Autorka

Sergiusz Tokariew

<p>Doktor nauk humanistycznych w zakresie filozofii (UAM), tłumacz literatury naukowej (Rorty, Ehrman, Tatakis), nauczyciel języka angielskiego w integracyjnej szkole podstawowej.​ Autor książki „Charles Sanders Peirce. Między logiką a metafizyką” (https://www.charlessanderspeirce.pl/).</p>

Maksyma pragmatyczna Charlesa Sandersa Peirce’a jest przez wielu kojarzona z neopozytywistyczną teorią znaczenia, które dziś jest na cenzurowanym1. Ten fakt zaś odbija się na ocenie samej maksymy. Jest ona również niekiedy uważana za przejaw „zdrowego” myślenia, które jest wymierzone we wszelką metafizykę, a mówiąc ogólnie, myślenie spekulatywne w ogóle. Czy ktoś jednak uwierzyłby, że sama maksyma, dziś tak jednoznacznie zaszufladkowana, stanowiła logiczną konsekwencję skrajnej formy idealizmu?

Zacznijmy naszą dekonstrukcję od pewnego rękopisu z 1872 roku. Peirce podniósł w nim temat względności poznania jednostkowego. Pisał wówczas, że obserwacja empiryczna jest skrajnie subiektywna, gdyż każdy człowiek odmiennie postrzega zjawiska wokół siebie, a nawet ten sam człowiek nie jest w stanie dwukrotnie zaobserwować tej samej rzeczy (W 3:43, 49, 1872)2. Nasz umysł jednak wypełnia się treścią tylko dzięki zjawiskom, a różni ludzie mogą mieć radykalnie odmienne pojęcie o zjawiskach. W pewnym sensie Peirce uznawał, że mogą żyć w zupełnie innych światach. Jednostka poza wspólnotą była dla niego zatem siedliskiem niewiedzy i błędów (W 2:241–42, 1868). Stanowisko to pociąga za sobą zatarcie granic między fikcją a rzeczywistością. Fikcyjne jest bowiem to, czego cechy zależą od tego, co o nich myślimy, a rzeczywiste jest to, czego cechy są niezależne od tego cokolwiek i ktokolwiek o nich myśli (W 2:104, 1867; W 2:239, 1868). Peirce był jednak przekonany o tym, że różnice jednostkowe mogą zostać zniwelowane dzięki poprawnemu wnioskowaniu. Na niewiele by to się zdało, gdybyśmy ograniczyli się do perspektywy jednostkowej, gdyż zdolność postrzegania była dla Peirce’a de facto zdolnością do wnioskowania. Peirce’owi chodziło zatem o to, że względność obserwacji empirycznej i błędy we wnioskowaniu mogą być uzupełniane i naprawiane przez inne istoty rozumne. Pisał o tym w bardzo interesującym fragmencie z 1872 roku:

Załóżmy, że każdy z nas jest wszechwiedzący. Nasze przekonania w takim przypadku byłyby identyczne. Do tego stopnia, że częściowo zatarłyby się różnice między poszczególnymi osobami. Odrębność byłaby zachowana dzięki temu, że pewni z nas skupialiby się na odmiennych rzeczach, a nasze pragnienia dotyczyłyby nas samych i naszego otoczenia. Wyobraźmy sobie jednak, że usunięto te ograniczenia, a zatem myśl każdego człowieka nie różniłaby się w ogóle od myśli innych ludzi. Umysł przestałby być czymś prywatnym. Istniałaby zatem jednomyślność, co do przedmiotu jego przekonania. Przedmiot ten nie byłby wówczas fikcją, ale czymś rzeczywistym. Próba wskazania różnicy między przekonaniem a przedmiotem w takiej sytuacji byłaby skazana na niepowodzenie. Dowodzi to tego, że pojęcie rzeczywistości samej w sobie w opozycji do rzeczywistości takiej, jaką można poznać jest pojęciem wewnętrznie sprzecznym. Założyliśmy bowiem, że rzeczywistość jest przedmiotem przekonania – myśli. Rodzaj ludzki, wspólnota, nieustannie dąży do tego stanu (W 3:57, 1872).

Peirce ten ostateczny stan wiedzy, który w powyższym cytacie utożsamiał z boską wszechwiedzą, określał jako „ostateczną opinię” (the ultimate opinion). Oczywiście jest to nazwa skrótowo-zastępcza, gdyż oznacza stan, w którym na każde zadane pytanie, będące przedmiotem publicznego badania, ostatecznie znalazła się odpowiedź, został wydany pewien sąd, którego nie można już obalić, utrwaliło się pewne przekonanie. Tym samym sądy składające się na ostateczną opinię byłyby prawdziwe. „Ostateczna opinia” jednak jest niezależna od tego, co myśli każdy poszczególny badacz. Można zatem powiedzieć, że przedstawia coś rzeczywistego. Jak pisał o tym Peirce: „Oznacza to, że u podstaw pojęcia rzeczywistości leży pojęcie WSPÓLNOTY, nieograniczonej i zdolnej do nieskończonego rozwoju wiedzy” (W 2:239, 1868). Nie oznacza to jednak, że istnieje jakaś rzeczywistość sama w sobie. Mimo że „ostateczna opinia” jest niezależna od tego, co myśli o niej każdy z osobna, to nie jest jednak niezależna od myśli w ogóle. Oznacza to, że również rzeczywistość nie jest niezależna od myśli w ogóle.

W szkicach z lat 1872–73 Peirce zajmował bardziej pojednawcze stanowisko. Uważał, że jego koncepcja „ostatecznej opinii” godzi ze sobą nominalizm i realizm. Cały spór miał jednak nadal wynikać z posługiwania się różnymi pojęciami rzeczywistości przez obie strony. Nominalistyczne pojęcie rzeczywistości mówiło, że rzeczywiste jest to, co jest zewnętrzne wobec umysłu i jest przyczyną jego przedstawień. Realistyczne pojęcie rzeczywistości głosiło, że rzeczywiste jest to, co jest przedstawione w prawdziwym sądzie. Peirce sądził, że jego koncepcja głosząca, że prawdziwe sądy przedstawiają rzeczywistość nie wyklucza tego, że rzeczywistość jest zewnętrzna wobec umysłu. Twierdził bowiem, że wrażenia można traktować jako przyczynę danych naocznych, które stają się początkiem procesu prowadzącego do utrwalenia się przekonań. Prowadzi to natomiast do problematycznego wniosku mówiącego, że przedmiot prawdziwego sądu jest przyczyną powstania tego sądu (W 3:30, 1872).

Peirce starał się te wątki zebrać w jedną całość w 1872 roku, gdy sformułował podstawową hipotezę badawczą (fundamental hypothesis) głoszącą, że istnieją realne rzeczy. W związku z tym, że hipoteza dla Peirce’a zawsze była wynikiem wnioskowania, a nie czymś, co zakładało się na początku badania, to powinniśmy zastanowić się, na jakich przesłankach się opierała (W 3:5, 1872). Wspomnianą wyżej hipotezę definiował on w następujący sposób:

Istnieją realne rzeczy, których cechy są całkowicie niezależne od naszych mniemań o nich, które oddziałują na nasze zmysły zgodnie z pewnymi regularnościami, mimo że nasze dane naoczne różnią się od siebie w zależności od stosunku do przedmiotów, to korzystając z wiedzy o tych prawach, jesteśmy w stanie poprzez rozumowanie poznać rzeczy, a jeśli człowiek będzie mieć wystarczające doświadczenie i będzie intensywnie rozumować, to dojdzie do jednego, prawdziwego wniosku (W 3:27, 1872).

Powyższa hipoteza miała wyjaśniać sukces nauki. Skoro bowiem udaje się nam dojść do prawdziwych wniosków, mimo że każdy z nas w sposób skrajnie odmienny postrzega zjawiska, to dzieje się tak dlatego, że istnieją rzeczywiste rzeczy, które na nas oddziałują w zgodzie z regularnymi prawami. Owe regularności nie są jednak prawami przyrody. Dla Peirce’a bowiem obserwacja i prawa kojarzenia były wnioskowaniami (W 2:237, 1868). Oznacza to, że jeśli mimo skrajnie odmiennych doświadczeń jesteśmy w stanie stwierdzić na podstawie obserwacji i rozumowania, że przedmiot posiada cechy x, y, z i wiele innych osób jest w stanie stwierdzić to samo, to oznacza to, że mówimy o jednym przedmiocie. Tym samym jego cechy są niezależne od tego, co ktokolwiek o nich myśli, a tym samym są rzeczywiste.

W tym kontekście natrafiamy jednak na pewien problem. „Ostateczna opinia” jest bowiem sprawą przyszłości, a realne rzeczy istnieją aktualnie. Jak pogodzić ze sobą to, że realność rzeczy, które istnieją aktualnie, można będzie stwierdzić dopiero w odległej przyszłości? Peirce odwoływał się tu do różnicy między przekonaniem a przedmiotem przekonania (W 3:30, 1872). Choć przedmiot istnieje dla nas, gdy zostanie poznany, to nie oznacza to, że nie istniał zanim go poznaliśmy (W 3:31, 1872; W 3:49, 1872). Ten argument wprowadza jednak różnicę między „przedmiotem dla nas” i „przedmiotem samym w sobie”, a Peirce wyraźnie wypowiadał się przeciwko temu rozróżnieniu.

W innym fragmencie twierdził jednak, że rzeczywistość z aktualnością można pogodzić, wskazując na fizykę, w której istnienie danej rzeczy zależy od istnienia jej przejawów (manifestations) lub zdolności do przejawiania się (manifestability) (W 3:59, 1872; 3:31, 1872). Peirce w swoich szkicach podawał jako przykład cechę twardości, o której pisał:

Diament jest twardy. Jego twardość to cecha, którą stale posiada. W czym jednak ona tkwi? Tkwi ona wyłącznie w tym, że żaden kryształ go nie zarysuje. Jeżeli dotychczas jeszcze nikt go nie starał się zarysować kryształem, to jego aktualna twardość tkwi w tym, co stanie się w przyszłości (W 3:80, 1873).

Peirce formułował tutaj ponownie swoją tezę mówiącą, że substancja jest swoimi własnościami. Nie można bowiem twierdzić, że diament jest rzeczywiście twardy, o ile w żaden sposób się to nie przejawia. Być to być poznawalnym. Peirce określał ten pogląd jako swoją „idealistyczną teorię metafizyczną” (W 3:59, 1872). Pociągała ona za sobą pewnego rodzaju fenomenalizm, lecz Peirce podkreślał, że jest to fenomenalizm Kanta, a nie Hume’a (W 2:470–71, 1868). Twierdził tak, gdyż:

(…) zjawiska zmysłowe są wyłącznie znakami rzeczywistości. Nie jest to jednak rzeczywistość będąca nieznaną przyczyną danych naocznych, lecz noumen lub pojęcia będące ostatecznym wynikiem czynności umysłowych wprawionych w ruch przez dane naoczne (W 2:470, 1871).

Przykład diamentu, którym Peirce posłużył się w szkicach z początku lat 70., pojawił się również w tekście How to Make Our Ideas Clear. Tym razem jednak nie w kontekście wyjaśnienia realistycznej koncepcji rzeczywistości, lecz jako ilustracja maksymy pragmatycznej. Owa maksyma miała służyć osiągnięciu najwyższego stopnia rozumienia znaczenia znaków. Peirce wyróżnił przy tym trzy stopnie tego rodzaju rozumienia. Pierwsze dwa stopnie były związane z powszechnymi w nowożytnej logice – od czasów Kartezjusza, Port-Royal i Leibniza – pojęciami jasności i wyraźności. Peirce twierdził, że znak jest jasny, o ile rozpoznajemy go i potrafimy się nim poprawnie posługiwać, a jest wyraźny, o ile znamy jego definicję. Gdy jasno pojmujemy pojęcie takie jak „wino”, to potrafimy rozpoznać przedmiot, który ono oznacza, lecz nie jesteśmy do tego zdolni w przypadku pojęć takich, jak: „gryzmak”, „plukwa” i „pćma”. Pojęcie „wina” jest dla nas natomiast wyraźne, gdy wiemy, że „wino to napój alkoholowy otrzymywany w wyniku fermentacji moszczu winogronowego” (w skrócie: „wino to napój alkoholowy z winogron”). Trzeci stopień jasności w przypadku tego pojęcia możemy zaś osiągnąć, stosując następującą maksymę: „Zastanów się, jakie skutki, które mogłyby mieć praktyczne znaczenie, łączysz z przedmiotem swojego pojęcia. Otóż nasze pojęcie o tych skutkach jest pojęciem o samym przedmiocie” (W 3:266, 1878).

Choć Peirce pisał o pojęciach, to uważał, że można je rozjaśnić, o ile występują w kontekście sądów. Każdy sąd kategoryczny można bowiem przełożyć na sąd hipotetyczny, gdyż Peirce uważał, że sąd „jeśli A, to B” jest równoważny logicznie sądowi „zawsze, gdy A jest prawdą, B jest (bądź będzie) prawdą” (W 2:42, 1867; W 3:96–97, 1873). Oznacza to, że sąd „wino to napój alkoholowy z winogron” możemy przełożyć na sądy takie, jak: „jeżeli to jest wino, to poczujesz nieco cierpki, owocowy smak”, „jeżeli to jest wino, to będzie zawierać etanol i osad winogronowy” itd. Sądy te mogą być przesłankami wnioskowania, które można zweryfikować. Jeżeli zatem myślę, że coś jest winem, a nie zawiera etanolu i osadu winogronowego, to nie jest to wino. Tym samym przedmiot pojęcia „wino” może być nam dany tylko przez pojęcie o jego skutkach, jakimi są na przykład „etanol i osad winogronowy”. Oczywiście rodzi to pytanie, dlaczego pojęcie o przedmiocie to pojęcie o jego skutkach? Odpowiedz jest jasna w kontekście idealizmu Peirce’a – przedmiot to skutki.

Widzimy zatem, że maksyma pragmatyczna, głosząc, że pojęcie o przedmiocie posiadamy, gdy mamy pojęcie o jego skutkach, stanowiła wyłącznie powtórzenie, na poziomie metodologicznym, tezy metafizycznej Peirce’a, który uważał, że suma przejawów substancji jest substancją. Można więc powiedzieć, że nie istnieje metafizyczne substratum, które kryje się za swoimi przejawami, lecz wszelka substancja jest wyłącznie, mniej lub bardziej, trwałą relacją między różnymi przejawami. W związku z tym, że dla Peirce’a każdy przejaw był symbolem, to ostatecznie świat nie stanowił dla niego zbioru trwałych, indywidualnych substancji, lecz płynną sieć relacji znaczeniowych. Maksyma pragmatyczna była zaś dyrektywą metodologiczną pozwalającą odnaleźć się w ich gąszczu.


Od redakcji: wszystkie osoby, które zainteresowała tematyka poruszona w tekście, zachęcamy do lektury książki Sergiusza Charles Sanders Peirce. Między logiką a metafizyką.