Cezary Wodziński, „Odys gość. Esej o gościnności” – recenzja

Obcy, inny – bez wielkiej przesady można powiedzieć, że kategorie te należą do najważniejszych w myśli współczesnej. W związku z wieloaspektowym kryzysem teraźniejszości: globalnego kapitalizmu, demokratycznego ustroju i jego ideałów, klimatycznym, a wreszcie migracyjnym (zwłaszcza w perspektywie Europy i Bliskiego Wschodu), obcy czy inny zaczął towarzyszyć nam – zasiedziałym i przyzwyczajonym do małego kręgu Zachodu, jego dobrobytu i bezpieczeństwa – każdego dnia. Dosłownie i w przenośni przekroczył on próg naszych domów, których byliśmy właścicielami, a przynajmniej administratorami, które zatem uznawaliśmy jako właśnie nasze. Rzesze uchodźców i imigrantów zarobkowych doświadczają dziś na własnej skórze reakcji zachodnich społeczeństw, ich lęków, niemal zawsze podszytych ksenofobią czy – coraz jawniej – rasizmem. Oczywiście negatywny stosunek do innych, przyjezdnych i nie stąd, nie jest szczególną cechą Zachodu, czy konkretniej Europy; wrogość wobec obcego kumuluje się wszędzie i zapewne od zawsze. Od chwili symbolicznego wytyczenia linii granicznej przez roussowskiego jeszcze-nie-człowieka, który zaznaczył tym samym: „To moje, to ja – daj mi spokój na mojej ziemi. Odtąd jesteś tu, u mnie, obcy”.

Tymczasem kultura europejska chwali się przed resztą świata swoim fundamentalnym osiągnięciem: demokracją. Ten model społeczeństwa i stosunków władzy zakłada ni mniej, ni więcej poszanowanie dla tego, kto jest w jakikolwiek sposób inny. Zachodnie demokracje szczycą się więc, w jednym słowie, otwartością. Albo: gościnnością. Otwarcie na innego, przyjmowanie gościa u siebie – ten moment jest jednak tylko z pozoru momentem przezwyciężenia wyjściowego antagonizmu. Ostatecznie sami bylibyśmy gośćmi we własnym (!) domu, gdybyśmy przychodzącemu innemu pozwolili żyć w jego stylu w naszych czterech ścianach – zaproszenie nie może więc być nigdy bezwarunkowe. Z drugiej jednak strony nie mówilibyśmy o domu, gdyby nie było zawsze już gdzieś, za rogiem, możliwego gościa, kogoś obcego. Tę niekończącą się dialektykę gościnności przedstawił Cezary Wodziński w swojej ostatniej książce. Na przykładzie Homerowej postaci Odysa pokazał, że europejska kultura opiera się na dramacie niezrealizowanej gościnności.

– Derrida i Heidegger –

Odys gość. Esej o gościnności składa się z sześciu krótkich rozdziałów głównych, poprzedzonych jednym jak gdyby wprowadzającym pod tytułem Trans gościnności. We fragmencie tym Wodziński nawiązuje do późnej twórczości Jacques’a Derridy, a w szczególności do jego rozważań o gościnności. Polski filozof zawierza twórcy koncepcji dekonstrukcji, referuje jego tok rozumowania na podstawie kilku przełożonych na język polski tekstów (w moim odczuciu brakuje odniesień do innych, obszerniejszych prac Derridy, słabo znanych w Polsce). Omawia więc niejednoznaczność pojęcia gościnności, problem jej bezwarunkowości i związanego z tym ryzyka, zapośredniczenia inności w języku, a tym samym jej zawłaszczenia; rozwija kwestię prawa do gościnności, jak też dwuznaczności słowa „gość” (w odniesieniu do łacińskich hostis, „wróg”, „obcy”, „przybysz”, i hospes, „gospodarz”, „gość”, „przybysz”)1. Powtarza za Derridą, że gościnność jest z zasady doświadczeniem paradoksalnym czy aporetycznym. Pragnąc bowiem – w imię skuteczności – ustanowić jej prawo, określa się jej granice: „Projekt gościnności – bezwarunkowej – zostaje zakwestionowany, zanim zdąży się na dobre rozgościć. […] gospodarz udziela gościny pod warunkiem, że pozostaje panem domu” (s. 14).

Doświadczenie gościnności ma przy tym wymiar nie tyle społeczny czy polityczny, co wręcz egzystencjalny, dotyczący ludzkiej jednostki i jej odnajdywania się w rzeczywistości. W tej perspektywie można dostrzec nawiązanie do myśli Martina Heideggera, które stanowi drugą nić przewodnią tego eseju. (Warto przy tym zauważyć, że chwilami Wodziński zdaje się traktować myśl autora Bycia i czasu jako dotyczącą przede wszystkim podmiotowej egzystencji – niekoniecznie słusznie). Polski filozof przedstawia fenomen gościnności, czy też otwarcia na obcość, jako fundamentalny dla człowieka: „doświadczenie Innego i jego inności jest […] gwarancją sensu i sensowności naszego bycia w świecie [oto przykład wyraźnie Heideggerowskiej pojęciowości – J.D.]” (s. 6). Inny to wszak również inny we mnie, ja jako inny dla samego siebie i u siebie, gospodarz jako gość zarazem. Jak pisze autor, nasza tożsamość zasadza się na „gość-inności”, czyli napięciu między otwarciem na gościa a zamykaniem się w sobie, w podmiotowym ja, przed obcym (również obcym we mnie, sokratejskim dajmonem). Ostatecznie więc człowiek jest skazany na paradoksalną pozycję gospodarza-gościa, na przechodzenie między tymi stanami, czyli – jak pisze Wodziński – tranzytywność, a lepiej: trans. „Człowiek staje się sobą i jest (bywa) u siebie, kiedy zaprasza do siebie «dajmona». Kiedy gości dajmona – Innego niż on sam – «samemu» będąc jego gościem” (s. 24).

– Odys –

Powyżej zarysowana refleksja, wraz z odniesieniami do Derridy i Heideggera, przenika głębokie i szczegółowe analizy postaci Odysa i jego losów. To one stanowią główną część książki, tak objętościowo, jak i treściowo, i to w nich według mnie ujawnia się filozoficzna wybitność autora. Wodziński skupia się na paradoksach, które charakteryzują tytułową postać i jej przeżycia. I tak wydobywa cechy Odysa, które wiążą się z jego niestałą tożsamością. Jest on bowiem przede wszystkim chytry, podstępny, przemyślny, sprytny – podstęp skrywa też jego imię, którego brzmienie wykorzystuje w spotkaniu z cyklopem Polifemem. Outis, czyli „nikt”, pozwala Odysowi prowadzić „grę w Niktosia”, w której przejawia się jego paradoksalna tożsamość. Jak wykazuje dalej Wodziński, odwołując się do kolejnych przygód i spotkań bohatera – z Ateną, Proteuszem, w królestwie Feaków, na wyspie Kalipso, z zalotnikami Penelopy, z własnym synem Telemachem (jak i do osobnych losów tego ostatniego) – „Niktoś” to właśnie najadekwatniejsze dla niego imię: „Udzielenie odpowiedzi na pytanie «kim jest Odyseusz?» w kategoriach Ktoś albo Nikt nie ma sensu. Odyseusz jest bowiem tym, kto znosi tę granicę. Nikt jest maską, za którą kryje się ktoś. Ale też Ktoś jest maską, za którą chowa się Nikt. Ta gra nie ma końca” (s. 39).

Heros słynie zatem ze swojej zdolności oszukiwania, apate; wykorzystuje ją przede wszystkim dla ukrycia własnej tożsamości. Więcej nawet, nie tyle ukrycia, co bronienia się przed jakąkolwiek stałością podmiotowego ja. Podtrzymywana przez Atenę mglista obecność Odysa jest jego sposobem na trwanie między życiem nieśmiertelnym, które jako takie życiem być przestaje, a śmiercią, nicością; między iluzorycznym byciem-mną a całkowitym byciem-nikim. „Odyseuszowe «jestem» znaczy zawsze «jestem inny» (niż sądzicie, że jestem), przy czym moja «inność» nie jest dodatkową, zewnętrzną charakterystyką mojego bywania, lecz jego dynamiczna esencją” (s. 74). Zgodnie z tym, jak zauważa Wodziński, odyseja jest podróżą nie do celu, ale dla niej samej, dla wspomnianego stanu bycia pomiędzy czy transu; jest ciągłym powracaniem do domu, a więc do samego siebie: „Odyseusz […] bywałby stale Pomiędzy. […] Między wyruszaniem z Itaki i powracaniem. Byłby stale w ruchu bezpowrotnego powracania. […] Właściwy żywioł Odyseusza to Trans” (s. 51).

Takie – jak mówi za Heideggerem Wodziński – bycie Odysa w świecie nie daje się sprowadzić do instynktownych odruchów gonionego zwierzęcia. Nie jest to zatem owego świata negacja, nihilizm, ale przeciwnie: afirmacja złożonej i nietrwałej rzeczywistości; Odyseusz „jest […]samo-afirmującym się buntem przeciwko bezpośredniości jako zastygłej w sobie, niezmiennej, substancjalnej formie bytu” (s. 40). Wchodzenie w grę (lub też w agon) z napotykanymi trudnościami i postaciami, a w ich trakcie także z samym sobą, dostrzeżenie siebie jako toczącej się gry w Niktosia, dekonstrukcyjne „święto afirmacji” (s. 40) – taka jest według Wodzińskiego życiowa strategia Odysa. Jego nawigacja, „w której powrót do Itaki byłby nieodróżnialny od jej opuszczania. […] Zgodnie z ruchliwym tranzytem znaczeń między Ktoś a Nikt” (s. 52).

Jaką to jednak może mieć dla nas wartość? Czemu Wodziński wybrał figurę Odyseusza jako punkt wyjścia dla rozważań? Otóż według niego istotny jest już fakt, że wciąż czytamy i znamy Odyseję, a tym samym widmo jej bohatera jako innego mnie, gospodarza, który staje się niechcianym gościem we własnym domu, nawiedza nasze myślenie (s. 70)2. Jesteśmy od wieków zarażani „semantyczną dynamiką ksenos” („gość”, „gospodarz”, „cudzoziemiec”, „zbieg”, „obcy”, „najemnik”, „sprzymierzeniec” itd. – s. 121) i to ona konstytuuje nasze poczucie tożsamości – we wszystkich wymiarach: podmiotowym lub indywidualnym, jak i społecznym, politycznym czy kulturowym (przy czym to wyraźnie ten pierwszy stanowi trzon refleksji Wodzińskiego, niektórym czytelnikom będzie więc przeszkadzała mała liczba odniesień do współczesnych realiów – i nie bez racji). Możliwość przekroczenia progu naszych domów przez Innego, który będzie domagać się praw gościnności – a te „są w świecie Odyseusza święte. […] nade wszystko: zagwarantowanie nienaruszalności statusu obcego i cudzoziemca. Jego suwerennej i niezbywalnej zagadkowości, choćby nawet groziła naruszeniem podstaw i spoin świata, w którym za sprawą gościa się zjawia” (s. 100) – możliwość ta i towarzyszące jej wezwanie do bezwarunkowego otwarcia rysuje się tu jako fundamentalne, a przy tym aporetyczne doświadczenie człowieka, który próbuje znaleźć sobie miejsce w zastanych realiach.

Realia te są jednak – podpowiada, choć raczej pytając, Wodziński – rzeczywistością pre-metafizyczną (s. 128). I oto dochodzimy do horyzontu proponowanej interpretacji Odysei. Autor podąża za Heideggerowską intuicją, że w dawnych czasach nie troszczono się o kwestie prawdy i fałszu ani nie domagano się jasnego i wyraźnego odróżnienia słów od rzeczy. Dzieło Homera należałoby zatem czytać jako właśnie pre-metafizyczne, traktować je jako – stwierdza Wodziński – „mitologos”: „Mitologos nie zna prostackiej alternatywy prawdy lub fałszu, ponieważ zna się na rzeczy, jaką jest świat dziejący się w słowach. […] rozgrywa świat, zanim nastąpi katastrofalne pęknięcie na słowa a rzeczy” (s. 84). Na tym też miałaby polegać apate Odysa, na wdawaniu się w grę zapośredniczania, na ciągłej zamianie masek i imion, wchodzeniu w nowe relacje z dynamiczną rzeczywistością i tym samym przetwarzaniu samego siebie. Na unikaniu negacji (śmierci) przez afirmację żywiołowości świata, który nie zastyga w jednej formie i ulega ciągłemu różnicowaniu. Innymi słowy na byciu zawsze w drodze do nieistniejącej Itaki.  Nie da się ukryć, że przejęta od Heideggera tęsknota za rzekomą starogrecką pełnią bycia jest co najmniej dyskusyjna. Mimo to trudno odmówić tej myśli głębi, sięgającej przecież pytania o ludzkie bycie sprzed samej idei człowieczeństwa oraz pojęciowego ujmowania rzeczy, sprzed anthropos i logos.

[…] Oto świat bycia bez bytu, który stanowi nieosiągalny horyzont metafizyki od – dajmy na to – Platona do Heideggera. Nieziszczalne marzenie wszystkich metafizyków, by doświadczyć świata, zanim różnica ontologiczna pójdzie w ruch. Przed-świat metafizyki. Jej mitologiczny przed-świt. (s. 86–87, 128)

– Wodziński –

Cezary Wodziński zmarł 27 maja tego roku. Ostatni wydany przezeń za życia esej Odys gość3 jest niedługi, ale z dużą siłą wtrąca czytelnika w paradoksalny stan spokoju-niepewności. Na pewno przyczynia się do tego charakterystyczny styl pisania, gęsty, zapętlający sieć odniesień, obfitujący – czasem może aż zanadto – w metafory i językowe skojarzenia. Pojawiają się dyskretne odwołania do wątków z innych prac, jak Św. Idiota. Projekt antropologii apofatycznej (2009, wyd. 2) czy Kairos. Konferencja w Todtnaubergu Heidegger – Celan (2010), a także wprost ich kontynuacje. Można by więc zadać pytanie: czy Wodziński zaprasza nas do swojego świata? Czy udało mu się spełnić wymóg bezwarunkowej gościnności i bez resentymentów otworzyć się na Innego, na siebie jako ciągle nie-ja, na śmierć, zanim nadeszła? Być może właśnie przygotowaniem do wejścia w ów – jak mówił – Trans było pisanie Eseju o gościnności.

Tego się nie dowiemy, z pewnością natomiast interpretacja i myśl Wodzińskiego są silnym impulsem do refleksji. Mimo to, mimo ogólnie jak najlepszych wrażeń, lektura Odysa gościa pozostawia u współczesnego czytelnika niedosyt. Wspomniane przeze mnie na początku globalne kryzysy wstrząsają naszym myśleniem, książka zaś nie daje na nie recept ani wskazówek: jak konkretnie, w zastanych warunkach społeczno-politycznych, zdobyć się na tytułową gościnność i jak wprowadzić w życie jej prawo? Z drugiej jednak strony Wodziński ukazuje głębokie napięcie w naszej kulturze między mitem a logosem, dramat jednoczesnego otwarcia na świat i innego oraz zamknięcia w arbitralnie wytyczanych i strzeżonych granicach, w sobie. I ukazania tego stanu – jak mówi – transu, na płaszczyźnie tak indywidualnej, jak i wspólnotowej, jest wielką nauką nawet bez konkretnych przykładów i zastosowań dla współczesnego świata. Opisanie aporii gościnności, która towarzyszy nam od wieków, pozwala bowiem dokładniej określić związane z nią konflikty, na przykład między prawem a sprawiedliwością, tak by uczestniczyć w nich – a od tego nie ma ucieczki – bez narzucania innemu warunków.

  1. Por. J. Derrida, Wrogościnność, przeł. A. Dwulit, w: J. Kubiak (red.), Wrogościnność. Podejmowanie obcych, Muzeum Sztuki, Łódź 2010, s. 5–23.
  2. Koncepcja widma, które nawiedza rzeczywistość, została rozwinięta przez Derridę w Widmach Marksa. Stanie długu, pracy żałoby i nowej Międzynarodówce, przeł. T. Załuski, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2016. O dziwo Wodziński pomija tę pozycję (choć zapewne w trakcie pisania jeszcze niewydaną po polsku) w bibliografii.
  3. Niedawno ukazała się ostatnia ukończona przez Wodzińskiego książka, wydana jednak już pośmiertnie: Metafizyka i metapolityka. Czarne zeszyty Heideggera, fundacja terytoria książki, Gdańsk 2016.

Komentarze

Komentuj

Powiązane posty