Jak czytać „Pochwałę przyjaźni”?

Przypadek Pochwały przyjaźni Michała Herera jest dosyć specyficzny. Nim książka miała szanse dotrzeć do rąk czytelnika, nadbudował się nad nią już pewien dyskurs. Pierwsza wzmianka – pomijając oczywiście te związane z procedurą konkursową – pojawiła się już trzy dni po ogłoszeniu przez jury zwycięskiego eseju IV edycji Konkursu o Nagrodę im. Barbary Skargi1. Kolejne były wywiady radiowe (TOK FM oraz Dwójka), wywiad udzielony portalowi Rzeczpospolita Wolnomularska2, a nawet dyskusja w Białymstoku o – wciąż niewydanej (sic!) – książce. Co istotne, większość tych wydarzeń miała charakter publicystyczny, popularny, nie zaś akademicki. Gdy książka trafiła do sprzedaży stała za nią już pewna – nie tyle interpretacja, co raczej – perspektywa.

Oczywiście nie bez znaczenia, dla przyciągnięcia uwagi mediów, były zabiegi marketingowe ze strony Fundacji na Rzecz Myślenia. Jednak niewiele by one dały, gdyby nie pewne cechy samej Pochwały przyjaźni. Przede wszystkim esej dotyka problemu, który najwyraźniej jest istotny również dla tzw. szerokiej publiczności. Nie jest to kolejna rozprawka poświęcona semantycznej definicji prawdy albo krytyce korelacjonizmu. Tekst jest ponadto, co niezwykle istotne, napisany przystępnym stylem. Być może jego schludności i (stosunkowej) lekkości brak pazura albo pewnych przyciągających uwagę technik pisarskich, typowych dla publicystyki. Z pewnością nie jest to jednak suchy, akademicki traktat. Czy oznacza to jednak, iż Pochwała przyjaźni jest w rzeczywistości raczej felietonem, niż rozprawą filozoficzną?

Wydaje się, że problem granicy – ale również możliwego splotu – pomiędzy tymi obszarami interesuje Herera już od dłuższego czasu. W wydanej w 2012 roku Filozofii aktualności pisał:

[w] przypadku filozofii, która stawia sobie za zadanie diagnozę aktualności, istnieje szczególne niebezpieczeństwo zatarcia granic albo osunięcia się dyskursu filozoficznego w coś, co samo w sobie oczywiście nie jest pozbawione wartości, ma jednak inną naturę i pełni inne funkcje. Jak odróżnić diagnostyczną filozofię od filozofującej diagnostyki, z którą stykamy się na co dzień na rozmaitych, mniej czy bardziej ambitnych łamach?3

I choć zdaniem Herera istnieją kryteria (do których jeszcze wrócę), pozwalające odróżnić tekst filozoficzny od publicystycznego, to pozostaje jeszcze inny, może poważniejszy problem: „cóż po filozofie?”. Dlaczego szeroka publiczność (a w każdym razie: czytająca publiczność) miałaby zwrócić uwagę właśnie na tekst filozofa? I to szczególnie w tym przypadku, gdy podejmowany problem nie jest zarezerwowany wyłącznie dla tej dziedziny ludzkiej myśli. W niniejszej recenzji chciałbym przyjrzeć się temu właśnie zagadnieniu: dlaczego zainteresowany kwestią przyjaźni czytelnik miałby podjąć dodatkowy trud (relatywnie mały, ale jednak) lektury tekstu filozoficznego? I jak owa lektura miałaby przebiegać, aby uwzględnić ów filozoficzny wymiar? Tym samym chciałbym odrobinę „wysunąć” Pochwałę przyjaźni z perspektywy publicystycznej, nie rezerwując zarazem dyskusji o niej wyłącznie dla akademików. W dużej mierze powtórzę tu to, co – przy innych okazjach – powiedział sam autor. Moim celem jest uwypuklenie jego własnego punktu widzenia.

W czasie dyskusji w Łazienkach Królewskich Herer przedstawił problem, przed którym stanął, w następujących słowach:

[gdy] się chce dzisiaj napisać taką książkę albo w ogóle jakoś dotykać tego typu spraw, tego typu problemów, to od razu człowiek znajduje się w osobliwej sytuacji. Bo przecież tego typu problemy – i również ten problem, przyjaźni – są już całkiem dobrze rozpoznane i zagospodarowane przez różnego rodzaju popularne dyskursy, popularną psychologię, nawet tzw. kolorowe pisma i poradniki. (Sprawdziłem to, więc nie jest tak, że mi się [tylko] wydaje, że tak jest). Są [one] pełne właśnie artykułów, refleksji poświęconych temu, że zaniedbaliśmy czy zaniedbujemy relacje przyjaźni, że powinniśmy się więcej i lepiej przyjaźnić; bo to jest dobre i dla nas, i dla innych, a dla nas jest dobre zarówno dla naszego ciała, jak i dla naszego ducha itd., itd. A skoro tak to powstają pytania. […] Po co właściwie filozof? I jak, jeśli w ogóle, filozof może i ma tego typu zagadnienia podejmować? I czego owa czytająca publiczność oczekuje od filozofów? Czy tego, że oni powiedzą to samo, co jest w tych poradnikach? Bo tam, w tych poradnikach i pismach kolorowych, jest generalnie sama prawda na temat przyjaźni. Albo prawie sama. Rzeczywiście jest tak, że za mało się przyjaźnimy i że przyjaźń jest piękna, szlachetna i że powinniśmy robić tego więcej i jak najczęściej. Pytanie, co właściwie zostaje do powiedzenia temu filozofowi?4

Nie chodzi przecież o to, żeby powiedzieć to samo, tyle, że językiem bardziej technicznym, pełnym możliwie ścisłych definicji i formalizacji. Albo językiem bardziej wzniosłym czy sięgając po kwiecisty, pseudopoetycki styl – jak często czynią ci, którzy chcą uniknąć maniery akademickiej. Albo odwołując się do jakiejś szlachetnej tradycji, np. do starożytności. Wreszcie, nie chodzi o to, by tę prawdę, którą zawierają już owe pisemka, udowodnić (a na końcu tekstu umieścić pretensjonalne „cnd.” – „co należało dowieść”). Ostatecznie wszystko to jest tylko jakiegoś rodzaju zajmowaniem pozycji mistrza, po to, by wygłosić z niej stare, wszystkim dobrze znane banały. (I wesprzeć je autorytetem własnym autora lub stojącej za nim instytucji).

Herer próbuje odpowiedzieć na postawione przez siebie pytania wskazując na takie aspekty aktywności filozoficznej, które pozwalają jej wnieść do dyskursu popularnego coś nowego. Pierwszym z nich jest uzupełnienie publicystyki o wymiar genealogiczny, tzn. o pokazanie historyczno-politycznych warunków ukształtowania się dziś takiej, a nie innej kultury przyjaźni. (A raczej: jej braku. Bo tak właśnie brzmi diagnoza stawiana zarówno przez kolorowe pisemka, jak i przez samą Pochwałę przyjaźni). Nie chodzi przy tym o proste wskazanie bezpośrednich przyczyn, formułowanie tez w rodzaju: „mniej się dziś przyjaźnimy, bo jesteśmy bardziej zapracowani, w efekcie czego mamy mniej czasu na przyjaźń”. Zadanie genealogii polega raczej na ukazaniu pewnych historycznych – i zawsze naznaczonych polityką – procesów odpowiedzialnych za kształt owego „dziś”. By rzecz ująć nieco inaczej: pomiędzy genealogią i tradycyjną historiografią zachodzi pewna istotna różnica. Ta ostatnia wierzy w istnienie pewnych substancjalnych, trwających w czasie „obiektów” (takich jak państwo, miłość albo kara), które ulegają pewnym powierzchownym, akcydentalnym przemianom, ale których istota, rdzeń pozostaje wciąż taki sam. Przeciwnie ta pierwsza, dla której istnieją pewnego rodzaju puste formy czy raczej miejsca podobne do teatralnych scen albo wręcz pól bitwy. Na te pola każdorazowo wkraczają różne siły, próbują podporządkować sobie inne lub same są podporządkowywane (to właśnie moment polityczny genealogii), a historyczny „obiekt” jest tylko powierzchniowym efektem ich starcia.

Takim polem bitwy może być na przykład umiejętność bycia razem. Zdominowana przez siły tradycji, religii i więzów krwi tworzy przednowoczesne wspólnoty (s. 11)5. Ulegają one jednak rozpadowi w wyniku działania sił innego rodzaju, jak choćby tych, które zmusiły ogromne masy ludności chłopskiej do opuszczenia rodzinnych wsi i zarobkowej migracji do miast. Tam więź między jednostkami przestaje być afektywna i oparta na zwyczajach, a staje się coraz bardziej formalna – umocowana w prawie (s. 11) oraz regułach ekonomicznych (s. 14, 48–49). Przednowoczesne wspólnoty zostają zastąpione nowoczesnymi stowarzyszeniami. Te jednak nie mogą utrzymać się mocą samych reguł formalnych, potrzebują bardziej „substancjalnych” sił, które redukowałyby wytwarzane przez nie napięcia (szczególnie to wynikające z rynkowej konkurencji). Tymi siłami stają się nuklearna rodzina oraz naród (s. 14–18). Herer proponuje, by również w przyjaźni „dostrzec […] pewną jakość albo siłę, która może przenikać relacje różnego rodzaju” (s. 22). Przyjaźń, dołączona do miłości romantycznej, wspólnoty narodowej czy nowoczesnego społeczeństwa dokonuje ich dekompozycji. Dodana do nich zmienia siłę wypadkową, a w konsekwencji – sam historyczny „obiekt”, ten efekt optyczny oddziaływań zupełnie innego rodzaju.

[Pojęcie zawarte w fizycznym koncepcie siły jest niezwykle użyteczne filozoficznie, nie powinna więc dziwić kariera, jaką zrobiło ono w filozofii współczesnej (przede wszystkim u Nietzschego i jego francuskich kontynuatorów). Po pierwsze, siły – jako wielkości wektorowe – nie dodają się w prosty sposób, tzn. nie sumuje się wyłącznie ich wartości bezwzględnych (dla uproszczenia można uznać, że owa wartość jest reprezentowana przez moduł wektora siły). Konieczne jest również uwzględnienie ich kierunku oraz zwrotu. Zmiana któregoś z tych parametrów jest równie istotna dla sumy końcowej, co zmiana „natężenia” (wartości bezwzględnej). Po drugie, każda z sił, składających się na „większą” siłę wypadkową, sama może być siłą wypadkową innych, „mniejszych” sił. W omawianym powyżej przypadku: siła, jaką jest rodzina nuklearna, jest jedną ze składowych nowoczesnego społeczeństwa, sama jednak składa się z innych sił – miłości romantycznej pomiędzy rodzicami, stosunków podporządkowania dzieci wobec rodziców, relacji do innych rodzin nuklearnych itp. Podobnie przyjaźń: jest siłą, którą można dołączyć do innych sił, by zmienić ich wypadkową, ale zarazem ona sama ma swoje składowe.]

Drugi rodzaj filozoficznej aktywności Herer wiąże z Nietzscheańskim pojęciem niewczesności, które odsyła do swego rodzaju przedsięwzięcia projektującego. Pierwszy krok – pokazanie procesów, które doprowadziły nas do tego punktu, w którym znajdujemy się dzisiaj – należy uzupełnić krokiem drugim: zaproponowaniem możliwych dróg wyjścia. Nie chodzi przy tym, co należy z całą mocą podkreślić, o jakiś rodzaj inżynierii społecznej, wielką rewolucję, po której nastąpi konstruowanie od zera „nowego ładu”. Filozoficzna niewczesność polega raczej na ukazaniu – oraz wzmocnieniu – tendencji już istniejących w naszej teraźniejszości. Jeśli Herer wskazuje na zanik kultury przyjaźni, a jednocześnie to w niej widzi jedyne lekarstwo np. na neurotyczną relację pomiędzy małżonkami, to nie proponuje on żadnej kreacji ex nihilo. Przyjaźń już tu jest, jako pewna realnie funkcjonująca siła, trzeba tylko coś z nią zrobić. Wzmocnić ją, poprzez intensyfikację lub dodanie do niej pewnych sił składowych, których obecnie jej brakuje (np. czułego kontaktu cielesnego), zmienić jej zwrot (np. z tego, co podobne, na to, co odmienne), a także kierunek (np. zamiast odniesienia do grup etnicznych, odniesienie do klas społecznych lub środowiska przyrodniczego).

Filozofia jawi się tu jako przedsięwzięcie na wzór działalności medycznej: postawić diagnozę i zaproponować kurację. Tego rodzaju operacje rzeczywiście można odnaleźć w Pochwale przyjaźni. Każdy z rozdziałów eseju rozpoczyna się wskazaniem pewnego problemu, z którym przychodzi się nam wszystkim dziś mierzyć. Następnie zarysowywany jest pewien projekt terapii, każdorazowo opartej na aplikacji przyjaźni.

Ponieważ owa przyjaźń ma być lekarstwem tak na indywidualne problemy życia intymnego (s. 57–64), jak i na ponadindywidualne problemy społeczne (s. 83–84, 86–89), a nawet ekologiczne (s. 84, 93–95), można mieć wątpliwość, co do adekwatności stosowanego przez Herera terminu6. Przyjaźń jest przecież pewnym prywatnym afektem i jako taka odsyła do dziedziny psychologii, nie zaś do polityki, wielkoskalowych relacji społecznych albo wręcz kosmicznych. W tym miejscu warto wskazać jeszcze jedno kryterium, pozwalające odróżnić traktat filozoficzny od ambitnego felietonu.

Po raz kolejny opłaca się sięgnąć do wydanej w 2012 roku Filozofii aktualności. Herer pisze tam: „filozofia różni się od publicystyki […] obecnością momentu teoretycznego, a konkretnie – obecnością pojęcia. Filozofia to »sztuka tworzenia, wymyślania, wytwarzania pojęć«”7. Interesuje go szczególnie dystans, jaki istnieje pomiędzy pojęciem a mniemaniem. To ostatnie jest częścią naszego codziennego, niekrytycznego kontaktu ze światem. Bliżej mu do nieprecyzyjnego wyobrażenia czy pewnej powszechnie podzielanej opinii, niż opracowanej w sposób ścisły kategorii. Zadaniem filozofii jest zastępować owe mniemania precyzyjnie skonstruowanymi pojęciami. Co więcej, musi ona tropić mniemania i różne, teoretycznie nieobrobione resztki, również na własnym gruncie. W historii myśli nieraz bowiem zdarzało się, że do rangi naczelnego pojęcia podniesiono coś, co było jedynie „podrasowanym” mniemaniem (Herer jako przykład podaje pojęcie świadomości w klasycznej filozofii transcendentalnej). Filozofia musi

konstruować swe pojęcia i prowadzić ciągłą walkę z dyskursem publicystycznym, który opiera się właśnie na mniemaniach i przyjmuje jako oczywiste będące w obiegu pseudoteoretyczne figury myślowe. Konstrukcja wiąże się tu nieuchronnie z destrukcją – destrukcją rozmaitych klisz i upraszczających formuł dających nam złudzenie orientacji i rozpoznania. Tak jak w sztukach plastycznych praca artysty w dużej mierze polega na unieważnianiu utrwalonych kodów percepcji, aby uczynić widzialnym coś, co wcześniej nim nie było, podobnie filozof-diagnosta musi zmagać się ze złudną oczywistością i przejrzystością schematów, za pomocą których wciąż próbujemy oswoić żywioł aktualności8.

Filozofia ma dostarczać nam nowych narzędzi myślenia, rozbijać utrwalone kody mentalne i pozwolić nam pojąć świat inaczej, niż robiliśmy to dotąd9.

I właściwie w tym punkcie sytuuje się właściwy ciężar przedsięwzięcia podjętego w Pochwale przyjaźni. Herer próbuje rozbić mniemania, jakie posiadamy na temat przyjaźni, i zastąpić je precyzyjnie skonstruowanym pojęciem. Temu, naczelnemu zadaniu podporządkowane są różne, pomniejsze zabiegi. Przykładowo, odwołując się do autorów starożytnych, nie kieruje się on chęcią aplikacji ich rozwiązań do współczesności. Nie ma tu żadnego romantycznego marzenia o złotym wieku kultury przyjaźni, wieku, do którego należałoby powrócić, w prosty sposób naśladując niegdysiejsze zachowania. Owa praca historyczno-filozoficzna służy jedynie odpsychologizowaniu pojęcia przyjaźni, pokazaniu, że nie istnieje żadna oczywistość, na mocy której opisywałoby ono wyłącznie relacje indywidualne. Podobną rolę – walki z mniemaniem – odgrywa sugestia, by dostrzec w przyjaźni pewnego rodzaju siłę. W ten sposób zostaje wskazany jeden z elementów złożonego pojęcia. Innymi – by nie psuć czytelnikowi zabawy, wskażę tylko dwa – są nadmiar (s. 59, 61) oraz zdrada (s. 96).

Esej Herera, jako esej właśnie, z pewnością nie jest wyczerpującym studium na temat przyjaźni. Wiele wątków zostało, siłą rzeczy, pominiętych. Inne zostały tylko zasygnalizowane. Ponadto sama propozycja może budzić pewne wątpliwości (czy nie jest to wizja współżycia przeznaczona wyłącznie dla elit? albo czy ów projekt nie jest nazbyt utopijny?). Podejmując się krytyki Pochwały przyjaźni warto jednak mieć świadomość, z jakiej pozycji się ją przeprowadza. Czy w tekście Herera wciąż znajdują się pewne nieprzepracowane teoretycznie momenty, luki, które można by wypełnić rygorystycznie skonstruowanymi składnikami pojęciowymi? Czy też problem tkwi w tym, że jego projekt uderza w przyjmowane przez nas mniemania, zmusza nas do przepracowania nawyków myślowych – wysiłku, którego wcale nie mamy ochot podejmować? Lekkość lektury, jaką autor zaproponował czytelnikowi (Pochwałę przyjaźni można właściwie przeczytać w ciągu jednego wieczoru), nie powinna nas łudzić co do natury tekstu. W jego głębi działają moce, na które nie ma miejsca w publicystyce. Na które zwykle nie ma też miejsca w akademii.

  1. Gala wręczenia nagród i oficjalne ogłoszenie werdyktu miały miejsce 15 października 2016, natomiast już 18 października w Gazecie Wyborczej ukazał się poświęcony książce artykuł Magdaleny Środy, jednej z jurorek konkursu: http://wyborcza.pl/1,75968,20853963,sroda-pochwala-przyjazni-goscinne-wystepy.html (data dostępu: 27.03.2017).
  2. Patrz: http://wolnomularstwo.info.pl/index.php/z-zycia-masonerii/item/496-trudne-czasy-dla-przyjazni (data dostępu: 05.04.2017).
  3. M. Herer, Filozofia aktualności. Za Nietzschem i Marksem, Warszawa 2012, s. 313.
  4. Fragment przemowy wprowadzającej do dyskusji Nowe medytacje filozoficzne – „Pochwała przyjaźni”, https://www.youtube.com/watch?v=pfamoXNMBjU (data dostępu: 27.03.2017), 00:20:19–00:22:24 (wypowiedź nieznacznie zredagowana: usunąłem powtórzenia i potknięcia językowe typowe dla żywej mowy).
  5. Wszystkie numery stron zamieszczone wewnątrz tekstu pochodzą z: M. Herer, Pochwała przyjaźni, Warszawa 2017.
  6. Taką wątpliwość podniósł choćby Andrzej Leder w czasie dyskusji w Łazienkach Królewskich, patrz: Nowe medytacje filozoficzne – „Pochwała przyjaźni”, dz. cyt.
  7. M. Herer, Filozofia aktualności, dz. cyt., s. 314, wyróżnienie – moje. (Przytoczony przez Herera cytat pochodzi z: G. Deleuze, F. Guattari, Co to jest filozofia?, tłum. P. Pieniążek, Gdańsk 2000, s. 9).
  8. Tamże, s. 315-316, wyróżnienie – moje.
  9. Na marginesie warto wspomnieć o innym zagrożeniu dla myślenia, jakim jest komunał. Mniemanie jest pewnego rodzaju kategorią, za pomocą której myślimy o świecie (jak gdyby przyrządem badawczym – w tym wypadku bardzo nieprecyzyjnym – ustawionym na pomiar tego a nie innego aspektu rzeczywistości). Komunał byłby już raczej obiegową „prawdą”, tzn. poglądem czy twierdzeniem, które jawi nam się jako niepodważalny wniosek z obserwacji otoczenia albo namysłu nad historią. Skromny atak na komunały Herer przeprowadził w redagowanym i współtworzonym Nowym słowniku komunałów (Warszawa 2014). Podobną walkę podejmuje w kilku miejscach Pochwały przyjaźni, jak choćby we wspaniałym ustępie o kontrkulturze lat sześćdziesiątych (M. Herer, Pochwała przyjaźni, dz. cyt., s. 19-21).

Komentarze

Komentuj

Powiązane posty