznego mordercy” na przejawiającą ludzkie cechy postać robotycznego ochroniarza przyszłego przywódcy ludzkiego ruchu oporu następuje nie poprzez wewnętrzną transformację T-800, lecz przez zastąpienie jednego egzemplarza drugim, realizującym inny program. W kontekście rozważań zawartych w Filozofii i science fiction można wręcz stwierdzić, że w kontekście drugiej części Terminatora android z pierwszej części jest postacią tragiczną, która poprzez niemożność zapomnienia o swoim programie nie może stać się mimo wszystko dość sympatycznym bohaterem z części drugiej.
  6. Książka jest również dostępna bezpłatnie dzięki dobrej woli wydawnictwa UAM – https://repozytorium.amu.edu.pl/bitstream/10593/4779/1/Rafal_Ilnicki.pdf.
  7. W tym sensie można próbować umiejscowić Filozofię i science-fiction w ramach realizmu spekulatywnego, a nawet ogólniej – zwrotu ontologicznego.

Komentarze

Komentuj

Powiązane posty