Ernst Jünger „Robotnik” – recenzja

Robotnik Ernsta Jüngera jest dziełem godnym uwagi już nawet z powodów pozamerytorycznych. Zacznijmy od tego najmniej ważnego: od serii wydawniczej. Przyznam szczerze, że nigdy nie podejrzewałem, że będę nabywał dzieła filozoficzne ze względu na serię. Fantastykę czy dzieła popularnonaukowe – jak najbardziej. Ale filozofię? A jednak… Wydawnictwo Naukowe PWN w 2009 roku zaczęło publikować książki w serii Myśleć. Robotnik jest czwartą należącą do niej książką, która pojawiła się na mojej półce. Czwartą przeczytaną. I czwartą, z której jestem naprawdę zadowolony. Seria prezentuje dzieła różnorodne, ciekawe, a do tego pozycje ważne – takie, których dotąd brakowało na rynku polskim. Już choćby to każe zwrócić uwagę na Robotnika.

 Drugim, bardziej rzeczowym powodem jest sam autor – Ernst Jünger. Postać wielce specyficzna, wielce niejednoznaczna. Przede wszystkim jeden z ważniejszych niemieckich pisarzy – w języku polskim są dostępne jego Na marmurowych skałach oraz W stalowych burzach. Ponadto publicysta i filozof (warto tu wspomnieć jego poświęcony nihilizmowi esej Przez linię, do którego odniósł się, w jednym ze swych ważniejszych tekstów, Martin Heidegger). A także żołnierz, uczestnik obu wojen światowych, oficer Wehrmachtu i nacjonalista. Niemiecki nacjonalista, który nigdy nie przystąpił do NSDAP i od początku zachował dystans wobec Adolfa Hitlera. Literat, myśliciel, wojownik. Oraz amator psychodelików, który wraz ze swym przyjacielem – Albertem Hofmannem – eksperymentował m.in. z LSD (w tym roku ukazała się w Polsce jego książka Przybliżenia. Narkotyki i upojenie, opisująca owe doświadczenia). Niezwykła mieszanka charakteru, która swą twórczością wywarła wielki wpływ na całe pokolenia Niemców. Nie pozwala to przejść obojętnie obok tego czterystustronicowego tomu z czerwonym grzbietem.

Przejdźmy jednak do sedna sprawy. Cóż takiego, w treści samej książki, czyni ją godną polecenia? Myślę, że jej najmocniejszym punktem jest to, że uczy myślenia historycznego. Nie chodzi o fakty, o znajomość faktów z dziejów świata – to nie jest myśleniem, to miałka erudycja. Chodzi raczej o pokazanie zawartości oraz następowania po sobie pewnych całości, serii (w duchu niemieckiego idealizmu można by powiedzieć: systemów). Jünger omawia w swym dziele tradycyjne społeczeństwo stanowe, mieszczańskie społeczeństwo klasowe, a przede wszystkim wyłonienie się nowego typu społeczeństwa: opartego na formie bytu robotnika. Robotnik. Panowanie i forma bytu – tak brzmi pełen tytuł tego filozoficznego dzieła.

Jüngera zajmuje przede wszystkim owo przejście od mieszczanina do robotnika. Nie dajmy się jednak zwieść pierwszym skojarzeniom. Mieszczanin nie oznacza po prostu mieszkańca miasta. Robotnik nie oznacza zaś pracownika budowy czy stoczni, nie oznacza również proletariusza. Oba pojęcia nazywają pewien sposób egzystowania człowieka, który jest określany nie na poziomie empirycznym (do którego należą zawód, czy miejsce zamieszkania), ale na poziomie metafizycznym. Robotnik nie jest tworem politycznym, ekonomicznym, czy partyjnym, ale bytem. Przykładowo: jedną z najważniejszych składowych formy bytu robotnika jest jego metafizyczna relacja z techniką. W ten sposób każdy, kto znajduje się w takiej relacji, jest robotnikiem. Mieszkaniec wsi obrabiający ziemię za pomocą traktora i kombajnu nie jest już chłopem, ale robotnikiem rolnym. Kapłan wygłaszający kazanie przez mikrofon nie jest już księdzem, ale jakimś „robotnikiem sakralnym” (Jünger pisze wręcz o antychrześcijańskiej naturze techniki). Mieszczanina charakteryzowałby natomiast metafizyczny związek z ekonomią.

Centralny punkt tego [tzn. mieszczańskiego – C.R.] kosmosu tworzy bowiem gospodarka sama w sobie, ekonomiczna wykładnia świata, i to ona nadaje siłę ciążenia każdej jego części. (s. 31)

A także nieustanne negocjowanie oraz dążenie do bezpieczeństwa – technikę jest on w stanie ujmować jedynie empirycznie. Oczywiście jeśli chodzi o robotnika, to stosunek do techniki nie jest jego jedyną cechą. Określa go również totalność pracy, odmienne pojęcie wolności oraz relacja ze sferą elementarną. „Robotnik […] wchodzi w relację z mocami elementarnymi, których istnienia mieszczanin nigdy nawet nie podejrzewał.” (s. 20–21)

Odmienne pojęcia – oto kolejny istotny punkt, związany również z myśleniem historycznym. Jünger pokazuje, że do formy bytu jaką jest robotnik nie przystają różne terminy czy kategorie pochodzące ze świata mieszczańskiego. Ten ostatni jest światem indywiduum oraz masy. Oba te pojęcia przestają mieć sens w świecie robotnika, w którym zamiast indywiduum wyłania się typ, zaś zamiast masy – konstrukcja organiczna. (Warto dodać, że i indywiduum nie istniało od zawsze, wyłoniło się ono dopiero wraz ze światem mieszczańskim i zastąpiło należącą do społeczeństwa stanowego osobę.) Jünger usuwa wiele terminów ze słownika, którym należy opisywać robotnika, ale wprowadza na ich miejsce nowe. Przede wszystkim rezygnuje ze wszelkich dualizmów. Dla robotnika nie ma różnicy pomiędzy wolnością i obowiązkiem, albo przyrodą i techniką – te podziały mają sens tylko dla mieszczanina. Zmieniają się jednak nie tylko pojęcia, ale również pewne zjawiska, np. państwo – liberalna demokracja nie jest już odpowiednia dla nowej formy bytu i zostanie zastąpiona, zdaniem filozofa, demokracją pracy.

Robotnik – w przeciwieństwie do mieszczanina – jest również formą bytu zdolną do totalnej mobilizacji na froncie pracy. Jednakże owym frontem pracy może być również front wojenny. Jünger bardzo dużo uwagi poświęca zagadnieniu wojny, jej przemianom oraz jej roli w świecie robotnika. Jest to jeden z powodów, dla których książka owiana jest „czarną legendą”. Gdy robotnik rzuci mieszczaninowi wyzwanie do walki na śmierć i życie

wówczas jednostka, która jest niczym jak tylko pracownikiem, przekształci się w żołnierza, masa w armię, a ustanowienie nowego porządku opartego na rozkazie zastąpi zmiany w umowie społecznej. To odetnie robotnika od sfery rokowań, współczucia, literatury i wyniesie go ku obszarom czynu, przekształcając zwykłe związki prawne w więź militarną – co oznacza, że robotnik nie będzie miał adwokatów, lecz wodzów […]. (s. 29)

Łatwość z jaką „jüngerowski” robotnik zamienia się w żołnierza oraz afirmacja dla posłuszeństwa i dyscypliny sprawiły, że wielu uważało autora tej książki za propagatora państwa totalitarno-imperialnego.

Poza tymi głównymi wątkami w książce pojawia się również wiele ciekawych rozważań „pobocznych”, takich jak krytyka romantyzmu, czy opis przemian w ubiorze oraz gestach, a nawet ustęp o horoskopach. Niezwykle inspirujące są fragmenty poświęcone przemianie, jaka dokonuje się w literaturze, czy nowym sensom pojawiającym się wraz z kinem i fotografią.

Wyszedłem, w tej recenzji, od kwestii myślenia historycznego. Chciałbym domknąć tę klamrę z drugiej strony, bowiem na historii się nie kończy. Owa książka nie jest dla nas – dziś, tu i teraz – jedynie wycieczką w przeszłość. Choć napisana w specyficznych warunkach i opisująca konkretną sytuację, jest jak najbardziej aktualna. Oddając się lekturze Robotnika ciężko, w wielu miejscach, pozbyć się wrażenia, że czytamy o bieżących sprawach. Proces przejścia od świata mieszczańskiego do świata robotnika – jaki przepowiadał Jünger – nie nastąpił. Czy powstrzymały go okropieństwa II Wojny Światowej? Wydaje się, że nie w tym rzecz. Jest to raczej proces, który wciąż trwa, który nie został jeszcze rozstrzygnięty, na korzyść którejś ze stron. Być może moglibyśmy pomyśleć o sobie samych niczym o jakichś neo-mieszczanach, którzy bardziej swojsko niż w teatrze czują się w kinie, chętnie opowiadają się za tolerancją i pokojem, wpisani są w globalną ekonomię, ale również tworzą społeczeństwo nieco samotnych atomów. Z uwagi na to może pojawić się w nas chęć wzgardzenia rozważaniami Jüngera, jako nieaktualnymi albo nietrafnymi. Jednakże nasza dzisiejsza głęboka zażyłość z elektroniką, pracoholizm, którym jesteśmy przesiąknięci, czy oddolne inicjatywy pewnych „ruchów” podważają te odruchowe oceny i skłaniają do namysłu.

Oprócz Robotnika w tomiku znajdziemy również Maxima-minima zawierające obszerny komentarz Jünger do jego własnego dzieła. Jest to pewne sprostowanie i wyjaśnienie, napisane pod wpływem licznych krytyk (zwłaszcza tych, oskarżających autora o nazizm). Znajdziemy tam również – pełniące podobną funkcję – fragmenty korespondencji Jüngera, dotyczącej Robotnika. Na samym końcu znajduje się posłowie tłumacza przybliżające recepcję książki na świecie oraz pokrótce omawiające stosunek Heideggera do tego dzieła. Bo – warto dodać – ten słynny niemiecki filozof poświęcił Robotnikowi całe, osobne kolokwium oraz prowadził z Jüngerem obfitą korespondencję. Po lekturze tej książki ciężko też nie dostrzec, że miała ona wielki wpływ na wiele rozważań Heideggera. Owo posłowie kończy się wyjaśnieniem pewnych wyborów translacyjnych, jakich dokonał Wojciech Kunicki (tłumacz). Spośród nich ten najważniejszy (dotyczący Gestalt) był zarazem najbardziej ryzykowny (to niemieckie słowo oddano jako „forma bytu”). Chociaż w pełni rozumiem trudność przed jaką stanął autor i nie potępiam decyzji, to jednak myślę, że nie przyjmie się to w polskim środowisku filozoficznym.

Na koniec warto wspomnieć o stronie formalnej dzieła. Nie jest to suchy wykład akademicki, ale rozważania nasycone licznymi środkami stylistycznymi, których użycie wskazuje na świetny warsztat literacki autora (a u czytelnika pobudza nie tylko intelekt, ale i zmysł estetyczny). Rozbudowana jest również warstwa emocjonalna – dominują przede wszystkim afekty twarde i silne: agresja, gniew, ekstaza, poczucie mocy. Nawet występująca tu ironia ma częściej postać szybkiego ataku, niż pozwalającego złapać oddech zdystansowania. Takiego, ofensywnego, czy raczej militarnego, typu jest również stosowana metaforyka. Wreszcie o samej metodyce wykładu Jünger powiada, że „nawiązywać będzie do metodyki wojskowych ćwiczeń, kiedy to rozmaity materiał stwarza okazję do wyćwiczenia jednego i tego samego chwytu” (s.13).

Jest to jednak również miejsce, w którym chciałbym nieco ograniczyć te pochwalne peany na cześć Robotnika. Liczne fragmenty, nawet przy dobrej woli, ciężko zinterpretować inaczej, niż jako pochwałę militaryzmu. I nie chodzi tu tylko o sam styl. Te aspekty, o wiele bardziej widoczne w innych tekstach Jüngera, sprawiły, że w proponowanym przez niego etosie widziano modelowy etos przedstawicieli „białego terroru”. Noszony przez niego, w czasie II Wojny Światowej, mundur niemieckiego oficera i kompromitująca przyjaźń z Ernstem Niekischem, nie poprawiają wcale jego wizerunku. Choć autora Robotnika nie można wrzucić do jednego wora z ludźmi pokroju Himmlera i Reichmanna, to z pewnością warto zachować czujność. Ponadto warto zauważyć, że Jünger czasem za bardzo daje unieść się fali literackiego natchnienia, przez co niektóre fragmenty tekstu są mało zrozumiałe, mamy z tym do czynienia zwłaszcza w zamieszczonej na końcu adnotacji. Obie te rzeczy nie odbierają jednak dziełu jego niewątpliwej wartości.

Komentarze

Komentuj

Powiązane posty