Kategoria

Przybliżenia

Pojęcia Pana i Niewolnika odnoszą się do filozofii Fryderyka Nietzschego. W dziele Z genealogii moralności Nietzsche ukazuje istotę bycia Panem w archetypie wojownika, czyli tego, który jest szlachetny i wzniosły. Jego przeciwieństwem jest Niewolnik. Idealny wyraz tej postawy znajdujemy w postaci kapłana – ucieleśnienia słabości i spowodowanej nią skrytej nienawiści, czyli resentymentu.

Podręczniki filozofii przedstawiają Bergsona jako irracjonalistę i wyznawcę filozofii życia. O ile z tą drugą opinią można się z zastrzeżeniami zgodzić, pamiętając, że przepaść dzieli Bergsona od Nietzschego, a niewiele łączy z Simmlem, to pierwsza opinia jest całkowicie mylna. Nie bierze się w ogóle pod uwagę faktu, że według Bergsona filozofia powinna zawsze być ściśle związana z nauką, że nie może abstrahować od jej osiągnięć, które służą często weryfikacji filozoficznych tez. W całej swojej twórczości Bergson nieustannie odwoływał się do matematyki, fizyki, a w Ewolucji twórczej do biologii. Filozofia – zdaniem Bergsona – tak jak i nauki, buduje się na doświadczeniu. Ale to doświad­czenie musi się wyzbyć naiwności właściwych scjentystycznemu empiryzmowi, musi też być oczyszczone z wszelkich myślowych nawyków, z wszelkich uproszczeń intelektu. Ci bowiem, którzy głoszą hasła racjonalności lub – jak to czynił Kant – odwołują się do czystego rozumu, nie zadają sobie trudu, by zbadać, czym owa racjonalność jest, jak się rodzi rozum, jaką ma strukturę i zasięg panowania, na czym polegają jego zadania w działalności poznawczej człowieka. By na takie pytania odpowiedzieć, trzeba się oprzeć na doświadczeniu czystym i dopiero z takiej perspek­tywy pytać o to, co nazywamy światem, i o to, co określamy jako nasz intelekt. Droga filozofii powinna wyjść od krytyki czystego doświadczenia. Do tego programu określanego jako méthode à suivre odwoływał się Bergson niejednokrotnie, poświęcając jej w Ewolucji twórczej ważne miejsce. Samo zaś to dzieło zostało poświęcone owym naczelnym pytaniom o genezę intelektu, jego funkcje, o status nauki, ale także o możliwość rozwoju świado­mości ludzkiej, kierunek ewolucji i o możliwość stworzenia takiej filozofii, która by intelekt przekroczyła. Rozstrzygnięcie tych kwestii wymagało zadania jeszcze jednego, podstawowego pyta­nia; pytania o to, co jest, o samo bycie. O ile dwa pierwsze dzieła Bergsona mają charakter teoriopoznawczy, o tyle Ewolucja twór­cza jest wykładem ontologii.

Gilbert Simondon jest filozofem w Polsce praktycznie nieznanym. Trudno wytłumaczyć ten fakt niedostatkiem czy fragmentarycznością przekładów jego tekstów  z francuskiego. Wprawdzie jego najważniejsze dzieła nie zostały w całości przełożone na angielski, ale istnieją liczne ich wydania w innych językach. Anglojęzyczne środowisko naukowe jednak dostrzegło rolę Simondona, czego dowodzi publikacja kilku opracowań oraz liczne wydania czasopism poświęcone jego myśli. Wywarł znaczący wpływ na popularnych w Polsce autorów, takich jak Bruno Latour lub (często obecny na naszych łamach) Gilles Deleuze. Powinien być zatem przynajmniej do pewnego stopnia obecny w naszym kraju, a tymczasem bardzo trudno odnaleźć go w polskim dyskursie filozoficznym1.

Niniejszy tekst nie sprawi, że ta sytuacja się zmieni. Ma on raczej na celu zaprezentowanie postaci Simondona i krótkiego zarysu jego myśli. Jest to zwięzłe opracowanie, które z jednej strony może pokazać czytelniczce oryginalną i ciekawą koncepcję filozoficzną, a zarazem być narzędziem do dalszych rozważań z zakresu nieanalitycznej („kontynentalnej”) ontologii, tradycji poststrukturalnej bądź filozofii techniki.

Kapitał Karola Marksa jest dziełem, które każdy – niezależnie od poglądów politycznych czy zainteresowań – zna choćby z nazwy. Jednak, jak to zwykle bywa z przedmiotami kultu, są one petryfikowane przez uświęcenie. Do tego stopnia, że już mało kto tę książkę czyta, czy w ogóle orientuje się w jej zawartości. Klisze i płytkie interpretacje obrastają ją grubymi warstwami, nie pozwalającymi nawet jej otworzyć, a co dopiero cokolwiek z niej zrozumieć1.

Przedmowa: Niniejszym chciałbym przedstawić wam pewien cykl artykułów, kierujący się trafnym spostrzeżeniem jednego z moich wykładowców, że „filozofii najpierw należy nauczyć się źle”. Ktoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z tą dziedziną nie jest w stanie, nawet na najlepszym wykładzie, od razu pojąć całej złożoności filozofii np. Arystotelesa, czy Kanta. Ale zarazem jak najszybciej poznać ich musi. Musi o nich słuchać i czytać, choć będzie rozumiał mało; pisać i mówić, chociaż będzie w tym wiele bzdur. Wszystko to po to, by potem znowu słuchać i czytać, pisać i mówić. Znowu i znowu. Filozofia to nie tabliczka mnożenia – nie wystarczy się jej raz na pamięć nauczyć. Filozofia wymaga nieustannego zataczania kół, a jej celem jest: rozumieć.

Przedmowa: Niniejszym chciałbym przedstawić wam pewien cykl artykułów, kierujący się trafnym spostrzeżeniem jednego z moich wykładowców, że „filozofii najpierw należy nauczyć się źle”. Ktoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z tą dziedziną nie jest w stanie, nawet na najlepszym wykładzie, od razu pojąć całej złożoności filozofii np. Arystotelesa, czy Kanta. Ale zarazem jak najszybciej poznać ich musi. Musi o nich słuchać i czytać, choć będzie rozumiał mało; pisać i mówić, chociaż będzie w tym wiele bzdur. Wszystko to po to, by potem znowu słuchać i czytać, pisać i mówić. Znowu i znowu. Filozofia to nie tabliczka mnożenia – nie wystarczy się jej raz na pamięć nauczyć. Filozofia wymaga nieustannego zataczania kół, a jej celem jest: rozumieć.

Przedmowa: Niniejszym chciałbym przedstawić wam pewien cykl artykułów, kierujący się trafnym spostrzeżeniem jednego z moich wykładowców, że „filozofii najpierw należy nauczyć się źle”. Ktoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z tą dziedziną nie jest w stanie, nawet na najlepszym wykładzie, od razu pojąć całej złożoności filozofii np. Arystotelesa, czy Kanta. Ale zarazem jak najszybciej poznać ich musi. Musi o nich słuchać i czytać, choć będzie rozumiał mało; pisać i mówić, chociaż będzie w tym wiele bzdur. Wszystko to po to, by potem znowu słuchać i czytać, pisać i mówić. Znowu i znowu. Filozofia to nie tabliczka mnożenia – nie wystarczy się jej raz na pamięć nauczyć. Filozofia wymaga nieustannego zataczania kół, a jej celem jest: rozumieć.