Autorka

Jędrzej Maliński

Doktorant w Instytucie Filozofii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W rozprawie doktorskiej ma zamiar podjąć temat możliwych odpowiedzi współczesnej filozofii na "Pytanie o technikę", które stawia Heidegger. Oprócz Machiny Myśli publikował w "Kulturze i Historii" oraz na portalu "Praktyki Teoretycznej".

Transhumanizm jest formacją intelektualną, która ma na celu przekształcenie człowieka w coś więcej, aby poprawić jakość jego życia. Postuluje aktywne rozszerzanie możliwości indywidualnych i gatunkowych poprzez interwencje medyczne, genetyczne, społeczne i techniczne.  W samym transhumanizmie można wyróżnić wiele nurtów1, jednak podstawową kwestią pozwalającą go w jakiś sposób sklasyfikować jest jego stosunek do ciała. Nie chodzi tu tylko i wyłącznie o to, że jest ono dla przedstawicieli i przedstawicielek tego nurtu pozbawionym kontekstu pojęciem abstrakcyjnym2, czy wręcz (nieświadomie) pogardzanym, lecz raczej o podstawowe pytanie, na które każda transhumanistka i transhumanista musi sobie odpowiedzieć: „co będzie z ciałem?”. Istnieją dwie możliwe odpowiedzi na to pytanie: można albo zachować ciało i je udoskonalać (wszelkiego rodzaju eksperymenty medyczne, hybrydyzacja, cyborgizacja, krionika3, ruch mający na celu zwiększenie długości życia), albo uznać, że ciało jest jedynie drabiną, która musi zostać odrzucona po tym, gdy zostanie użyta do wspięcia się ku górze (mind uploading, postulaty stworzenia silnej SI). Oczywiście, wszelkiego rodzaju typologie są tutaj pewnego rodzaju próbą wyróżnienia typów idealnych, a poszczególni transhumaniści i transhumanistki mogą jednocześnie propagować wszystkie możliwe postawy.

Rodząca się w XIX w. filozofia techniki od samego początku znalazła się pod silnym wpływem tradycji niemieckiej. Wiele interesujących wątków dotyczących maszyn oraz ich roli w rewolucji przemysłowej można odczytać już u Marksa i jego następców. Sam termin „filozofia techniki” został po raz pierwszy wykorzystany przez postheglistę Ernsta Kappa, który w drugiej połowie XIX w. stworzył dość rozbudowaną jej teorię; ponadto swoją rolę odegrały wówczas zarówno niemiecki dyskurs dotyczący pojęć kultury oraz cywilizacji, jak i autonomizacja nauk technicznych. Wydaje się jednak, że największe dzieła w niemieckiej filozofii techniki powstały dopiero po drugiej wojnie światowej. Kategorie techniki czy (zwłaszcza) przemysłu zajęły ważne miejsce w koncepcjach szkoły frankfurckiej (Adorno, Horkheimer, Marcuse). Z drugiej strony, zagadnienie to jest silnie reprezentowane w znacznie bardziej konserwatywnym dyskursie – Pytanie o technikę Martina Heideggera dziś jeszcze w dużej mierze definiuje filozofię techniki. Pokrewny tej perspektywie jest Arnold Gehlen, w którego projekcie antropologii filozoficznej namysł nad techniką również pełni ważną rolę. Korzeni całego tego konserwatywnego dyskursu należałoby szukać w Kryzysie nauk europejskich Edmunda Husserla, niektórych pracach Oswalda Spenglera1 czy braci Jüngerów2. Perfekcja techniki – dzieło młodszego z nich, Friedricha Georga – ukazała się niedawno nakładem „Kronosa” i właśnie temu dziełu poświęcona jest niniejsza recenzja.

Gilbert Simondon jest filozofem w Polsce praktycznie nieznanym. Trudno wytłumaczyć ten fakt niedostatkiem czy fragmentarycznością przekładów jego tekstów  z francuskiego. Wprawdzie jego najważniejsze dzieła nie zostały w całości przełożone na angielski, ale istnieją liczne ich wydania w innych językach. Anglojęzyczne środowisko naukowe jednak dostrzegło rolę Simondona, czego dowodzi publikacja kilku opracowań oraz liczne wydania czasopism poświęcone jego myśli. Wywarł znaczący wpływ na popularnych w Polsce autorów, takich jak Bruno Latour lub (często obecny na naszych łamach) Gilles Deleuze. Powinien być zatem przynajmniej do pewnego stopnia obecny w naszym kraju, a tymczasem bardzo trudno odnaleźć go w polskim dyskursie filozoficznym1.

Niniejszy tekst nie sprawi, że ta sytuacja się zmieni. Ma on raczej na celu zaprezentowanie postaci Simondona i krótkiego zarysu jego myśli. Jest to zwięzłe opracowanie, które z jednej strony może pokazać czytelniczce oryginalną i ciekawą koncepcję filozoficzną, a zarazem być narzędziem do dalszych rozważań z zakresu nieanalitycznej („kontynentalnej”) ontologii, tradycji poststrukturalnej bądź filozofii techniki.

Druga książka Rafała Ilnickiego – Filozofia i science fiction1 – nie jest książką naukową; co więcej, nie jest też dziełem stricte filozoficznym, a tym bardziej powieścią science fiction. Jest to raczej zapis eksperymentu dokonanego na pograniczu krytyki kultury (jak zresztą autor definiuje filozofię) oraz poetyki fantastycznonaukowej. Polega on na zetknięciu ze sobą wybranych pojęć i obrazów, zawartych w obu tytułowych dziedzinach. Jego przebieg natomiast rządzi się nie tyle logicznymi seriami wynikania czy uzasadniania, lecz raczej intertekstualnych skojarzeń. Przebiegają one przez krzyżujące się ze sobą płaszczyzny pojęciowe, dając w rezultacie mapę obszaru, który może zainteresować zarówno filozofów, jak i refleksyjnych praktyków i teoretyków science fiction.

W „Machinie Myśli” często poruszamy zagadnienie techniki. Nie bez znaczenia jest to, że pierwsza zorganizowana przez nas konferencja była poświęcona właśnie jemu. Sądzę, że warto byłoby – dla lepszego zrozumienia tego terminu – przyjrzeć się jego źródłosłowowi, w którym niewątpliwie pojawia się greckie pojęcie τέχνη (technê)1. Dzisiejsze znaczenie słowa „technika” wydaje się bowiem być dość wąskie; według Słownika Języka Polskiego jest to bowiem:

i. «wiedza na temat praktycznego wykorzystania osiągnięć nauki w przemyśle, transporcie, medycynieitp.; też: praktyczne wykorzystanie tej wiedzy»
ii. «metoda»
iii. «wyuczona i wyćwiczona umiejętność wykonywania jakichś czynności»
(Źródło: http://sjp.pwn.pl/sjp/technika;2577685.html)

Technika, zwłaszcza w pierwszym z wymienionych znaczeń, wydaje się być czymś konkretnym i osadzonym w praktyce społecznej. W związku z tym wydaje się, że część roszczeń tzw. filozofów techniki jest nieuprawniona – przedmiot ich namysłu bowiem sytuuje się na specyficznym terytorium: pomiędzy nauką a produkcją. Szersze rozumienie pojęcia techniki oferują dwa pozostałe jej znaczenia – które w znacznej mierze odsyłają do starogreckiej techne. Technika w owym mniej skonkretyzowanym sensie jest pojęciem dającym się w większym stopniu deterytorializować poprzez filozofię i dlatego właśnie „filozofia techniki” nie jest po prostu „filozofią inżynierii” – przedmiot jej refleksji jest bowiem znacznie szerszy.

Richard Rorty w swej książce Filozofia a zwierciadło natury próbuje dokonać terapeutycznego „wygaszenia” w duchu Wittgensteina podstawowych problemów filozoficznych, takich jak zagadnienie istnienia umysłu, poznania czy wreszcie filozofii samej w sobie. W części pierwszej swojej książki, poświęconej właśnie umysłowi, autor stara się pokazać bezcelowość pojęcia filozofii umysłu za pomocą eksperymentu myślowego o Antypodanach. Jakkolwiek zgodzę się, że spełnia on swoją funkcję jeżeli chodzi o samo pojęcie umysłu, to zdaje się, iż otwiera zarazem interesujące pole analizy w kontekście języka. Postaram się je pokazać korzystając z narzędzi pragmatyzmu analitycznego zaproponowanych przez ucznia Rorty’ego, Roberta Brandoma w książce Między mówieniem a działaniem. Aby jednak to zrobić, należy najpierw przytoczyć sam eksperyment myślowy Rorty’ego.

W XIX rozpoczął się proces industrializacji, który doprowadził do mechanizacji (a w XX w. wręcz do automatyzacji)1 zgoła wszystkich procesów wytwórczych. Takim procesem było również pisanie i dlatego też nie dziwi fakt, że około 1870 r. rozpoczęto przemysłową produkcję maszyn do pisania z ruchomą czcionką. Produkt ten nie tylko zmienił podejście do pisania jako takiego, ale także przeobraził strukturę społeczną. Przez „pisanie” mam tutaj na myśli jednak nie tyle proces twórczy (autorzy bowiem częstokroć jeszcze w XX w. pisali przynajmniej pierwowzory swoich dzieł odręcznie), ile raczej przepisywanie, sporządzanie pism okolicznościowych czy stenografię.