Category

Opracowania

Kapitał Karola Marksa jest dziełem, które każdy – niezależnie od poglądów politycznych czy zainteresowań – zna choćby z nazwy. Jednak, jak to zwykle bywa z przedmiotami kultu, są one petryfikowane przez uświęcenie. Do tego stopnia, że już mało kto tę książkę czyta, czy w ogóle orientuje się w jej zawartości. Klisze i płytkie interpretacje obrastają ją grubymi warstwami, nie pozwalającymi nawet jej otworzyć, a co dopiero cokolwiek z niej zrozumieć1.

Poniższy tekst oparty jest na fragmencie książki Virtually Wild: Wilderness,Technology and an Ecology of Mediation (2003). Dłuższy fragment ukazał się po polsku w czasopiśmie Er(r)go 1(28), 2014, w tłumaczeniu Tomasza Porwita, poprawionym przez autora. Poniższa wersja zawiera skróty i dodatkowe wyjaśnienia, jednak aby zainteresowany czytelnik uzyskał pełniejszy kontekst rozważań, wskazana jest lektura całej książki.

Twórczość Michela Foucaulta jest dla prawników niemal zupełnie obca, chociaż nie da się nie zauważyć, że prawo stanowiło jeden z podstawowych tematów poruszanych przez francuskiego filozofa w wielu jego książkach. Przyczyn tego zjawiska można upatrywać m.in. w fakcie, że francuski filozof używa niezwykle specyficznego, wysoce retorycznego, jawnie wartościującego języka oraz w tym, że jego twórczość wymyka się generalizacjom i próbom sklasyfikowania. A jednak nie ulega wątpliwości, że warto przyjrzeć się projektowi Michela Foucaulta, bo może okazać się użyteczny w dociekaniu istoty coraz bardziej widocznego przekształcenia prawa. Chodzi mianowicie o to, że postmodernizuje się bezpośrednie otoczenie prawa (Sulikowski 2010), zaś samemu prawu – jak twierdzi prof. Ewa Łętowska (Łętowska 2014) – zagraża zmiana paradygmatu powodowana m.in. przez coraz dalej idącą multicentryczność ośrodków tworzenia i stosowania prawa oraz pojawienie się prawa w mediach opartych na działaniu nowych technologii. A któż lepiej nadaje się do rozwiązania problemów stawianych przez filozofię postmodernistyczną niż filozof z tą formacją wiązany1?

Niniejszy tekst stanowi pierwszą z dwóch części mini-serii poświęconej kwestiom biowładzy i biopolityki przedstawionej w Imperium Michaela Hardta i Antonio Negriego (druga część tekstu dostępna tutaj). Celem jest nie tyle szczegółowe opracowanie tych zagadnień, co raczej swego rodzaju podprowadzenie, mające ułatwić czytelnikowi uchwycenie specyfiki wspomnianej książki. W kroku pierwszym zostanie powtórzona lekcja, którą odrobili Hardt i Negri – nazwijmy ją lekcją francuską. W kroku drugim zobaczymy czym są biowładza i biopolityka, wyłaniające się w nowym, globalnym porządku. W efekcie otrzymamy pewną – oczywiście ograniczoną ramami artykułu – diagnozę naszej aktualnej sytuacji społeczno-politycznej.

W „Machinie Myśli” często poruszamy zagadnienie techniki. Nie bez znaczenia jest to, że pierwsza zorganizowana przez nas konferencja była poświęcona właśnie jemu. Sądzę, że warto byłoby – dla lepszego zrozumienia tego terminu – przyjrzeć się jego źródłosłowowi, w którym niewątpliwie pojawia się greckie pojęcie τέχνη (technê)1. Dzisiejsze znaczenie słowa „technika” wydaje się bowiem być dość wąskie; według Słownika Języka Polskiego jest to bowiem:

i. «wiedza na temat praktycznego wykorzystania osiągnięć nauki w przemyśle, transporcie, medycynieitp.; też: praktyczne wykorzystanie tej wiedzy»
ii. «metoda»
iii. «wyuczona i wyćwiczona umiejętność wykonywania jakichś czynności»
(Źródło: http://sjp.pwn.pl/sjp/technika;2577685.html)

Technika, zwłaszcza w pierwszym z wymienionych znaczeń, wydaje się być czymś konkretnym i osadzonym w praktyce społecznej. W związku z tym wydaje się, że część roszczeń tzw. filozofów techniki jest nieuprawniona – przedmiot ich namysłu bowiem sytuuje się na specyficznym terytorium: pomiędzy nauką a produkcją. Szersze rozumienie pojęcia techniki oferują dwa pozostałe jej znaczenia – które w znacznej mierze odsyłają do starogreckiej techne. Technika w owym mniej skonkretyzowanym sensie jest pojęciem dającym się w większym stopniu deterytorializować poprzez filozofię i dlatego właśnie „filozofia techniki” nie jest po prostu „filozofią inżynierii” – przedmiot jej refleksji jest bowiem znacznie szerszy.

Opisana przeze mnie w poprzedniej części autorytarna technika wojskowa i przemysłowa osiągnęła – zdaniem wielu historyków – szczyt rozwoju pod względem zdolności czysto mechanicznych już około 1200 r. p.n.e. Mumford zgadza się z tą opinią i prowokacyjnie stwierdza:

Macedońska falanga nie była bardziej „zmechanizowana” niż wcześniejsza o dwa tysiące lat falanga sumeryjska; falanga rzymska nie była oszczędniejsza energetycznie niż falanga macedońska, a późniejszy o następne dwa tysiące lat słynny brytyjski „szyk kwadratowy”, nawet uzbrojony w muszkiety, jako maszyna wojenna stał na tym samym poziomie co jego poprzedniczki. (Mit maszyny. Tom 1, s. 341)

Istotne dla postępu owej „mechanizacji” nie są bowiem elementy (np. uzbrojenie) z jakich składa się poszczególne urządzenie (tu: urządzenie wojskowe). Znaczenie ma struktura owego urządzenia, system w jaki powiązane są jego składowe – to „dopiero” na tym poziomie zapewniane są różnice w poziomie mocy, szybkości czy jakości.

Filozoficzny namysł nad techniką ma swoje źródła w myśli niemieckiej – już u Hegla i Marksa można odnaleźć odpowiednie passusy. To zagadnienie nabiera jednak prawdziwego znaczenia dopiero w XX wieku, w okresie międzywojennym. Uwagę poświęcają mu m.in. Spengler, Heidegger oraz bracia Jüngerowie. Wszyscy oni oceniają technikę w jednoznacznie negatywny sposób (nawet jeśli niektórzy z nich ulegli początkowej fascynacji), jako metafizycznego potwora, który pochłania wszystkie inne sfery egzystencji. Niemal w tym samym czasie namysł nad tym problemem podejmuje amerykański historyk, socjolog i krytyk literatury – Lewis Mumford. W 1934 roku wydaje on książkę Technika a cywilizacja, prezentującej namysł nad dziejami wzajemnego wpływu tytułowych fenomenów. Chociaż oparta na solidnym materiale historycznym, książka nie ogranicza się wyłącznie do opisu kolejnych wynalazków i rozwiązań technicznych. Przede wszystkim jest ona refleksją nad kształtowaniem się cywilizacji. Po wielu latach Mumford powraca do tego zagadnienia i publikuje monumentalne dzieło opatrzone tytułem Mit maszyny (pierwszy tom pochodzi z roku 1967, drugi – z 1970). To właśnie zawartej w tym tekście wizji techniki chciałbym się przyjrzeć. Jest ona, w moim przekonaniu, mniej jednostronna, niż wizja niemieckich filozofów. Posługując się pewnymi uproszczeniami można by powiedzieć, że Mumford dostrzega nie tylko totalitarne, ale również demokratyczne oblicze techniki.