Autorka

Sebastian Słowiński

Komunista wolnościowy, student warszawskiego MISH-u. Związany z Uniwersytetem Zaangażowanym. Członek oddolnych inicjatywy politycznych.

            Mozolną i uważną lekturę Wykładów dedykuję z przymrużeniem oka dr Klementynie Suchanow
oraz dr-owi Rafałowi Suszkowi, dla których prawda wyznacza ramy  praxis.

 

Prawdy jednak nie można pisać po prostu; musi być
pisana dla kogoś i to dla kogoś, kto może coś z nią poczynić.1

 

Tekst na odwrocie okładki, który zarysowuje problematykę oraz kontekst wykładów Foucaulta wygłoszonych na katolickim uniwersytecie w Louvain, może zmylić. Fragment: „myśliciel kojarzony z lewicą”, sugeruje, że, po pierwsze, Foucault jest „kojarzony”, więc de facto lewicowy nie jest; po drugie, że nawet jeśli najbardziej znane prace francuskiego filozofa są uznawane za lewicowe lub ważne dla lewicy, to te, dla odmiany, zupełnie nie; oraz że, po trzecie, zarówno miejsce (Katolicki Uniwersytet w Louvain), jak i czas (trzy lata przed śmiercią, Foucault zmarł w 1984) wyznaczają inny obszar badań myśliciela, obszar, wydawałoby się, poważniejszy od tego, co robił dotychczas, co niejako dyskredytuje wcześniejsze prace Foucaulta. Oczywiście jest to sugestia błędna. Mimo koncentracji na kwestii zwykle kojarzonej z chrześcijaństwem, Wykłady te zachowują ciągłość tematyczną z poprzednimi – tymi z Collage de France z lat siedemdziesiątych

Każdy tekst o reportażu Remigiusza Ryzińskiego Foucault w Warszawie1 zawiera co najmniej jedno zdanie o tym, że książka mogłaby nie powstać; że historia francuskiego filozofa w Warszawie jest rozmyta; postać Michela Foucaulta jest jak widmo i z rzadka, wyłaniająca się wątła postać o niewyraźnych konturach, która jednak zaraz ginie w opowieści tych, którzy byli świadkami jego obecności. Książka ta faktycznie mogłaby się nie pojawić. Więcej, książka ta nie powinna w ogóle się pojawić.