Jan Tokarski, „Czas zwyrodniały” – recenzja

Współczesne próby usytuowania wydarzeń 1989 roku w obrębie ontologii historii można schematycznie podzielić na dwie grupy. Z jednej strony mówi się, że wydarzenia te zamknęły w sposób ostateczny pewien etap historii ludzkości, otwierając nowy, radykalnie odmienny, a w konsekwencji całkowicie przemieniły istotę człowieka. Z drugiej zaś strony wysuwa się twierdzenie, że owa zmiana jest pozorna, że stanowi ona zamaskowane przedłużenie odwiecznych międzyludzkich porachunków i że historyczna istota człowieka została w ich wyniku nienaruszona, ubrano ją tylko w inny kostium. Mamy tu zatem do czynienia z perspektywą wskazującą na zerwanie przeciwko tej wskazującej na ciągłość. Jeśli uzupełnić ów schemat o optymistyczną i pesymistyczną ocenę w ten sposób określonego stanu rzeczy, uzyskamy wówczas ogólny kształt debaty dotyczącej diagnozy współczesności w dwie dekady po runięciu ZSRR i wywindowaniu zasilanej przez kapitalizm liberalnej demokracji na uniwersalny cel wszelkiej dojrzałej kultury.

Wydana przez Bibliotekę kwartalnika Kronos książka Czas zwyrodniały stanowi w tej debacie głos stanowczy i dość kontrowersyjny, choć wpisuje się ona precyzyjnie w nurt konserwatywno-liberalnej krytyki oświeceniowego projektu emancypacji człowieka. Zarysowuje ona perspektywę, która sytuuje się na przecięciu wyżej wymienionych schematów. Jej autorem jest Jan Tokarski – młody, urodzony 1981 roku filozof i historyk idei w Instytucie Historii PAN, który napisał do tej pory dwie książki – pierwszą o amerykańskim neokonserwatyzmie lat 80 XX wieku, drugą o bolszewizmie w Rosji. Był także jednym z tłumaczy polskiego wydania Historii filozofii politycznej Leo Straussa.

Czas zwyrodniały ma formę eseju filozoficznego, mimo to jego struktura jest bardzo spójna i układa się w przejrzystą narrację. Wychodząc z założenia, iż istoty lekcji Fukuyamy o „końcu Historii” nie sposób wyczytać zaledwie z tytułowego sloganu jego książki Tokarski rozpoczyna od jej rekonstrukcji, której towarzyszy próba jej odtrywializowania i demitologizacji. Zarysowuje także diagnozę współczesnej kondycji antropologicznej w oparciu o restytucję klasycznej opozycji eros-thymos (rozdział „Smutny happy end dziejów”), podążając w tym za Leo Strausem (Fukuyama jest zresztą jego uczniem), który jako pierwszy wyczytał z Platona psychopolityczną teorię thymos. Następnie przechodzi do wyłożenia głównego źródła inspiracji tej perspektywy, czyli Kojeviańskiej interpretacji dialektyki Heglowskiej (rozdział ”W krainie posthistorycznych zwierząt”, który sam w sobie stanowi znakomite wprowadzenie do myśli Kojeve’a). Wydobywa on z niej model historii wskazujący na zdolność do negacji status quo przez człowieka jako istoty nie tyle rozumnej (jak u Hegla), lecz przede wszystkim pragnącej uznania, prestiżu i siły, która stanowi warunek możliwości przeprowadzenia istotowej zmiany historycznej. W rozdziale kolejnym (”Potwór młodości”) autor dokonuje interpretacji wydarzeń roku 1968 jako “rewolucji, która uniemożliwiła wszelkie dalsze rewolucje”. Jest to najbardziej oryginalny fragment książki, stanowiący zarazem jej punkt zwrotny. Z kolei bohaterem rozdziału ostatniego (”Misteria demokracji”) jest Tocqueville. Tokarski usiłuje w kontekście problematyki poprzednich rozdziałów wykorzystać jego krytyczne uwagi dotyczące początków funkcjonowania amerykańskiej demokracji do opisu sytuacji współczesnej. Istnieje bowiem według niego pewna analogia pomiędzy projektem wybudowania państwa demokratycznego na “dziewiczym gruncie” ówczesnej Ameryki, a projektem wybudowania w Europie demokracji niejako “od nowa” po 1989 roku.

W Czasie zwyrodniałym Tokarski występuje w imieniu “pokolenia”, które z racji tego, iż w dorosłe życie weszło już po roku 1989, nie zostało już według niego określone przez żadne wielkie historyczne Wydarzenie. Po zakończeniu zimnej wojny, upadku ZSRR, demokratyzacji i liberalizacji społeczno-politycznej rzeczywistości w większości państw świata Zachodu oraz wzmocnieniu starych i powołaniu nowych potężnych instytucji międzynarodowych stojących na jej straży, koło zębate Historii przestało się obracać(s.17) – świat zastygł w zgoła nowej, niepodobnej do niczego, co było przedtem formie. Przybrał postać szklarni tudzież zwierzyńca, w którym pod sztandarem globalnej wolności i równości wyhodowano nowy typ człowieka. Za Kojevem Tokarski określa ów typ mianem “posthistorycznego zwierzęcia”.

Typ ten charakteryzuje przede wszystkim to, iż jego teleologiczny horyzont skurczył się do wymiaru teraźniejszości. Owa “wieczna teraźniejszość”, w której żyje, wyczerpuje bowiem zakres jego aspiracji, z jednej strony oferując – przynajmniej potencjalnie – kompleksowe zaspokojenie wszystkich, najbardziej nawet wyrafinowanych potrzeb i zachcianek, z drugiej strony zaś radykalnie potęgując wewnątrzspołeczne linie podziałów. Wszelkie zaś przejawy buntu i niezgody manifestowane przez tych, którzy nie tyle chcą więcej nowego, lecz chcą inaczej chcieć, wchłonięte zostają przez autoteliczną machinę status quo, która obraca je w ich własną parodię bądź urabia na własną korzyść. Tam, gdzie Hegel za pomocą dialektyki wieszczył nadejście nieba samospełnionego Ducha, tam Kojeve – za pomocą tej samej aparatury – dopatrywał się nadejścia piekła wiecznie niespełnionego zwierzęcia. Przekształcenie historycznego podmiotu w posthistoryczny pomiot stało się w tej optyce możliwe w ramach procesu kulturowego przejścia od heroizmu napędzanego przez thymos do konsumeryzmu napędzanego przez erosa. Analiza genezy i przebiegu tego procesu, którego konsekwencją jest istotna zmiana sposobu doświadczania czasu, a co za tym idzie – rozumienia historii – jest głównym przedmiotem uwagi Tokarskiego.

Historyczny heroizm, względem którego Tokarski żywi nieukrywaną tęsknotę, zasadzał się najogólniej biorąc na ambicji i odwadze formułowania wizji radykalnie innej przyszłości i usilnym wcielaniu ich w życie. U ich podstaw nie leżało jedynie pragnienie czy pożądanie – eros – lecz przede wszystkim thymos, stanowiący swoisty organ odpowiedzialny za dumę, poczucie własnej wartości i wolę uznania, który w antycznej antropologii był konstytutywnym rusztowaniem natury ludzkiej. U Homera thymos jest organem stanowiącym swoisty nośnik gniewu, poprzez który w czynach człowieka objawiały się przewyższające go, boskie siły. U Platona zaś – w nieco złagodzonej już wersji – jest on istotnym antropologicznym tłem, na którym dokonują się starcia pożądliwości i intelektu, a zarazem ich spoiwem. Gdy thymos nie może zostać spełniony, wówczas zamienia się w gniew – zgoła inny jednak od tego, który opada nas, gdy coś stoi na przeszkodzie w zaspokojeniu pożądania. Figuruje on jako siła, która zwraca człowieka przeciwko jemu samemu w formie moralnej dezaprobaty, a tym samym objawia wrodzone mu poczucie sprawiedliwości i własnej wartości. To właśnie o ten tymotejski rodzaj gniewu chodzi Tokarskiemu, gdy pisze, iż “gniew utracił dziś swój polityczny wymiar”. Z kolei jego domestykacja, a w jej wyniku polityczna neutralizacja i skostnienie, które dokonały się współcześnie w reakcji na jego destrukcyjne wykorzystanie w XX wieku, stanowi główną przyczynę fenomenu określanego mianem “końca Historii”.

Istotną komplikacją jest jednak to, iż thymos w swej istocie sytuuje się zasadniczo poza dobrem i złem. Może służyć zarówno celom dobrym, jak i niegodziwym: może z człowieka uczynić równie dobrze herosa, co sadystyczną bestię. Jak słusznie stwierdza Tokarski, “to, co w nas najlepsze i najgorsze wyrasta ze wspólnego korzenia.” (s.39) Wielki eksperyment nowoczesności polegał na próbie wyhodowania człowieka bez thymos, czy też, jak ujmuje to Peter Sloterdijk, który obok Fukuyamy jest najczęściej przywoływanym przez Tokarskiego myślicielem współczesnym, na próbie uczynienia z człowieka jego własnej rośliny hodowlanej.

Na tyle, na ile eksperyment ów się udał, na tyle Historia Europy ufundowana na thymos – Historia bezpośrednich walk i wielkich rewolucyjnych zrywów – stanęła w miejscu. Warunkiem możliwości historycznego Wydarzenia jest bowiem polityczne urzeczywistnienie się drzemiącego w thymos potencjału. Stąd u Tokarskiego centralną rolę w zdiagnozowaniu problemów, które liberalna demokracja przed sobą stworzyła, pełni figura “zniewalania poprzez uwalnianie” (będąca rewersem totalitarnych – nacjonalistycznych i internacjonalistycznych – projektów uwalniania poprzez zniewalanie). Jej względna paradoksalność staje się przejrzysta, jeśli uzupełnić ją o wskazaną wyżej erotyczno-tymotejską dychotomię: wyzwalając erosa, nowoczesność zniewoliła thymosa. Idąc za tokiem logiki rekonstruowanej przez Tokarskiego można zatem powiedzieć, iż przeprowadzona pod sztandarem erotyzmu emancypacja współczesnego człowieka rugując thymos, wylała dziecko razem z kąpielą. Chcąc wyswobodzić człowieka od wszelkich form gniewu, irytacji, patosu, poczucia urazy, resentymentu i żądzy zemsty, wykroiła de facto sam organ, który odpowiedzialny był za generowanie także mniej prymitywnych przejawów dumy i ambicji aniżeli te, które doszły do głosu w XX wiecznych totalitaryzmach. W ramach w ten sposób osiągniętej, pozornie pacyfistycznej formy organizacji społeczno-politycznej, produkcja i rozładowywanie wytwarzanego przez atawistyczne resztki thymosa gniewu przybrała współcześnie formę (pseudo)katartycznych rozładowań o apolitycznym charakterze, przybierając postać “ślepej, na nic nie ukierunkowanej neurozy społeczeństwa spektaklu.” (s.42) Pozbawiony rzeczywistej, dającej się skonkretyzować w odniesieniu do przyszłości nadziei, gniew kurczy się do postaci “autystycznej wściekłości”.

Wątek tymotejski rozwija Tokarski w ewidentnym nawiązaniu do eseju Petera Sloterdijka Gniew i czas. Na tę jego pracę jednak akurat się nie powołuje, co jest dość dziwne, z racji tego, że często przywołuje inne jego pisma. Obaj natomiast czerpią ze wspólnego źródła – Fukuyamy, który jako pierwszy explicite zarysował perspektywę, wedle której “nowożytny projekt liberalny był między innymi próbą przeniesienia fundamentów społeczeństw ludzkich z thymos na bezpieczniejszy grunt pożądania” (F. Fukuyama, Ostatni człowiek, tłum. Tomasz Biedroń, Poznań 1997, s.185). Jednakże Sloterdijk swoją koncepcję “banków gniewu” wykorzystuje do próby zdiagnozowania współcześnie najbardziej newralgicznych punktów zapalnych gniewu o potencjale politycznym (za które uznaje przede wszystkim teokratyczny Islam i w pewnej mierze nacjonalistyczny imperializm rosyjski) i wskazuje na konieczność powołania nowych struktur umożliwiających państwom współczesnej, posthistorycznej Europy, skuteczną kapitalizację coraz bardziej dającego o sobie znać w demokratyczno-liberalnych państwach gniewu, irytacji i frustracji. Książka Tokarskiego niestety żadnej takiej propozycji nie zarysowuje, poza wyrażonymi na końcu mglistymi nadziejami na powrót dyscyplinującej samowolę współczesnego człowieka transcendencji.

Podczas lektury dwóch pierwszych rozdziałów Czasu zwyrodniałego wydaje się, że Tokarski swego oglądu dokonuje z bardzo jasno określonej perspektywy światopoglądowej. Model historii, który przyjmuje on zrazu jako podstawowy punkt odniesienia – nazywając go Historią właśnie – ma charakter dialektyczny i rewolucyjno-konserwatywny. Warunkiem możliwości rzeczywistej zmiany jest w nim zderzenie się dwóch jasno od siebie odróżnionych porządków (tezy i antytezy), motywowane pewną wizją przyszłości radykalnie odmiennej od porządku aktualnego (a więc pewną wizją syntezy). Dopóki fundamentalne podziały społeczno-polityczne są jasne i czytelne, dopóty koło Historii toczy się właściwą sobie logiką zrywów i przewrotów, zachowując jednakże swoją ciągłość, a zmiany przez niewywołane dają się jasno i czytelnie określać.

Jednakże figurą kluczową dla rozważań Tokarskiego jest pomieszanie. To nie tyle wymiana pewnych ścierających się wcześniej porządków w obrębie danej hierarchii stanowi zajmujący go problem, lecz fakt, że sama hierarchia uległa zatarciu, a rozmieszczone w niej elementy uległy przemieszaniu. Owo pomieszanie dokonało się według Tokarskiego w ramach rewolucji 1968 roku. Nie była ona według niego motywowana wizją radykalnej przyszłości zakładającą konieczność radykalnego przekształcenia porządku świata, lecz wizją teraźniejszości, którą wystarczyło oczyścić z ciężaru represji uniemożliwiających dowolny rozwój kondycji ludzkiej. Jej celem było uwolnienie tu i teraz obecnego ciała oraz uznanie każdego człowieka za a priori gotowego i dojrzałego, co doprowadziło do podporządkowania potencjału thymosa erosowi. Ontologicznym warunkiem legitymizacji wydarzeń 1968 roku ze względu na ciało było zaś biopolityczne zatarcie się różnicy pomiędzy tym, co naturalne, a tym, co sztuczne, resp. kulturowe, w wyniku postępu technicznego.

To właśnie ze względu na specyfikę formy rewolucji 1968 roku Tokarski dokonuje krytyki Kojeviańskiego historycyzmu oraz antropologii opierającej się na dialektyce Pana i Niewolnika. Rok 1968 jest tutaj podwójnie znaczący, gdyż jest to zarazem data śmierci Kojeve’a. Faktycznie jednak owa krytyka okazuje się być raczej uzupełnieniem Kojeviańskiej dialektyki, próbą wypowiedzenia jej za pomocą innych pojęć i rozwinięcia. Kojeve dostarczył aparatu pojęciowego nadającego się do opisu przebiegu wielkich historycznych konfliktów pomiędzy dążącymi do narzucenia swej woli bądź zdobycia wzajemnego uznania kolektywami w okresie wielkich zrywów historycznych. Jednakże aparat ów jest według Tokarskiego niewystarczający do tego, by uchwycić istotę współczesnych walk napędzanych zazdrością i dążeniem do prestiżu pomiędzy obywatelami posthistorycznego, względnie wolnego od presji na frontach zewnętrznych świata, choć podstawowy ich schemat – walka o uznanie – pozostaje w mocy.

W celu interpretacji rewolucji 1968 roku Tokarski wprowadza więc za Gombrowiczem nowy schemat walki o uznanie: walki pomiędzy Młodym (niepełnym, dążącym dopiero do uzyskania formy) i Starym (tym, który ową formę już posiada a jako taki reprezentuje pełnię). Dla Gombrowicza “stan kultury polega na wojnie wszystkich ze wszystkimi o zachowanie (a wcześniej: zdobycie) własnej Formy” (s.92). Z tej perspektywy koniec Historii to koniec mocnych Form, a jego warunkiem jest zatarcie różnicy między nimi. Rewolucja roku 1968 była raczej “wstydliwą rewolucją Starych” (s. 106): bunt wzniecony przez rzesze studentów został błyskawicznie podchwycony przez znaczną część kanałów powszechnej świadomości i rozdmuchany do postaci powszechnej rewolucji. Nie chodzi tu jednak o sam fakt zbuntowania się Młodych przeciwko Starym – konflikt ten jest wszak motorem napędowym wszelkiej kultury. Chodzi raczej o to, że to właśnie Starzy zrzekli się swojej Starości na rzecz Młodości: przejęli buntowniczą funkcję Młodych, po czym przekształcili ją w normę, przez co uczynili “klasyczny” bunt niemożliwym (sytuację tę obrazuje spór Artura i Stomila z Tanga Mrożka, por. s.108). W rezultacie doprowadziło to do tego, że Młodość w neokonserwatywnym zrywie zrzekła się swojej Młodości na rzecz Starości, by potem wywołać analogiczną co na początku reakcję ze strony Starych. Cały wywód Tokarskiego w rozdziale “Potwór młodości” ma na celu pokazanie, jak zainicjowany w 1968 roku mechanizm karykaturalnej dialektyki zapętlił się w reakcyjne koło. Jako taki stanowi on kolejny etap opowieści o impasie, w jaki po II wojnie światowej popadł thymos, a wraz z nim – Historia.

Dużą wadą książki jest to, iż jest apodyktyczna. Nie otwiera dialogu z tymi, dla których zarysowana przez Tokarskiego konserwatywna idea Historii jest anachroniczna, tudzież wymaga przeformułowania na tyle radykalnego, by zamiast nostalgii za wielką Historią, którą utraciliśmy, wypracować model historii, w którym moglibyśmy na nowo opowiedzieć nam sobie samych, na nowo się odnaleźć. Irytująca jest wręcz ostentacyjność, z jaką Tokarski programowo odcina się od jakiejkolwiek poważnej polemiki ze współczesną lewicą, która nie daje się wszak w całości sprowadzić do postaci politycznego resentymentu względem własności prywatnej i naiwnego optymizmu względem projektu totalnej emancypacji. Tokarski traktuje ją jednak jako monolit przemawiający jednym i tym samym, nie wartym podjęcia poważnego dialogu głosem. A zdecydowanie brakuje w tej książce miejsc, w których zarysowana przez niego interpretacja końca Historii natrafiałaby na bardziej wyrafinowany opór. Perspektywa, z której Tokarski spogląda na współczesność, uniemożliwia mu także teoretyczne uchwycenie formy najbardziej elementarnych różnic, które dzielą współczesnych ludzi, czy raczej różnice, na których brak utyskuje, są innego rodzaju aniżeli te, które ewidentnie dzielą ludzi na biednych i bogatych, posiadających i nieposiadających, wykształconych i niewykształconych, etc. Z perspektywy jego opisu różnice te nie określają jednak co do istoty typu współczesnego człowieka. Dlatego warto zderzyć głos zabrany przez Tokarskiego w debacie dotyczącej rozrachunku 25 lat polskiej transformacji z perspektywą np. Jana Sowy (Inna Rzeczpospolita jest możliwa! Widma przeszłości, wizje przyszłości, wyd. W.A.B. 2015) tudzież Pawła Mościckiego (My też mamy już przeszłość. Guy Debord i historia jako pole bitwy, wyd. bęc zmiana, 2015).

To, że pewne możliwości wprowadzania radykalnych społeczno-politycznych zmian (na drodze reformy tudzież rewolucji) straciły swą sprawczą moc i w obecnym porządku uległy wyczerpaniu poprzez włączenie ich w mechanizm utrwalania status quo, nie świadczy rzecz jasna o końcu historii w sensie całkowitego zamknięcia możliwości jakiejkolwiek zmiany. Chodzi raczej o wskazanie na formę radykalnej przemiany, jakiej uległa współcześnie sama idea historii i urzeczywistniania w jej ramach określonych celów. Dlatego teza o “końcu Historii”, która poddana została radykalnym trywializacjom i wypaczeniom tak ze strony jej admiratorów jak i krytyków, została przez Tokarskiego ujęta w mniej podatnej według mnie na jednostronne odczytania formie, która ten sam fenomen określa mianem “czasu zwyrodniałego”. I mimo, iż autor utrzymuje przeważnie – skądinąd adekwatnie do stanu rzeczy, który go zajmuje – ton konserwatywnego katastrofisty, zaś umiarkowanie optymistyczne zakończenie nie przekreśla dogłębnie pesymistycznego tonu jego książki, to jego zasługą jest rzetelne wydobycie spod warstw ironii i ignorancji istoty problemu, który domaga się przemyślenia.

Podsumowując: książka Tokarskiego nie jest szczególnie odkrywcza – poza być może ciekawym quasi-dialektycznym wykorzystaniem pojęć Gombrowicza do opisu specyfiki wydarzeń 1968 roku. W podobnym duchu interpretował wcześniej Kojeve’a na łamach Kronosa Piotr Nowak (Ontologia sukcesu. Esej przy filozofii Alexandra Kojeve’a, wyd. słowo/obraz terytoria, 2006) – sam zaś Kojeve stanowi nota bene dla tej formacji filozoficznej postać niezmiernie ważną, w wielu kwestiach zaś profetyczną. Czas zwyrodniały to raczej kompendium klasycznych już dzisiaj zarzutów przeciwko uniwersalizmowi współczesnej liberalnej demokracji, która będąc zrazu pewną propozycją polityczną, urosła do rangi moralnego paradygmatu marginalizującego polityczność. Jej merytoryczna wartość tkwi natomiast w tym, iż w bardzo atrakcyjny sposób ukazuje ich wzajemny związek oraz bierze pod uwagę ich współczesne komplikacje teoretyczne (głównie autorstwa Sloterdijka), posługując się przy tym bardzo precyzyjnym i zarazem płynnym językiem, który przybiera miejscami wręcz aforystyczną formę. Moralna i psychopolityczna ocena sytuacji pokomunistycznej dokonana przez Tokarskiego dostarcza przejrzystej siatki pojęciowej, która pozwala z większą ostrością przyjrzeć się z perspektywy globalnej logice przemian pomiędzy “ostatnią rewolucją” z roku 1968, a “postrewolucyjnym” okresem rozpoczynającym się mniej więcej od roku 1989. W tej krótkiej – liczącej niespełna 160 stron książeczce – udało się Tokarskiemu w imponujący sposób zawrzeć najistotniejsze zagadnienia umożliwiające zrozumienie perspektywy kryjącej się za hasłem “końca Historii”. Dlatego oprócz funkcji diagnostycznej stanowi ona zarazem świetne wprowadzenie w problematykę (post)dialektycznej ontologii historii.

Komentarze

Komentuj

Powiązane posty